Skrzydlaty złoczyńca/10
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Skrzydlaty złoczyńca |
| Pochodzenie | Rzecz czarnoleska |
| Wydawca | Wydawnictwo J. Mortkowicza |
| Data wyd. | 1929 |
| Druk | Drukarnia Naukowa T-wa Wydawniczego |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały cykl Cały tekst |
| Indeks stron | |
A po drodze zamigotało mi w źrenicach życie, jak wibrujące błyski rozfechtowanej szpady stalowej. Patrzę — toczy się przedemną złota kula mej młodości. Kopnąłem ją, jak footballista, i popędziłem, potoczyłem przed siebie.
Z krzykiem budził się w każdym nerwie moim postrzeleniec, ryzykant sakramencki. Do miasta wbiegłem wzburzony. Brylantowe strzały rozsadzały mi głowę, w gardle kotłował gniew, patos marsyljański.
Zwołałem meeting na placu i krzyczałem: «Co macie pod nogami?!» (Pękali ze śmiechu i wołali: bruk!) «Ślepcy! Pod nogami macie groby! Olbrzymie pokłady mogił! Cmentarze na cmentarzach, warstwy miljonów trupów! Stare kulturzyska ubijacie codzień stopami! Cmentarze rosną z wieku na wiek! Cmentarze podniosą się do nieba! Przyjdzie kiedyś pokolenie, które czaszkami w niebo uderzy, stojąc na tysiącach nawarstwionych cmentarzy!»
Co rzekłszy, zdarłem okrutnem spojrzeniem powłokę niebną i znieruchomiałem w bezdennem zapatrzeniu.
Obłoki apokaliptyczne! Straszny koncercie form i kolorów! Granatowe i czerwone ruiny niebiańskich wawelów! Wiszące różowe alpy! flotylle przewrócone, zwały kremu, brogi fioletowych śniegów, niebo zachodnie, paleto boża, codzień nieskończenie inna! Wykłębi się kiedyś z ciebie czarne, zadymione Zwierzę, wypełznie z za horyzontu, paszczę wrzaskiem rozdziawi i rzygnie potopem wiecznej nocy!