Skradziony tygrys/6
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Skradziony tygrys |
| Wydawca | Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o. |
| Data wyd. | 31.3.1938 |
| Druk | drukarnia własna, Łódź |
| Miejsce wyd. | Łódź |
| Tłumacz | Anonimowy |
| Tytuł orygin. | Tytuł cyklu: Lord Lister, genannt Raffles, der grosse Unbekannte |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB Cały tekst |
| Indeks stron | |
Na wschód od Southend ciągnęły się szerokie nieuprawne ugory. Na tych właśnie miejscach menażeria Wheelera rozbita swe namioty. W środku wzniesiono rodzaj cyrku. Trzy wielkie żelazne klatki służyły za schronienie najdzikszym zwierzętom. Z tyłu za cyrkiem mieściły się wozy, w którym mieszkali dozorcy i służba: Wheeler wraz z rodziną oraz członkowie orkiestry mieszkali w niewielkim hoteliku. Plac był dość gęsto pozastawiany, gdyż Wheeler miał bardzo dużo zwierząt. Dlatego też klatkę z małpami, z niedźwiedziami oraz z hieną ustawiono pomiędzy wozami. Dokoła wszystkiego ciągnął się plot otoczony kolczastym drutem. Ostrożność ta jednak była zbyteczna, bowiem groźne pomruki zwierząt trzymały ciekawych w pełnym szacunku oddaleniu.
Tego dnia Wheeler wstał bardzo wcześnie. Chciał on bowiem być obecny w porcie w momencie wyładowywania zwierząt. Przedewszystkim ciekaw był jak wyglądał tygrys, którego miał otrzymać Barnini, jego konkurent. Miał również nadzieję, że ujrzy może tygrysa, zakupionego u Chesneya, choć agent zaznaczył mu z góry, że nie wie czy zwierzę to przyjedzie tym samym transportem. Dla tego też zastosował się do wskazówki Shesney i zamiast udać się do portu, pozostał w domu, wyglądając z niecierpliwością pojawienia się tygrysa. Zbliżało się południe a z nim chwila rozpoczęcia przedstawień. Tygrysa nie nadesłano.
Nagle głuchy odgłos dobiegł go ze strony szosy. Pełen nadziei wybiegł na drogę, lecz ku swemu rozczarowaniu ujrzał wóz meblowy. Stary woźnica zlazł z kozła i podszedł do niego.
— Czy pan jest panem Wheelerem? — zapytał
— Tak, to ja.
— Przyprowadzam tygrysa, którego kupił pan wczoraj u pana Chesneya.
Olbrzymia radość ogarnęła dyrektora. Spełniły się jego najgorętsze marzenia!
— Gdzież pan umieścił zwierzę? — zapytał w jak najlepszym humorze. — Czyżby w tym wozie?
— Tak — odparł lakonicznie woźnica.
— Zabawny sposób transportowania zwierząt! Zabierzmy się natychmiast do wyładowania.
— Stop! — zaprotestował woźnica. — Nie tak prędko! — Mister Chesney zabronił mi wypakować tygrysa, zanim pan nie ureguluje rachunku.
Mówiąc te słowa począł niezgrabnie szukać pokwitowania na 800 funtów sterlingów za tygrysa jawajskiego.
— Czy pan Chesney nie przyjdzie sam po pieniądze? — zapytał dyrektor menażerii.
— Nie, proszę pana. Miał on wczoraj wypadek i skręcił nogę. Dziś czuje się o wiele gorzej i dlatego dał mi pokwitowanie.
— Dobrze — mruknął Wheeler. — Czy będę mógł jednak obejrzeć zwierzę przed zapłaceniem?
— O tak, — odparł woźnica dobrodusznie.
Podniesiono żelazną zasuwę i otworzono szeroko drzwi wozu. Do tej chwili tygrys zachowywał się spokojnie. Gdy jednak promienie zachodzącego słońca wdarły się do jego więzienia, zerwał się ze swego kąta, przeciągnął swe potężne członki i wydał przeciągły ryk, jak gdyby chcąc w ten sposób przywitać swych towarzyszy.
Na widok wspaniałego zwierzęcia opartego o pręty klatki, serce Wheelera zabiło radośnie. Była to naprawdę wspaniała sztuka godna wzbudzenia zazdrości w każdym konkurencie. Z pewnością tygrys Barniniego nie mógł być piękniejszy od tego zwierzęcia, — pomyślał, wręczając z tym większą przyjemnością 800 funtów sterlingów woźnicy.
— Teraz, mój przyjacielu, możemy go chyba wyładować...
— Tak, tak, sir — odpowiedział. — Mam do pana jednak jedną prośbę:
— Cóż takiego mój stary? — zapytał dyrektor.
— Jest już troszkę późno. Wyładowanie w porcie przeciągnęło się trochę i droga była zła. Ja i mój towarzysz jesteśmy bardzo zmęczeni... Jutro zaś mamy transport wychodzący z Bromley. Czy nie moglibyśmy zostawić tutaj wozu z końmi sami wsiedlibyśmy w pociąg i wrócilibyśmy dopiero jutro rano?
— Bardzo chętnie, mój przyjacielu — odparł Wheeler. — Najwyżej nie będzie to przyjemne dla waszych koni. Moje zwierzęta dawno się już przestały lękać drapieżników. Spójrzcie — dodał wskazując na otwarte drzwi stajni, gdzie stały szeregiem wspaniale rumaki — to zupełnie co innego, niż wasze biedne szkapy! Ale nie obawiajcie się. Każę je odstawić do stajni hotelowej.
— Bardzo panu dziękuję — odparł woźnica z radością.
— Grzeczność za grzeczność — odparł Wheeler — jeśli wóz i tak ma tutaj zostać, zostawimy jeszcze przez dzisiejszą noc tygrysa, ponieważ trudno będzie dziś go przeładowywać. Gdyby Chesney powiedział mi z góry, że otrzymam tygrysa dzisiaj, byłbym poczynił potrzebne przygotowania.
— Ależ bardzo chętnie, Może pan śmiało zostawić zwierzę przez noc w wozie.
Słowa te zabrzmiały lekko ironicznie, lecz dyrektor nie poznał się na tonie i dał woźnicy suty napiwek.
Po jego odejściu, Wheeler wydał dyspozycje pilnowania tygrysa przez noc i powrócił do swego hoteliku. Wziął od właściciela hotelu gazetę wieczorną i usiadł w fotelu aby ją przeczytać.
Nagle oczy jego padły na sensacyjny tytuł:
Przeczytał artykuł z zajęciem i dowiedział się o zaginięciu tygrysa z Sumatry, nabytego przez jego konkurenta. Wheeler nie wierzył własnym oczom! Pozycja jego wobec Barniniego była teraz o stokroć silniejsza. Wszedł do swego pokoju, wziął kartkę papieru i zaczął pisać list następującej treści.
W oczekiwaniu pańskich odwiedzin, przesyłam panu przyjacielski uścisk dłoni
— Diabli cię porwą na wieść o tym, stary łotrze — rzekł Wheeler zacierając ręce.
Natychmiast wysłał służącego z listem na pocztę, a sam zamówił sobie butelkę wina, zamierzając opróżnić ją na cześć swego wystrychniętego na dudka konkurenta.