Skradziony tygrys/5
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Skradziony tygrys |
| Wydawca | Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o. |
| Data wyd. | 31.3.1938 |
| Druk | drukarnia własna, Łódź |
| Miejsce wyd. | Łódź |
| Tłumacz | Anonimowy |
| Tytuł orygin. | Tytuł cyklu: Lord Lister, genannt Raffles, der grosse Unbekannte |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB Cały tekst |
| Indeks stron | |
Zaledwie Baxter zniknął z oczu, stary woźnica wybuchnął głośnym śmiechem. Z piersi jego młodego towarzysza wyrwało się westchnienie ulgi.
— Mój Boże ale miałem stracha, Edwardzie!
— Czemuż to? Wszystko skończyło się pięknie.
— To prawda. Pomyśl jednak, coby się stało, gdyby Baxter wyładował wszystkie meble z wozu, lub też gdyby tygrys ryknął nagle?...
— Rezultat byłby ten sam. Mój przyjaciel Baxter przeląkłby się do tego stopnia, że rzuciłby się natychmiast do ucieczki. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, musimy czemprędzej zakończyć sprawę.
— Co mamy robić? Czy mamy jeszcze raz ładować od początku?
— Ależ skąd? wyrzucimy meble i jaknajprędzej ruszymy w dalszą drogę z naszym najmilszym kociątkiem. Dalej do roboty.
Oboje zabrali się do otwierania ciężkich drzwi wozu.
— Co to takiego? — rzekł Charley, podnosząc jakiś papier, który leżał na ziemi...
— Ależ to legitymacja Baxtera! Odda nam ona niesłychane usługi — rzekł lord Lister, chowając legitymację do kieszeni swej kamizelki. — Ma to jednak tę złą stronę, że Baxter będzie się starał wrócić tu jaknajprędzej, aby ją odnaleźć. Musimy więc śpieszyć się.
Meble nie musiały być tak bardzo ciężkie, gdyż w ciągu kilku minut zdjęto z wozu wszystko, co służyło do ukrycia tygrysa. Tylko kilka skrzyń, stojących z przodu, było istotnie ciężkich, ponieważ Raffles napełnił je kamieniami. Stare krzesła, dywany i naczynia legły pokotem w poprzek szosy. Na żółto pomalowany kredens kuchenny ustawiono starannie z boku. Gdy ukończono robotę, Raffles wyrwał z notatnika swego jedną kartkę, napisał na niej kilka słów i włożył do koperty zaadresowanej w następujący sposób:
Wielmożny Pan Komisarz Policji
Baxter.
List ten przypiął zapomocą pluskiewki do szuflady kredensu.
Zamknięto ciężkie drzwi, zaryglowano żelazną sztabą i wóz ruszył szybkim truchtem w stronę Southend.
Tymczasem patrol policji przybył na stację kolejową w Belingham. Do odejścia pociągu mieli jeszcze dwadzieścia minut. Baxter nieustannie łamał sobie głowę nad sposobem odnalezienia sprawcy tak śmiałej kradzieży. Pogrążony w myślach włożył machinalnie rękę do kieszeni, szukając swej legitymacji, za okazaniem której miał prawo do bezpłatnego przejazdu pociągami. Ogarnęło go przerażenie.
— Do diabła! — szepnął, po raz piąty przeszukując swe kieszenie. Przypomniał sobie nagle, że ostatni raz pokazywał ją woźnicy i że musiał ją niewątpliwie tam zgubić. Szybko powziął decyzję.
— Zgubiłem swą legitymację — rzekł do swych agentów, którzy w międzyczasie zajęli już miejsca w wagonie. — Jedźcie sami, aż do Catword, ja zaś dogonię was później.
Wsiadł na motocykl i jadąc możliwie jaknajwolniej rozglądał się, czy przypadkiem gdzieś na drodze nie ujrzy swej legitymacji. Ponieważ nie znalazł jej, odbył z powrotem poraz wtóry całą drogę aż do miejsca spotkania wozu. Nagle niezwykły widok uderzył jego oczy. Niedaleko miejsca, w którym się zatrzymał poprzednio jakiś żółty przedmiot, stojący z boku szosy, lśnił jasno w promieniach słońca.
W pierwszej chwili Baxter nie mógł się zorientować, co to być mogło. Dopiero gdy podszedł bliżej poznał kredens, który stojąc samotnie na szosie niczym z daleka nie przypominał sprzętu domowego.
— Czyżby człowiek nie zdołał wnieść z powrotem tego mebla? — zapytał sam siebie Baxter. — Jakże to nieostrożnie z jego strony, zostawiać go tutaj.
Zdumienie jego wzrosło, gdy ujrzał tuż obok kredensu spiętrzoną kupę innych mebli. Ogarnęło go niedobre przeczucie. Nagle ujrzał przypięty do szuflady kredensu list.
Aby okazać panu swą dobrą wolę i aby zrewanżować się za siedem szylingów, pozwalam sobie zostawić panu kredens kuchenny w zupełnie jeszcze dobrym stanie. Kosztował on mnie co prawda o wiele więcej, ale mam nadzieję, że spodoba się on jeśli nie panu, to pańskiej przemiłej gosposi.
Gdy legitymacja pańska odda mi już właściwe usługi, pozwolę ją sobie panu zwrócić.
— Złodziej! Łobuz! Bandyta! — zaklął Baxter. Ośmiela się jeszcze drwić ze mnie. Już teraz wiem, że to on ukradł tygrysa. Ale co robić?
Spojrzenie Baxtera prześlizgnęło się po krzesłach i kufrach, leżących spokojnie na ziemi. Począł zastanawiać się, w jakim kierunku powinien zwrócić pościg. Baxter wiedział, że po Southend szosa rozdziela się w dwie strony. Jakże tu domyśleć się który kierunek obierze wóz meblowy.
Rozpacz ogarnęła inspektora policji.
Wskoczył na swój motocykl i pełnym gazem pognał w stronę Bellingham.
Pogrążony w myślach nie zwracał uwagi na przeszkody, znajdujące się na szosie. Nagle odczuł silny wstrząs. Motocykl skręcił gwałtownie i wpadł do rowu. Kiedy Baxter oprzytomniał, leżał w samym środku szosy. Ostrożnie poruszył najpierw jedną po tym drugą nogą i wyciągnął przed siebie ręce. Był zdrów i cały, jakkolwiek silnie poturbowany. O kilkanaście kroków od niego leżał motocykl, całkiem niezdatny do użytku. Ubranie inspektora policji znajdowało się w opłakanym stanie. Był opryskany błotem od góry do dołu, jeden rękaw od marynarki zwisał mu smutnie.
— Przeklęta historia — szepnął do siebie Baxter, kopiąc ze złością połamany motocykl.
Puścił się w dalszą drogę piechotą. Na szczęście pociąg stał jeszcze na stacji. Szybko wbiegł na peron, ale zdążył już tylko ujrzeć ostatni wagon odjeżdżającego pociągu.
Baxter pobiegł do naczelnika stacji. Miał zamiar posłać stamtąd telegram do Scotland Yardu.
Gdy jednak zjawił się w gabinecie naczelnika umazany błotem i w podartym ubraniu, prosząc o nadanie urzędowej depeszy, kolejarz spojrzał na niego ze zdziwieniem. Wziął podejrzanego gościa za złodzieja albo wariata. Mimo to, Baxter wytłómaczył mu swą sytuację i rzekł uprzejmym tonem.
— Czy mógłbym prosić pana o legitymację?
Tutaj tkwiło właśnie sedno całej sprawy. Opowiedział naczelnikowi swą ostatnią przygodę z Rafflesem. Naczelnik odniósł się do tego opowiadania z dużym sceptycyzmem. Zgodził się wysłać depeszę do Scotland Yardu pod warunkiem, że aż do chwili otrzymania odpowiedzi, która potwierdzi jego opowiadania, Baxter zostanie zamknięty w biurze. Baxter awanturował się, groził, prosił i płakał. Naczelnik był nieubłagany. Baxter musiał się poddać spokojnie swemu losowi. W ten sposób stracił pół godziny cennego czasu, który mógł użyć skutecznie na poszukiwania Rafflesa. Dopiero po upływie tego czasu wpadło mu na myśl skomunikować się z następną stacją w celu porozumienia się z agentami policji.
Naczelnik uznał to żądanie za słuszne, jakkolwiek przez cały czas nie spuszczał z swego gościa podejrzliwego wzroku.
W ten sposób, unieruchomiony na małej stacyjce, inspektor policji liczył niecierpliwie minuty swej niedoli. Pierwsze zetknięcie się z Rafflesem odebrało mu całkowicie nadzieję odzyskania skradzionego tygrysa i schwytanie Tajemniczego Nieznajomego.