Siostra lotnika/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Dromlewiczowa
Tytuł Siostra lotnika
Podtytuł Powieść dla młodzieży
Data wydania 1933
Wydawnictwo Księgarnia J. Przeworskiego
Drukarz Druk. „Floryda“
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

— Czy myślisz, że uda im się wydostać z niebezpieczeństwa? — zapytała Asia cicho Tomka.
Tomek był tak zajęty, pochłanianiem akcji, rozgrywającej się na ekranie, że nie odrazu usłyszał pytanie.
— Co mówisz? — zapytał z roztargnieniem.
Asia powtórzyła.
— Ależ naturalnie, jestem przekonany, że w ostatniej chwili Tom Mix zjawi się i ich uratuje. O widzisz, już jest.
Rzeczywiście, po chwili już słychać było po całej sali, tętent kopyt końskich i z za drzew ukazał się Tom Mix, pędzący na swym wspaniałym koniu.
— Ach, jak on jedzie! — szepnął Tomek zachwycony.
Tom Mix jeździł rzeczywiście wspaniale. Bez wahania przeskakiwał wszelkie przeszkody. Jednym susem przesadził wielki rów, napełniony wodą, wspinał się na wzgórza, zjeżdżał stromą ścieżką. Wydawać się mogło, że dla niego i dla jego konia nie egzystuje nic trudnego na świecie.
— Widzisz, za chwilę ich uratuje — szepnął Tomek.
Asia patrzyła uważnie. Przejmowały ją żywo losy jasnowłosej bohaterki, którą przed chwilą schwytali bandyci, usiłując dowiedzieć się od niej, gdzie jej ojciec przechowuje pieniądze, przeznaczone na wypłatę dla robotników.
— Ale czy da sobie radę? — powiedziała z powątpieniem — przecież on jest jeden, a ich kilku.
— O, bądź spokojna, jakoś to będzie, — odpowiedział Tomek, nie wiedząc wprawdzie w jaki sposób bohater wybrnie z ciężkiej sytuacji, ale mając niezłomną pewność, że napewno nie zginie.
Już po chwili zresztą okazało się, że Tomek ma słuszność. Tom Mix walczył za dwóch, za czterech, za dziesięciu, zarzucił lasso na szyję koniom, strzelał z dwóch rewolwerów jednocześnie, wskakiwał na dach, zeskakiwał w najmniej spodziewanej chwili, aż wreszcie bandyci, poddali się bez wahania, a jasnowłosa bohaterka znalazła się w jego objęciu.
Jeszcze chwila i Tom Mix wjeżdżał tryumfalnie do rodzinnego miasteczka.
— Bardzo ładny obraz — westchnęła Asia.
— Pyszny jest ten Mix — zachwycał się Tomek. — Chciałbym być takim cowboyem.
— O, zbyt prędko zmieniasz upodobania — zauważyła Asia.
— Nie zmieniam wcale, ale to musi być bardzo przyjemnie cwałować na takim pięknym koniu, przez lasy i stepy, ratować nieszczęśliwych, zwyciężać złych.
— Przecież to nie jest naprawdę, a tylko w filmie.
— Tak, to prawda.
— Chodźmy już, Tomku.
— Chwileczkę jeszcze. Chciałbym rozejrzeć się po kinie. Wiesz Asiu, to bardzo ładne kino.
— Bo to jedno z najładniejszych kin Warszawy.
— Wogóle bardzo mi się podoba ta Warszawa — westchnął Tomek.
Było to zdanie, które w ciągu ostatniego tygodnia powtarzał Tomek bardzo często.
Znał wprawdzie Warszawę, był już dwa razy, ale miało to miejsce przed kilku laty i Tomek nie przypominał sobie miasta dokładnie. Teraz zaś zachwycało go wszystko.
Pierwszego wieczora, gdy dzieci przyjechały oczekiwała na nie cała rodzina Asi, obecny był nawet mały Zygmunt. Przez chwilę Tomek czuł się zmieszany. Widział czułe powitanie Asi z rodzicami i z braćmi i poczuł się jakgdyby obcy i niepotrzebny. Lecz już po chwili, Janek zajął się z nim na dobre. Wziął go pod rękę zupełnie jakgdyby miał do czynienia nie z uczniem trzeciej klasy, a z dorosłym kolegą. Po przybyciu zaś do domu zajęto się nim równie troskliwie jak z Asią i już po godzinie, siedząc przy kolacji, Tomek czuł się swobodnie jak we własnym domu.
Państwo Mirscy zaopiekowali się chłopcem jak synem, a Asia podwoiła uprzejmość, jakby czując, że u niej w domu, Tomkowi należy się więcej względów niż zwykle, Tomek nawet zwrócił na to kilkakrotnie uwagę:
— Strasznie coś jesteś elegancka Asiu, zupełnie jak dorosła dama.
— A cóż ty myślisz, właściwie ja jestem już zupełnie dorosła.
— W takim razie ja także jestem już dorosły.
— O nie, chłopcy to zupełnie co innego.
— Wmawiasz sobie moja mała — obraził się Tomek.
— Wcale nie, to przecież dowiedzione, że dziewczynki są o wiele inteligentniejsze i doroślejsze od chłopców w tym samym wieku.
— Ciekawym bardzo kto ci to powiedział?
Asia jednak przypomniała sobie, że ma do czynienia z gościem, ustąpiła więc szybko:
— Może mi się zresztą wydaje — powiedziała łagodnie — w takim razie oboje jesteśmy już dorośli. Chodź Tomku mama zostawiła dla nas na podwieczorek ciastka z kremem.
— Wiesz, wobec tego wolę nie być dorosłym. Dorosłym nie wypada zajadać się tak ciastkami jak ja to czynię.
— A widzisz!
Zaraz następnego dnia po przyjeździe, Asia i Janek zabrali się do oprowadzania Tomka po Warszawie. Zwłaszcza Asia, gdyż Janek był bardzo zajęty przed odlotem, który miał nastąpić za kilka dni. Nie mówiono o tem wiele w domu, czuło się jednak, że wszyscy tylko o tem myślą.
Mimo licznych zajęć znalazł jednak Janek kilka godzin czasu i zaprowadził swego małego przyjaciela na lotnisko, do instytutu aero-dynamicznego, do Ligi Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej i poszedł z nim na długi spacer do Łazienek.
— Coście robili w Łazienkach? — spytała go Asia po powrocie, gdyż Janek i Tomek poszli we dwójkę, Asię zabrała na spacer matka, która chciała z nią pomówić o jej życiu w miasteczku.
— Łazienki są cudowne — powiedział Tomek z zapałem.
— A co mówił Janek, czy rozmawialiście o jego odlocie?
— O, nie mówił nic specjalnego — odpowiedział Tomek i szybko zmienił temat rozmowy:
— Zwiedziliśmy zamek. Strasznie mi się podobał.
W rzeczywistości jednak Janek rozmawiał z Tomkiem bardzo długo właśnie o swoim locie.
— Myślę, że powrócę szczęśliwie — powiedział. — Gdyby jednak, gdyby mi się coś stało…
— Nie, nie, panu się nic nie stanie — zawołał gorąco Tomek.
— Ja też tak myślę, ale musimy jednak przewidzieć i tę ewentualność. Więc gdybym nie wrócił…
— Pan wróci, jestem pewny, że pan wróci.
— Gdybym jednak nie wrócił, to proszę cię, Tomku, zaopiekuj się Asią, nie pozwól jej się za bardzo martwić. Nie zostawiaj jej samej.
— Dobrze — odpowiedział Tomek drżącym głosem.
— Tak, ale widzę, że ty już martwisz się na zapas — żartował Janek, widząc, że oczy chłopcy napełniają się łzami.
— O, jabym tego nie zniósł, żeby pan nie wrócił! — wykrzyknął chłopiec.
Janek uśmiechnął się. Uścisnął rękę chłopca.
— Proszę cię, przyrzeknij mi, że w razie czego postarasz się, aby Asia nie pogrążyła się w rozpaczy.
— Obiecuję to panu — wyszeptał Tomek, wstrzymując z trudem łzy i usiłując się uśmiechnąć.
— Bo widzisz, ja ze wszystkich bliskich na świecie najbardziej kocham tę małą. Wiesz, gdy Asia była zupełnie malutka i płakała to wystarczyło, abym wszedł do pokoju i natychmiast się uspakajała.
Janek zamyślił się, jakgdyby wspominając te chwile gdy był chłopcem, któremu nie groziło żadne niebezpieczeństwo. Tomek milczał także, starając się uspokoić. Prośba Janka wywarła na nim ogromne wrażenie. Nie dlatego, że poczuł się, jakgdyby doroślejszym przez to okazane mu zaufanie, a dlatego, że po raz pierwszy właściwie zdał sobie jasno sprawę z grożącego Jankowi niebezpieczeństwa. Dotychczas nie myślał jakoś o tem. Wiedział wprawdzie, mówił nawet na ten temat, ale nie czuł tego. Teraz dopiero zrozumiał, że Janek mógł poprostu nie wrócić więcej. Odlecieć za kilka dni, jak to było postanowione, a potem zaginąć. Tak łatwo przecież można zmylić drogę, zabłądzić, może zabraknąć benzyny, burza może przeszkodzić dalszemu lotowi, wyczerpanie może uniemożliwić przybycie do celu!
Tak, Tomek dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę z szeregu niebezpieczeństw, które groziły Jankowi. Wiedział o nich wprawdzie przedtem także, lecz jakoś ich nie odczuwał. Teraz zaś siedział obok Janka nieruchomy, w milczeniu, przejęty swemi myślami, zatrwożony o los swego dorosłego przyjaciela.
— Widzisz Tomku — usłyszał głos Janka. — Powiedział raz Napoleon, że jeżeli chce się osiągnąć swój cel, to przeszkody nie należy uważać za przeszkodę. Zrozumiałeś?
Tomek skinął potakująco głową. Bał się odpowiedzieć, gdyż czuł, że przy pierwszych słowach głos mu się załamie i wybuchnie płaczem, jak dziecko, a nie jak dorastający chłopiec, któremu Janek powierzył pieczę nad swoją ukochaną siostrą.
Przez ten cały dzień Tomek był milczący i nieswój, aż Asia zauważyła z przekąsem:
— Widzę, że Łazienki źle na ciebie podziałały.
Nazajutrz jednak Tomek obudził się wesoły i swobodny jak zwykle. Słońce świeciło tak jasno, Janek był w tak świetnym humorze, że wydało mu się niepodobieństwem aby mogło wydarzyć się coś złego.
— Dzisiaj ja cię oprowadzam po Warszawie — zadecydowała Asia.
Zwiedzili więc razem Stare Miasto, i Muzeum Narodowe. Wszystko przejmowało Tomka prawdziwym zachwytem i Asia, która znała to wszystko dobrze, patrzyła teraz jakby innemi oczyma, zauważając szczegóły, na które nie zwracała uwagi, a które teraz uwydatniał zachwyt Tomka.
Następny dzień dzieci spędziły w Ogrodzie Zoologicznym.
— Strasznie lubię zwierzęta — oświadczył Tomek karmiąc zwierzęta przez kratę.
— Zobacz Asiu, te niedźwiadki są naprawdę rozczulające.
— Mnie się podoba najbardziej tygrys.
— Mnie też, ma takie wspaniałe, zagniewane spojrzenie.
— Pomyśl coby się stało, gdyby mógł się wydostać.
— Wolę o tem nie myśleć.
Potem zkolei zachwycił ich ryś.
— O, ten ryś jest zupełnie bezpieczny — wyjaśnił dozorca — można się z nim bawić jak z kotkiem, a ten drugi jest bardzo złośliwy i zły.
— To tak jak u ludzi, jeden dobry a drugi zły — powiedział Tomek, a Asia roześmiała się.
— Widzę Tomku, że filozofujesz.
— Trzeba się niekiedy zastanowić nad życiem — oświadczył Tomek z powagą.
Po chwili jednak zapomniał o swem postanowieniu, śmiejąc się do rozpuku nad niezgrabnemi ruchami niedźwiedzia i podczas sztuk słonia.
— Asiu, to była pyszna zabawa! — powiedział, gdy wychodzili śpiesząc się do domu.
— Pyszna!
— Mam wrażenie, że to są wakacje i muszę przyznać, że prawdziwych wakacji nie spędziłem tak przyjemnie.
— Ojciec obiecał, że nas jutro zabierze do cyrku.
— Wiesz, Asiu, gdybym nie był na ulicy, to fiknąłbym kozła z radości.
Tomek nie fiknął wprawdzie kozła, jego rozradowana mina jednak świadczyła wyraźnie o świetnym humorze.
Po cyrku nastąpiła jednodniowa przerwa spowodowana wiadomością, że może Janek pojedzie o dzień wcześniej niż zamierzał.
— Co dziś robimy Asiu? — zapytał tego dnia Tomek.
— Zwiedzimy katedrę i pomodlimy się za szczęśliwy powrót Janka.
— Doskonale! Za chwilę będę gotowy.
Tego samego dnia jednak okazało się, że odlot Janka nastąpi dopiero za kilka dni. Następnego dnia zatem Asia i Tomek poszli do kina.
— Tak Asiu, — mówił Tomek, wychodząc z kinematografu na ulicę — bardzo mi się tu podoba. Nie dam sobie teraz rady w naszem miasteczku.
— Chciałbyś stale mieszkać w Warszawie?
— Naturalnie, — odpowiedział w pierwszej chwili Tomek, potem jednak zamyślił się i dodał:
— Właściwie, to nie. Chciałbym tylko przebywać w Warszawie kilka miesięcy w roku. Kilka miesięcy chciałbym spędzać u nas w miasteczku, bo jednak tam jest bardzo przyjemnie. Las tak blisko, woda, takie zabawne wąskie uliczki, nasza apteka…
Tomek zamyślił się i nagle poczuł lekką tęsknotę.
— Tak, tu jest bardzo ładnie, ale jednak jestem przyzwyczajony do tamtych stron.
— A gdziebyś spędzał pozostałe miesiące? — zapytała Asia.
— Jakie miesiące?
— Powiedziałeś kilka miesięcy tu, kilka miesięcy tam.
— Razem mogłoby ich wprawdzie być dwanaście — roześmiał się Tomek, — myślałem jednak o tem, że resztę spędziłbym na wspaniałych podróżach. Podróżowałbym po całym świecie. Wiesz, Asiu, chciałbym polować na słonie w Afryce, pojechać na walkę byków do Hiszpanji.
— Walka byków, fe, to obrzydliwość!
— Tak, ale jednak chciałbym zobaczyć. Pojechałbym do Włoch, chciałbym zwiedzić Japonję.
— Jednem słowem, wszystko cały świat!
— Tak Asiu, cały świat!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Dromlewiczowa.