Sierotka (Fredro)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Fredro
Tytuł Sierotka
Pochodzenie Dzieła Aleksandra Fredry tom XII
Data wydania 1880
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

SIEROTKA.



Nikt o mnie nie dba i ja o nikogo,
Idę przed siebie zawsze prostą drogą;
Gdzie ja tam zajdę?... Bóg to wiedzieć raczy....
Ot, będzie jakoś.... albo téż inaczéj.
Nic ci nie umiem.... tać i ptak nie umie,
Przecieć wesoło po powietrzu szumie,

I znajdzie ziarnko jak dobrze poszuka,
Ot, żyć na świecie nie tak wielka sztuka.
Zwą mnie włóczęgą, — cóż to szkodzi komu?
Jakże mam siedzieć, kiedy nie mam domu;
Nie znam i miejsca méj rodzinnéj chatki
Biedny sierotka bez ojca, bez matki.
Ha! Jak Bóg zechciał, tak się tam zrobiło;
Urosłem przecie że aż patrzeć miło,
O nic nie stoję gwiżdżę jak skowronek,
Jak słońce błyśnie dobry każdy dzionek.
Jak się spać zechce, prześpię się i w żłobie,
Jak się jeść zachce, to czasem zarobię,
Czeszę bosaka, aż się za mną kurzy,
Ot, niech tam o mnie świat sobie bajdurzy!
Jak Bóg pomoże, jakoś, kiedyś będzie,
Może osiądę na jakim urzędzie,
Może prebendę gdzie jaką wyproszę....
Pójdzie to jakoś, pomału, potroszę.
Może mnie zoczy, pokocha chłopaka
Jaka hrabianka, lub księżniczka jaka,
Weźmie za męża, — a jak się ożenię
Ni ztąd ni z owąd w pana się przemienię.
Hej! Tożbym zagrał jak na cztérech basach!
Kupiłbym sobie buty na obcasach,
Chusteczkę żółtą, kamizelkę w kwiaty,
I dwoje spodni, każde w inne kraty.
Kupiłbym także kwiateczki pachnące
Jakich nie widać w lesie ni na łące,
I posadziłbym w dzień jasny i cichy
Na wklęsłym grobie staréj Bazylichy;
Za łyżki mleka, za garsteczki grochu,
Co mi biedaczka dawała po trochu,

Za te koszulki, co nocą łatała,
Jak gdzie kawałek płótna wyżebrała.
Będę kwiateczki podlewał, podpierał,
I zawsze w górę do Boga pozierał
I prosił, aby téj co leży w grobie
Dał gdzie tam miejsce wygodne przy sobie.
Jak się ustroję w święto lub niedzielę,
Będą się na mnie patrzyli w kościele;
Niejedna mrugnie, niejedna spoglądnie,
A ja przy ławkach będę stał porządnie.
Potém uklęknę jak niegdyś ubogi
Pana Jezusa ucałuję nogi,
I Matce Boskiéj ofiarkę postawię,
Boć ci mnie zawsze słuchała łaskawie.
Po nabożeństwie stanę przy kościele
Dziadom i babom po groszu udzielę,
Niech się téż cieszą, kiedy ja się cieszę;
Potém na Wólkę do Moszka pospieszę.
Hej! Wy muzyki! skrzypki i cymbały!
Ja dzisiaj płacę!... grajcie mi dzień cały!
Grajcie co każę!... a grajcie od ucha,
Niech się niejeden ubawi, nasłucha.
Teraz Mospanie z lewego obcasa
Naprzód, a boczkiem, hajże obertasa!
Aż się tchy zaprą, we łbie się zakręci....
Hej, to mi taniec, niechaj nam się świeci!
A ty tam, jaki taki! precz mi z drogi!
Bo tak cię machnę, że aż zadrzesz nogi!....
I nuże za łby.... na ławę, pod ławę
I łupu cupu w skórę na wyprawę!...
Hej! hej, mój Boże! szczęścia tu nie mało!
Byle mi tylko jeść się tak nie chciało,...

A czy jeść będę, Bóg to wiedzieć raczy?...
Ot będzie jakoś!... albo téż inaczéj.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Fredro.