Wstaję z łoża, śniąc o tobie,
W pierwszym słodkim nocy śnie,
Gdy łagodny zefir tchnie,
Gdy się złocą gwiazdek roje!
Wstaję z łoża, śniąc o tobie —
Jakiś duch czy jakiś ptak
Prowadzi mnie — któż wie jak? —
Pod twe okno, dziecię moje!
Błędny wietrzyk skróś przenika
Ten milczący, ciemny świat;
Czampakowy pachnie kwiat —
Niby myśli śród marzenia!
Żałośliwa pieśń słowika
Obumiera cichym snem:
Tak jak ja na sercu twem
Mam ostatnie wydać tchnienia!
Otwórz, otwórz swe okienko!
Ja omdlewam, padam, mrę —
Niech jak deszcz — całunki twe —
Zaleją mi usta — oczy!
Twarz ma blada pragnień męką:
Serce me tęsnotątęsknotą drży —
Ze swem sercem złącz je ty —
Moje z piersi wnet wyskoczy!