Sen nocy letniej (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sen nocy letniej
Podtytuł Przedmowa
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom XII
Data wydania 1895
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

SEN NOCY LETNIEJ.

C

Czarodziejska ta fantazya powinnaby się właściwie nazywać: Snem nocy Święto-Jańskiej — „Midsummer“ nie oznacza w Anglii nieokreślonego jakiegoś dnia letniego, ale tę pełną czarów noc Ś. Jana, dnia 24 czerwca, którą u nas też obchodzono Sobótkami, z temi samemi obrzędami prawie, co na Zachodzie.

Odwieczna cześć Baala, która się po całym rozeszła świecie, wspólną była z innymi i narodom słowiańskim. Baalową tę noc obchodzono ogniami zapalonymi, śpiewami i skokami, począwszy od brzegów Dniepru i Wisły, aż do Renu, Sekwany i Tamizy. Co więcej, też same nawet z nią w Anglii związane były gusła, podania i obrzędy. Jak u nas, szukano tej nocy w Anglii, nie kwiatu wprawdzie, ale nasienia paproci. Duchy z królową swą na czele, szatany pod wodzą swego pana walczyły o posiadanie tego cudownego ziarna.
Grose w swym „Provincial Glossary“ opowiada o kimś, co poszedłszy za nasieniem paproci, pobity został i potłuczony przez zazdrosne duchy.
Dziwy się działy w tę noc Kupałową; duchy umarłych występowały z grobów, widma zbliżały się i mieszały z ludźmi żywymi, najdziksze sny ich trapiły, łudziły lub przepowiadały przyszłość. Marzenia te zwano „Szałem nocy Ś. Jana“ i dlatego Szekspir dramatowi swemu fantastycznemu nadał ten tytuł, którego znaczenie u nas się zaciera... a w Anglii jest zrozumiałem.
Wszystko, co widzieć mamy, jest jakby snem, ułudą, rozgorączkowanej wyobraźni igraszką...

Oko poety, w uniesienia szale,
Z nieba na ziemię, z ziemi w niebo patrzy,
Rzeczy nieznane wyobraźnią stwarza,
A pióro jego powietrznej nicości
Imię i miejsce pobytu wyznacza. (Akt V. Scena I).

Szekspir pisząc tę cudną fantazyę w końcu XVI wieku, gdy jeszcze palono w najlepsze czarownice (i długo potem), gdy nie wierzyć w duchy, widma i czarnoksięskie praktyki, w konszachty z dyabłami, w zaklęcia i wywoływania duchów uważało się za grzech i bezbożność, dał dowód wielkiej wyższości swej nad pojęcia wieku. Współczesny mu, także pisarz dramatyczny, Juliusz książę brunświcki, który podobne nawet z poetą angielskim układał sztuki dla sceny, palił u siebie tak gorliwie czarownice, że plac, na którym się egzekucye odbywały, jak las palów niedogorzałych wyglądał. Szekspir z tych mrzonek fantazyi rozbujałej czynił właściwy użytek, przędąc z nich złote poezyi nici, tkając z nich tę różnobarwną tkankę, która obleka Burzę i Sen nocy letniej.
W jego świecie duchów, podobnym do świata ludzi, mieszczą się Oberony i Tytanie, Puki i Aryel’e, postacie cudnej piękności, poczwarne i fantastycznych kształtów, pocieszne Groszkowe Kwiatki i Gorczyczki. Było to nowością zuchwałą w XVI wieku, zamiast lękać się czarów i duchów, robić z nich zabawę i posługiwać się nimi na scenie. Należy poecie więcej może, niż uwielbienie geniuszu, bo cześć dla odwagi, z jaką w ten sposób protestował przeciwko obłąkaniom, które na czarowników używały stosu, tortury i miecza.
Poeta czerpał z obfitej skarbnicy podań ludu, ale każdy z kwiatków uszczkniętych, tchem jego ożywiony, nowego nabierał blasku. Z drukowanych materyałów służyły mu, wedle badaczy angielskich, z Chaucer’a „Canterbury Tales“, opowiadania w „The Wif of Bathes Tale“ z czasów króla Artura.
U Chaucer’a też zapożyczył postacie Tezeusza i Hipolity i wiele szczegółów, nawet pomysł do wybornej parodyi dramatu o Piramie i Tyzbie.
Postać Robina „good-fellow“ (Puka) była i jest dotąd tak popularną, iż z mnogich o nim powieści wybór tylko był trudnym. Sama osnowa tego dramatu, marzenia, fantazyi wcale nie jest zawikłaną. Tezeusz, książę ateński, ma się żenić z Hippolitą, królową Amazonek. Czas ślubu nie nadszedł jeszcze, czynią się ku niemu przygotowania. Wtem nadchodzi Egeusz, ojciec małej, ślicznej, żywej Hermii, ze skargą do króla. Postanowił on ją wydać za Demetryusza (który wprzódy kochał się w pięknej, smukłej, majestatycznej postaci, Helenie) — Hermia, kapryśne dziewczę, dała się zbałamucić piosnkom, jedwabnym słówkom i darom młodego Lizandra. Ojciec, któremu dziecię odmawia posłuszeństwa, żąda od księcia rozkazu, przymuszenia jej, grożąc skazaniem na wieczną pokutę i zamknięcie w dziewiczym klasztorze Dyany. Jeśli nie pójdzie za Demetryusza, nie wyda jej za nikogo. Hermia nie daje się zastraszyć groźbami. Lizander namawia ją do ucieczki z sobą i naznacza miejsce schadzki, w gaju pod miastem, skąd w dalszą wyruszyć mają drogę.
Mamy więc naprzód parę księżęcą i dwie pary kochanków, około których dramat ma się rozwinąć. W lesie spotykamy się jeszcze z królem duchów Oberonem i królową Tytanią, poróżnionych z sobą o fraszkę, chłopaka, którego król chce wziąć do usług swoich, a królowa mu go nie daje.
Pod rozkazami króla duchów jest figlarz złośliwy, Puk.
Kropelka soku, wysączona z bratków (Viola tricolor), ma mieć tę własność, że puszczona na powiekę śpiącego, zapala go miłością ku istocie, którą pierwszą ujrzy po przebudzeniu. Oberon chce się pomścić na Tytanii, posyła Puka po sok cudowny, rozkazuje namaścić jej powieki, i podsuwa w chwili ocknięcia się tkacza Denka, któremu Puk przyczepił głowę oślą. Biedna Tytania szaleje za poczwarną istotą.
Tymczasem w lesie razem znajduje się Lizander i Helena, przychodzi Demetryusz, osoby te spotykają się, gubią, współzawodnicy waśnią, a figlarny Puk złośliwe płata im sztuki.
Wśród tego dramatu dwojga par zakochanych, nie licząc królowej Tytanii, nadzwyczaj komicznie przedstawia się trupa artystów dramatycznych, złożona z biednych rzemieślników ateńskich, mających w czasie wesela króla grać, gwoli rozrywki jego, historyę o Piramie i Tyzbe. Tragiczny ten przedmiot w rękach i na ustach cieśli, stolarza, tkacza, miechownika, kotlarza i krawca, zmienia się w przedziwną farsę i parodyę wielu zapewne teatrów z czasów Szekspira. Podobni amatorowie sztuki dramatycznej i dziśby się jeszcze znaleźli. W scenach przygotowujących się artystów, mających grać role Muru, Światła księżycowego, Lwa, humor i dowcip jest niezrównany. Jest to satyra, która niegdyś jeszcze ostrzejszą być musiała, dotykając znanych ludzi i okoliczności, o które się codzień ocierano. Wogóle też teatr Szekspira, mimo komentatorów i tradycyi, stracił wiele dla nas z tych rysów, które współcześni tylko pochwycić mogli. Mnóstwo napomknień i aluzyi niezrozumiałemi się stały.
Sam tytuł mającej się przedstawić sztuki, jest doskonale naśladowany z wydań ówczesnych dramatów, nawet własnych Szekspira:

„Najrzewniejsza komedya i najokropniejsza śmierć
Pirama i Tyzby“.

Wspomniany przez amatorów-artystów Herkules naprzykład, był jedną z najulubieńszych figur przed-szekspirowskiego teatru.
W Green’a „Groatsworth of Wit“ jeden z aktorów mówi: „Dwanaście prac herkulesowych wygrzmiałem ze sceny“.
Scena, gdy Denko obiecuje pod sekretem, ostrzedz widzów, że nie jest prawdziwym Lwem, i że się nie mają czego obawiać, przypomina anegdotę słyszaną przez Malone’a, którą Szekspir zużytkował.
Dawano raz na Tamizie przedstawienie uroczyste dla królowej Elżbiety; niejaki Harry Goldingham wystąpić miał w roli Aryona na delfinie. Tymczasem od wilgoci dostał chrypki, głos mu nie służył, i gdy się królowa zbliżyła, począł suknie, w które był przebrany, zrzucać, wołając: Nie jestem Aryonem, jako żywo, ale sławetnym i uczciwym Harrym Goldinghamem... Co królowę niezmiernie ubawiło.
Rok, w którym Szekspir wymarzył tę fantazyę, ten sen na jawie, daje się oznaczyć dosyć prawdopodobnie. W samej sztuce są pewne wskazówki. Gdy Filostrat daje do wyboru Tezeuszowi sztukę, jaką ma być grana w czasie zabaw weselnych, między innemi wymienia:
„Dziewięć muz we łzach, nad zgonem nauki, która niedawno z nędzy umarła“.
„Łzy Muz“ Spenser’a, do których to jest aluzyą, wyszły w roku 1591.
Drugą skazówką jest wspomnienie w Romeo i w tym Śnie królowej Mab, dozwalające przypuszczać, że oba dramata pochodzą mniej więcej z jednej epoki, zatem między 1593 a 1594. Naostatek Meres, w Palladis Tamia (1598) już go wspomina. Malone oznacza rok 1592, Halliwell 1594. Późniejsze daty opierają się na bardzo słabej hypotezie, że sztuka graną być mogła (co się dowieść nie daje) na weselu lorda Southampton’a, inni sięgają aż do 1590 roku, przypuszczając, że przeznaczoną była na wesele hr. Essex’a. W istocie, czarodziejska ta fantazya ma wszystkie cechy sztuki, która na weselu graną być mogła, ale wiadomości niema o tem żadnej.
H. Kurz, przyjmując za pewne, że przeznaczoną była dla hr. Essex’a, chce w Tytanii, w oślej głowie rozkochanej, widzieć satyrę przeciw Elżbiecie, którą Spenser zwał: „Faire Queen“.
Sen nocy letniej dwa razy był drukowany za życia autora, raz przez wydawcę Thom. Fishera, drugi raz przez James Roberts’a, w roku 1600. Podzielony na akty i sceny, dopiero w wydaniu Rowe’a, w roku 1709.
Wszyscy się zachwycają tym Snem czarodziejskim, tą niezrównaną fantazyą, która, jak w marzeniu gorączkowem, łączy i w jedno zlewa najróżnorodniejszej natury, siły i charakteru istoty, nikt jednak wytłómaczyć nie umie i wniknąć w myśl, co tę śliczną tkankę uprzędła. Zdaje się nawet, że zrozumienie tego, co z natury swej musi być niepojętem, niezrozumiałem, jak najdziwaczniejszem, jest niemożliwe. Każdy tu znajdzie, co zechce, i przyczepić może do tej bryły jasnej jakąś papierową etykietę; rzecz jednak sama za siebie mówić będzie daleko więcej, niż najwyszukańsze tłómaczenie.
Wdzięk szczegółów ledwie dozwala myśleć, czy całość oznacza co więcej nad marzenie nocy Święto-Jańskiej. Sztuka ma naturę snów i marzeń, nielogiczność fantazyjną. Najsprzeczniejsze żywioły schodzą się tu i ocierają: duchy, królowie, szewcy, poczwary... los rozprasza i łączy, kropelka soku zmienia serca, widma zjawiają się i nikną, groza rozwiewa się śmiechem, miłość przeistacza w złudzenie.
Próżnoby w tem szukać ciągu i logiki... Fantazya ze starych upiorów wydobywa bez wyboru, co ma pod ręką i bawi się najdziwaczniejszemi kombinacyami. Niema tu ludzi, są — widma nocy Ś. Jana, które przelatują i znikają... Cały obraz w mglistych osłonach, w pół-mroku przesuwa się snem tylko...
Lecz na tej na pozór od niechcenia zarysowanej karcie, uśmiechają się rajskimi rysy, twarzyczki nie z tego świata... choć obok nich zaraz stoi ośla głowa Denka i szydercza maska „good-fellowa“.
Sen nocy letniej podziwiać trzeba, rozmiłowywać się w nim, ale go tłómaczyć niepodobna... poeta chciał go mieć taką fantazyą, której tęczowe barwy rozłożyć się nie dadzą... a jednak... Jak w tej nocy Puk, tak ludźmi „dola“ rzuca najdziwaczniej, nietylko losy ich, ale serca zmieniając i uczucia. Pod wpływem tej siły nadziemskiej, której ulega nawet duchów królowa, kochankowie nienawiść ku sobie czują, poczwary stają się ideałami, zmieniają się serca, przetwarzają charaktery... Tą siłą tajemniczą cóż jest, jeśli nie namiętność, pod której panowaniem szał ich ogarnia. Namiętność ta mieszkać może w jednem niczem, obudzi ją niedostrzeżona kropelka, wyciśnięta z napozór najniewinniejszej rośliny. Sen ten nie jestże to życie nasze? to zbiorowisko najróżnorodniejszych żywiołów, nie jestże to najprawdziwszy obraz świata, w którym sztukę reprezentują rzemieślnicy, potęgę kwiatek, miłość ośla głowa... i t. p. Ironiczny wyraz dramatu jest w głębi poważnym, oznacza on może wiekuisty ból bezsilności człowieka, który tak jak nic nie może i wcale nic nie rozumie. Ponad nim jednak stoi wszechwładna potęga sprawiedliwa, która uczyniwszy go losów igraszką, zwraca na drogę mu przeznaczoną i w przebudzeniu szczęściem go nagradza.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.