Sen (Elegia XVIII)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kochanowski
Tytuł Sen (Elegia XVIII)
Pochodzenie Elegie Jana Kochanowskiego
Data wydania 1829
Wydawnictwo A. Gałęzowski i Komp.
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Kazimierz Brodziński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ELEGIA  XVIII.

SEN.

Nam skromnym wieszczom bogi idą ku pomocy,
Złotą we śnie Cyprydę widziałem téj nocy,
Jeśli taka na Idzie przed pasterzem stała,
Dziw mi, o co się Juno z Palladą spierała?
Promienistą przepaską czarny włos ściągnięty,
Oczy jasne spór wiodły z górnemi bliźnięty,
Łono śnieżnéj białości przy krasnéj jagodzie, —
Istną się wydawała jutrzenką przy wschodzie,

Tak się wdzięcznie skłoniła ku łożu mojemu,
I te zda mi się słowa mówiła śpiącemu:
“Komu jak tobie kochać rozsądnie przystało?
“Którego serce miłość tak dawno zaznało,
“Żołnierz przywykły trudom przez walkę codzienną,
“Niezlękniony się budzi na trąbę wojenną,
“Kto często okrętami słone wody porze,
“Spokojnie się kołysze przez zdradzieckie morze,
“Ty od jarzma usuwasz kark już ujeżdzony,
“Jakby ów buhaj świeżo od stada spędzony;
“Ty łagodnie zadanym opiérasz się ranom,
“I nie baczny już samym złorzeczysz niebianom. —
“Ach szalony ten komu skłonne wiatry wieją,
“Niewie, że nieprzyjazne tąż przyprą koleją.
“Komuż bóstwo miłości tyle szczęścia dało,
“Aby dla łez jakiego miejsca nie zostało?
“Tysiącom trosk uniknij, tysiące zostaną,
“I obiegną twą duszę za bezpieczną mianą.
“Znieść, co każe konieczność, to mądrego rada,
“Śmieszy bogów, kto sobie sam cierpień dokłada,
“Gdybyś innych kochanków niedole ocenił,
“Dziś płaczący, sam byś się fortunniejszym mienił,
“Małoż to myślisz płacze przy bramach Erebu,
“Którym bożek złośliwy przyspieszył pogrzebu?
“Albo którym bogate podziadowskie miana
“Przefrymarczył na włości nieznanego pana, —
“Twojéj jak wdzięczne lica tak umysł łagodny,
“Więcéj może cię kocha niżeliś sam godny,

“Ale u ciebie wszystkie nieskromne, lub zdradne,
“Choćby żona Ulissa lub tkliwa Ewadne,
“Sam też zmiarkuj nieliczne twéj wiary zalety,
“I śmiéj więcéj zażądać od słabéj kobiety.”
To rzekłszy, na wóz z kości słoniowéj gdy siędzie,
Wnet złotym lejcem skrzydła spłoszyła łabędzie,
Mnie téż i sen opuścił na ten widok bozki,
I tak przecie natrętne odleciały troski.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jan Kochanowski i tłumacza: Kazimierz Brodziński.