Sen (Bierbaum, 1909)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Otto Julius Bierbaum
Tytuł Sen
Pochodzenie Po drodze
Data wydania 1909
Wydawnictwo G. Gebethner i Sp.
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków, Warszawa
Tłumacz Przecław Smolik
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


SEN.

Przedziwny, cudny sen śniłem.
Tuż ponad morzem zielonem stał dom.
Szmaragdowe fale rozbijały się o mury:
tysięczne, tysięczne wyciągnięte szyje,
w łuk grzbiety wygięte, rozwichrzone grzywy,
rozszalała, szczekająca, dzika zgraja.
Siedziałem przed oknem, wysokiem jakoby w kościele,
na tronie z porfiru, o żółte wsparty poduszki
z chińskiego brokatu, co mi Cesarz Kanghi
dał w roku tysięcznym sześćsetnym dziewięćdziesiątym piątym,
w nagrodę za hymn o synu nieba, który był w stylu
purpurowej begonii. Spoglądałem przez okno
odzian jak radca amsterdamski z czasów Rembrandta.
Za oknem, nad sinem, rozszczekanem morzem,
z szczerego lapis lazuli, o szczelinach z srebra,
piętrzyły się góry. Ze złota był nieba strop
kutego, kędy przystań cicha świętych.
Pośrodku morza leżał wyspy szmat,
z świątynią pośrodku, — nie, ze zamkiem, — nie:
z Wenery przybytkiem. Srebrzysto-biały,
opłukany przez fale był ten dom,
a róg jego, ku mnie zwrócony,

pięknie wyciosan. Naga niewiasta
wychylała się zeń, z żółtego w różowe żyły kamienia,
jakoby z marmuru, lecz mniej odeń gładkiego,
i w wąskich dłoniach ważyła
pełne swe piersi. Na ustach jej błądził uśmiech.
»O Teodoro jurna, Cesarzowo!« krzyk z mych radcowskich ust.
»Oto idę już!«
Lecz był to jeno sen. I wówczas przeszedłem przez morze,
jakoby przez ruń zieloną i miękką.
Lecz był to jeno sen. Ujrzałem jej łono,
jakoby kwiecie lotosu. Lecz był to jeno sen.
Przybito mnie potem na krzyż.
A piękna pani z kwieciem lotosu,
lecz był to jeno sen, patrzyła z uciechą,
jak mi wbijano gwoździe w ręce, w żyły stóp
młotami z drzewa. »Czy dobrze ci, mój luby?«
pytał Majestat jej, a dłoń
po migdał do bombonierki sięgała.
Lecz był to jeno sen. Rozkoszny był mój ból.
Lecz był to jeno sen. Wnet razem ze mną krzyż,
rzucony ręką niewidzialnego olbrzyma,
jakoby strzała puszczona z łuku w zwyż,
strzelił ku niebu złotemu i tam,
lecz był to jeno sen, jako bizantyński
święty arcybiskup z mozaiki
wspaniale, majestatycznie zabłysłem.


Grafika na koniec utworu.jpg



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Otto Julius Bierbaum i tłumacza: Przecław Smolik.