Savoir vivre

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Janusz Korczak
Tytuł Savoir vivre
Pochodzenie Koszałki Opałki
Data wydania 1905
Wydawnictwo Księgarnia Powszechna
Drukarz Piotr Laskauer i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Savoir vivre.


Dziwne też mają ludziska pojęcia o humorystach. Zdaje im się, że humorysta jest najszczęśliwszym pod słońcem człowiekiem, że obronny w nieprzystępną twierdzę dowcipów i «kawałów», umie wykpić się z każdej, najcięższej nawet sytuacji, że zyskuje sobie kosztem żartów serca ludzkie — ba — że komorne nawet płaci dowcipami, a garderobę i produkty spożywcze zdobywa «kawałami».

I oto cały szereg próśb:
Mój złoty humorysto, «wkopałem» się fatalnie; daj mi sposób, bym mógł się wykręcić jeszcze z tego małżeństwa, które...
— Mój panie zacny, wymyśl jaki dowcipny figiel, bym mógł wydębić od starego sto fajgli, gdyż...
— Mój poczciwy, jak tu zrobić, żeby naprawić swój nadwerężony stosunek z wujem, który ma mnie za to wydziedziczyć, żem... i t. d.
Rozumie się, rad podobnych nie udzielam, w przeświadczeniu, że iskrę wrodzonego talentu szanować należy ku pożytkowi ogółu, że ta iskra nie powinna służyć do zapalania cygar dobrobytu dla jednostek, lecz do zapalania wielkiego stosu, gdzieby cały naród mógł gotować jajecznicę pożywną rozwoju i chwały...
Jednakże, wzruszony dolą białych murzynów pracy, owej wielotysięcznej rzeszy pracowników biur, kantorów i sklepów — chcę dać im kilka rad zbawiennych, by twarde serca pracodawców-zwierzchników zabiły silniejszą ku nim sympatją.
Pracowniczko czy pracowniku?
Nie gorliwość da ci podwyżkę pensji i hojną gratyfikację.
Nie umiejętność da ci podwyżkę pensji i hojną gratyfikację.
Ale:
Biurowy savoir vivre, którego główne punkty wnet ci wyłuszczę.
1. Przychodzisz do biura punkt o godzinie dziewiątej. Zwierzchnik wita cię mile: jesteś punktualnym. O, nieopatrzny: zadowolony już jesteś, niczego więcej nie pragniesz. Posłuchaj, co powinieneś powiedzieć.
— Przepraszam, panie naczelniku, że się tak fatalnie spóźniłem.
— Ależ nie — powiada zwierzchnik — jest akurat godzina dziewiąta.
— Nie, panie, jest trzy minuty po dziewiątej; tylko nasz zegar o trzy minuty się spóźnia. Czy rozkaże pan rozkazać szwajcarowi, by zegar posunął?
Zwierzchnik już cię widzi, już cię pamięta, już zwraca na ciebie uwagę.
2. Siadasz przy biurku. Rozpoczyna się dzień roboczy. Czynisz to, co inni: pracujesz niedbale, o ile nie jesteś obserwowany przez czujne oko kontrolera. Strzeż się tylko dwóch rzeczy: nie nazywaj nigdy zwierzchnika «starym», gdyż może usłyszeć; nie śmiej się nigdy głośno, ani głośno nie opowiadaj dowcipów.
Wchodzi zwierzchnik do biura. Wszyscy go widzą, śledzą jego kroki, czekają skinięcia, tylko ty go nie widzisz. Rozumiesz, ty go nie widzisz: jesteś cały pogrążony w pracy.
On zbliża się do twego stolika: ty dalej go nie widzisz.
On mówi do ciebie: ty go nie słyszysz.
On trąca cię w łokieć: ty czerwienisz się i wołasz z wściekłością.
— Idź pan do stu djabłów. Nie przeszkadzaj mi pan.
Zdumienie.
— Co??? — pyta zwierzchnik.
Zrywasz się, bledniesz, i wołasz głosem komicznie drżącym:
— Ach, to pan. Przepraszam... Ale doprawdy... Bo ja sądziłem, że to który z kolegów... Ach, taka nieuwaga.. Pan przebaczy... Ja byłem pogrążony w pracy.
Zwierzchnik twój doznaje sprzecznych uczuć: podwładny go obraził, ale zupełnie nienaumyślnie. Szlachetność zwycięża.
— No nic, nic, nie gniewam się. Tylko na drugi raz proszę o trochę uwagi.
Robisz minę człowieka, który ze snu letargicznego obudzony został uderzeniem pioruna i pragnie zapaść się pod ziemię.
Zwierzchnik wchodzi do swego pokoju. Koledzy się śmieją. A ty najgłośniejszym głosem wołasz:
— Czego się śmiejecie? Każdemu się to może przytrafić. Gdyby nie szlachetność (jak można najdonośniej), gdyby nie wyrozumiałość i szlachetność szefa, jabym za to głupstwo mógł osiąść na bruku. To nie śmieszne.
Po upływie kwadransa wchodzisz do gabinetu zwierzchnika.
— Cóż pan powie?
— Przychodzę jeszcze raz prosić pana o przebaczenie.
Zwierzchnik będzie sobie uważał za punkt honoru udawać, że nic nie pamięta:
— Za co pan przeprasza?
— Że tak niegrzecznie się odezwałem.
— Kto? Ach głupstwo. Może pan być spokojny: użytku z tego nie zrobię.
— Ale mnie to spokoju nie daje.
— No, na to już ja nie poradzę.
Wychodzisz z miną niezmiernie strapioną...
Możesz być pewien, że twój «kawał» opowiadany będzie przy kolacji, że naczelnik pamięta już nawet twoje nazwisko.
3. Zbliża się godzina obiadowa... Znajdujesz sobie taką pracę, która cię o kwadrans dłużej zatrzymuje w biurze. Ze względów etycznych powinieneś czynić to czasem i wtedy, kiedy niema żadnych danych, by naczelnik mógł cię zauważyć.
4. O wypadku swoim powinieneś opowiadać przez cały dzień wszystkim, kogo spotkasz czy na ulicy, czy w ogrodzie, czy w cukierni. Powinieneś wynosić pod niebiosy dobroć i ludzkość swego zwierzchnika. Można nawet posłać do mieszkania jego wiązankę kwiatów z napisem: «od bezimiennego, wdzięcznego i całą duszą oddanego». Może się domyśli, od kogo, a wreszcie: kto nie ryzykuje, ten nic nie ma.
Można w biurze samem puścić się na sentymentalną dysputę o przyjaźni, mówiąc dwuznacznikami, omówieniami, w rodzaju:
— Czasem człowiek, niewiadomo dla czego, tak się przywiąże do kogoś, kto nawet o tem nie wie, że życie oddałby za niego, I to właśnie najwyższą sprawia mi rozkosz, że ten umiłowany nic o tem nie wie.
Na naczelnika patrzeć należy z niemym podziwem, uwielbieniem, śledzić każdy ruch jego, «nieświadomie» naśladować jego chód, sposób wycierania nosa, marszczenie brwi.
Jeśli się zwróci z pytaniem lub uwagą, nawet pochwałą, należy być zmieszanym, zakłopotanym w najwyższym stopniu.
5. O ile szef nie jest zbyt mądry, można sobie pozwolić i na następujący kawał. Zastrzegam się, że nie jest on zbyt naiwny, bo jeden z pracowników zawdzięcza mu dziś swoje poważne stanowisko.
A było to tak:
Ilekroć pryncypał wchodził wieczorem do biura, pracownik ów przekręcał lampę.
Zwróciło to uwagę pryncypała:
— Dla czego pan to robi? — zapytał.
— Bo jak pan pryncypał wchodzi, to mnie i tak jasno się robi. Więc poco psuć naftę?


∗             ∗
Rozumie się, że w drobnej nawet części nie wyczerpałem tu tych wszystkich sposobów, któremi można zwrócić na siebie uwagę nieprzystępnego szefa, zmusić go, aby nas widział w powodzi pracowników, aby o nas pomyślał w chwili wakowania awansu, podziału gratyfikacji i w tym podobnych stanowczych momentach życia.

Nie twierdzę, aby rady moje zawsze doprowadzały do pożądanych rezultatów: wiele tu zależy od kwalifikacji umysłowych tych, którzy je stosować zapragną w praktyce życiowej. To tylko mogę powiedzieć, że rady te zaczerpnąłem od rzeczoznawców, że w tej lub w innej postaci praktykowane są na szeroką skalę, a jakkolwiek nie cieszą się uznaniem ludzi zawistnych, jednakże doskonale dostosowane są do natury ludzkiej, zgodnie z najnowszemi wynikami badań z zakresu psychologji i pokrewnych jej nauk.


Janusz Korczak - Koszałki Opałki znak s193.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Goldszmit.