Słońce i ludzie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Julian Ejsmond
Tytuł Słońce i ludzie
Pochodzenie Bajki
Data wydania 1927
Wydawnictwo nakładem autora
Drukarz Zakł. Druk. F. Wyszyńskiego i S-ki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

Słońce i ludzie



I.

Gdy upał się piekielny nad miastem rozżarzy
w letnie południa gorące,
płonące,
jakże jest miło na plaży...
(Nie byłeś? Szkoda.)
Słońce i woda.
Woda i słońce.

Rzeka
orzeźwiająca
w blaskach owego słońca
szybko ucieka,
kusząca...

Policjant stoi na straży.
A skutek ztąd:
gdy komu utonąć się zdarzy
idzie pod sąd!
„Surowo wzbrania się tonąć,
pod wodą ginąć. —

Za władzy nadzorczej zgodą
najwyżej wolno dać nurka
i nie wypłynąć...“

Piaszczysty brzeg
pełen jest ludzkich ciał.
Kto się opalić chciał,
ten na nim legł.

Jakżeż jest brzydki
człowieczy ród!
Ten brzuch!
te łydki!
uch!
rozmiar tych ud!
Ta pierś na miarę więcej, niż Fidjasza,
przestrasza...



II.

Paskarz nawet na piasku
myśli o pasku.
Wchodzi odważnie w wód tonie,
bo co ma wisieć, to nie
utonie.


Izraelita,
choć za swoje pieniądze do rzeki „lizie“,
trwożliwie pyta,
czy ta
woda nie gryzie?

Pijak
strasznie się nudzi,
z wejściem do wody marudzi
tęskni nad wodą do wódzi...



III.

Słońce,
z natury
istota poetyczna oraz marzycielska
widząc te brzydkie cielska
ryczałtem się grzejące,
ukryło twarz za chmury...

„Co? taki widok mieć?
Dziękuje wam serdecznie!
Nie będę świecić.
Niech noc trwa wiecznie“.

Minął pogody czas.
Nastały pluchy.

Zniknęły z plaży
opasłe brzuchy.

Nie zalśni słońca blask,
jako za dawnych czasów.
Boi się Słońce
ujrzeć golasów...



IV.

Słońce wolności, cierpliwszej natury,
obywateli
oczy weseli
i nie przestaje lśnić...

Marsz do kąpieli,
brudy zmyć!
Inaczej skryje się za chmury...




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Julian Ejsmond.