Słówka. Zbiór wierszy i piosenek/W Karlsbadzie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Słówka
Data wydania 1913
Indeks stron

W KARLSBADZIE.



Marzyło mi się we śnie
Że byłem ptaszkiem małym:
Wstawałem bardzo wcześnie
Zarówno z dzionkiem białym;

W czyściutkim, jasnym zdroju
Pluskałem dzióbek potem
I w adamowym stroju
Grzałem się w słonku złotem.

Robaczków drobnych kilka
To było me śniadanko,
A potem — szczęścia chwilka
Z samiczką, mą kochanką.

I żyłem rad ogromnie
Wśród lubych tych igraszek,
I każdy mówił o mnie:
Cóż to za miły ptaszek!


Tak mi się w nocy śniło
Nim sen mi umknął z powiem,
I bardzo mi niemiło
Zbudzić się jako człowiek...

* * *

Jeszcze na dworze szaro
A już, jak dobra wróżka,
Dziewczę niemiecką gwarą
Za łeb mnie ciągnie z łóżka.

„Herr Doktor! schon ist sechse”
Mówi ściągając koce,
„Hol' Teuf'l dich, alte Hexe”,
Z wdzięcznością jej mamrocę.

O, biedne moje kości,
Zgiąć was się próżno silę
O, biedna ty ludzkości,
I za cóż cierpisz tyle!

Gdzieżeś jest, gdzie niebogo,
Młodości ma kochana,
Gdym władał każdą nogą
Już od samego rana!

Gdym stąpał lewą, prawą,
I myślał w mym obłędzie,

Że to me święte prawo,
Że to tak zawsze będzie!

* * *

Słoneczko pierwsze cienie
Ledwie na ziemi kładzie,
A ja już me cierpienie
Wlokę po promenadzie.

Cóż tu za masa ludzi!
Cóż za zgiełk! Boże święty!
Jak tu się nikt nie nudzi,
Jak każdy jest zajęty!

Mężczyźni w sile wieku
Z minami tęgich zuchów:
Ach, pociesz się, człowieku,
Patrząc na tylu druhów!

Ten, ów na lasce wsparty
Każdy przy swoim kubku —
I kroczą w ciżbie zwartej
Pół..... przy pół.....

Jak wszystkim jedno w głowie
Jedną myśl każden pieści:
I niechże mi kto powie,
Że życiu braknie treści!


Jak tutaj się ocenia,
Jak tu się staje jasne,
Że celem wszech-stworzenia
Jest chronić zdrowie własne!

I z łezką rzewną w oku
Pokornie staję w rzędzie
Ślubując, iż co roku
Odtąd tak zawsze będzie...

* * *

O, czysty, jasny zdroju,
Łagodnie alkaliczny,
O, źródło ty pokoju,
Nektarze ty mistyczny,

O boski darze nieba,
Co wabisz nas rokrocznie,
Ileż nabłądzić trzeba
Nim się przy tobie spocznie!

Kto w tobie usta zmacza
Ten czuje w tym momencie
Jak mu się przeinacza
Wszech-ziemskich spraw objęcie.

Wraz w piersi jego wzbiera
Zaświatów jakieś tchnienie
I życia rytm zamiera
Na jedno oka mgnienie.


Kształt blizki w dal ucieka,
Kolorów tęcze bledną,
Opuszcza duch człowieka
Ziemi skorupę biedną.

Na mgławej płynąc fali
W obrazy senne patrzy,
Co gdzieś się topią w dali
W cień jakiś, coraz bladszy...

Tak w Mühlbruńskich zbroi
Wmięszany w ciżbę gwarną
Zgłębiam tajń duszy mojej
Wieczności tchem ciężarną;

I choć dzieweczka młoda
Dłoń mi podsuwa z kubkiem,
Dziwno mi, że ta woda
Mocna smakuje trupkiem...

W Karlsbadzie, we wrześniu 1911 r.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.