Rzeka (Baczyński)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Krzysztof Kamil Baczyński
Tytuł Rzeka
Data wydania 1942
Wydawnictwo nakładem autora
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Rzeka
czyta Kamil Dominiak.
krzysztof k. baczyński
RZEKA

WIERSZ PRZE-
PISANY RĘCZ-
NIE  PRZEZ  A-
UTORNA-
PAPIERZE   K-
REDOWYM  * 

1942






Kochanej mojej Basieńce
Krzysztof.
14.VII.1942 r.






RZEKA

Płyń ziemio. Góry ciemne. Rzeka wszystko niesie.
Lądy wzdłuż wody pękną. Jak wiosło milczenia
rzeka wszystko podzieli na wiosnę i jesień,
na zimy siwe, pory wszystkich lat.
Niosą się ptaki, a brzegi tajemne
Świat smutku otwierają i radości świat.

To taka waga srebrna, uśmiech nieba w ziemi
ujrzy nas i uniesie w rękami ciemnymi
od pracy, utrudzonych przygarnie i z odbić,
gdzieś, na krańcu żywota może się odczyta
nasze twarze milczące. Będziemy podobni
sami swoim odbiciom w niej, albo podobni
ciemnościom, które niesie, albo nieskalane
twarze w srebrze zostaną, a niepokonane.

Płyń ziemio. Długi wieczór i ptaki u lic,
zdaje się rzęsy trzepot przyjacielskich oczu
i jaskółki cieniami ciepłymi migoczą
i noc zapada ciężko i pierzasty świt
podnosi chmur powiekę. Tratwy suną w mrok,
owoce ciężkie niosą: — jabłka — jakby grad
burz dostałych, opadły z drzew minionych lat.
Cóż będziemy czynili? Domki na wybrzeżu
jak zabawki czekają na dziecinną dłoń,
a wokoło zwierzęta utrudzone leżą
i na biegunach cieni, wgłąb pastwiska, koń —
przebiega. Ludzie oczy unoszą zdaleka,

uśmiechają się, ręce w powitania kwiat
wznoszą jakby mówili: — płyńcie. Tyle lat.
I z uśmiechem zostają pogodni i sami
z tym sercem rozdzielonym na światło i kamień.

A ta rzeka unosi nie trwając ni chwili,
a czasem takie ręce żelazne unosi,
a czasem w niej westchnienie, co o oddech prosi
i myją krwawe dłonie ci, którzy zabili.
I czasem łza upadnie jakby popiół padł
powitaniem: — o płyńcie! Ileż jeszcze lat? —
A to tych ziem spalonych włosy albo dym,
a to skrwawionych chłopców, których zcina kat
matki ciała obmyją; nim oczy zczernieją
jeszcze rzeka wskrzeszeniem, daremną nadzieją;
albo dziewczątka ciche o oczach z ołowiu
jakieś serca rozdarte i trumny w niej łowią;
a to przebite ręce upiory zanużą,
oczy powydzierane jak kamienie — dnem
potoczą się, zahuczą nim się staną różą,
co nad wodą wyrośnie i jak skrzepła krew
u hełmów złych zwycięzców przypięta — przepali
i będzie jako grot z żelaza i ze stali.

Płynie rzeka spokojna. Dobra ziemio płyń
rzeka wszystko rozdzieli na zbrodnię i czyn
i spokojna, żelazna, uniesie, pogodzi
dymy splątanych odbić na kwiaty narodzin
na barki trumien głuchych. Zapomniany głos
jeszcze w niej woła cicho, jeszcze bieli włos
zapatrzonych na brzegu. Jeszcze trawy długie,
jeszcze jaskółki przetną i zważą powietrze
maleńkim ruchem skrzydeł. Jeszcze westchnie przestrzeń.
Kończy się ciemna rzeka i zapada czas.


Warszawa 9.VII.1942 r.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Krzysztof Kamil Baczyński.
Nagranie udostępnione jest na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0.
Dodatkowe informacje o wykonawcach i źródle znajdują się na stronie nagrania w Wikimedia Commons.