Rzeka (1944)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Krzysztof Kamil Baczyński
Tytuł Rzeka
Pochodzenie I część. Krzyż człowieczy
z rękopisu autora
Data wydania 1944
Źródło skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Rzeka

Płyń ziemio. Góry ciemne. Rzeka wszystko niesie.
Lądy wzdłuż wody pękną. Jak wiosło milczenia
rzeka wszystko podzieli na wiosnę i jesień,
na zimy siwe, pory wszystkich lat.
Niosą się ptaki, a brzegi tajemne
świat smutku otwierają i radości świat.

To taka waga srebrna, uśmiech nieba w ziemi,
ujrzy nas i uniesie z rękami ciemnymi
od pracy, utrudzonych przygarnie i z odbić
gdzieś na krańcu żywota może się odczyta
nasze twarze milczące. Będziemy podobni
ciemnościom które niesie, albo nieskalane
twarze w srebrze zostaną, a niepokonane.

Płyń ziemio. Długi wieczór i ptaki u lic
zdaje się rzęsy trzepot przyjacielskich oczu
i jaskółki cieniami ciepłymi migocą
i noc zapada ciężko i pierzasty świt
podnosi chmur powiekę. Tratwy suną w mrok,
owoce ciężkie niosą — jabłka jakby grad
burz dostałych opadły z drzew minionych lat.

Cóż będziemy czynili? Domki na wybrzeżu
jak zabawki czekają na dziecinną dłoń,
a wokoło zwierzęta utrudzone leżą
i na biegunach cieni wgłąb pastwiska koń
przebiega. Ludzie oczy unoszą zdaleka,
uśmiechają się, ręce w powitania kwiat
wznoszą jakby mówili: „Płyńcie. Tyle lat.”
I z uśmiechem zostają pogodni i sami
z tym sercem rozdzielonym na światło i kamień.

A ta rzeka unosi nie trwając ni chwili,
a czasem takie ręce żelazne unosi,
a czasem w niej westchnienie co o oddech prosi
i myją krwawe ręce ci którzy zabili.
I czasem łza upadnie jakby popiół padł
powitaniem: „O płyńcie! Ileż jeszcze lat?”.


A to tych ziem spalonych włosy jakby dym,
a to skrwawionych chłopców, których zcina kat
matki ciała obmyją, nim oczy zczernieją
jeszcze rzeka wskrzeszeniem, daremną nadzieją.
Albo dziewczątka ciche o oczach z ołowiu
jakieś serca rozdarte i trumny w niej łowią,
a to przebite ręce upiory zanużą,
oczy powydzierane jak kamienie dnem
potoczą się, zahuczą nim się staną różą
co nad wodą wyrośnie i jak skrzepła krew
u hełmów złych zwycięzców przypięta — przepali
i będzie jako grot z milczenia i ze stali.

Płynie rzeka spokojna. Dobra ziemio płyń.
Rzeka wszystko rozdzieli na zbrodnię i czyn
i spokojna, żelazna, uniesie, pogodzi
dymy splątanych odbić i kwiaty narodzin
i barki trumien głuchych. Zapomniany głos
jeszcze w niej woła cicho, jeszcze bieli włos
zapatrzonych na brzegu. Jeszcze trawy długie,
jeszcze jaskółki przetną i zważą powietrze
maleńkim ruchem skrzydeł. Jeszcze westchnie przestrzeń.
Kończy się ciemna rzeka i zapada czas.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Krzysztof Kamil Baczyński.