Rycerze cnoty/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kurt Matull, Matthias Blank
Tytuł Rycerze cnoty
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wyd. 1.9.1938
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Anonimowy
Tytuł orygin. Tytuł cyklu:
Lord Lister, genannt Raffles, der grosse Unbekannte
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Przebiegłość detektywa

Tegoż wieczora odbywało się posiedzenie Towarzystwa dla Podniesienia Poziomu Moralności: Kilka minut po dziesiątej zjawił się mister Harper. Twarz jego promieniała radością. Spędził kilka czarownych godzin w towarzystwie prześlicznej miss Raabe. Piękna aktorka odprowadziła go aż do Cecil Hotelu i postanowiła zaczekać na niego w hotelowej czytelni.
Gdy ze znudzeniem przerzucała dzienniki, spostrzegła Su-Ki-Bit-Vanga.
— Hallo mister Cit-Bit — zawołała. — Dokąd pan idzie? Chińczyk zrobił niezdecydowaną minę.
— Jestem bardzo zadowolony ze spotkania — uśmiechnął się z przymusem.
— Idę na posiedzenie Towarzystwa Moralnego.
— Ach, tak — odparła z uśmiechem. — Chciał pan prawdopodobnie powiedzieć Towarzystwa dla Podniesienia Poziomu Moralności.
— Tak — kiwnął głową. —
— Traci pan na próżno czas — odparła. — Członkowie Towarzystwa zajmują się krzewieniem moralności wśród innych, ale nie myślą o swojej własnej moralności. Zresztą pójdzie pan innym razem. Teraz niech pan zostanie ze mną... Spędzimy mile wieczór.
— All right — zgodził się Su-Ki-Bit-Vang. —
Po wyczerpaniu porządku dziennego, Harper ogłosił posiedzenie za zamknięte. Udał się do czytelni, gdzie czekać miała na niego piękna miss Raabe. Na twarzy jego odbiło się uczucie zawodu. Miss Raabe zniknęła. Przyszyło mu do głowy, że może wyszła razem z Chińczykiem.
Pobiegł szybko do jej mieszkania. Nie otworzono mu. Nieprzytomny z gniewu, począł chodzić tam i z powrotem po ulicy.
W tym samym czasie aktorka jadła w najlepsze kolację z Chińczykiem.
— Trzęsę się ze strachu, mój żółty Titku. Ten zazdrosny Harper z pewnością czeka pod mymi drzwiami. Lękam się wrócić sama do domu.
— Uwolnię panią od tego człowieka — rzekł Azjata.
Kazał sobie przynieść papier i kopertę. Napisał kilka słów i wysłał je przez kelnera.
— Czy nie zastanę teraz Harpera przed mym domem?
— Wszystko będzie w porządku — uśmiechnął się Tajemniczy Nieznajomy.

Bankier krążył niezmordowanie przed domem aktorki. Nagle ujrzał zbliżającego się do niego chłopca z restauracji.
— Czy to pan jest sir Harper?
— Tak — odparł bankier. — Czego pan chce?
— Mam dla pana list.
Wręczył Harperowi list Chińczyka.
— Od inspektora Baxtera — odparł chłopczyk.
Harper zbliżył się do latarni.
„Dear sir! — czytał.
„Przed chwilą otrzymałem wiadomość od jednego z mych agentów, że przywłaszczył pan sobie depozyty klientów. Niech pan natychmiast uczyni, co będzie w pańskiej mocy.
List ten był niepodpisany.
Ulica poczęła krążyć przed oczyma Harpera. Zatoczył się jak pijany i uchwycił się latami. Po chwili zniknął w ciemnościach nocy.
Po niejakim czasie przed domem aktorki zatrzymała się taksówka. Wysiadła z niej miss Raabe oraz Chińczyk.
— Dobranoc mister Titbit — rzekła na pożegnanie i zamknęła za sobą drzwi.

Następnego ranka Raffles zabrał się gorliwie do pracy. Zapał ten zdziwił nawet Charleya.
Raffles wystarał się o maszynistkę i począł jej dyktować jakąś sztukę teatralną. Przerwał dopiero wówczas, gdy cała sztuka została już napisana.
— Czy nie zechciałbyś mi przeczytać swego dzieła? — zapytał przyjaciela Charley Brand.
— Całkiem zbyteczne, mój drogi. Zobaczysz to wkrótce na scenie.
John Raffles udał się do jednego ze swych przyjaciół, który był dyrektorem teatru.
— Zależało by mi bardzo na tym, aby pański teatr wystawił w jaknajkrótszym czasie tę oto sztuczkę.
Dyrektor znał lorda Listera pod nazwiskiem baron Walkierfielda. Przejrzał sztukę i oświadczył, że trzeba będzie przynajmniej trzech dni, aby aktorzy zdążyli nauczyć się ról. Przedstawienie miało się odbyć za cztery dni.
Była tylko jeszcze jedna trudność: sztuka musiała przejść przez cenzurę.
— W jaki sposób to załatwimy? — zapytał Raffles.
— Jak wszystkie tego rodzaju sprawy. Napiszę uprzejmy liścik do naszego cenzora.
— Wspaniały pomysł. Możemy więc uważać rzecz za załatwioną?
— Oczywiście. Muszę panu postawić tylko jedno pytanie. Kto obejmie rolę Chińczyka Su-Ki-Bit-Vanga?
John Raffles zaśmiał się:
— Byłbym zapomniał o najważniejszym. Sam zagram tę rolę.
Już następnego dnia przystąpiono do prób. Tajemniczego Nieznajomego wezwano, aby również odbywał próby wraz z innymi.
W tym samym czasie John Baxter otrzymał od dyrektora Garricka pod opaską książkę wraz z następującym liścikiem:
Drogi Inspektorze! Pozwoliłem sobie załączyć sztukę do ocenzurowania. Zawsze do pańskich usług
Garrick.
W kopercie znalazły się nadto banknoty stufuntowe. Ruchem pełnym zadowolenia włożył je do kieszeni. Inspektorowi potrzebne były bardzo pieniądze. Jego stosunek z małą Trudą Honsch, przyjaciółką miss Raabe, kosztował go masę pieniędzy. Inspektor rzucił okiem na pierwszą stronę książki i nie zapoznawszy się nawet z jej treścią kazał ją z powrotem odesłać dyrektorowi Garrickowi.
Marholm patrzał na niego w milczeniu.
— O ile się nie mylę — rzekł — znów pan odesłał sztukę teatralną, o której treści nie ma pan zielonego pojęcia.
Baxter rzucił na swego sekretarza pełne wściekłości spojrzenie.
— Wypraszam sobie krytykowanie moich zarządzeń i posunięć — rzekł inspektor. — Po pierwsze nie ma pan prawa, a po drugie jest pan w błędzie. Sztukę znam oddawna i nie potrzebowałem czytać jej powtórnie.
Marholm zabrał się do roboty. Do gabinetu wszedł dyżurny policjant.
— Czego chcecie? — zawołał Baxter.
— Przyszedłem z raportem, panie inspektorze — odparł policjant. — Bank Harpera jest zamknięty od wczoraj. Fakt ten wywołał ogólne zaniepokojenie wśród klientów.
Baxter drgnął.
— Czy nie wiadomo gdzie jest sir Harper? — zapytał.
— Nie, panie inspektorze. — Rozpytywaliśmy już o niego jego najbliższą rodzinę. Bankiera widziano po raz ostatni dwa dni temu w „Cecil Hotelu“ około godziny dziesiątej.
— Słusznie, byłem z nim razem.
— W domu sir Harpera powiedziała nam służąca, że pan nie wrócił już do domu dwie noce z rzędu. Żona i dzieci wyjechały już dawno. Klienci banku domagają się, aby policja przystąpiła do otwarcia banku i wydawania depozytów.
Baxter zastanowił się przez chwilę.
— Natychmiast udacie się na Lytton Street nr. 16. Mieszka tam aktorka miss Raabe. Zapytacie czy pani ta nie wie, gdzie obecnie przebywa sir Harper. Śpiesz się, bowiem bez tego nic nie możemy załatwić.
Po wyjściu Marholma, Baxter chodził wielkimi krokami po pokoju. Aby się uspokoić zapalił cygaro. Po upływie pół godziny zjawił się Marholm i oświadczył, że bankier znikł bez śladu, że nie pozostaje nic innego, jak tylko otworzyć siłą bank i przystąpić do wydawania ludziom depozytów. Policjanci i zabrany przez nich ślusarz szybko otworzyli ciężkie wrota.
Bankier Harper leżał na środku pokoju, krew, która spływała z jego skroni poplamiła ubranie oraz podłogę.
Policjanci w milczeniu stanęli obok zwłok.
— Idźcie spisać protokuł — rzekł Baxter. Gdzie sędzia śledczy?
Ukazał się wkrótce, z trudem przebijając się przez zwarty tłum.
Wypełniono zwykłe w podobnych wypadkach formalności. Baxter twierdził, że oprócz kilku tysięcy funtów znalezionych w kieszeni zmarłego nie było żadnego depozytu w banku. Podziesię tą wiadomością z klientami oblegającymi bank.
Następnego dnia gazety londyńskie donosiły lakonicznie o samobójstwie bankiera, zapowiadając opublikowanie szczegółów na później.
Baxter chętnieby się zapadł pod ziemię. Podobne uczucia żywili również i inni członkowie Towarzystwa dla Podniesienia Poziomu Moralności. Śmierć prezesa była dla nich prawdziwym ciosem.
Jedynie Su-Ki-Bit-Vang wydawał się zadowolony z takiego obrotu rzeczy. Gazety rozpoczęły wreszcie napomykać dyskretnie, lecz ironicznie o stosunkach Harpera z Towarzystwem dla Podniesienia Poziomu Moralności. Dostało się przy tym coś niecoś inspektorowi policji i księciu Norfolk.
Baxter dopiero wieczorem wrócił do swego biura. Na biurku znalazł się list od dyrektora teatru. Z listu tego wynikało, że premiera świeżo ocenzurowanej sztuki pod tytułem „Kawalerowie Cnoty“ odbędzie się za dwa dni.
Słowo „cnota“ podziałało na Baxtera jak czerwona płachta na byka.
— Gdybym wiedział — zawołał — nie pozwoliłbym na wystawienie tej sztuki.
— Widzi pan — rzeki Marholm — nie trzeba było wtrącać się do tego nieszczęśliwego Towarzystwa.
— Macie rację, Marholm.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Matthias Blank, Kurt Matull i tłumacza: anonimowy.