Rozwój polskiej myśli socjalistycznej

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Limanowski
Tytuł Rozwój polskiej myśli socjalistycznej
Data wydania 1929
Wydawnictwo F. Hoesick
Druk Piotr Pyz i S-ka, Warszawa, Miodowa 8
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
BOLESŁAW LIMANOWSKI
ROZWÓJ POLSKIEJ MYŚLI
SOCJALISTYCZNEJ

ıııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııııı
WARSZAWA — 1929
NAKŁADEM KSIĘGARNI F. HOESICKA
Drukarnia: Piotr Pyz i S-ka, Warszawa, Miodowa 8.
Naród polski, przyjąwszy wiarę chrześcijańską od Rzymu a organizację polityczną od cesarstwa niemieckiego, zespolił się z cywilizacją rzymsko-germańską i w jej rozwoju postępowym szedł wraz z innemi narodami Zachodniej Europy.

Geograficzne położenie krajów, zajmowanych przez jego plemiona, uczyniło go z jednej strony obrońcą tej cywilizacji, a z drugiej skłaniało go do jej szerzenia ku wschodowi i południowi.
Dwa razy zasłaniał on swemi piersiami cywilizację europejską od grożącego jej niebezpieczeństwa. Upamiętniło się to w dwóch wielkich bitwach: pod Legnicą na Śląsku, kiedy w dniu 9 kwietnia 1241 r. rycerstwo śląsko-polskie zmusiło najazd mongolski do odwrotu; oraz pod Wiedniem w dniu 12 września 1683 r., kiedy Jan Sobieski, na czele hufców polskich, powstrzymał rozpęd zwycięski tureckiej potęgi. Chociaż w wojnach krzyżowych naród polski nie brał bezpośrednio udziału, to jednak pośrednio jako rycerz i misjonarz wiary chrześcijańskiej walczył z poganami i muzułmanami na wschodzie i na południu swych kresów granicznych.
Początkowo niemal jedynem podłożem cywilizacji średniowiecza była wiara chrześcijańska, która opanowała dziedzinę uczuciową człowieka. Praca myślowa była mała. Filozofja, nauczana w ówczesnych szkołach i z tego powodu nazywana scholastyczną, przyjmowała dogmaty religijne jako pewniki, ustalone z góry, a jej zadaniem było tylko je stwierdzać i objaśniać. Jakkolwiek nauka języka łacińskiego stanowiła główny przedmiot nauczania szkolnego, to jednak ta łacina, słusznie nazwana później kuchenną, była łamana, wypaczona, wykoszlawiona. Pisarzy łacińskich z doby starożytnej, klasycznej prawie wcale nie znano, a znajomość literatury greckiej była jeszcze mniejsza. Wprawdzie filozofja scholastyczna wciąż się powoływała na Arystotelesa, przytaczając wyrwane z całości dogodne dla niej jego zdania, lecz nie rozumiała ani jego ducha, ani jego metody badawczej. Dopiero w drugiej połowie XIV-go stul. poeci włoscy, Dante, Petrarka, Boccaccio, zapoczątkowali zwrot do zapoznania się z literaturą starożytną, naprzód łacińską a następnie i grecką. Ten ruch zwrotny ku poznaniu pisarzy starożytnych udzielił się i innym narodom europejskim i jest znany w dziejopisarstwie pod nazwą Odrodzenia albo z francuska Renesansu. Zaznajamianie się z wynikami myśli greckiej i łacińskiej rozniecało pracę myślową, wzbudzało krytycyzm, skłaniało do samodzielnego rozmyślania, do wyzwalania się z pęt filozofji scholastycznej. Sterowników tego ruchu odrodzeńczego nazywano humanistami, albowiem wznosili sztandar człowieczeństwa ponad świat zwierzęcy, a cechą wyróżniającą od zwierzeceństwa widzieli w uświadomionem pragnieniu i dążeniu ku wolności.
Ten ruch odrodzeńczy podziałał ożywczo i na umysłowość polską. Dał on nam na początku 15-go stul. Grzegorza z Sanoka, w dalszym rozwoju wyzwolił i zaostrzył myśl Kopernika do genjalnego odtworzenia systemu słonecznego i w połowie 16-go stul. obdarzył genjalnem dziełem Andrzeja Frycza Modrzewskiego: „O poprawie Rzeczypospolitej“ (De Republica emendate).
Ruch humanistyczny, który wyzwalał umysły z pod despotycznej opieki kościoła katolickiego, doprowadził do ruchu reformacyjnego w samym kościele. W znakomitem dziele Modrzewskiego jest obszerny rozdział wykazujący, jakim stać się winien kościół, by mógł pełnić należne sobie zadanie. Ruch ten reformacyjny, dążący do usamodzielnienia ducha ludzkiego, posunął myśl polską do najdalszych — rzec można — granic: pod względem dogmatycznym — do unitaryzmu, pod względem społecznym — do komunizmu. Szerząc się w Polsce w 16 i 17-tym stul. pod ogólną nazwą ruchu arjańskiego, zaznaczył się potężną pracą umysłową, przyczynił się do unarodowienia naszego piśmiennictwa i rozsławił po Europie „Braci polskich” (fratres poloni). Zlewając się z ruchem „Braci czeskich”, szerzył się — we wszystkich warstwach ludności na Śląsku, w Wielkopolsce, w Małopolsce. Pińczów stał się ośrodkiem arjaństwa, a Lublin ważną jego siedzibą. Czerpiąc swe zasady z ksiąg Ewangelji, potępiał przemoc jako przejaw pogański, jak również i państwo, oparte na przemocy. Natomiast głosił równość wszystkich, miłość braterską, życie z własnej pracy i spólność gminną. O ruchu tym zaginęła była pamięć, i dopiero kiedy wszczął się w połowie zeszłego stulecia ruch socjalistyczny, zaczęto o nim pisać i poznawać go dokładniej.
Cały ten ruch, odbywający się w dziedzinie uczuciowej i umysłowej człowieka, jako pragnienie czegoś lepszego, jako dążenie ku doskonalszemu ustrojowi życia społecznego, wywołujący nawet wstrząśnienia państwowe, jak np. rewolucja angielska 1688 r., w drugiej połowie XVIII stul. ogarnął wszystkie niemal aryjskie cywilizowane narody, sprowadził ogromny przewrót, wielką rewolucję, w uczuciach i pojęciach, jeżeli nie całości, to w każdym razie potężnej mniejszości tych narodów. I znowu w ostatecznym wyniku tego ruchu rewolucyjnego stawały przed świadomością, jako najbardziej ponętne, jako najbardziej sprawiedliwe, zasady, przypominające dawną spólność gminną, komuny pierwotnego chrześcijaństwa. W tym ruchu umysłowym zaznaczył się czynnie i udział narodu polskiego, że wymienię dwóch wielce wpływowych pisarzy, Hugona Kołłątaja i Stanisława Staszica. W tym ruchu, ogarniającym Europę i Amerykę, stawał przed świadomością ludzką ideał nowego ustroju społeczno-politycznego, zgodny z poczuciem sprawiedliwości, zapewniający życie łatwiejsze i szczęśliwsze, a którego podłożem mają być trzy główne zasady: wolność, równość i braterstwo.
Rozżarzone pragnienie wcielenia, ziszczenia tych zasad spowodowało tę Wielką Rewolucję z końca XVIII stul., od której rozpoczyna się najnowsza doba życia dziejowego społeczeństw ludzkich. Głownem ogniskiem rewolucyjnem stała się Francja, jak głównem też ogniskiem była rewolucji duchowej. Sprzyjały temu jej środkowe w Europie geograficzne położenie i ta okoliczność, że jej mowa, jej piśmiennictwo, jej polot ideowy postawiły ją na naczelnem stanowisku cywilizacyjnem. Nasamprzód burzono, co zawsze jest łatwiejsze od tworzenia, obalano więzy niewolnicze, poddańcze; wolność była najbardziej upragnionym celem. W dalszem następstwie usiłowano zaprowadzać równość powszechną w korzystaniu ze wszystkich dobrodziejstw instytucyj społeczno-politycznych. I w tym wysiłku budowniczym nowego ustroju, zapewniającego ludziom szczęśliwszą dolę, rozbrzmiewały coraz silniej zasady komunistyczne, które nawet próbowano zastosowywać, jak to szczegółowo wykazał Jan Jaurès w swojej Historji rewolucji francuskiej. Babeuf i Darthé przypłacili nawet życiem uknuty przez nich spisek, mający wykonać zgodnie z temi zasadami przewrót społeczny i postawić nową budowę społeczno-polityczną.
Mówiąc o tej budowie, porównywamy ją obrazowo z budową zwykłych domów, i może się zdawać, że ludzie, według swego widzenia i swojej woli, mogą je stawiać w krótkim okresie czasu. Zapewne, jeżeli chodzi o marne i nietrwałe lepianki. Lecz jeżeli ma być wybudowany trwały dom, odpowiadający wymaganiom dzisiejszym, to stawia się go podług dobrze obmyślonego planu i stosownie do wskazówek nauki budownictwa. Historyczne piękne gmachy budowano w ciągu długiego szeregu lat. O wiele trudniejszem i wymagającem dłuższego szeregu lat musi być stawianie budowy społeczno-politycznej. W pierwszym wypadku ma się do czynienia z materjałem bezwładnym, jak drzewo, szkło, kamienie, cegły, żelazo; w drugim wypadku materjał jest żywy, są to ludzie. Już z tego względu porównanie obrazowe jednej i drugiej budowy nie jest odpowiednie. O wiele odpowiedniejszem jest porównanie tworzenia gospodarstwa domowego z tworzeniem ustroju społeczno-politycznego. Jak w gospodarstwie domowem, prywatnem, przedsiębiorąc zreformowanie onego, nie można bez narażenia się na ogromne straty i zmarnowanie swej pracy, wykraczać odrazu poza pewne granice i trzeba poprzednio poczynić odpowiednie przygotowania, co szczególnie uwydatnia się w gospodarstwie rolniczem; tak dokonanie reform w ustroju społeczno-politycznym i w całem jego gospodarstwie ma pewne granice, wskazane przez rozwój dziejowy. Przekroczenie tych granic sprowadza zamęt, klęskę i zamiast polepszenia doli ludzkiej pogarsza ją na czas dłuższy. Takie doświadczenie przyniosła już była Wielka Rewolucja Francuska z końca XVIII stul., a ostatecznie przekonać o tem powinno bolszewickie organizowanie ustroju komunistycznego w państwie rosyjskiem.
Jeżeli obejmiemy wzrokiem cały okres dziejowy od Wielkiej Rewolucji z końca XVIII stul. aż do dni dzisiejszych, to niepodobna nie widzieć tego, że przebudowa ustroju społeczno-politycznego odbywała się i odbywa stopniowo w kierunku zasad podstawowych, przez tę Rewolucję wygłoszonych. Mając na oku samą Europę, przypomnijmy sobie najważniejsze prace dokonane w tej przebudowie. Zniesiono poddaństwo i pańszczyznę włościan. Przedział przywilejowy pomiędzy ludnością zmalał ogromnie. Robotnicy ze stanu niewolniczego wznoszą się do stanowiska obywatelskiego, uzyskując ważne prawa strajkowania, zgromadzania się, stowarzyszania się, wybierania swych przedstawicieli do sejmów, sejmików, rad gminnych, oraz takie instytucje, jak ubezpieczenia na starość i nieszczęśliwe wypadki, jak kasy chorych, jak ministerstwo pracy i opieki społecznej. Kobiety uzyskują pełnoprawność obywatelską. Samodzielność robotników się wzmaga: powstają potężne związki zawodowe. Coraz szerszem kołem ogarnia spożywców, a więc przeważnie ludność pracującą, ruch współdzielczy, którego dobroczynne działanie na tę ludność, wzbudza taką nadzieję u niektórych społeczników, że widzą w nim najważniejszy czynnik przebudowy społecznej. I inny potężny ruch współdzielczy przejawia się: jest to ruch międzynarodowy, zbliżający narody ku wspólnej pracy dla dobra wspólnego. Narody, usamodzielniając się, obalają trony monarchów, tworzą rzeczypospolite. Powstająca Liga narodów wskazuje, jaką drogą ma iść przyszły postępowy rozwój życia politycznego.
W tej pracy tworzenia nowego ustroju społeczno-politycznego socjalizm, nowoczesna odmiana dążeń komunistycznych, coraz bardziej wzrasta w znaczenie i wpływ. Wszystko, co podnosi i szerzy moralność i oświatę w społeczeństwach, wzmacnia jego siły i wpływ. Moralność, czyli uszlachetnienie uczuć, z których najgłówniejszem jest miłość bliźniego, ujęta przez Augusta Comte’a pod nazwą altruizmu, poskramia egoistyczne dążenia, nakłania do pracy dla dobra ogólnego, pobudza do czynów ofiarnych, do poświęcania się. Oświata, szerząc się i podnosząc, rozprasza ciemnotę w umysłach, niweczy bezwład myślowy, rozprasza przesądy i uprzedzenia, ułatwia zrozumienie 0 co istotnie chodzi, umożliwia wybór pomiędzy fałszem i prawdą.
Francja, stojąca na czele cywilizacji europejskiej, najdalej posuwająca czynność rewolucyjną i doprowadzająca ją do przejawów komunistycznych, objęła ster dalszego rozwoju tych dążności. Dwa w nim kierunki to walczyły z sobą, to się sprzymierzały. Jeden z tych kierunków był to odziedziczony od Wielkiej Rewolucji babuwizm, urosły w tradycji dawnopaństwowej przymusu, dążący do zaprowadzenia nowego porządku przez narzucenie go w drodze zamachu gwałtowego. Blankizm był jego odmianą, stosującą się już bardziej do wymagań życia nowoczesnego. Drugi kierunek, nazwany później socjalizmem, szedł w przeciwieństwie do pierwszego za tradycją pierwotną chrześcijańskiego kościoła. Nosił on nazwę Saint-simonizmu, albowiem był rozwijany i czynnie zastosowywany do życia przez uczniów genjalnego myśliciela, Henryka Saint-Simona. Z rozważań nad dziejami rozwoju duchowości ludzkiej, przyszedł ten znakomity myśliciel do tego wniosku, że od początku życia państwowego widoczną się staje walka dwóch klas ludności: feudalnej, panującej, żyjącej z cudzej pracy, oraz industrjalnej, będącej ogromną większością i czerpiącej z własnej pracy swe środki do życia. Głównemi czynnikami postępu są nauka i technika. Filozofja jest uogólnieniem najwyższem całej naszej wiedzy naukowej, a religja wytwarza swój pogląd na świat pod wpływem upowszechnionej filozofji. Ku końcowi swego życia Saint-Simon zajął się szczególnie zagadnieniem religijnem i zamierzał chrześcijanizm przedstawić w nowej szacie (Nouveau Christianisme). Z tej jego pracy pozostał tylko mały urywek. Podług niego główną, boską zasadą chrześcijanizmu jest braterstwo pomiędzy ludźmi, głoszące: „kochaj twego bliźniego jako siebie samego“. Podług tej zasady, którą Bóg dał ludziom jako prawidło postępowania — pisał on w tem ostatniem swem dziele — powinni oni zorganizować społeczeństwo w jak najkorzystniejszy sposób dla największej liczby jednostek; powinni we wszystkich swych działaniach wytknąć sobie za cel, jak najprędsze i o ile można — najzupełniejsze polepszenie bytu moralnego i fizycznego klasy najliczniejszej“. Uczniowie Saint-Simona rozwijali i uzasadniali naukowo tę myśl. Poetycko natchnione dzieło, streszczające ich zasady, „Doctrine Saint-Simonienne“, państwu, zbudowanemu orężem dla wojny, przeciwstawiało kościół, łączący w przyszłości wszystkich ludzi w jeden bratni związek, zapewniający im pokój i pracę. Dzieło to wywarło wielki wpływ bezpośrednio na umysłowość francuską a pośrednio na całą europejską. Saint-simonizm, jako najpotężniejszy w narodzie francuskim przejaw tego ruchu społecznego ku lepszej, doskonalszej przyszłości, oddziałał i na inne mu współczesne doktryny socjalistyczne, i główną jego cechę odnajdujemy u wszystkich wybitnych pisarzy socjalistycznych w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. Tą cechą jest religijność, polot idealny, jako przewaga dziedziny uczuciowej w życiu duchowem. W socjalizmie francuskim z natury rzeczy musiała uwydatnić się i ta ogólna cecha, odznaczająca myślącą, zwróconą ku przyszłości Francję, a tą cechą był liberalizm, dążenie do możliwie największej wolności, do ustroju życia republikańskiego.
Od czasów rewolucji umysłowej a następnie i czynnej w życiu społeczno-politycznem, Francja została uznana przez narody europejskie jako przewodniczka w pochodzie postępowym ku lepszej przyszłości. I Polska, wyzwalająca się z ogłupiającego wpływu szkolnictwa jezuitów, odczuwająca już podczas Sejmu Czteroletniego nowe hasła rewolucyjne, szła także za Francją, a nawet związała się z nią ściślejszemi od innych narodów węzłami. Przejawiło się to już w rewolucji 1794 r., która po francuskiej była największą i stała się ogniskiem rewolucyjnem na wschodzie Europy. Utworzyło się już wówczas silne stronnictwo, uznające cały ogół mieszkańców jako wolnych i równych sobie obywateli, znoszące wszelki podział przywilejowy na stany i głoszące jedność narodową. Francja użyczyła opieki i pomocy, kiedy żołnierze kościuszkowscy tworzyli legjony z nadzieją wywalczenia niepodległości swego narodu. Francja też stawiła pierwsze zręby odradzającej się Polski demokratycznej. Wreszcie po upadku powstania 1830 i 1831 r. przygarnęła liczną naszą emigrację.
Ta emigracja, najlepsza, wyborowa część naszego narodu, sam jego kwiat, przeżywała wraz z postępową, ideową częścią narodu francuskiego wszystkie pragnienia, wrzenia a nawet wybuchy, jakie się odbywały w zrewolucjonizowanem jego łonie. Babuwizm, węglarstwo, blankizm, saint-simonizm, furjeryzm, socjalizm państwowy, anarchizm, kolektywizm miały i w naszej emigracji większą lub mniejszą liczbę zwolenników. Uwydatniam to szczegółowo w mojej Historji ruchu społecznego w XIX stul. Wszystkie te ruchy społeczne zbliżały się, mieszały, kojarzyły się z sobą, i wytwarzał się jeden prąd wielki, który obejmowano pod ogólną nazwę socjalistycznego. Zwłaszcza widoczne to było w emigracji polskiej. Nasi węglarze babuwistyczni, jako wyznawcy spólności braterskiej, jako komuniści, wchłonąwszy dużo z saint-simonizmu, utworzyli pierwszy zawiązek u nas stronnictwa socjalistycznego. Opowiadam o tem szczegółowo w książce, kreślącej żywot Stanisława Worcella.
W tym całym ruchu — jak już powiedziałem — saintsimonizm rozbłysnął największym blaskiem. I na naszą umysłowość wywarł on silne wrażenie. U naszych wielkich poetów widoczny jest jego wpływ, a zwłaszcza u Mickiewicza. Z rozgałęzionych jego szkół wyszli pierwsi nasi krzewiciele socjalizmu: Stanisław Worcell, Tadeusz Krępowiecki, Zenon Świętosławski. Z jego ducha powstała Młoda Polska, organizująca się w Szwajcarji, a jej wysłannik Szymon Konarski porwał lepszą część szlachty na Rusi i Litwy w tym potężnym zwrocie ku ludowi, który w naszych dziejach słynie pod jego nazwiskiem. Z tym ruchem Młodej Polski zespolił się i przewódca demokratyzmu republikańskiego Joachim Lelewel. Myśli saint-simonistyczne oddziałały i na Ludwika Mierosławskiego i na kierowników Towarzystwa Demokratycznego. Henryk Kamieński, August Cieszkowski, Karol Libelt, Narcyza Żmichowska, owiani jego duchem, wznieśli się na wyższe szczeble przewódzców duchowych swego narodu. Słynny Manifest, ogłoszony w 1846 r. w Krakowie przez utworzony rząd powstającego narodu, całkowicie był przejęty myślą saint-simonistyczną.
Aż do 1871 r. myśl socjalistyczna romańsko-francuska, że wspomnę tu Mazziniego, miała urok przewodniczy na lądzie europejskim, gdyż nawet z Programu robotników Ferdynanda Lasalle’a, pierwszego organizatora ruchu socjalistycznego w Niemczech, promienieje myśl saint-simonistyczna. Cechował ją idealizm, podłożem jego głównem była dziedzina uczuć, uczuć szlachetniejszych, jako dążenie do wolności powszechnej, jak braterstwo, miłość rodzinna, solidarność narodowa, wzajemność pomiędzy ludźmi. Mickiewicz w swojem określeniu socjalizmu trafnie ujął ówczesny jego charakter. „Uczucie nowoczesnego socjalizmu — pisał on — jest to polot ducha ku bardziej błogiemu istnieniu, nie indywidualnemu, lecz wspólnemu i solidarnemu. Uczucie to objawiło się dzisiaj (pisano to w 1849 r.) z większą siłą jak kiedykolwiek, to przyznajemy, jest to nowy zmysł, który duchowa natura ludzka zdołała stworzyć w sobie, nowo obudzona namiętność”. Polską myśl postępową zjednywała francuska i przez to, że jej myśl najpostępowsza — socjalistyczna zwracała się jako w kraju podówczas niemal zupełnie jeszcze rolniczym ku najliczniejszej ludności, to jest ku włościanom. Gospodarstwa rolne, połączone w gminy rolnicze, po zupełnem ich wyzwoleniu z zależności feudalnej, przedstawiały jakby naturalną federację.
Już od roku 1848 zaczęła się zaznaczać na lądzie europejskim w rozwoju socjalizmu coraz silniej myśl angielsko-niemiecka. Juljusz Gay w 1868 r., odróżniając od francuskiego socjalizm owenowski, nazwał go racjonalnym. Można to powiedzieć o całym ruchu komunistycznym angielskim, który ugruntował się na podłożu nauki ekonomicznej. Nie uczucie, lecz rozumowanie w nim przeważało. Potężny rozwój nauk przyrodniczych skłaniał ku realnym poglądom, które zwłaszcza w Niemczech przybrały charakter materjalistyczny. Wyobrazicielem tych obu prądów stał się Karol Marx, łącząc dokładną znajomość komunistów angielskich z odwróconą, czyli — jak powiedział — postawioną na nogi filozofją heglowską. Nadto coraz większy rozwój przemysłu fabrycznego skupiał ludność robotniczą w pewnych centrach, a zdobycze konstytucyjne, uzyskane w szeregu poprzednich rewolucji, ułatwiały jej uświadamianie i organizowanie. W ten sposób socjalizm pozyskał sobie potężną armję w swej walce o lepszą przyszłość. Zwrócona uwaga przedewszystkiem na materjalne interesy wysunęła zasadę równości na przewodnie stanowisko. Dla czego państwo nie miałoby się stać organizatorem pracy i rozdzielcą otrzymanych korzyści z tej pracy? Należy tylko przysposobić do tego państwo odpowiednio. Stanowisko Marxa jako głównego kierownika Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników wpłynęło także w znacznym stopniu, że nie tylko w Niemczech, lecz i w całej Europie jego poglądy naukowe zdobywały sobie coraz powszechniejsze uznanie, a po klęsce francuskiego narodu w 1871 r. stały się przewodniemi w obozach socjalistycznych.
Dwie głównie zasady nadały marxizmowi wybitnie cechujący go charakter: walka klas i materjalistyczne pojmowanie dziejów. Pierwsza zasada, t. j. walka klas wyolbrzymiała do takiego znaczenia — zwłaszcza u gorliwych marxistów, że zaćmiła niemal zupełnie z trzech zasad rewolucyjnych — zasadę braterstwa. Jerzy Sorel, który wśród socjalistów francuskich zyskał wielkie uznanie w swych wywodach rozumowych, doszedł do wniosku, że gwałt (la violence) jest czynnikiem rozstrzygającym w walce klasowej. Bolszewicy, którzy postawili Marxowi pomnik w Moskwie, uważając się za najbardziej zgodnych z jego zasadami, walkę klasową zrozumieli jako wygłodzenie, wygubienie, wymordowanie całej warstwy narodu, objętej przez nich nazwą burżuazji. Również i materjalistyczne pojmowanie dziejów otworzyło szeroką drogę grubemu materjalizmowi, zachłannemu egoizmowi narodowemu, który u Niemców od samego początku w ich dziejach silnie się przejawiał w stosunku do słabszych ludów.
Ujemne te strony Marxizmu zaczęły dopiero w ostatnich latach przed wojną światową odsłaniać się coraz wyraźniej, tymczasem wyolbrzymiał on był i stał się wielką potęgą. Ścisła argumentacja logiczna i dokładna znajomość rozwoju życia ekonomicznego, cechujące dzieła Marxa, mnożyły liczbę jego zwolenników. Nawet państwowcy niemieccy na katedrach uniwersyteckich i w biurach ministerialnych ulegli jego wpływowi, chociaż temu zaprzeczali. Stronnictwo socjalistyczne niemieckie, dumne ze swego mistrza, czyli raczej swych mistrzów, gdyż wśród jego zwolenników okazało się kilka wielkich talentów, wysunęło się na czoło całego obozu socjalistycznego w Europie i wielce się przyczyniło do upowszechnienia w niej zasad socjalistycznych. Szczególniej ważną zasługą socjalistów niemieckich było to, że jako wzorowi organizatorowie nauczyli inne ludy, jak należy organizować swe stronnictwo socjalistyczne.
Marxizm zapanował także w całej pełni i w obozie socjalistów polskich. Sprzyjała temu i ta ważna okoliczność, że w dwóch zaborach, pruskim i austrjackim, zaprowadzona konstytucja uczyniła możliwem rozpocząć jawną, legalną walkę o zasady, zwłaszcza podczas wyboru posłów do parlamentu. Socjaliści niemieccy przytem rozwinęli szeroką międzynarodową propagandę, wspierając ruch socjalistyczny u innych narodów, a zwłaszcza u tych, z któremi współżyli w jednem państwie. Nie mały wpływ na odwrócenie się myśli od Francji, było jej zobojętnienie dla sprawy polskiej; a natomiast potężny rozrost socjalizmu w Niemczech rozniecał w sercach polskich nadzieję, że stanie się on wybawicielem od wszelkiej niewoli i wyzysku. Działały też na serca polaków życzliwe dla sprawy polskiej wypowiadania się samego Marxa i Liebknechta, pozostających jeszcze pod wpływem wzlotu duchowego „wiosny narodów“ 1848 r.
W końcu minionego stulecia wśród pracowników naukowych w dziedzinie socjalizmu zaczyna się już przejawiać dążność do wyzwolenia się z wyłączności marxistów, bardziej marxistowskich od samego Marxa. Pisano o potrzebie rewizji całej teorji, nie zgadzano się na ostateczne wywody, zwłaszcza w sprawie agrarnej. Materjalistyczne ujęcie znalazło potężnego przeciwnika w Janie Jaurès’ie.
I u socjalistów polskich wpływ niemiecki tracił swą poprzednią doniosłość. Sprawa narodowa wzbudziła wzajemną niechęć i nieufność. Hakatystyczna chęć wchłonięcia, wynarodowienia ludności polskiej na ziemiach zabranych przez państwo pruskie, przeniknęła i do obozu socjalistycznego. Okazało się to w jawny sposób. Kiedy na kongresie socjalistycznym w Hamburgu w 1897 r. delegaci nasi postawili wniosek, ażeby stawiany kandydat w prowincjach z ludnością polską był biegły zarówno w polskim jak i niemieckim języku, członek zarządu Pfankuch oświadczył: „Nie znamy żadnych polskich towarzyszy w łonie niemieckiej demokracji i nie pozwolimy na stworzenie w Niemczech rozporządzenia językowego, jakie towarzysze austrjaccy ustanowić musieli“. Dopóki żyli Liebknecht i Bebel, miarkowali i powstrzymywali oni zapędy hakatystyczne, lecz następnie kiedy Scheidemann zaczął przewodzić, coraz bardziej one uwydatniały się i stawały się coraz powszechniejszemi. Za czasów okupacji niemieckiej, wroga polityka rządu okupacyjnego, dążąca do zniszczenia przemysłu polskiego, nie napotykała jej potępienia przez socjalistów niemieckich, raczej życzliwie na to patrzali. Sprawę niepodległości polskiej traktowali z chłodnym krytycyzmem. A kiedy przyszła sprawa unormowania granic narodowych, ujawniła się ich wrogość w całej pełni.
Długa, krwawa, mordercza, niosąca spustoszenie i zagładę nabytków wielu wiekowej pracy ludzkiej, wojna światowa (1914—1918 r.), której głównym terenem była Europa, tak silnie podcięła ją materjalnie i moralnie, iż zdawało się, że straci ona całkowicie to przewodnie stanowisko, jakie zajmowała dotąd w postępowym rozwoju cywilizacji i kultury całej ludzkości; a natomiast w dalszym biegu dziejowym zajmie to przewodnie stanowisko północna Ameryka, która skutkiem wojny światowej zyskała i materjalną i moralną przewagę nad zniszczoną i zdemoralizowaną Europą. Egoistyczna jednak polityka wyłączności amerykańskiej, nie chcąc współuczestnictwa z nędzą robotników i bezmyślnością kapitalistów w Europie, nie poszła torem, wytkniętym przez Wilsona, wycofała się z Ligi narodów i zamknęła się w obrębie swego kontynentu.
W ten sposób Europa, uwolniona od bezpośredniego współzawodnictwa z Ameryką północną, zachowuje i nadal swoje przewodnie stanowisko w dalszym rozwoju postępowym życia społecznego. A wojna światowa, jakkolwiek sprowadziła straszne klęski, to jednak i nader ważne dodatnie były jej następstwa jak to: zburzenie najważniejszych twierdz zaborczości, łupiestwa i despotyzmu, jakiemi były carat rosyjski i cezaryzm pruski; zniesienie w zasadzie poddaństwa narodów, połączone z powstaniem nowych narodowych państw z przodującą im Polską niepodległą; zwycięstwo demokratyzmu republikańskiego nad monarchizmem warstwy uprzywilejowanej; utworzenie Ligi narodów wraz z trybunałem rozjemczym, zapoczątkującym praworządność międzynarodową. Stanowi to olbrzymi krok ewolucyjny ku nowemu ustrojowi życia społeczeństw, bardziej zgodnemu z hasłami Wielkiej Rewolucji.
Skutkiem tej wojny światowej największa zmiana polityczna w Europie odbyła się na gruzach monarchij, które rozebrały były Polskę. Możnaby nawet powiedzieć, że jedynie narody słowiańskie odniosły z tej strasznej wojny istotne korzyści. Z gruzów trzech zwalonych mocarstw: moskiewskiego, pruskiego i austrjackiego, dźwignęła się, po przeszło stuletnich swych walkach o niepodległość, Rzeczpospolita Polska, a jej obszar państwowy dosiągł rozmiarów, jakie miała za swych lepszych czasów. Wyzwoliły się Czechy z długiej kilkuwiekowej niewoli i wraz ze Słowacją utworzyły państwo niepodległe. Dawna Serbja przeistoczyła się w Jugosłowację, włączając w swą całość państwową i nowo wyzwolone narody: serbsko-chorwacki i sławoński. Jeżeli do tych państw słowiańskich dołączymy i Bułgarję, która wyzwoliła się już była w 1878 r. z pod panowania tureckiego, a następnie wzmocniła się i rozszerzyła swe posiadłości, to porownywując stanowisko polityczne narodów słowiańskich do tego, jakie zajmowały one w pamiętnej wiośnie narodów 1848 r., to przyznać musimy, że odbył się w rozwoju ich życia politycznego olbrzymi postęp. Rozsypanie się w gruzy ogromnego caratu rosyjskiego nie stanowi klęski dla ogółu Słowiańszczyzny, albowiem już słynny minister rosyjski, Witte, trafnie zauważał w swych Pamiętnikach, że w znaczeniu narodowem nie było państwa rosyjskiego, lecz istniało Imperjum rosyjskie, które oprócz Słowian, pożarło całe mnóstwo obcych plemion i zabrało ich ziemie“.
Czy ludność słowiańska, przeważająca w Europie i liczbą i obszarem zajmowanej ziemi, w pracy dziejowej nad wyrobieniem doskonalszych form życia wspólnego ludzi z sobą i nadal pójdzie za przewodem myśli romańskiej i germańskiej, a nie stanie się samodzielną pracowniczką, wzbogacającą ogólną skarbnicę wiedzy socjalistycznej? Pytanie to już przed stu laty stawało przed myślą słowiańską. I jako odpowiedź ozwało się wróżbą Czecho-Słowaka Kollára o wielkim przysłowiowem znaczeniu Słowian, a jeszcze silniej i wznioślej rozbrzmiewało ono u naszych poetów, publicystów, historyków, filozofów. W pamiętnej „wiośnie narodów” Kongres słowiański wzbogacił już ludzkość wielkim dorobkiem: do deklaracji praw człowieka, którą ogłosiła była rewolucja francuska w końcu 18-go stulecia, dodał on deklarację prawa narodów. I dzisiaj wciela się w życie ta deklaracja. W tych że pamiętnych latach rewolucyjnych, 1848 i 1849 r., na czele wzrastającego ruchu międzynarodowego stanął nasz Adam Mickiewicz jako redaktor Trybuny ludów, organu międzynarodowego. Jeszcze przed wiosną narodów nasz znakomity dziejopisarz, Joachim Lelewel, krzewiciel zasad demokratycznych i republikańskich, nawoływał Słowian, że „są powołani działać dobrowolnie i jednozgodnie dla spólnej sprawy: każdy z tych narodów powinien pojąć, że braterstwo jest zasadą najściślejszego przymierza. Czy to je nazwiemy federacją, czy uniją, czy konfederacją, czy stanami zjednoczonemi, na takiej zasadzie prędko stanie umowa towarzyska“. Nasz najgłośniejszy podówczas filozof, Bronisław Trentowski, głosił, że „nie sobkowstwo, szukające li korzyści własnej, a wiodące koniecznie do odróżnień, przywilejów i kast, ale Miłość Bliźniego, zradzająca wolność i braterstwo pomiędzy wszystkiemi, niech przy odrodzeniu się społeczeństwa naszego zasiana będzie na wieki! Tym sposobem utworzą się dawne słowiańskie żupaństwa, osadzone na spólnej własności, a zarządzane od obieralnego, zaufanie ogólne posiadającego i gminie odpowiedzialnego żupana“.
Jeżeli bieg dziejowy otwiera przed Słowianami szerokie pole dla pracy, mającej na celu lepszy, doskonalszy ustrój życia społecznego, to któryż z narodów słowiańskich, jakiemi obecnie nam się przedstawiają, jest najbardziej usposobiony i uzdolniony do moralnego przewodniczenia w rodzinie słowiańskiej? Oceniając wszystkie warunki materjalne i duchowe, widzimy — jak dotychczas — tę możliwość przewodniczenia u trzech tylko narodów: wielkoruskiego, czeskiego i polskiego.
Zdawało się początkowo, że ta wielka rola przewodniczenia nie tylko Słowianom, lecz całej Europie a może nawet i całej ludzkości, przypadnie Moskwie. Głosiła to ona sama w swej zarozumiałości, i ludy były jej uwierzyły. Lecz rychło okazało się to samochwalstwem i złudzeniem.
Naród rosyjski, czyli — jak on sam dzisiaj woli się nazywać — wielkoruski jest mało słowiański — jak to przyznał sam Lenin — gdyż za dużo jest w nim krwi plemion fińskich i tatarskich, skłania się też raczej ku Azji niż ku Europie. Kształcony i urabiany pod rządami strasznego despotyzmu mongolsko-carskiego, nieporuszony przez Wielką Rewolucję z połowy 18 stulecia, nie odczuwa i nie rozumie tej potrzeby współdzielczości międzynarodowej, jaka coraz wyraźniej i szybciej zdąża do opanowania całej działalności ludzkiej. Żyje on jeszcze w tradycji caratu, który przemocą zagarniał plemiona i narody i despotycznie je niwelował w posłuszeństwie dla swych rządów, z tej carskiej tradycji wyłonił się i jego komunizm panmoskiewski, wrogi europejskim stronnictwom socjalistycznym, które z doświadczenia i wyrozumowania przychodzą coraz bardziej do przekonania, że wszelkie gwałty i dyktatury nie posuwają sprawy dobra publicznego naprzód, lecz przeciwnie wychodzą na korzyść warstwom uprzywiljowanych, niewolniczości i wyzyskowi. Tymczasem rzetelna praca w drodze pokojowej, zgodna z wywalczoną konstytucją, nad uświadamianiem i usamodzielnieniem ludu pracującego w istotnem znaczeniu tego słowa przedstawia większą pewność, że zasady Wielkiej Rewolucji: wolność, równość i braterstwo zapanują w ustroju społeczno-politycznym życia wszystkich narodów.
Mając to na uwadze, co powyżej powiedziano, przewodnictwo kulturalne narodu rosyjskiego staje się niemożliwem do pomyślenia.
Pozostają jeszcze dwa narody, których przeszłość dziejowa i wyższość kultury wysuwają na czoło słowiaństwa, narody: czeski i polski.
Naród czeski, którego ziemie nie zaznały bezpośredniego spustoszenia podczas wojny światowej, pod względem ekonomicznym znajduje się w lepszych warunkach od polskiego. Pod względem umysłowym, niezaprzeczenie w ostatnich latach szybką odbywał ewolucję. Bardziej demokratyczny od polskiego w swym składzie, jako naród uprzemysłowiony, posiadający stosunkowo liczniejszą, lepiej zorganizowaną, z wyższym poziomem oświaty i świadomości klasę robotniczą, mający u swego steru ludzi rozległej i dalekosiężnej myśli, jakim jest Masaryk a względnie i Benesz (Benech) rozporządza w swem przedstawicielstwie sejmowem więcej niż połowa mandatami robotniczemi, to też jego ogólna polityka jest więcej od polskiej zwłaszcza obecnej demokratyczna i postępowa. Nie dziwić się przeto, że zjednywa on większą od polskiego sympatję u demokratów i socjalistów europejskich. Poczucie słowiańskie jest w nim wielkie i przejawia on silnie chęć zajęcia czołowego stanowiska wśród Słowian. To są plusy na jego korzyść. Lecz jest i potężny minus: to jego polityka nacjonalistyczna. Stojąc frontem przed potęgą niemiecką, szarpany i napierany przez nią, stracił wiarę, by mógł się ostać o własnych siłach. Odzyskawszy po upadku monarchji austryjackiej możność utworzenia własnego państwa, korzystał z przyjaznej mu polityki sprzymierzeńców i zagarniał jak można najwięcej i przestrzeni i ludności. To zamiast wzmocnienia jeszcze bardziej go osłabiło, znalazł się w mniejszości we własnem swem państwie. Jął się więc egoistycznej nacjonalistycznej polityki: czechowizowania przymusowego, co rozżarza waśń wewnętrzną i grozi rozbiciem samego państwa. Potrzebując oparcia się na inne silne państwo słowiańskie, miał do wyboru albo Polskę albo Rosję. Z Polską poróżniły go krzywdy, jej wyrządzone przy rozgraniczaniu swych posiadłości, a przytem widząc w niej swego spółzawodnika i na polu przemysłowem i na polu przewodniczenia słowiaństwu, poszedł utartym w ostatnich kilkudziesięciu latach torem łączenia swej przyszłości z państwem rosyjskiem, zarówno swej przyszłości ekonomicznej jak i kulturalnej. Ta polityka jednak może go łatwo wprowadzić w zatarg z usamodzielniającemi się narodami: ukraińskim i białoruskim. Trzeba jednak przyznać, że w ostatnich latach zachodzi i w tym względzie korzystna dla niego zmiana.
Jako spółzawodnik w przewodnictwie cywilizacyjnem wśród słowiaństwa polski naród ma pod wielu względami przewagę nad narodem czeskim. Państwo jego jest rozległe, o trzy razy prawie większe od czeskiego, z ludnością o dwa razy liczniejszą, a co o wiele ważniejsza, jest olbrzymią większością w swem państwie, więc spoistość jego państwowa jest znacznie większa. W twórczości duchowej: w nauce, w literaturze, a nawet po części i w sztukach pięknych, zwłaszcza w malarstwie, stoi na wyższym poziomie. Przemysł jego w ostatnich latach przed wojną rozrósł się był już potężnie, i są wszelkie warunki do jeszcze większego rozrostu. Ma piękną dziejową tradycję zjednywania ludów do unijnego z nim łączenia się. W ciężkich, bolesnych latach swego ujarzmienia, zrywając się nieustannie do krwawej walki o wolność i niepodległość, dowiódł, że w swych piersiach posiada dużo poczucia obywatelskiego swej godności człowieczej i narodowej, że myśl jego jest zdolna sięgać w daleką przyszłość, i że zasady Wielkiej Rewolucji znalazły w nim licznych wyznawców. Ta mniejszość ideowa w narodzie polskim okazała tyle hartu i mocy, że przemogła wysiłki reakcyjne uprzywilejowanej warstwy, korzystającej z ciemnoty, przesądów i bierności niewolniczej mas ludowych, i postawiła wznoszącą się budowę państwa na podłoże demokratyczne. Pomimo gwałtownego naporu i chwilowej przewagi skoalizowanych z sobą klerykałów, obszarników, fabrykantów, bankierów, zbogaconych chłopów, paskarzy, lichwiarzy i domorosłych zwolenników faszyzmu, mniejszość ideowa, pragnąca iść naprzód a nie cofać się w tył, jest na tyle silna, że nie da się złamać; przeciwnie, stawać się będzie coraz liczniejszą i silniejszą, dzięki wywalczonym warunkom wolnościowym i szerzącej się oświacie. Przyszłość więc do niej należy.
A nadto pamiętać należy, że to w polskim narodzie wśród ludów słowiańskich myśl społeczna najwcześniej sięgnęła szczytów socjalizmu. W ogólnym ruchu rewolucyjnym umysłowości europejskiej poprzedzającym Wielką Rewolucję, mieliśmy już Staszica i Adama Rzewuskiego z przebłyskiem myśli socjalistycznej. Właściwie — jak to już zaznaczyłem — nasz ruch socjalistyczny rozwijać się w swym wyraźnym charakterze rozpoczął w czwartym dziesiątku ubiegłego stulecia. I w tym ruchu widzimy już sławne nazwiska: Joachima Lelewela, Adama Mickiewicza, Stanisława Worcella, Zenona Świętosławskiego, Michała Chodźki, Henryka Kamieńskiego, Karola Libelta, Edwarda Dembowskiego. Z liczby wielu innych wymieniłem głównie tych, u których się zaznacza pewna wspólność charakterystyczna, która ich wyróżnia wśród innych myślicieli społecznych. Lelewel w braterstwie widzi „wolne używanie niepodległości narodowej, wolność i równość obywatelską, spólny interes i wzajemną wolność we wspólnej sprawie“. „Obala (ono) granice między plemionami, językami, wyznaniami i zlewa ludy w jedno ciało“. Mickiewicz, uczeń Lelewela, w mistycznej wizji księdza Piotra w Dziadach upodabnia Polskę Chrystusowi. Chrystus, ukrzyżowany i umęczony, stał się Zbawicielem ludzi, ucząc ich miłości wzajemnej, braterstwa; Polska, kojarząca w sobie trzy ludy, trzy narody, ukrzyżowana i umęczona przez Rakusa, Borusa i żołdaka Moskala, zmartwychwstając stanie się zbawicielką narodów. Socjalizm jest to chrześcijanizm w dalszym jego rozwoju. Naucza on, że nie tylko pomiędzy ludźmi, lecz i pomiędzy ludami, narodami stosunki wzajemne opierać się winny na miłości, braterstwie. Ta wizja podziałała silnie na uczucia i wyobraźnię naszych poetów i najbardziej uwydatniła się w Przedświcie — Krasińskiego. Libelt trafnie ocenia naszą poezję emigracyjną. „Polska — powiada — będąca punktem środkowym wieszczenia naszych poetów, nie jest to państwo polityczne w niepodległości na wzór innych mocarstw. Lecz jest to idea nowa, która się wciela w Polskę i ma z niej zrobić naród, przewodny karawanie innych narodów. Ma to być idea nowa, zbawienna, jak przed ośmnastu wieki była idea Chrystusowa“. Jest to nowa idea, płynąca z głębin uczuciowych, zniesienia poddaństwa narodów. Worcell nawiązuje ją z saint-simonizmem w jeden łańcuch myślowy; toruje ona drogę Henrykowi Kamieńskiemu i Augustowi Cieszkowskiemu w ich rozmyślaniach, podniecanych idealizmem filozoficznym Fichtego i Schelinga; porywa gorętszych demokratów, jak Michała Chodźkę, Królikowskiego i innych, i prowadzi do pojęć socjalności. Libelt, autor nader wpływowej rozprawy „O miłości ojczyzny“, był także twórcą Manifestu Krakowskiego. On też był głównym redaktorem myślowym słynnego Manifestu do ludów europejskich, ogłoszonego z uchwały Kongresu Słowiańskiego w Pradze w 1848 r. Mickiewicz, stanąwszy na czele pisma francuskiego w Paryżu, La Tribune des peuples, rozwinął szeroko sztandar socjalizmu międzynarodowego.
Mamy więc znakomitych poprzedników, co nam ułatwia snuć dalszy wątek myśli socjalistycznej we wskazanym przez nich kierunku. Już to samo, że należeli oni do najbardziej uwydatniających międzynarodowość socjalizmu, świadczy, że nie powodowała nimi schlebiająca egoizmowi nacjonalistycznemu pycha wywyższania się i żądza władzy chciwa i żarłoczna; lecz raczej w poczuciu swej mocy duchowej gotowość bratnia podania ręki pomocnej we wspólnem dążeniu ku lepszej przyszłości.
W twórczości naszych poetów, filozofów, historyków, zwróconych tęsknie umiłowanym wzrokiem ku przyszłej, wskrzeszonej na nowo do życia Polsce, świecą jakby gwiazdy promienne, przewodnie: braterstwo i samorząd gminny. W ich wyobraźni rysuje się uroczy ustrój społeczny, w którym wszystkich łączy miłość rodzinna, gdzie każdy — czy to brat czy siostra — są jednakowo wolni i równi sobie i w życiu swem prywatnem rządzą sami swemi popędami i skłonnościami, zgodnie ze swem sumieniem, ocieplonem przez moralność szlachetniejszych uczuć i oświeconem przez wyższą myśl filozoficzną. Samorządna rodzina o wyższym poziomie moralności i oświaty to komórka w rozwoju przyszłościowej, doskonalszej organizacji. Z łączenia się samorządnych rodzin powstaje samorządna, międzyrodzinna gmina. Jest to pierwsza widownia i uczelnia życia publicznego. W dalszym rozwoju gminy łączą się z sobą, jak się to dzieje w ruchu współdzielczym, w większe związki, które zapewniają większe bezpieczeństwo i korzystniejsze warunki dla pracy gospodarczej i dla rozwoju życia duchowego. Jedynie droga dobrowolnego łączenia się z poczucia wzajemnej skłonności ku sobie, ze zrozumienia wspólnego w tem interesu, — jest zgodna z zasadą samorządzenia się.
Worcell uczynił trafne spostrzeżenie, że związki ludzkie, „rozszerzając się, wzrastają, tracą na prostocie i jedności, zyskują na powadze i uznaniu. Celem ich, przeznaczeniem, a zatem obowiązkiem, jest opieka nad jednościami niższego rzędu“. A te jedności uważają tę opiekę za swoje prawo. Stąd powstaje potrzeba wzajemnej obrony, wzajemnego wspierania się. Ta potrzeba jest nawet większa dla jednostek niższego rzędu.
I dodajmy, że najwyższa instytucja polityczna narodu, państwo, im bardziej staje się unarodowione, to jest im bardziej staje się wspólną własnością całego narodu, im coraz bardziej w równej mierze jego istnienie okazuje się korzystnem dla całego ogółu, tem etatyzm, tak wrogo ośmieszany i zwalczany przez naszych zachowawców starzyzny państwowej, musi wzrastać i obejmować coraz szersze kręgi swej działalności. Jak gmina staje się coraz bardziej rozszerzoną rodziną, tak państwo staje się coraz bardziej rozszerzoną gminą.
Taką instytucją, zapewniającą coraz większe bezpieczeństwo i coraz doskonalszy ustrój życia społecznego staje się państwo, lecz dopiero po wielowiekowem przeistaczaniu się z militarnego w coraz bardziej unarodowione.
W dziełku mojem: „Naród i państwo”, wydanem w 1906 r., a więc jeszcze przed wojną światową i przed utworzeniem Ligi Międzynarodowej, doszedłem na podstawie mych badań dziejowego przeistaczania się państw europejskich do wniosków, które dopiero po wojnie sprawdziły się i stały rzeczywistością.
Przytoczę tu ten ustęp z mego dziełka.
„Rzeczpospolita demokratyczna, jak w Szwajcarji, w Stanach Zjednoczonych północnej Ameryki, we Francji, uznaje naród za władcę, pana (souverain); jest to jednak raczej w zasadzie, aniżeli w rzeczywistości. Powszechne głosowanie, najlepiej urządzone i zastosowane, nie przedstawia wyrazu żądań i życzeń narodu w ustroju, gdzie istnieją dwie klasy: jedna uposażona w środki materjalne i z tego względu niezależna, druga zaś o wiele liczniejsza, ale pod względem ekonomicznym uzależniona od pierwszej.
„Bezpośrednie rządy narodowe (szeroki samorząd gminy; nie sztuczny, ale odpowiedni naturalnym warunkom podział kraju, referendum, inicjatywę) naprawiają w znacznej mierze wady rządów, lecz dopiero w Rzeczypospolitej demokratyczno-socjalistycznej naród stanie się istotnym gospodarzem we własnym kraju.
„Najwłaściwszem byłoby, ażeby każdy naród mógł mieć własne gospodarstwo, własne domowe ognisko, własną rzeczpospolitą. Czy jednak w takim wypadku większe i bogatsze narody nie krzywdziłyby i nie wyzyskiwały mniejszych i uboższych?.. Jest to możliwe, a nawet wielce prawdopodobne. Ażeby temu zapobiedz, musiałyby narody powołać do życia Centralną Międzynarodową Reprezentację z prawem i możnością egzekutywy w rodzaju proponowanego przez Gladstone’a parlamentu europejskiego. Wreszcie cóż przeszkadzałoby narodom łączyć się z sobą w jedną wspólną rzeczpospolitą na podstawie starodawnej zasady polskiej: wolni z wolnemi, równi z równemi? Wszak Szwajcarja daje piękny przykład, że trzy odłamy narodowe, posługujące się odmiennemi językami, mogą żyć z sobą zgodnie, swobodnie i wygodnie, wcale nie przeszkadzając sobie do rozwoju intelektualnego, a wspierając się i pomagając sobie w rozwoju ekonomicznym. Dla czegoby naród polski nie mógł żyć w takiej samej zgodności i ze wspólną korzyścią z narodami łotewsko-litewskim i białorusko-małoruskim, z narodami, z któremi zespoliły go historja, konfiguracja geograficzna i interesy ekonomiczne? W takiem zespoleniu Rzeczpospolita litewsko-polsko-ruska mogłaby się równoważyć i z państwem rosyjskiem i z państwem niemieckiem”.
Poczucie wspólności interesów społeczno-politycznych narodu polskiego z narodami łotewsko-litewskim i białorusko-ukraińskim uwydatniło się z szczegółową siłą w 1863 r., jak to wykazałem w mojej Historji demokracji polskiej w epoce porozbiorowej — w trzeciej części, wydanej w 1923 r.
Jak wiadomo, w ruchu narodowym, który poprzedził powstanie 1863 r., utworzyły się i zorganizowały na obszarze dawnej Rzeczpospolitej dwa stronnictwa: tak zwane Białych i Czerwonych. Do stronnictw Białych należało ziemiaństwo folwarczne, bogate mieszczaństwo i wyższe duchowieństwo. Na obóz Czerwonych składały się młodzież uniwersytecka, przeważnie z Litwy i Rusi, uboższa szlachta, niższe duchowieństwo, pracownicy zawodowi (lekarze, inżynierowie, technolodzy, nauczyciele i t. p.), liczny zastęp wojskowych, młodzież kancelaryjna i rzemieślnicza. Chociaż oba te stronnictwa w ogromnej przewadze były szlacheckiego pochodzenia, to jednak w swych dążeniach i planach wielce się różniły, co stawiało je we wrogim do siebie stosunku i prowadziło do zawziętej z sobą walki. Polityka stronnictwa Białych była pokojowa, dążyło ono, nie zrywając ostatecznie z rządem najeźdźczym, skłonić go do przywrócenia tego stanu rzeczy, jaki istniał za panowania Aleksandra I-go. Zgadzało się ono na pewne ustępstwa społeczne, ale z przestrachem odrzucało zamysły ludowców jako rewolucyjne, a co do zbrojnego powstania, to ani w jego skuteczność, ani w jego możność nie wierzyło. Czerwoni zaś obejmowali w swym programie wyzwolenie całej ludności w granicach dawnej Rzeczypospolitej nie tylko od jarzma obcego, lecz także i od przemocy i wyzysku panującej klasy uprzywilejowanych. Zdaniem stronnictwa Czerwonych, tylko takie powstanie, głoszące zniesienie wszelkiego poddaństwa, wolność i równość powszechną zdołałoby zainteresować i pociągnąć do czynnego udziału włościan, najliczniejszą i najsilniejszą ludność w ustroju narodowym. Powstanie i rewolucja miały się utożsamiać. Wierzono w rewolucję nie tylko własną, lecz i rosyjską. Spiskowcy nasi weszli w porozumienie ze spiskowcami rosyjskimi. Wybuch powstania polskiego miał stać się hasłem rewolucyjnem i dla spiskowców rosyjskich.
Termin rozpoczęcia działań powstańczych uchwalono na wiosnę. Stało się inaczej. Wielopolski, stojący na czele rządu Królestwa polskiego, widząc, że partja Czerwonych rośnie w liczbę i jej wpływ wzmaga się i szerzy, sprowokował swym potajemnie i bezprawnie zarządzonym poborem. Chodziło mu o to, ażeby rozbić, zniweczyć działalność Czerwonych, zanim zdołają oni doprowadzić do skutku swe plany zamierzone.
Powstanie wybuchło w styczniu 1863 r. Stronnictwo Białych nie wzięło w niem udziału, a nawet ogłosiło przeciwko niemu swój protest. Ludność włościan, nieuświadomiona dokładnie o co chodzi, zachowała stanowisko wyczekujące. Powstanie, nie mające ani broni, ani amunicji, ani nawet dostatecznej liczby wyszkolonych instruktorów, zostało przez olbrzymią armję rosyjską pobite, lecz nie rozbite. Nastąpiło jakby swego rodzaju zawieszenie broni. A tymczasem rządy francuski i angielski, pozyskawszy współudział rządu austryjackiego, przygotowywały pośrednictwo ugodowe w walce dwóch narodów. Wówczas to na zawołanie z Francji, że rządom bardzo chodzi o to, aby powstanie miało charakter narodowy a nie partyjny, rewolucyjny, Organizacja Białych ogłosiła swoje przystąpienie do powstania, i obie organizacje, po wspólnem porozumieniu z sobą, ogłosiły w imieniu całego narodu manifest, datowany 10 maja 1863 r.
Przypomnę tu w całości brzmienie tego znakomitego manifestu. Głosił on: 1) wyzwolenie i zapewnienie zupełnej niepodległości Polski, Litwy i Rusi; 2) uwłaszczenie włościan w Polsce, Litwie i Rusi w myśl dekretu z dnia 23 stycznia r. b.; 3) równość w obliczu prawa wszystkich mieszkańców Polski, Litwy i Rusi, bez różnicy stanu i wyznań; 4) zapewnienie pobratymczym ludom Litwy i Rusi, złączonych z Polską, najrozleglejszego rozwoju narodowości i języka; 5) uznanie Litwy i Rusi za części zupełnie równe z Koroną i wespół z nią jedną państwową całość Polski stanowiącej; 6) obronę zasad i tradycji narodowych, bez przesądzania tej lub innej formy rządu na przyszłość, gdyż to jest atrybucją narodu, który po odzyskaniu niepodległości stanowić ma o tem prawo“.
Zakończę tę rozprawkę temi samemi słowy, któremi zakończyłem „Historję demokracji polskiej w epoce porozbiorowej” (wydanie drugie 1923 r.).
Dzisiaj — powiedzą zwolennicy samolubnego nacjonalizmu i — dodam jeszcze — wielbiciele militaryzmu — każdy naród tworzy swoje własne narodowe państwo i zazdrośnie strzeże swej wyłączności. Tak, jest to istotnie, i jest to zrozumiałe w początkowem istnieniu tych państw, zwłaszcza u młodych narodów o słabej tradycji dziejowej. Pamiętają ciężkie swoje poddaństwo i obawiają się zdobytą wolność stracić. Lecz w miarę lepszego zrozumienia swych interesów, zaczną wchodzić z sobą w przymierza coraz ściślejsze i pogarną się ku tym narodom, których państwo opiera się na szerokim samorządzie i zapewnia wszystkim wolność i równość.
Rzeczpospolita, wchodząc na swą tradycyjną drogę — unijną, nie tylko zabezpiecza swą całość, lecz umożliwia swój dalszy rozrost międzynarodowy, jaki sam bieg dziejowy wskazuje demokracji europejskiej.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bolesław Limanowski.