Przejdź do zawartości

Rozpacz (Rosenfeld, 1921)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Morris Rosenfeld
Tytuł Rozpacz
Pochodzenie Antologja poezji żydowskiej
Redaktor Samuel Hirszhorn
Wydawca Bracia Lewin-Epstein i S-ka, Warszawa, Gęsia 5
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Lewin-Epstein, Warszawa, Pawia 38
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Alfred Tom
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

ROZPACZ.

O, gdybyż dzień jeden w tygodniu mieć wczas,
Od jarzma być wolnym jedyny choć raz!
I pana zapomnieć skrzywioną, złą twarz,
Zapomnieć, że cierpieć pokornie — los nasz,
Zapomnieć warsztatu i krzyki i huk,
Niewoli straszliwej za sobą mieć próg!...
— Zapomnieć się pragniesz i wytchnąć chcesz ładnie?
Niedługo na spokój ci czekać wypadnie!

Już liście i kwiaty opadać chcą z drzew,
Wnet ptaki zanucą ostatni swój śpiew,
I w szereg cmentarzy zamieni się świat!
Ach, jak-by swą wonią orzeźwił mię kwiat!
I, zanim traw skonu nastąpić ma dzień,
Jak radbym wietrzyka choć raz użyć tchnień!
— Na polu być pragniesz z zielenią i rosą?
Ha, dobrze! zaniosą cię w pole, zaniosą!

Staw srebrzy się w słońcu i ciągnie się w dal, —

Nieziemskie jest piękno i czar jego fal.
Jak mile chłodziłaby kąpiel mą skroń!
Chęć wielka mię bierze zanurzyć się w toń!
Bo w pracy straszliwej opadłem tak z sił,
Wyzdrowiałbym, gdybym raz wodą się zmył! —
— Wykąpać się tobie tak bardzo zachciało?
Nie troskaj się, wkrótce obmyją twe ciało!

W warsztacie jest ciemno i kłębi się dym —
Więc bluza ma brudna w podziemiu jest tym!
Podobna-ż, bym jeszcze o czystość tu dbał?
Lecz wszystko za czystą koszulę-bym dał?
Toć godzi się chyba, by prawy mógł człek,
Po-ludzku pracując, być czysty jak śnieg!
— Więc białej odzieży tak prosisz z pokorą?
O, w biel cię niebawem całego ubiorą!

Las wonną świeżością tchnie, drzew jego cień
Jest miejscem, gdzie puściłbym wodze swych śnie
Ptaszęta ślą tęskne piosenki swe tu,
A słodkie ich tony kołyszą do snu...
W warsztacie natomiast duszący jest dym, —
Ach, jakżebym w lesie orzeźwił się tym!
— Ochłodzić się pragniesz? To cóż ci po borze?
Toć cały niebawem ochłodniesz już może!

Jak wielkim bogactwem prawdziwy jest druh!
Przez niego nadzieją pokrzepia się duch!
Przyjaciel prawdziwy osładza nam byt
I w życia mrok wnosi radosny swój świt;
Lecz jam jest sierotą, samotnym jak głaz —
Nie darzy przyjaźnią mnie nikt z pośród was!
— O, będziesz niedługo miał druhów obficie;
Czekają już oni na twoje przybycie!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Morris Rosenfeld i tłumacza: Alfred Tom.