Rey — Kochanowski/Mikołaj Rey z Nagłowic

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Rey — Kochanowski
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1918
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
MIKOŁAJ REY Z NAGŁOWIC.
(1505 — 1569).

Od stu lat już jaśniała w Polsce akademja, jako wielkie ognisko wiedzy, rozlewając szeroko czyste światło; i szlachta rozumiała potrzebę nauki, gdyż bez niej nie można było zostać posłem, objąć poważniejszego urzędu, — nauka zapewniała znaczenie i stanowisko; — nie brakło w kraju i zdolnej młodzieży, a jednakże — oto syn zamożnego właściciela paru wiosek, chłopak zdolny niepospolicie, zdrów i wesół, jak młody źrebak, doczekał się już wąsów, a czytać porządnie nie umie.
Dlaczego?
Bo mimo wszystko wielu rodzicom jeszcze dziwnie było oddawać dzieci do szkół, wysyłać je z domu, albo sprowadzać do nich t. zw. preceptora, który więził nad książką i męczył młode głowy.
Tak właśnie było z Mikołajem Reyem. Wesoły, zwinny, żywy, czy to dosiąść konia, czy ścigać zwierza, ptaszki w locie strzelać, zuch i chwat do wszystkiego. Ale książka! — Siedzieć nad nią, kiedy na niebie słońce świeci? — I po co?
Ojciec niby rozumiał, że syna uczyć trzeba, czasem się zdobywał na wielką energję i wysyłał chłopca to tu, to tam do szkoły, lecz zwykle Mikołajek prędko powracał do domu, wyuczywszy się tylko nowych psot i figlów i nie zrobiwszy krzywdy żadnej książce.
Tak doszedł prawie lat 20. — Wtedy ojciec już nie miał żadnej wątpliwości, że w świat wysłać go trzeba, ażeby poznał życie i ludzi. Od praojców przecie było we zwyczaju, że młodzież kształciła się na pańskich dworach; poznawała tam sprawy kraju i pod kierunkiem doświadczonych przewodników udział w nich brać zaczynała.
Ojciec Reya był niegdyś na dworze pana Tęczyńskiego, więc i syna tam oddać postanowił, uważając ten pobyt za najlepszą szkołę. Trzeba było w tym celu zaopatrzyć jedynaka w jakąś lepszą szatę od wielkiego stroju, zdobył się więc i na to, kupił czerwonej kitajki i odwiózł nakoniec syna do swego brata, księdza, który miał się już zająć i garderobą młodzieńca i odstawić go wreszcie na dwór Tęczyńskiego.
I stryj jednak niebardzo się z tem kwapił, a próżnujący chłopak pociął czerwoną kitajkę i wronom poprzywiązywał do ogonów, ażeby się wzajem straszyły.
Tego było zanadto: takie nieposzanowanie ojcowskiego grosza i pięknego materjału przekonało nakoniec stryja, że synowiec naprawdę potrzebuje edukacji. — No, i znalazł się wreszcie na dworze.
Tu musimy powiedzieć, że takich nieuków nie było wówczas wielu, zwłaszcza pomiędzy zamożniejszą szlachtą i wśród zdolniejszych chłopców, to też czekała Reya niespodzianka.
Zrazu wesołością, dowcipem, humorem, piękną postawą — wszystkich sobie ujął, sam wojewoda bardzo go sobie upodobał, — ale cóż? Ze zdziwieniem i wstydem niemałym przekonał się, że tu dowcip niewiele pomoże, jeśli pisać nie będzie umiał, a bez łaciny — jakby był głuchy i niemy.
Więc to tak? — pomyślał sobie, mam tu być ostatni dla marnej łaciny i głupiego pióra? — To jeszcze zobaczymy!
Obudziła się w nim ambicja, rozgniewało własne nieuctwo, z powodu którego nie rozumiał często, o czem przy nim mówiono, — zabrał się też nie żartem do roboty. A że był chłopak zdolny, niepospolicie zdolny, że trudu nie żałował, po nocach nie sypiał, czytał »palcem jeszcze wodząc po literach«, pisał, chociaż z mozołem, łacinę gryzł, jak mógł, więc w krótkim bardzo czasie wypłynął z kłopotów.
Łaciny nigdy nie poznał gruntownie, nie władał biegle tym językiem, ale w tym wypadku wydało to dobre owoce.
Bo i za cóż my tego Reya wspominamy? czem zdobył sobie u nas nieśmiertelną sławę?
Zasługa jego wielka: — pierwszy zaczął pisać po polsku.
Zdarzały się i przedtem książki polskie, ale były to albo przekłady pieśni pobożnych, polskie pieśni, modlitwy, wreszcie »ucieszne« książeczki, przez nieznanych najczęściej autorów pisane, ku zabawie tych, którzy łaciny nie znali.
Nie o takie drobiazgi chodziło Reyowi: on pisał książki mądre i poważne, dzieła, które każdy chciał poznać, zacząwszy od króla, bo w nich autor poruszał wszystko, z czego składało się życie szlachcica polskiego.
A pisał po polsku nietylko dlatego, że po łacinie nie mógł, — mógłby się przecież nauczyć, gdyby to uważał za konieczne — ale zadał sobie pytanie: dlaczego Polak ma wypowiadać myśli swoje po łacinie?
Więc też napisał zaraz:

A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.[1]


Bardzo piękne i mądre zdanie.
Wszystkie narody niegdyś pisały tylko po łacinie, aby dzieła ich czytać mogli uczeni wszelkich narodowości, i w czasach, kiedy książki były bardzo rzadkie i drogie, było to koniecznie potrzebne. Lecz teraz już istniały książki drukowane, znacznie tańsze, które każdy mógł kupić, i niezawsze przeznaczone były dla uczonych.
Wszyscy już czytać chcieli, i Rey dla wszyststkich[2] chciał pisać, więc śmiesznem wydawało mu się wymaganie, aby Polak z Polakiem mógł się porozumieć tylko w obcym języku.
Rey był człowiekiem niezwykle rozumnym, choć nieraz mu brakowało wykształcenia, bo straconej młodości nikt w nauce nie wynagrodzi, — lecz pojął wlot to wszystko i zaraz przekonał uczonych, którzy twierdzili, że nasz język za ubogi, aby nim wszystkie myśli wypowiedzieć można, że nie mieli słuszności. Dowiódł tego, pisząc poważne książki, nawet wierszem, tworząc mnóstwo wyrazów, których brakowało, i rozpraszając tym sposobem śmieszne uprzedzenie.
To największa zasługa Reya.
Można powiedzieć o nim, że był to człowiek szczęśliwy: życie śmiało się do niego i sypało nań wszelkie dary, jakich zapragnąć można.
Zdolny, wesoły, dowcipny, przez wszystkich szanowany i lubiony, nie miał prawie nieprzyjaciół, zyskał sławę, ożenił się, miał dzieci, gospodarował dobrze, kochał życie, naturę, wiejskie przyjemności, — nie wiemy o żadnem nieszczęściu, któreby go dotknęło, — doprawdy, mało ludzi tak szczęśliwych.
Pisać lubił, — wypowiadać o każdej rzeczy swoje zdanie i wiedzieć, że je wszyscy powtarzają, zastanawiają się nad niem, lub podziwiają, chwalą.
A że miał dobry humor, więc bardzo często pisał też rzeczy wesołe, ku zabawie i uciesze czytających. Nazwał je »figliki«, gdyż było to jakby figlowanie z wyrazami i słuchaczami. Treścią figlików były opowiadania o zabawnych wydarzeniach, często nieprzyzwoite, t. j. nam się one wydają nieprzyzwoitemi, lecz w owych czasach inne pod tym względem były wyobrażenia, i ludzie mniej wybredni.
Rey nie usiedział w domu: dopóki był młody, wszędzie go było pełno, odwiedzał sąsiadów, nie pominął żadnego zjazdu i sejmiku, bywał na królewskim dworze, a wszędzie witano go chętnie, z radością, bo wiadomo było, że nudy przed nim uciekają, a serdeczna wesołość nieodstępną jest jego towarzyszką. Wiersze, figliki, sypał, jak z rękawa, śmieli się wszyscy do łez, do rozpuku, — a wtem wygłosił jakąś myśl poważną, która wszystkich zajęła, pobudził do ożywionej rozprawy, do wymiany zdań, pożytecznej dla słuchających.
Zygmunt Stary i Zygmunt August cenili go bardzo wysoko, lubiła nawet Bona, — król obdarzył go ziemią, na której założył potem miasteczko Rejowiec, — przyjaciół, wielbicieli miał bez liku.
Teraz zobaczymy jeszcze, co napisał.
Oto parę »figlików«:

Jeden pasł dziesięć koni i wsiadł na jednego,
Gdy je pędził do domu, zapomniał onego,
Naliczył jedno dziewięć i wnet się zatroskał,
Bieżał nazad do lasa, mówiąc, iż tam został.
I potkał się z sąsiadem, pyta o gniadego,
Jeśliby gdzie nie widział tam konia łysego:
Ten rzekł: — A toć i łysy, co to siedzisz na nim.
Teraz się chłop obaczył, jechał nazad za nim.


Albo inny:

Zwonek pan miał, kiedy jeść, aby weń zwonili,
A potem się, przy stole siedząc, rozmówili:
Któraby też muzyka nawdzięczniejsza była,
Coby wżdy ludzkie myśli snadniej weseliła.
Jedni chwalili lutnie, drudzy symfonały,
Owa, co kto rad słyszał, każdy swoje chwali.
Błazen, stojąc: — Panowie, nalepszy wżdy zwonek,
Bo gdy jeść weń zazwonią, wnet skacze ogonek.


Rey jednak poetą nie był, chociaż pisał wierszem, i chociaż jedna książka, wierszem napisana, zyskała mu wielką sławę poetycką, bo tak długiego poematu nikt jeszcze w Polsce nie napisał. Było to opowiadanie o młodzieńcu, który chodził po świecie, aby poznać mędrców i od nich się dowiedzieć, co jest prawdą i jak żyć trzeba.

Nie jest to jednak bardzo piękne, choć nieraz wypowiada w tym utworze rozumne myśli.
Najważniejszem dziełem Reya jest prozą napisany »Źywot poczciwego człowieka«, w którym maluje życie szlachcica polskiego od kolebki do grobu i uczy, jakim być powinien człowiek uczciwy, dobry obywatel. Z tej książki możemy poznać doskonale, jak wówczas szlachta żyła, co myślała, jakie miała wady, jakie ceniła cnoty.
Ażeby poznać, jakim Rey pisał językiem, przeczytajmy parę wyjątków.

O dziwnych ubiorach.

»A by dziesięć krojów na każdy tydzień wymyślił, tedy każdy chwalą. Będzie jedna (suknia) z długim kołnierzem do pasa, to powiadają, iż tak czyście (pięknie): chłop ozdobny, od wiatru się zasłoni, kiedy trzeba, i kijem we grzbiet nie tak bardzo puknie. Będzie zasię druga, co kołnierza nie będzie u niej i na palcu, a przedsię też tak czyście: wolno mi się obejrzeć, kędy chcę i jako chcę, a przedsię mię kołnierz w szyję nie kąsa. Będzie druga z długiemi rękawy, a czasem i ze trzemi, tak też powiadają, czyście: chłop znaczny na koniu kiedy rękawy około niego trzpiatają. Będzie druga, co jedno rękawiki do łokcia, a też tak przedsię czyście: wolniejszym tak i snadnie mi na koń wsieść.
Ja wierzę, by kto pozłociwszy rogi, na łeb włożył, tedy nie wiem, by nie powiedali, iż to tak czyście, bo wszystko czyście, by się jedno co dziś pojawiło, czegochmy wczora nie widzieli«.

Rozkosze gospodarskie.

»Bo gdy przypadnie wiosna, azaż owo nie rozkosz z żonką, z czeladką, po sadkoch, po ogródkoch sobie chodzić, szczepków naszczepić, drobne drzewka rozsadzić, niepotrzebne gałązki obcinać, mszyce pozbierać, krzaczki ochędożyć. Też sobie i wineczka i różyczek możesz przysądzić, bo się to barzo łacno wszytko, a barzo małą pracą przyjmie[3]
Nuż też pani łaskawa domowa, azaż też z drugiej strony nie może bez wielkiej pracy, a na poły z krotofilą (zabawą) nadobnych pożyteczków naczynić, gdy się zabawi około ogrodów, około nabiałów, około lnów, wszytko może się to sowicie opłacić i domek się zapełnić. Bo to zimie zasię z dzieweczkami poprzędzie, płócienek nasprawuje, może i uprzedać, może i potrzebę domową zawżdy poczciwą mieć. Nuż też i gąska niezła, bo i piórka i miąsko wżdy też darmo nie wynijdzie, a mały na to koszt. Nuż i kurczątko, nuż też kaczątko, nuż i gołąbiątko, wszytko to nic nie wadzi. A przedsię i sława i pożytek z tego roście, iż porządek w domu«.
W innej jeszcze pracy Rey maluje wielkość i potęgę Polski, i ubolewa z żalem nad błędami rodaków, które muszą sprowadzić karę nieba. W tem dziele jego najlepiej maluje się miłość ojczyzny.
Niedawno obchodziliśmy czterechsetną rocznicę urodzin Reya, czemże zasłużył na to?

Czy możecie sami sobie odpowiedzieć?








Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Fragment ze zbioru „Zwierzyniec“ (1562).
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – wszystkich.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; brak kropki.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.