Recenzje Lalki/"Lalka", powieść współczesna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


"Lalka", powieść współczesna • Recenzja Lalki • Waleria Marrené
"Lalka", powieść współczesna
Recenzja Lalki
Waleria Marrené
"Przegląd Tygodniowy" 1890, nr 1

Dziwny obyczaj przejęła nasza krytyka: zajmuje się ona jedynie tymi dziełami, które wyszły w książce, a pomija milczeniem te, które ukazały się tylko w łamach lub odcinku jakiego pisma. [...] Dzięki temu systematowi, utwór takiej doniosłości jak Lalka, utwór jednego z najpoważniejszych naszych publicystów i powieścio-pisarzy, pomimo iż druk jego ukończony był blisko przed pół rokiem, pominięty został dotąd przez prasę zupełnym milczeniem, jakby chodziło o byle jaką ramotę pierwszego lepszego autora. Za to myślący ogół zajmował się pilnie tą powieścią, mówiono o niej wszędzie, sprzeczano się o tendencje, o prawdę głównych postaci, czyniono rozmaite zarzuty, zapytywano, co znaczy tytuł? Niektórzy stosowali go do bohaterki, panny Izabeli, jakkolwiek nie jest ona bynajmniej tym, co przywykliśmy mianować "lalką". Lalka zaś prawdziwa stanowi tak mało znaczny epizod, iż trudno pojąć, dlaczego całość brałaby swą nazwę od niego. Istotnie na ten zarzut zgodzić się można. Tytuł dostatecznie umotywowany nie jest, ale natomiast tytuł ten rzuca światło na sposób pisania autora, na prawdopodobną zmianę pierwotnego planu, z którego jednak wyłamał się główny bohater siłą swej indywidualności.

Nic łatwiejszego, jak szablonowymi figurami kierować według planu z góry obmyślonego; pójdą one zawsze tam, gdzie chce autor, spełnią to, co im każe. Kiedy jednak charakter postawiony jest silnie, samoistnie, to wytwarza sam sobie prawa i konsekwencje, których złamać niepodobna, bez naruszenia jego prawdy. Cóż jednak ma tytuł, choćby niewłaściwy, do wartości utworu? Nazwijmy go Wokulskim, nazwijmy ostatnią miłością, nazwijmy jak chcemy, będzie to zawsze studium psychologiczne i społeczne pierwszorzędnego znaczenia.

Zapewne autor, w pierwotnym swym planie, zamierzał sprawę o kradzież lalki, niesumiennie wytoczoną przez przewrotną baronową Krzeszowską pani Stawskiej, uczynić punktem zwrotnym powieści, zapoznać z tego powodu bohatera z niewinnie oskarżoną i wyleczyć go z jednej miłości — drugą. Ale namiętność Wokulskiego do panny Izabeli oparła się temu, autor zrozumiał, iż kiedy człowiek podobny w wieku spóźnionych uczuć da się namiętności opanować, pozwoli stać się jej myślą jedyną i rządzicielką czynów, nie ma dla niego powrotu ani uleczenia. Jest to gra na śmierć i życie. W tym właśnie leży psychologiczna wartość powieści. Wokulski mogący zakochać się w drugiej, nie byłby tym tragicznym typem szamoczącym się z miłością, której całą niedorzeczność spostrzega, a pokonać nie jest w stanie, straciłby swą wyjątkową indywidualność, swą siłę, i wyszedł na najzwyklejszego parweniusza, który dał się pociągnąć nazwiskiem, elegancją, urokiem wielkiego świata, a uleczony powrócił do swojej sfery i znalazł w niej poczciwą żonę.

Tymczasem tragiczność Wokulskiego leży w tym właśnie, iż namiętność nie zabija u niego refleksji, ani refleksja namiętności, że te dwie siły równoważą się i jak sęp Prometeusza szarpią tym wielkim sercem. [...]

Panna Izabela może jeszcze swymi wdziękami usidlić innego wielbiciela, może się zdecydować zostać żoną wstrętnego starca, zarówno jak zostać zakonnicą, byle znalazła klasztor dla siebie odpowiedni. Nie ma ona bowiem wcale mistycznych porywów i nie lubiłaby zadawać sobie żadnych umartwień.

Los zresztą tej bardzo prawdziwej a niesympatycznej bohaterki czytelnika mało obchodzi, trudno jej przebaczyć, iż zmarnowała takiego człowieka jak Wokulski, a z drugiej strony autor opisał ją tak wybornie, iż możemy być o nią zupełnie spokojni.

Co do bohatera rzecz zupełnie inna. Poznajemy go takim, jakim Prus chciał go pokazać. Pomimo to przecież co do jego usposobienia poza tą nieszczęsną miłością rodzą się w myśli niektóre wątpliwości; a naprzód czy Wokulski rzeczywiście gorąco miłował swoje społeczeństwo? Wszyscy znający go bliżej, jak nie-oszacowany stary subiekt i przyjaciel Rzecki, a wreszcie i sam autor, nie wątpią o tym ani na chwilę, ale czytelnik przekonania tego w zupełności dzielić nie może. Nie mówię o tym, iż od chwili poznania panny Izabeli, namiętność bierze górę nad wszystkim, to należy do psychologii tego rodzaju uczuć, w których działa jakby czar nieprzeparty; chodzi mi o zupełnie inny objaw. Wokulski doznawszy niesprawiedliwości, nie uznany i pokrzywdzony, co chwila porównywa swój los z tym, jakim byłby w innym społeczeństwie i rozgoryczony myśli otrząsnąć proch niewdzięcznej ojczyzny z obuwia swego i zasiąść za granicą. Myśl ta nie jest wcale przelotną, powraca przy każdej sposobności. A jednak człowiekowi kochającemu swoje społeczeństwo nigdy nic podobnego na myśl nie przyjdzie, kocha je bowiem bez względu na to, czy warte jest lub nie warte miłości, kocha jak matka dziecię, bo inaczej uczynić nie może, bo tylko w tym społeczeństwie czuć się będzie na właściwym miejscu. Gdzie indziej mogą być warunki lepsze, ludzie sprawiedliwsi, niebo łagodniejsze i cóż stąd? Człowiek prawdziwie kochający nie pomyśli nigdy, że z tego wszystkiego mógłby korzystać.

W tym razie Wokulski stoi na równi ze Schlangbaumem, który także odepchnięty przez społeczeństwo, zrywa z nim solidarność, a przynajmniej ciągle się temu odgraża. A jednak z powodu Schlangbauma nazwano głośno Prusa antysemitą, a przecież szlachcic i Żyd pod tym względem są na jednym poziomie i jednako gotowi są przenieść za granicę pole swojej działalności. Jeśli więc tylko interes wiąże człowieka z glebą rodzinną, gdzież jego miłość?

Przyznać też trzeba, iż Henryk Schlangbaum jest najmniej logiczną i jakby na dwoje rozłamaną postacią powieści. Prześladowany, zdolny i pracowity subiekt z pierwszego tomu, niczym nie zapowiada nieuczciwego aroganta, separatystę, tandeciarza, jakiego poznajemy w drugim. Czy autor rzeczywiście chciał pokazać zmianę charakteru i zapatrywań, wywołane nieraz odmiennym położeniem, czy też kreśląc tę postać ulegał ogarniającemu go pesymizmowi, coraz więcej rozwijającemu się w powieści, postać na tym cierpi, bo jej nie rozumiemy. W powieści giną i wymierają bezpotomnie wszyscy szlachetni, dlatego tylko, że są szlachetnymi, a więc w walce życia muszą być zwyciężeni.

Myśl ta wypowiedziana jest wyraźnie w ostatnim słowie Lalki, kiedy po samobójstwie Wokulskiego i śmierci Rzeckiego, pozostają na ich miejscu tylko Schlangbaum oraz łotr spod ciemnej gwiazdy Maruszewicz, i ci wysuwają się na opuszczone stanowiska.

Wszystkie postacie działające w powieści umierają lub gorzej: nikczemnieją, tryumfują zaś ci, co od dawna byli mistrzami podłości, a ponieważ wszystkie prawie narysowane są z wielką prawdą, sprawia to na czytelniku przygnębiające wrażenie. [...]

O Lalce można by napisać jeśli nie tomy, to foliały, tyle tam materiału, tyle postaci, tyle nasuniętych myśli. Można by ją rozbierać pod względem powieściowym, społecznym, etycznym, a pod każdym dostarczyłaby obfitego wątku. To samo już świadczy o wysokim znaczeniu.

Z czasem zapewne Lalka zajmie w literaturze właściwe sobie stanowisko. Zbytecznym byłoby dziś przesądzać, czy powieść ta będzie lub nie będzie kiedyś nazwana najznakomitszą powieścią naszej obecnej epoki? Czyta się ją z palącą ciekawością podnieconą — nie nadzwyczajnymi faktami — takich nie ma w niej zgoła - ale mistrzowskim rysunkiem i prawdziwością zarówno głównych, jak i podrzędnych postaci, tła, które je uwydatnia. A przeczytawszy ogromne dwa tomy, żałować tylko przychodzi, że ich nie ma więcej, że rozstać się trzeba z tą gromadką ludzi tak dobrze znajomych, chociaż ubyli z niej najlepsi i najszlachetniejsi.



PD-old
Tekst lub tłumaczenie polskie tego autora (tłumacza) jest własnością publiczną (public domain),
ponieważ prawa autorskie do tekstów wygasły (expired copyright).