Rankiem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alfred de Musset
Tytuł Poezye
Data wydania 1890
Wydawnictwo Księgarnia Teodora Paprockiego S-ki,
"Biblioteka Romansów i Powieści"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bolesław Londyński
Tytuł orygin. Le Lever
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
RANKIEM.


Wstań, piękna, dość tego spania.
Twa klacz z długiego czekania
Już rży pod twoim balkonem.
Spójrz! Orszak strzelców wesoły
Ma czarnołape sokoły
Na tle rękawów zielonem.


Spójrz na twych paziów, dworzanów,
Co w świetnych dążą tu strojach,
Okapturzeni w zawojach,
Bez sukien i bez kaftanów.
Z kroczakiem każdy koniuszy,
A każdy giermek przy kuszy.

Spójrz, droga! Po trawce świeżéj
Wnet chartów sfora pobieży
I te ogary krzykliwe.
Na łowy, łowy szczęśliwe!
No daléj! Pójdź, dziewczę hoże!
Daj nóżkę, w strzemię ją włożę.

Lecz wpierw, ukryjmy pod morą
Z słoniowéj kości ramiona,
I wdzięki pysznego łona,
Co nim je oczom zabiorą,
Ślad swojéj formy wspaniałéj
W poduszkach poodciskały.

Ah! Lubię, gdy figlów broni
Tym czarnym włosom na skroni
Twa rączka pełna uroku.
Tym włosom, które, że rano
W długie warkocze splątano,
My rozplątujem o zmroku.

No daléj, nieustraszona!
Klacz twoja, w biegu szalona,
Już bije ziemię kopytem;
A twój błazenek ucieszny.
Buja parasol z zachwytem,
Jak żołnierz lancą — ach śmieszny!


Wdziéj, luba, przepaskę płową
Na ramię, godne pieszczoty,
Przez biust przeciągnij ją zloty,
A wtedy, moja królowo,
Porwę cię w kwefie na ręce,
Jak śpiące ciałko dziecięce.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alfred de Musset i tłumacza: Bolesław Londyński.