Wysoki, kryształowy ranek.
Ciepło błękitne jak mróz.
Muzyka skrzydlatych muz.
Trącają się obłoki brzękiem cienkich szklanek.
Konie białe, konie duże, konie wzburzone
Wierzgają pełnokrwistym nadmiarem.
Grzbiety falują sprężone,
Rwą się konie i dyszą gorącym oparem.
Za wielką szybą, jak w szklanem jeziorze,
Rumiane, skończone jabłka.
Żadne już więcej nie może, nie może!!
Teraz tylko między zęby, pod noże.
Słońce grzmi. Konie rżą. Walka!
Nad spienionemi domami
W strasznej pustce niebieskiej pogody
Trzeszczy samolot: motorem, skrzydłami,
Śmigłem i blaskiem,