Puszcze polskie/Puszcza o oczach lazurowych

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł Puszcze polskie
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegner
Data wydania 1936
Drukarz Biblioteka Polska w Bydgoszczy
Miejsce wyd. Poznań
Ilustrator wielu autorów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


CZĘŚĆ DRUGA
PUSZCZA AUGUSTOWSKA

ROZDZIAŁ PIERWSZY
PUSZCZA O OCZACH LAZUROWYCH

„Zbierz Szwajcarję i okolice Renu“ — pisał Aleksander Połujański w r. 1859 — a i tak zaledwie ułożysz podobny obraz naszym nadbrzeżom Niemna i Hańczy, a nawet Pisny i Szeszupy, tudzież malowniczym nadbrzeżom kanału Augustowskiego i okolicom Suwałek. Chcesz zabytków historycznych — to je znajdziesz we wszystkich naszych miastach większych i mniejszych, nawet we wsiach, jak np. we Wigrach, Dowspudzie, Wiznie i innych“.
Puszcza Augustowska należała niegdyś do Prusów, a potem bez krzyku i jakichkolwiekbądź umów i szumnych traktatów — do książąt Mazowieckich, to znów do litewskich kneziów groźnych, to do drapieżnych komturów krzyżackich i znów do Mazurów, zanim wcielono ją na dobre do Polski aż po epokę rozbiorów. Władzę sprawowali tam różni wojewodowie i starostowie; od roku 1815 do 1837 istniało województwo augustowskie, poczem do r. 1866 — gubernja augustowska, a od 1866 do 1914 podzielono ją na dwie gubernje — suwalską i łomżyńską. Polska odrodzona natomiast ogarnęła te ziemie granicami swego województwa białostockiego.
Na zachodzie i południowych krańcach puszczy oddawiendawna rozsiedli się Mazurzy i wdzierali się swym zwyczajem coraz dalej i dalej w serce borów sosnowych i czarnolesia; od Augustowa na wschód, na dawnych ziemiach Jadźwingów, po których pozostały nazwy wsi: Jatwieź, Zielmańce, Dorgan, Kadysz i kilka uroczysk, mają tu też stare siedziby Podlasianie i Białorusini; za Czarną Hańczą znajdziemy najbardziej na zachód wysunięte osady Litwinów: Wojtokiemie, Widugiery, Skustale i różne Jodaliszki i Burbiszki, wreszcie — stolicę miejscową — Sejny; na północy, za granicą Litwy kowieńskiej, stoi Kalwarja żydowska — prawdziwa stolica Izraela, chociaż i w Suwałkach, Sejnach, Augustowie i po mniejszych miasteczkach typy semickie i ich przedsiębiorstwa spotykają się również na każdym kroku. W słownikach gadek ludowych spotkać możemy wyrazy „Kalwarja mu z oczu patrzy“, albo też „siedział w Kalwarji“. Oznacza to, że ktoś z prawem poczynał sobie zuchwale i że poznał się bliżej z więzieniem.
Krasę dawnej gubernji augustowskiej, obecnie w znacznej swej części ogarniętej województwem białostockiem, stanowi słynna puszcza Augustowska. Od granicy Litwy kowieńskiej i Prus Wschodnich do Niemna, a na południu — do Biebrzy rozparła się puszcza malownicza i przebogata, przecięta kanałem Augustowskim i Czarną Hańczą, tęskniącą za Białą swoją siostrzycą, płynącą poza sztuczną rubieżą, przekreślającą wielkie dzieło Jagiellonów. Bory puszczańskie i grondy stłoczyły się wokół pięknych jezior i zazdrośnie strzegą ich odwiecznego spokoju i zadumy o dalekich wiekach, gdy praźródła ich biły spod martwej lawiny lodowej, cofającej się na północ, ku swej skandynawskiej, dalekiej, granitowej macierzy.
Poza Marychą stoją bory litewskie, z tej samej gleby wyrosłe, za Niemnem ciągną swe konary lasy dawnej puszczy Rudnickiej i Grodzieńskiej, a na północnym zachodzie szepcą do siebie sosny i świerki za Rospudą do swych pobratymców, czepiających się korzeniami piasków pruskiej puszczy Rominckiej, ku której Mazur odwieczne swe gniazda posunął: Dziarnowo, Wierzbowe, Marinowo, Gąski, Przykopki, Romanów, Wysokie, Ostrykół i, chociaż mowę ojczystą utracił, przechował jednakże serce odzewne na echa, dobiegające od strony polskiej. Puszcza stoi nieraz zasępiona, jak starucha, co w duszy żal nieznośny i gryzący czuje, lecz pod pieszczotą słońca rozchmurza się rychło i wzdycha z ulgą. Przecież nie takie jeszcze lata przeżyła, tysiąckrotnie cięższe, goryczą beznadziei zatrute, o czem sędziwe, rozpękane sosny i dęby szemrzą po nocach, stare klechdy młodzi bujnej przekazując. Wyrosła i pod niebo strzeliła koronami puszcza ta z ziemi, lodowcom wydartej. Należała ona niegdyś do olbrzymiej, dziewiczej kniei, ciągnącej się poprzez ziemię Mazowiecką, Ruś i Litwę. Do Polski należała potężna część tej puszczy przedhistorycznej, bo zajmowała przestrzeń od jezior Augustowskich, Hańczy i Biebrzy ku południowi nad górną Narwią i przez Bug aż ku dolinie Wieprza. (J. Miklaszewski, Lasy i Leśnictwo w Polsce, T. I). Ta puszcza-macierz rozpadła się z biegiem czasu na Augustowską, Knyszyńską, Zieloną, Świsłocką i Białowieską, co w dawnej krasie do dziś przetrwała.
Teren puszczy Augustowskiej należy do pojezierza mazurskiego i jego falista powierzchnia spada stopniowo w kierunku Niemna, bez gwałtownych skoków przechodząc w nizinę nadnarwiańską. Okrywający tę część Polski lodowiec zapisał tu całe karty swoich dziejów i losów. Głazy granitowe, rozrzucone po puszczy i na polach, ukryte w podszyciu leśnem i w wysokich trawach, świadczą o tem, że zostały przywleczone z północy i porzucone przez topniejący lodowiec. Moreny końcowe i denne nagromadziły tu wzgórza żwirowe, nawarstwienia piasków, zwały glin, a nadmiar wody, wytworzonej ze znikającego pod wpływem słońca lodowego pancerza, dał początek malowniczym jeziorom i bagniskom. Na piaskach rozrosły się potężne bory sosnowe, lecz, dochodząc do gleb gliniastych, mieszają się już ze świerkami, aż te iglaste pobratymcy wyprą je doszczętnie i zapanują wszechwładnie zwartemi szeregami, pozbawione wszelakiego podszytu, bo zmarniał w nierozświetlonym nigdy mroku. W nizinach błotnistych rozsiadły się olchy, a gdzie nieco suszej — strzelają już ponad nie brzozy, jesiony, dęby, osiki, a gdy się znajdzie odrobina piasku, to znowu — świerki i sosny.
Sosnowe bory wyrastają na kobiercu z mchów, borówek, czernic i wrzosów, tworząc prawdziwy raj dla czarnopiórych bardów puszczy — głuszców. W tych właśnie miejscowościach znane są najlepsze tokowiska, a na wiosnę ciągną ku nim kłusownicy, bo nie mogą w domu usiedzieć, gdy przed świtem ucho ich pochwyci kłochtanie i miłosną pieśń wspaniałego koguta. W cieniu kniei świerkowej wśród mchów kwitną i mnożą się szczawik zajęczy, konwalijki, błękitne przylaszczki, białe i żółte zawilce, czarna jagoda, piękne dzwonki i paprocie, lubujące się w dusznym cieniu leśnym. Na suchych piaskach i żwirowych pagórkach tkwią bory sosnowe niemal na nagiej, jałowej ziemi, ledwie-ledwie przykrytej wrzosami, siwemi porostami, mchem bladym, macierzanką i ostrzycą. Nikt oprócz leśnika nie spostrzega, jak prawdziwie zacięta walka wre tam pomiędzy drobnemi wrzosami, a wysokopiennym borem sosnowym! Wrzos otula glebę i zatrzymuje na sobie spadające ziarna sosen, a te, co wypierają wszakże z ziemi młodą poroślą, głuszy zawzięcie. Stare drzewa ze smutkiem patrzą i kiwają głowami, widząc, że na marne idzie ich siew, że nie doczekają się potomstwa, a gdy padną od ciosu pioruna lub pod tchnieniem śmierci, która po wiekach je odnajdzie — na ich wywrotach nie wybuja już nowe pokolenie. O to się troskają sosny strzeliste, nie wiedząc, że człowiek przejrzał podstępną wrzosów robotę i już na pomoc borom podąża.
Najwyższe i najmocniejsze sosny wyrastają obok świerków również potężnych na czerwonawo-brunatnej glebie marglowej, chociaż świerk i tu wysila się, aby zgnębić i wyprzeć sąsiada, i byłby go zwalczył oddawna, gdyby nie opieka leśnika. Na puszczańskich bagniskach występują sosnowe bory moczarowate, a u ich stóp wierzby i omszone brzozy i olchy czarne, — wyrastające z mchów torfowych, zdobnych w wełniankę, krwawe krople borówek i żórawin. Na nizinach, gdzie leżą gleby stale nasycone płynącą wodą, rozwielmożniły się lasy liściaste czarne olchy z domieszką jesionów, świerka, a nawet dębu, lecz olcha zwycięża je na najwięcej podmokłych płaszczyznach, dzieląc swój triumf z osikami i brzozami, o pniach tonących w gąszczu paproci błotnych, situ leśnego, bodziszka i rzeżuchy, stanowiących ulubione schroniska cietrzewi. Na stutysiącach zgórą hektarach rozpościera się dumnie puszcza Augustowska. Podzielono ją na szereg nadleśnictw państwowych. Na skraju puszczy usadowiły się miasta, broniące puszcz i dróg handlowych na Mazowsze: Grodno, Augustów, Lipsk i Sopoćkinie. Duże rzeki, jak Niemen, Czarna Hańcza, Biebrza i małe: Netta, Stawiska, Rospuda, Jastrzębianka z ich dopływami i licznemi strumieniami przecinają puszczę Augustowską, w której lubował się Władysław Jagiełło, chociaż za jego czasów, inne dawano jej nazwy, w zależności od uroczyska lub „uhła“; jedną część znano, jako puszczę „Perełomską“, gdzie król polski i wielki książę litewski zabawiał się „myśliwem polowaniem“ i ze swego pałacyku przerzucał się do puszczy Perstańskiej, stanowiącej drugą część tej leśnej krainy. Piękne, najpiękniejsze może były wtedy te łowiska ze stojankami turów, z rykowiskiem łosi, co miały najcięższe rosochy o rozłogach bajecznie szerokich, nęciska jeleni o bogatych wieńcach, ba! nawet kozły były tam, zda się, inne — o uperlonem przedziwnie porożu, kędyindziej nieznane.
Już od samej stacji kolejowej w Augustowie szosa biegnie przez puszczę podmiejską, która urywa się tuż-tuż przed pierwszemi zabudowaniami, jakgdyby coś z siłą osadziło ją na miejscu. Augustów, schludne, ożywione miasteczko handlowe, zdobne w duże, rozłożyste drzewa, dowodzi samym wyglądem swoim, iż zostało zbudowane na krawędzi puszczy, gdyż za nim ku zachodowi i południowi roztacza się już falista, pagórkowata golizna pól i niezaludniona równina Czerwonego Bagna, moczarów Podlaskich, błot Ławki, Wizna i innych leżących wzdłuż Biebrzy aż do samej Narwi.
Piękne to można robić wypady z Augustowa! Wspaniała szosa przenika puszczę, prawie pozbawioną podszytu, przypominającą najlepiej utrzymany park angielski. Od niej razporaz odbiegają boczne drogi leśne — pełne sypkiego piasku. Nic dziwnego, że wybujały tu na suchych glebach te złociste sosny gonne, o strzałach masztowych i bogatych potężnych koronach. W puszczy, w pobliżu prawdziwie „szwajcarskiego“ nieruchomego, głębokiego, o zielonym odcieniu wody jeziora Martwego czy Jałowego, po uroczyskach kryją się mogiły powstańców z r. 1831, — tu zwały kamieni, pobożnemi ułożone rękami, tam znów — niskie krzyżyki napół zbutwiałe i pochylone, a ponad wszystkiem — jeden duży krzyż, którego w tem miejscu „świętem“ nikt jakoś zniszczyć nie był w stanie. Porąbany lub spalony, niewiadomo jak pojawiał się nanowo i rozpościerał swe ramiona nad ziemią, krwią zlaną. Moskale, jak głosi podanie, zepchnęli pewnego dnia ten krzyż tajemniczy do jeziora, lecz w nocy przybiły go fale do brzegu, a siły nieznane ustawiły go na dawnem miejscu. Mazurom, rzucającym sieć do tego jeziora „coś plątało mrzezie, niewody, dgrubice i kłonie, a gdy schwytano klenia lub sułwicę — gorzkie się na smak wydawały, niby piołunem, korą nadziane“. Ci, co nie chcą uznawać „zabobonu“, twierdzą, że goryczka ta od wodorostów udziela się rybom jeziornym.
Szosa dobiega do czystej, schludnej wsi Raczki, słynnej ze swego kościoła, niegdyś, zda się, należącego do zboru ewangelicko-reformowanego, sądząc z surowej prostoty wnętrza, lecz później ozdobionego takiemi obrazami szkoły włoskiej, że przejezdni Anglicy proponowali za nie sumy, za które można byłoby wybudować dwa duże kościoły. W pobliżu wsi leży malownicza, historyczna posiadłość, należąca niegdyś do możnych Paców i nosząca litewską nazwę Dowspuda. Przed Pacami w w. XVI należała ona do Eustachego Wołłowicza, podkanclerza wielkiego księstwa litewskiego. Rozgłos swój Dowspuda zawdzięcza generałowi napoleońskiemu, Ludwikowi Pacowi. Gdy gwiazda Bonapartego zgasła na zawsze, Pac, po długim pobycie zagranicą, powrócił do swej Dowspudy i wziął się do gospodarstwa na modłę angielską, zakładając olbrzymi park ze strzyżonemi alejami wiązowemi; stoją tu jeszcze i coś tam gwarzą o świetnej przeszłości te wiązy pacowskie, choć im konary odrosły na wsze strony i nic już ich mocy i rozłogów nie hamuje. Na rozkaz i za pieniądze pana Ludwika, który, zapewne, za dziwoląga uchodził w okolicy ze swemi manierami i zachciankami, importowanemi z mglistego Albionu, bo nawet folwarkom swoim, koniom i psom dziedzic nadawał nazwy angielskie, — słynny budowniczy Marconi opracował projekt i wzniósł niewidzialny w tych stronach, a może i w reszcie Polski pałac. Barwa jego „wild red“ — modna podówczas w Anglji, styl — w okresie tym uznany w Wielkiej Brytanji za najwytworniejszy, a mianowicie — gotyk romantyczny! Dla niego więc wypalono fasonowe cegły różnych kształtów i rozmiarów. Wszystko było lekkie jakgdyby zrywające się do lotu, niby duch uwięzionego na dalekiej wyspie „boga wojny“ — l’Empereur’a, duch przylatujący na skrzydłach wspomnień do anglizowanej siedziby adjutanta cesarskiego. O tej powiewności pałacu sądzić możemy z pozostałej wieży — leciutkiej, zda się, na ośmiu smukłych kolumienkach opartej, a uwieńczonej a »la Polonaise«... gniazdem bocianiem.
Rzeźby, freski, obrazy conajprzedniejsze, makaty, akwarjum w suficie (lubowali się panowie w tych stronach w akwarjach, bo i Branicki miał je w swym „Wersalu Podlaskim“ — w Białymstoku) — zdobiły „Windsor“ Paca tuż — tuż nad granicą pruską. Rząd petersburski za udział miłego anglomana w powstaniu listopadowem, nie mogąc dostać go w swe ręce, gdyż ukrył się zagranicą, skonfiskował Dowspudę i ofiarował ją „uśmierzycielowi buntu“, generałowi Sulimie. Ten Moskal tatarskiego pochodzenia, a po nim inny — zaczęli burzyć pałac, używając jego cegły na budowę koszar w Suwałkach. Na miejscu dawnego pałacu wzniesiono ohydny dom rosyjskiej architektury urzędowej z pierwszej połowy w. XIX-go, a więc podług poety Niekrasowa — „nudnej, głupiej i więziennej.“ Z dawnej siedziby pozostała wieża i monumentalny podjazd kolumnowy, ze strzelistemi wieżyczkami i okrągłemi „l’oeil de boeuf“ na froncie i po bokach. Od podjazdu, jak sierpem rzucić, biegnie aleja z panoramą dalekich pól. Park — ciemny i gęsty, tak gęsty, że mogą się w nim hodować jelenie i sarny. Pełno tam romantycznych zakątków, gdzie Pac przypominał sobie, zapewne, inne cuda przyrody i osobliwości architektoniczne i zdobnicze, oglądane przy boku cesarza w zdobytych podczas kampanji saskiej, francuskiej i włoskiej miastach i pałacach, no i — po drugiej stronie kanału, gdzie zaczaiła się zacięta nieprzyjaciółka wielkiego Korsykanina — Anglja. Z urwiska, gdzie w parku stała niegdyś altana, widać rozległe łąki i pasące się na nich trzody, na gazonie — cztery modrzewie wznoszą swe czarne konary, w wesołą zieleń zdobne. Koło pałacu krążą, rzecz zrozumiała — legendy... Dotyczą one lilij burbońskich w rzeźbie wieży, tunelu, którym właściciel wymknął się Moskalom na pruską stronę, a przedewszystkiem — skarbów, ukrytych w głębokich lochach...
Cicho dziś w Dowspudzie. Ciszę jej ożywa wkrótce rozgwar młodych głosów: władze szkolne założą tu niebawem niższą szkołę rolniczą... Zapewne radośnie powita młodzież rodzimą bujny, romantyczny cień pana Paca, wiernego adjutanta napoleońskiego.
Od Raczek szosa przecina wielką, ogołoconą z puszczy płaszczyznę. Pola uprawne, ciągną się tak daleko, że puszcza gdzieniegdzie tylko majaczy na horyzoncie, niby z lękiem kreśląc się niebieskiem lub czarnem pasmem. Jeszcze w w. XVI gwarzyły tu zwarte, jednolite bory sosnowe, przecięte korytem Czarnej Hańczy i ożywione głosami Mazurów, Litwinów i Słowian wschodnich, mających tu swe osiedla, bo Zygmunt I nakazał różne „uhły“ puszczańskie przeznaczyć na kolonizację. Dawni osadnicy spokrewnili się ze sobą, pokrzyżowali się nie raz, ale sto razy i, porzuciwszy dawne nawyki i zajęcia przy barciach, sieciach łownych i budach smolarskich, osiedli wreszcie na piasczystej, szarej roli mało urodzajnej, niewdzięcznej, lecz drogiej niewymownie, gdyż długi łańcuch pokoleń w znoju walczył o nią z puszczą, aż zdobył te suche piachy jałowe, pocięte teraz bruzdami lemiesza. Z tak wielkiego wysiłku i z tak mnogich krzyżowań dorodny i piękny powstał tam lud, zamieszkujący cały niemal powiat suwalski. Nazwy wsi czysto polskie: Biała Woda, Krzywulka, Królewskie, Kazimierzówka i inne; na północy pojawiają się nazwy białoruskie: Uzdziejew, Wodiłki, Sidorówka, Daniłowce, Pokrowsk, dalej jeszcze i na wschodzie — wsie litewskie, im bliżej Sejn i Niemna, tem coraz gęstsze: Posejnele, Deucie, Birżniki, Burniszki, a nawet... Kłajpeda, chociaż od morza odległa daleko. Wśród osad litewskich są też wsie białoruskie: Żegary, Suworowo, Wiatrołuża, Słoboda... Jeżeli takie nazwy, jak Bobrowisko, Turówka, Sobolewo, Rosochaty Róg, Zubranaja, Jeleniewo, świadczą o zwierzynie, którą ścigał myśliwiec przed w. XVII-ym, Cisówek zaś, Lipno, Klonowa Góra i Jasionowo mówią o wytrzebionych lub znikających gatunkach drzew, to nazwy etniczne wskazują na charakter, a nawet system kolonizacji, przeprowadzanej przez Jagiellonów — dziedzicznych wielkich kneziów Litwy, Białej, Czarnej i Czerwonej Rusi i królów polskich. Studjując nazwy i historję wsi województwa, udałoby się, zapewne, wykreślić szlaki przenikania żywiołu mazurskiego na ziemie, przeznaczone dla osadników litewsko-białoruskich. Piękne i bohaterskie nieraz dzieje odsłoniłaby przed nami ta nienapisana przez nikogo historja! Jeżeli dopływ osadnictwa polskiego na Dzikie Pola obfitował w epickie nieraz okresy, to cóż można wyobrazić sobie o walkach Mazurów z Jadźwingami, Prusami, Litwinami, napierającymi od wschodu Słowianami i wreszcie z drapieżnym, zakutym w żelazo zakonem rycerzy teutońskich? Przeciwko nim to właśnie Jagielloni skierowali tu zastępy osadników i patronowali awanturniczym wyprawom zaciekłych, nieustępliwych, bitnych Mazurów.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.