Psalmodia polska/Psalm X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wespazjan Kochowski
Tytuł Psalmodia polska
Data wydania 1859
Wydawnictwo Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
P S A L M X.

Deus judicium tuum regi da, et justitiam tuam filio regis. Ps. 71.

Zadanie sprawiedliwości świętej.


Daj Boże królowi rozsądek i wyrozumienie, daj Panie sprawiedliwość Twoją królewiczowi.
Aby sądzili lud według prawidła słuszności, a uciśnione poddane według ustaw prawa.
Gdzie bowiem wzruszona sprawiedliwość, tam zaraz chwiać się muszą w rzeczypospolitej filary kardynalne.
Główne tarany, bezbożność, bluźnierstwo, niesprawiedliwość, które fundamenta monarchii z gruntu poruszają.
A kiedyż więcej złość ludzka przebrała miarę jako teraz? albo kiedy bardziej niesprawiedliwość nad prawem przewodzi?
Wdowa, i przychodzień, i sieroty płaczą: a nad ukrzywdzonym wykręty i mammona tryumfuje.
Silnie potwarca w fałszu ufa, a w przewrotności kłamstwa swego, jak za murem siedzi.
Bowiem starcy i sędziowie nasi odstąpili ścieszek prawdy, a udawszy się za mizernym wziątkiem, wspak wywróciły sprawiedliwość.
Drudzy respektami uwiedzeni, więcej prywatne względy, niżeli Boga przed oczyma mają; są i ci, którym na bankietach ochota, korzenne w sądach formuje sentencye.
Dla tego za chmurę słońce sprawiedliwości zaszło, a ona świątobliwa astea, podmiesięcznych krajów okrasa, do nieba się od niewdzięcznych przeniosła.
Ale Ty Panie Bogiem prawdy jesteś; nie daj nam być bez tak potrzebnego elementu.
Daj głowie naszej asystentkę sądów Twoich, mądrość; a nadzieja nasza niech ma szczere, w mandatach Twoich ukochanie.
Któżkolwiek z drogi prawa wystąpi, niechaj bez braku osób, żelazną rózgą karany będzie.
A nietylko egzekwująca sprawiedliwość, niechaj bojaźnią karania straszy: ale też udzielająca, niech do dobrego zachęca, nadzieją nagrody.
Niech ta ręka nie drży, która trzyma szalę: szalę odważającą cnocie myto, i występkom karę.
Żeby ani w prawo ani w lewo nie uniosła się, a pod sznur słuszności krzywiznę prostowała.
Dla tego odlaćby stolec sądowy z szczerego złota, aby się tam nikt nie spodziewał w sądzie faworu, w którym złoto depcą.
Na lwach ogromnych ugruntować trybunał, których ryk winowajcę przestraszy, a występków obrońcę jedwabna wymowa odbieży.
A że u sądu najwięcej exorbituje datek: to biorącego z skóry obłupić, a krzesło nią obiwszy, syn na niem niech usiędzie prewarykanta.
Mizerne złoto, którem ani piersi uzbroisz jak żelazem, ani do strzelania kulę ulejesz jak z ołowiu.
A my przeciwnie, im je głębiej natura ukrywa, tem go żarliwiej pragniemy: ponętę jednę do wydarcia nieprzyjacielowi.
Aż źle nabywszy, skąpo chowawszy, śmierć wydrze; a łakome zbiory pierwszy i szczęśliwszy osiągnie.
Raczże wywieść panie jako światłość z obłoków sprawiedliwość świętą, a sąd Twój, jako południe, niechaj nam rozjaśnieje.
Za co Ojcu wszechmocnemu, wizerunkowi sprawiedliwości; Synowi jednorodzonemu, źródłu miłosierdzia; Duchowi świętemu, pocieszycielowi niepojętej dobroci, na nieprzeżyte wieki cześć, chwała i panowanie. Amen.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wespazjan Kochowski.