Przyszłość literatury/Część I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł Przyszłość literatury
Podtytuł Część I
Pochodzenie Pisma Bolesława Prusa
tom I To i owo
Data wydania 1935
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
PRZYSZŁOŚĆ LITERATURY.

Część I.

LUCYPER. Czegóżeś taki smutny do stu... literatów!...
HUMORYSTA. Niestety! tego właśnie, że mnie losy wbrew przewidywaniom całej familji i naprzekór własnym pragnieniom postawiły między literatami!
LUCYPER. Fe! cóż znowu?... Jesteś więc niezadowolony z tego, o co się ludzie przez całe życie ubiegają?... Miałżebyś za mało sławy, czy dochodów, czy też materjałów do zapychania szpalt w organach tutejszokrajowego dowcipu?
HUMORYSTA. Wszystko za mało, oprócz zniechęcenia i nudów!...
LUCYPER. Brawo!... Oto mi materjał na prawdziwego humorystę... Poczekaj! dam ci tu krople dowcipu, będziesz ich używał po kieliszku rano i wieczór, a za miesiąc... zobaczysz!
HUMORYSTA. Za miesiąc?... Za miesiąc już nie będę literatem, a przynajmniej humorystą.
LUCYPER. Jakto, więc wyrzekasz się opinji badacza chorób społecznych?
HUMORYSTA. Nigdy mi nie nadawano takiego nazwiska.
LUCYPER. Dobrowolnie tracisz prawo do umieszczenia, po najdłuższem życiu, twej biografji z wizerunkiem w jakiemś ilustrowanem piśmie?
HUMORYSTA. Pal ich djabli!...
LUCYPER. Odstępujesz braci w Minerwie i Apolinie?...
HUMORYSTA. Ach! chciałbym jednej chwili!...
LUCYPER. Hum! jeżeli tak, wyprawże im przynajmniej bankiet na pożegnanie.
HUMORYSTA. Z całego serca, ale nic nie mam pod ręką.
LUCYPER (wydobywając gazetę). Ja ci dam... czytaj!...
HUMORYSTA. Cóż to jest? „Gazeta Pacanowska“ w roku 1973?
LUCYPER. To! to! to!... Obejrzyjno „Kronikę Czasopism“, jak też ci się podoba?
HUMORYSTA. Same cytaty?... Nic nie rozumiem!...
LUCYPER. Nic nie rozumiesz? a to tak łatwo rozumieć! Przecież jest to jeden ze sposobów zapełniania szpalt w waszych pismach.
HUMORYSTA. O tem nie wiedziałem!
LUCYPER. No, to się dowiedz, — ale czytaj prędzej, bo nie mam czasu, a chciałbym ci jeszcze coś więcej w tym guście pokazać.
HUMORYSTA. Aha! (czyta).
Gazeta pacanowska“ Nr. 112, Pacanów dnia... „Robiąc sumienny przegląd działalności naszej prasy, nie możemy się powstrzymać od bolesnej uwagi, że niekiedy najpiękniejsze siły umysłowe marnują się bezpożytecznie na błahostkach, które milczeniem pominąćby należało. Czytając te elukubracje, pisane na temat cudzych błędów, z całego serca pragnęlibyśmy wykrzyknąć: panowie!... do czego nas to doprowadzi?... ale wykrzyknik ten byłby głosem wołającego na puszczy. To też nie łudząc się bynajmniej nadzieją nawrócenia kogoś i tylko czyniąc zadość obowiązkowi sprawozdawcy, przepisujemy dla wiadomości ogólnej to, co znaleźliśmy w Nr. 111 „Tygodnika Ryczywolskiego.“ Oto co pisze:
„Wyznać należy (mówi „Tygodnik“), że niektóre z naszych pism perjodycznych śmieszne przedstawiają widowisko, osłaniając niechęci osobiste szatą pozornie bezstronnej krytyki. W takim wypadku znalazł się „Przegląd Pińczowski,“ który od lat kilku stanąwszy, niby to, na straży nauki, korzysta z najmniejszej sposobności, aby przypiąć łatkę swoim współzawodnikom. Czytelnicy nasi najlepiej sami osądzą tendencje tego pisma, które w 110 numerze wypowiada następujące uwagi na temat sentymentalizmu:
„Aby dać przykład (pisze „Przegląd“) bezczelności, do jakiej posuwa się idjotyczny sentymentalizm naszej prasy, ogłupionej ideologicznemi teorjami, przytaczamy monolog jednego z pism najbardziej poczytnych. Nie spodziewamy się, aby ta nauczka odniosła pożądany skutek, organ bowiem, o którym mowa, zanadto zaawansował w swej manji; pragniemy tylko ostrzec czytelników, aby przez nieuwagę nie wpadli w sieci czczej frazeologji, jaką przesycony jest ów świstek. Oto przeczytajmy, co pisze „Snopek Nadbzurski“ w Nr. 109:
„Są wypadki (słowa „Snopka“), wobec których duch nasz staje niby zbłąkany wędrowiec na krzyżujących się drogach!... Są chwile, w których tysiące najsprzeczniejszych kwestyj wdziera się do umysłu badacza... Są zagadnienia, przed któremi napróżno zamykalibyśmy oczy!... Napróżno!... Napróżno staramy się przekonać, że już wszystko poznane, że już wszystkie zasłony zdarte... napróżno!... Takie myśli mimowoli nasunęły się nam przy odczytywaniu w Nr. 108 „Kurjera Cogodzinnego“ artykułu, który w całości przytaczamy:
„Dziwne czasem figle (pisze „Kurjer“) płata matka natura!... Na głowę jednych zlewa skarby piękności i siły, bogate zasoby instynktu i mnóstwo przymiotów, decydujących w walce o byt, — inne zaś osobniki dotyka niedołęstwem, głupotą i potwornością. Dlaczego?... trudno odgadnąć!... To też wstrzymując się od dalszych uwag, zacytujemy czytelnikom następujący fakt z wiarogodnego poczerpnięty źródła. Oto, co w Nr. 107 pisze „Bibljoteka Smorgońska“:
„W dniu 2 lipca (słowa „Bibljoteki“) na folwarku Górka Dolna przyszło na świat prosię z dwoma ogonami. Niektórzy sądzą, że prosię zamiast dwu ogonów oddzielnych ma tylko jeden rozdwojony.“
LUCYPER. Czy już skończyłeś?... I jakże ci się podoba literatura z roku 1973?
HUMORYSTA. Och!... ludzie...
LUCYPER. Zaczekaj! jeszcze nie koniec, pokażę ci coś więcej!
HUMORYSTA. Głupi świat!... i ja na nim.
LUCYPER. Dlaczegóż ty?...
HUMORYSTA. Dlatego, że... rzucam groch na ścianę!...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.