Przemiany (Owidiusz)/XXVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Owidiusz
Tytuł Przemiany
Pochodzenie Przemiany
Życie i poezja Owidjusza
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1933
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bruno Kiciński
Tytuł orygin. Metamorphoseon, Libri Quindecim
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XXVI. Ezon odmłodzony.

Z hemońskiemi matkami[1] ojcowie podeśli
Bogom za powrót synów hojne dary nieśli,
Rozciekły się kadzidła w ogniu płomienistem,
Padła święta ofiara z porożem złocistem.

Ezon sam tylko nie mógł dzielić syna chwały,
Bliski zgonu i długiem życiem ociężały.
Wtem rzekł Jazon; »Ty moje opiekuńcze bóstwo,
Żono! choć już od ciebie mam dobrodziejstw mnóstwo,
Choć przeszły wszelką wiarę, nowe uczyń, błagam;
Mnie lat ujmij, daj ojcu; wszak czego wymagam,
Twe czary mogą«. — Płakał. — Tknięta cnotą syna.
Opuszczonego ojca Medea wspomina;
Lecz tając swe uczucia, rzecze z uniesieniem:
»Z jak okrutnem się do mnie odzywasz życzeniem!
Jaż mam z ujmą lat twoich czyje dni przedłużyć?
Niech mię Hekate broni. Lecz chcę ci usłużyć,
Chcę dać więcej, niż pragniesz; jeśli w to ugodzę,
Sztuką, nie życiem twojem ja teścia odmłodzę,
Jeżeli się do śmiałych przedsięwzięć przyczyni
I wspomoże mię łaską trójkształtna bogini[2]«.
Trzech jeszcze brakło nocy, by swe rogi ścisnął
I pełny zeszedł księżyc. Wtem, gdy w kręgu błysnął
I spojrzał, okazały, na ziemskie postacie,
Wyszła Medea z domu w rozpasanej szacie[3];
Bosa, włosy rozpuści po nagiem ramieniu,
Idzie sama, bez sługi, wśród nocy, w milczeniu,
Sen błogi ukołysał zwierza, ptactwo, ludzi;
Najmniejszy nawet szelest uśpionych nie budzi.
Milczy liść nieruchomy, cicho spada rosa,
Świetnemi tylko gwiazdy iskrzą się niebiosa.
Trzykroć do nich Medea podnosi ramiona

I wodami rzecznemi trzykroć pokropiona,
Trzykrotnym krzykiem nocne powietrze przeszywa
I przykląkłszy, tą modłą wreszcie się odzywa:
»Powiernico tajemnic, Nocy, zsyłająca
Księżyc i gwiazdy w zamian dziennego gorąca,
Ty, Hekate, potrójną twarzą okazała,
Coś świadoma mych życzeń, zawsześ je wspierała
I mój kunszt czarowniczy, i ty, bóstwo ziemi,
Które magom pomagasz zioły rozlicznemi,
Powietrze, wiatry, góry i rzeki i stawy,
Bóstwa leśne i nocne, rzućcie wzrok łaskawy!
Wami silna, gdy zechcę, z trwogą okolicy
Każę wodom się cofnąć do własnej krynicy,
Ciche morza rozedmę, wzburzone poskromię,
Wiatry zwołam lub spędzę, mgły zbiorę lub zgromię;
Smocze paszczęki czarów potęgą rozwieram,
Żywe skały[4] i dęby z korzeniem wydzieram,
Lasy wzruszam; gdy każę, drżą i gór posady,
Ryczy ziemia i z grobów cień wychodzi blady,
Zejdzie z tronu i nocy ozdoba[5] celniejsza,
Choć brzęk spiży temejskiej jej bole umniejsza;
Słońce z zorzą poblednie, gdy ruszę me czary.
One ognistych cielców zwątliły pożary[6],

Zgiąwszy kark niecierpliwy, zmusiły pruć ziemię;
Czary wojnę wrzuciły w srogie wężów plemię,
Czary uśpiły smoka, greckie miasta złotem,
A matki darząc synów szczęśliwym powrotem.
Przez czary niech dostanę dziś ziół, których siła
Z starościby zgrzybiałej młody wiek wskrzesiła.
Spełńcie modły! — Spełniają, bo już skrzą się gwiazdy
I wóz smoczy zstępuje z niebios do mej jazdy«.
Rzekła; wtem ze smokami wóz spoczął na ziemi;
Wsiada Medea, wstrząsa wędzidły lekkiemi
I pędem wyjechawszy w podniebną dziedzinę,
Już pod sobą tessalską spostrzega dolinę;
Stąd na Ossie, Peljonie, Pindzie i Otrydzie
I na Olimpie wzrosłe zbierać zioła idzie.
Jedne razem z korzeniem rwie upodobanym,
Z drugich wierzch tylko sierpem ucina miedzianym;
Nad Apidanem zielska użęła niemało,
Niemniej się z nad pobrzeża Amfryzu zebrało;
Dość jej Penej i wody sperchejskie przyniosły
I Enipej i Bebes, sitowiem zarosły;
Przy Antedonie zioło żywotne zerwała,
Jeszcze niesławne zmianą Glaukowego ciała[7]
Już na zbieraniu roślin dzień minął dziewiąty,
Jak smokami najdalsze zwiedziła zakąty;
Wreszcie wraca, a smoki samą tylko wonią
Wnet wątłą ze starości skórę z siebie ronią.
Nie wchodzi w próg Medea, pod niebem przebywa
I przed Jazona okiem nawet się ukrywa.

Z darni wznosi ołtarze, święte nucąc śpiewy,
Z nich prawy dla Hekaty, dla Młodości lewy.
Ozdobiwszy je wkoło wikliną i zioły,
Wykopuje w pobliżu ołtarzy dwa doły;
Zarzyna owce, czarną obleczone wełną,
I trzyma je, aż w doły krwi naciekło pełno.
Potem czarę ofiarną przechyla w dół z winem
I znów przechyla czarę drugą z mlecznym płynem,
I modlitwę szeptając nad świętemi dary,
Zaprasza bóstwa ziemi na hojne ofiary.
Wreszcie błaga wszechwładnych w Erebie małżonków[8],
By nie przyszli brać duszy ze zgrzybiałych członków.
Gdy ich już długie modlitw szeptanie zjednało,
Każe przynieść przed ołtarz słabe starca ciało,
A uśpiwszy je wprzódy czarownemi soki,
Każe złożyć na ziołach, jakby martwe zwłoki.
Potem męża i sługi od ofiar oddala,
Czarów niepoświęconym widzieć nie dozwala.
Gdy odeszli, Medeę święty szał napada,
Biega wkoło ołtarzy, jak dzika Menada,
Naszczepane łuczywa w dołach we krwi maże,
Zapala je i kładzie na bogiń ołtarze,
I trzykrotnie nad ciałem leżącem schylona,
Ogniem, wodą i siarką oczyszcza Ezona.
Tymczasem już z lekami wrzał kocioł miedziany,
Kipią płyny, wychodzą białe na wierzch piany.
Ona rwane w dolinie Hemońskiej korzenie
Ciska w kocioł i kwiaty i kwiatów nasienie,
Przydając z wschodnich krajów najdroższe klejnoty

I piasek, przesiewany przez fali powroty,
I przy świetle księżyca nazbierane szrony,
Kadłub sowy, ze ścierwa nie ogołocony,
I wnętrzności wilkołka, który z przyrodzenia,
Gdy chce, paszczę zwierzęcą w twarz ludzką zamienia;
Garamanckiego żółwia nie brakło pokrywy,
Dostarczył swej wątroby jeleń długo żywy,
A dziobu kruk, co przeżył całe dziesięć wieków.
Wszystko to po kolei dodaje do leków,
A słysząc, jak już wrzało w naczyniu zamkniętem,
Miesza masę oliwnym, dawno uschłym prętem.
Wtem — o cuda! — ów przedtem martwy kawał drzewa
Zieleni się, za chwilę w liść się przyodziewa,
Wkrótce już jest w oliwne owoce przybrany,
A gdziekolwiek z naczynia wytrysnęły piany
I gdziekolwiek na ziemię padły krople wrzące,
Wyrasta świeża trawa i kwiaty pachnące.
Gdy to widzi Medea, miecz w starca bez zwłoki
Topi, krew siarą ściąga, nowe wlewa soki.
I ustami i raną Ezon je połyka:
Zaraz z włosów i brody siwizna mu znika,
A z nią chudość i bladość, krew napełnia żyły,
Ciało pokrywa zmarszczki, powracają siły.
Powstał Ezon szczęśliwy i poznał radośnie,
Iż tem na nowo został, czem był w życia wiośnie.


Przypisy

  1. Hemońskie matki — tessalskie, gdyż Tessalja zwała się dawniej Hemonja (Haemonia).
  2. Boginię czarów, Hekatę, wyobrażano sobie i przedstawiano plastycznie z trzema głowami albo nawet z trzema złączonemi ciałami.
  3. Por. str. 15, uw.
  4. »Żywe skały« — zrosłe ze ziemią i stanowiące z nią niejako organiczną całość.
  5. »nocy ozdoba« — księżyc. Mowa o zaćmieniu księżyca, który wtedy, jak mniemano, czary ściągały na ziemię; dźwięk spiżowych gongów miał czary osłabiać, a więc pomagać księżycowi. Kopalnie miedzi w Temesie na Cyprze wspomina już Odysseja.
  6. Por. str. 108.
  7. Rybak Glaukus, spożywszy »żywotne zioło«, skoczył do morza, gdzie go bogowie przemienili w morskiego bożka.
  8. T. j. Plutona i Prozerpinę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Owidiusz i tłumacza: Bruno Kiciński.