Przemiany (Owidiusz)/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Owidiusz
Tytuł Przemiany
Pochodzenie Przemiany
Życie i poezja Owidjusza
Data wydania 1933
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bruno Kiciński
Tytuł orygin. Metamorphoseon, Libri Quindecim
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
I. Wstęp. — Chaos. — Cztery żywioły. — Ukształtowanie
i zaludnienie ziemi.

Przemiany pragnę śpiewać ciał w odmienne ciała.
Bogi! wasza wszechmocność tych zmian dokonała:
Wy mój zamiar wesprzyjcie, od początku świata
Snując wiersz nieprzerwany aż po moje lata.

Nim było morze, ziemia i niebios sklepienie,
Jedyny miało wyraz całe przyrodzenie.
Zwano go zamęt[1], ogrom bezkształtny, nieskładny,
Ciężar tylko na świecie martwy i bezwładny;
Widać, że się ze sprzecznych żywiołów źle sklecił.
Jeszcze też światu Tytan[2] z rydwanu nie świecił,
Jeszcze Feby nie rosło ni nikło poroże,
Ziemia się nie ważyła w powietrznem przestworze,
Własnem ciężka brzemieniem, ni ramiony swemi
Amfitryte rozległej nie ściskała ziemi.
Morze, ziemia, powietrze — nie są różne ciała.

Woda jeszcze nie płynna i ziemia nie stała
I powietrze bez światła; w ciągłym z sobą sporze
Swej postaci nie mają, w jednym bowiem zbiorze
Zimno z gorącem, suchość z wilgocią walczyła,
Miękką tłoczyła twarda, lekką ciężka bryła.
Bóg, to jest, siła wyższa rozstrzygła te spory,
Od ziemi, nieba i wód odciąwszy przestwory;
Od gęstego powietrza odszedł eter płynny.
Tak z ślepego nawału gdy bóg dobroczynny
Rozdzielone żywioły zgodą spoił ścisłą,
Lekkie i wklęsłe niebo siłą ognia trysło
I obrało w przestworzach siedlisko najwyższe.
Powietrze jest lekkością i miejscem najbliższe,
A gęstsza ziemia, własnym ciężarem tłoczona,
Tęższe ściągnęła części do głębin swych łona,
Oblał ją płyn, ostatnie zajmujący łoże.
Gdy tak twórca, ktokolwiek z bogów nim być może
Urządził i na części rozdzielił to brzemię,
Natychmiast w postać kuli zaokrąglił ziemię,
Kazał rozlać się morzu, wiatrom wzdymać wały
I okręgu ziemskiego opasać brzeg cały.
Dał rozległe jeziora, stawy, zdroje żywe,
Rzeki z gór spadające wziął w koryta krzywe;
Jedne z nich topi w ziemi, drugie w morze ciska,
Gdzie wolno płyną, wąskie rzuciwszy łożyska;
Zniżył doliny, rozpiął pól rozłóg szeroki,
Las okrył zielonością, wzniósł w górę opoki.
Jak niebo krają pasy, dwa po prawej stronie,
Dwa po lewej, a piąty żywszem ogniem płonie:
Tak też niebem objęte rozdziela bóg brzemię
I pod tyleż odmiennych stref poddaje ziemię;

Średnią z nich skwar wyludnił, na dwóch śnieg się ściele,
A dwie zimno i ciepło dostały w podziele.
Nad ziemię wzniósł powietrze, tak od ognia cięższe,
Jak są od cząstek wody cząstki ziemi tęższe.
Tam obłoki, tam dżdżyste chmury naprowadził,
Tam i grzmoty na postrach śmiertelnym osadził,
Tam i wichry, co jasne błyskawice krzeszą,
Lecz nie całego świata rządami się cieszą.
Dziś trudno im się oprzeć tylko, kiedy w strony,
Ściśle im wyznaczone, lecą na przegony;
Wtedy ledwie na poły nie rozszarpią świata,
Tak niezgodni są bracia. Eur w państwie Nabata,
W krajach Zorzy i w Persji swe rządzy rozszerza;
Zefir zachodnim słońcem rozgrzane wybrzeża
Wziął pod swe panowanie, a Boreasz groźny
Otrzymał zimną północ i kraj Scytów mroźny;
Oddalone zaś brzegi przeciwległej ziemi
Dzierży Auster i skrapia deszczami ciągłemi.
W górze nad nimi niebo rozciągnął wiszące,
Lekkie, płynne, ziemnego mułu nie mające.
Ledwie tak bóg rozłączył pomieszane bryły,
Gdy gwiazdy, które długo w nawale się kryły,
Roziskrzać się zaczęły na pogodnem niebie,
Twórca, chcąc, aby wszystko wzięło życie w siebie,
Chcąc mieszkańcem zaludnić tych światów przestrzenie,
Obrazy bogów[3] sieje na niebios sklepienie,
Skrzelistemi rybami wód przestwór zaplemia,
W ptastwo powietrze, w zwierza zaludnia się ziemia.
Ale świętszej istoty brakło jeszcze ziemi,

Zdolnej myśl wzniosłą pojąć i władać innemi.
Powstał człowiek. Czy boskiem dał mu życie tchnieniem
Twórca lepszego świata, pan nad przyrodzeniem,
Czy ziemia, od powietrza świeżo oddzielona,
Pokrewnych sobie niebios ukryła nasiona;
Te syn Japeta wody rzecznemi roztwarza
I podobieństwem bogów człowieka obdarza.
A gdy każde ze zwierząt wzrok w ziemię spuszczało,
Postawę człowiekowi nadaje wspaniałą
I w niebo patrzeć każe i do gwiazd sklepienia
Pozwala mu wyniosłe obracać wejrzenia.
Tak ziemia, dawniej gruba i bezkształtna bryła,
Przemieniła się w ludzi i ludźmi pokryła.


Przypisy

  1. W oryg.: Chaos, bezładna mieszanina pierwiastków, z których świat powstał. Żadna z pogańskich mitologij nie wyprowadza świata z niczego.
  2. Bóg słońca, Sol (gr. Helios), Tytan, syn Hyperjona i Tel; pomieszano go później z Febem Apollinem (Phoebus Apollo) i dlatego jego siostra Luna (gr. Selene) nazywa się też Febe (Phoebe).
  3. T. j. gwiazdy, uważane przez starożytnych za bogów.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Owidiusz i tłumacza: Bruno Kiciński.