Przed jutrem (Daszyńska-Golińska)/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Daszyńska-Golińska
Tytuł Przed jutrem
Podtytuł Współczesny ruch kobiecy wobec kwestyi robotnic
Data wydania 1897
Wydawnictwo „Krytyka“
Drukarz Aleksander Słomski
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
I.

Wyśmiewana i lekceważona przez długie lata stanęła wreszcie kwestya kobieca w pierwszym szeregu spraw ogólno-ludzkich: jest koniecznością, pozyskuje prawa obywatelstwa, wkracza do wszystkich sfer społeczeństwa, a nawet staje się modną… I nasi nieprzejednani godzić się z nią muszą, skoro szermierzami za sprawę kobiet są już nietylko nieznane i ekscentryczne amerykanki i angielki lecz własne żony, siostry i córki. Wobec pierwszych wzruszali pogardliwie ramionami, cóż jednak począć z drugiemi, które polak przywykł czcić, kochać, szanować, a nawet — przywykł im ulegać.
Zresztą wobec publiczności kwestya kobieca występuje dziś spokojnie i umiarkowanie, argumentuje logicznie, unika skrajności. Rzeczniczki jej jako studentki, doktorki wszech gałęzi nauk, poważne przedstawicielki stowarzyszeń przemawiają przykładem, kongresy mężczyzn i wszechwładną dziś prasę traktują z kurtuazyą, podają rękę do zgody i to małą rączkę w glansowanej jasnej rękawiczce; nie przyjąć jej? mówić o walce wobec takiego przeciwnika?...
W sferze akademickich sporów kwestya kobieca prawie że — zwycięża. Mniej dobrze jej się wiedzie, gdy po za owym przednim szeregiem wmieszamy się w tłum kobiet-pracownic, które samodzielną pracą przez świat przebijać się muszą.
„Walka o byt“ oto hasło coraz liczniejszych zastępów kobiecego świata. Pojęcie bytu występuje przecież w szerszem znaczeniu, niż podtrzymanie fizycznej egzystencyi, a rodowód swój wyprowadza od być czyli istnieć w ludzkiem społeczeństwie. Kobieta chce istnieć o własnych siłach, skoro na nie liczyć musi, chce być człowiekiem rozwiniętym i równoprawnym z mężczyzną, podzielić jego obowiązki i prawa, wreszcie chce zużytkować swą energię i siły.
Na dawniejszych stadyach gospodarczego rozwoju energia i siły kobiece znajdowały dostateczne zastosowanie w domu.
Aż do wkroczenia gospodarstwa towarowego dom był ważną jednostką wytwórczą. Gospodyni czuwać musiała nietylko nad ostatecznem przygotowaniem jadła, napojów i ubrania, ale myśleć o mące na chleb i pieczeniu tegoż, o hodowaniu trzody i bydła, które dostarczały mięsnego pożywienia, musiała wyprząść przędzę, zrobić z niej tkaninę i uszyć suknię. Pani zamożniejszego domu dla siebie i córek dostateczne znajdowała zajęcie, przygotowując i dozorując pracę licznego fraucymeru, kobieta z klas uboższych zajęcie i utrzymanie w domach prywatnych, stanowiących rodzaj warsztatów wytwórczych. Dom dostarczał dla energii kobiecej zajęcia i zadowolenia dla jej ambicyi, cokolwiek spożywali w nim goście, czy domownicy było jej dziełem, dzieci chodziły w sukniach a nieraz i trzewikach własnego wyrobu, a zasadę gospodarstwa stanowiło radzenie sobie domową pracą i zasobami. Niewiasta zarządzała oddzielnem państwem: ład, porządek i dobrobyt jakie w niem panowały były jej chlubą i zachętą do dalszej pracy, rękom nie brakło zajęcia, a myśli i energii — karmu. Była to egzystencya zrównoważona, użyteczna i częściej niż dzisiaj szczęśliwa, gdyż ideały moralne i pojęcia religijne odpowiadały zamkniętemu życiu, jakie kobieta prowadziła w rodzinie. Pragnienia jej i dążności nie wybiegały po za nie, bo czuła się równie użyteczną w swem małem kółku, jak mąż czy ojciec po za domem. Dochody odpowiadały potrzebom, dostatek w znacznej części zależał od umiejętności zarządzania niemi i przysparzania wartości, a więc od kobiety. Dziś choć tego rodzaju gospodarstwo naturalne widzimy po wsiach, u nas zwłaszcza, wynika ono nie z istotnej potrzeby, gdyż wszystko prawie taniej i nie mniej dobrze wytwarzanem być może przez przedsiębiorstwa specyalne. Powodem jest tu raczej brak gotowego grosza, następstwo często niewłaściwie prowadzonego gospodarstwa, nadmiar rąk kobiecych, które potrzebują zajęcia. Myśląca kobieta przecież nie zadowolni się szydełkiem, pończochą, ani nawet ważną funkcyą smażenia konfitur, gdy czuje, że wszystkie te przedmioty za tę samą cenę a bez wysiłku nabyćby można. Cóż dziwnego, że niezadowolona pragnie powiększyć zakres swej działalności, lub przynajmniej zamienić ją na prawdziwie użyteczną, która nie byłaby zaspakajaniem sumienia, lecz istotnem gospodarczem wytwarzaniem, opartem na zasadzie osiągania najlepszych rezultatów przy najmniejszym wydatku sił!
W czasach znacznej przewagi wytwarzania domowego, które mniej czy więcej zbliżało się do typu gospodarki naturalnej, udział kobiet w pozadomowej pracy musiał być nieznacznym. Kobiety niezamężne mieszkały przy rodzinie brata lub siostry, gdzie wobec licznych i niełatwych zajęć domowych przydała się zawsze jedna osoba więcej. Po za domem czekał je klasztor lub zawód nauczycielki domowej, chleb zwykle tem bardziej gorzki, że wyjątki tylko miały doń przygotowanie, lub powołanie.
Jak wykazały badania nad klasztorami kobiecemi w średnich wiekach (podjęte przez angielkę Linę Eckenstein) do klasztoru wstępowały przeważnie te, które nie chciały się poddawać władzy rodziny, pragnęły szerszej pracy umysłowej i niezależności. Przełożona miała dostateczne pole dla energii swej i żądzy czynów, mniszka iść mogła za upodobaniem do umysłowej pracy, jedna i druga spełniać nie potrzebowała zwykłych szarych obowiązków kobiecych. Słowem cały ten świat kobiecy szedł utartą drogą, nie uchylał się od pracy, spotykał ciernie i trudności w życiu, ale żył w harmonii ideału z rzeczywistością. Nawet wtedy, gdy pod wpływem silniejszego ruchu umysłowego, lub politycznego kobieta budzi się do samodzielności, jak np. w czasach włoskiego odrodzenia lub rewolucyi francuskiej, mamy do czynienia z jednostkami, a nie z masą, ruchowi brak ekonomicznej podstawy.
Takiemi były nasze babki i ginące w mgle dziejów poprzedniczki. Dziś wśród odmiennych warunków bytu ekonomicznego powstała kwestya kobieca. Z jednej strony, jak gdyby na jednym biegunie, dążenie do rozszerzania zakresu działalności, gorączkowa pogoń za nowemi polami pracy umysłowej i zarobku, na drugim — miliony zawodowych pracownic w przemyśle, wobec których podnosi się wołanie nie o nowe zajęcia, ale o ochronę wyzyskiwanych, o przywrócenie kobiety rodzinie, o zamianę wyzyskiwanej i zbyt swobodnej proletaryuszki na matkę i gospodynię domu, domu, któremu zabrano główną jego siłę.
Kobieta klas wyższych ma dziś za dużo czasu, szuka tedy zużytkowania dla sił swych i energii, jest skrępowana i niezadowolona, pragnie ideałów i dróg, jakich nie wskaże jej moralność wśród której żyje, łaknie umysłowej pracy, gdyż da ona podstawę dla jej myśli, otworzy jej świat wiedzy i teoryi, świat, który przeczuwa, choć go nie zna. Istotna potrzeba zarobkowej pracy wobec niedostatecznych dochodów mężczyzny i rosnących wciąż potrzeb stanowi pobudkę nawet dla natur więcej biernych, a wymowny argument dla tych, którzyby czas zatrzymać chcieli w biegu. Kobietom tym chodzi o prawa, ale nie mniej chodzi im o obowiązki, silne i młode barki pragną wziąć na się część ciężarów społecznych, zapalone młode głowy żądają nauki...
Zajęcia, zwłaszcza zarobkowe jakie otrzymaćby chciały kobiety klas wyższych spełniane są przez mężczyzn, są to w każdym razie mniej czy więcej uprzywilejowane, a więc nieliczne stanowiska, w których dawniejsi użytkownicy swobodnego współzawodnictwa dopuścić nie chcą — ztąd walka. Ten sam proces ekonomiczny, który kobietę klasy wyższej wytrącił z jej dotychczasowej kolei, który zmusza ją do szukania nowych dróg pracy i rozbudza pragnienie umysłowego rozwoju, oddziałał i na kobiety klasy pracującej. Te przecież odrazu znalazły zastosowanie dla sił swoich. Wobec niskiej oceny tych sił, przy wymaganiach skromniejszych niż u męzkich pracowników, przemysł dzisiejszy wciągnął je masowo do swej maszyny. Wychowawczynią była tu nędza, przystanią fabryka, lub drobny przemysł. Tu już nie chodzi o otwieranie nowych dróg, otwierają się one same, wszak w portach angielskich od kilku miesięcy kobiety zajęte są przy najcięższej pracy ładowania i wyładowania okrętów, u nas wielekroć tłuką kamienie po drogach, pokrywają dachy, noszą cegły, a dopóki prawodawstwo fabryczne nie zakazało pracy pod ziemią narówni z mężczyznami pracowały w kopalniach! Jakkolwiek więc istnieją zajęcia przeważnie kobiece, jak np. obsługiwanie maszyn w przemysłach włóknistych, rozwój ekonomiczny nie wyklucza niewieściej siły z żadnego. Tylko prawodawstwo ochronne zakazuje niektórych zajęć (jak np. fabrykacya zapałek, praca nocna w cukrowniach, podlewanie luster rtęcią) przez wzgląd na degeneracyą przyszłego pokolenia, którego matkami są te kobiety. Równouprawnienie płci obu dokonało się już w sferach pracujących wobec wszystkich prawie zawodów, tańsza siła kobieca zastępuje męzką, zadaniem prawodawstwa nie jest otwierać nowe zawody, lecz chronić przed najzgubniejszemi.
Rzeczniczka kobiecego ruchu, która przemawia za dopuszczeniem kobiet do studyów uniwersyteckich, studentka lub kobiecy doktor medecyny są tak samo typami nowoczesnych kobiet, jak robotnica domowa lub fabryczna. Są to produkty współczesnej ewolucyi ekonomicznej. Ona to przetworzyła rodzinę; z jednostki w znacznej części wytwórczej uczyniła ją spożywczą, wytwarzanie w domu przeniosła do fabryk i specyalnych przemysłów, ułatwiła zadanie kobiety w domu, a postawiła ją przed nowem zagadnieniem: co robić teraz?...
Dylemat ten dla kobiety klas niższych znalazł od razu rozwiązanie, z powstaniem pierwszych fabryk pojawia się robotnica zawodowa. W Anglii i Szkocyi już w 1788 r. a więc zaraz po zastosowaniu maszyny parowej do przemysłów włóknistych, powstaje 142 fabryk, w których obok 26000 mężczyzn pracuje 35000 dzieci i 31000 kobiet[1]. W fabrykach założonych na Litwie w końcu ośmnastego wieku przez Tyzenhauza, gdzie pracowało 3000 robotników pańszczyznianych, spotykamy już dziewczęta obok mężczyzn[2].
Jakkolwiek emancypantka klas wyższych wywalczyć sobie musiała stanowisko, kiedy robotnicę wciągnęły warunki pracy przemysłowej, obie są produktem najnowszego rozwoju, obie pojawiły się wraz ze współczesną wytwórczością, żadnej wreszcie brać nie można niezależnie od warunków kulturalnych, wśród jakich powstały. Mylnem byłoby twierdzenie, że są to przedstawicielki dwóch klas społecznych. Pomimo odrębności warunków życiowych mają one przecież dużo cech wspólnych, wśród kobiecego świata zaś nie może istnieć antagonizm klasowy w takim stopniu jak ten, który dzieli przedsiębiorcę i kapitalistę od robotnika. Obok faktu uprzywilejowanego położenia jaki stworzyły dzieje, musiałby istnieć inny — korzystania z tego przywileju z pominięciem uczuć humanitarnych.
Kobiety klas wyższych same są stronnictwem walczącem o prawa moralne, umysłowe, o drogi zarobkowania, które zamykają przed niemi. Jak każda strona walcząca i pokrzywdzona sympatyzować one muszą z masą najbiedniejszych. Od nich tylko zależy ukształtować stosunek do robotnic tak, aby nie wyrodził się zeń antagonizm klasowy, któremu brak tu nawet podstawy ekonomicznej i który przeczyłby interesom ruchu kobiecego.
W dążnościach emancypacyjnych, biorą udział przeważnie nie przedsiębiorczynie, ani nawet przedstawicielki klas posiadających, lecz kobiety pracujące. Jednem z najważniejszych ich dążeń jest zdobywanie nowych dziedzin dla pracy kobiecej.
Zdawałoby się przeto, że skoro antagonizmu klasowego niema, robotnice i kobiety z burżuazyi iść muszą ręka w rękę. Pomimo to ze strony robotnic podnosi się protest przeciw tej wspólności, co przejawiło się np. podczas ostatniego kongresu kobiecego w Berlinie. Czy przypisać go złej woli, czy też głęboko sięgającej odrębności zadań i celów?
Ruch kobiecy ma dążność uczynić z kobiety jednostkę, która wśród dzisiejszego świata stanąćby mogła na takim stopniu rozwoju umysłowego, aby podejmować równe z mężczyzną cele. Zgadza się więc na warunki tego świata, toleruje błędy, pocieszając się tem, że kobieta uzyskawszy prawa równe mężczyźnie podejmie niejedno zaniedbywane dziś pole. Dla wszystkich kobiet bez różnicy ich stanowiska społecznego ma on znaczenie głównie przez to, że przedstawicielki jego własnym przykładem dają dowody równego uzdolnienia kobiety i mężczyzny. Zorganizowane robotnice, bo tylko wśród takich mówić można o kwestyi kobiecej, uznają jego znaczenie. Za dowód służyć może fakt, że pisma wydawane przez robotnice (np. niemiecka Gleichheit) starannie regestrują każde zwycięstwo świata kobiecego, zarówno w zakresie studyów, jak prawodawstwa lub pracy w nowych zawodach. Żądają przecież od tych, co niezadowolone walczą o nowe prawa, prace i obowiązki, aby siły swoje zwróciły ku tym najbiedniejszym siostrom, które nie o prawa i przywileje, lecz o obronę swego człowieczeństwa walczyć muszą, aby uznały, że świat dzisiejszy zbudowany na wyzysku słabszych, na głodzie i nędzy mas szerokich, nie uwzględniający ideałów moralnych, nie jest światem, po którego przywileje sięgać warto. Chcą aby kobiety, których hasłem jest postęp, wzniosły się nad przesądy swej klasy, aby stanowiły moralny czynnik protestu, a nie element gotowy przystosować się do istniejących warunków bytu...
Czy mają w tem słuszność? czy ten cel stojący pozornie po za osobistemi interesami ruchu kobiecego klas wyższych nadałby mu treść istotną i podstawę, czy też wymagałby chrześciańskiego poświęcenia?


Przypisy

  1. Handwoerterbuch d. Staatswissenschaften t. III, s. 643.
  2. Korzon. Dzieje wewnętrzne t. I.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Emilia Daszyńska-Golińska.