[266]CXXIII.
Proszony obiadek.
Zajętam ogromnie, na obiad dziś do mnie
Zjeżdżają się goście pospołem,
Potrzeba by jadło do gustu przypadło
Przybyłym, gdy siądą za stołem.
Niech tylko jeść zaczną... każda rzecz jest smaczną,
A jaką! aż idzie z ust ślinka:
Ostrygi, pasztety, zwierzyna i wety,
Likiery, portery i winko.
Sprosiłam sześć osób, toć przecie nie sposób,
Dać dobrze, gdy gości zbyt dużo:
Sześć prawie — no, jeszcze i siódmą pomieszczę,
Panienki je wszystkie obsłużą.
Zgadnijcie, kto one, te panie sproszone?
To lalki! powiem wam do uszek,
No, każda z was sprawą niech zajmie się żwawo,
Przypasze do sukni fartuszek;
[267]
Będziecie kucharki: ot rądle, ot garnki,
Mak, cukier, kawałek strucelka,
Pierniki, gomułki, ośrodka od bułki,
I soku flaszeczka nie wielka.
Z ośrodki bułeczki zrobimy kluseczki,
Garść maku — to kaszka pod sosik,
Na cząstki skrajany, pierniczek rumiany,
Przedstawi wyborny bigosik.
Gdy która z nich minką pokaże, że winko
Radaby miéć w swojéj szklaneczce,
Sok z wodą zmięszany spragnionéj podamy:
Niech służy na zdrowie laleczce!
Ot waza rosołu, nieś-że ją do stołu,
I rozléj tą łyżką w talerze:
Co widzę, nie jedzą — jak siadły, tak siedzą,
Żadna się do zupki nie bierze!
A może pasztecik, lub z strucla kotlecik?
I to nie — co chcecie więc panny?
Bo potraw odmawiać i fochy wyprawiać,
Uważam za zwyczaj naganny.
Sproszono was społem, siadłyście za stołem,
Nie bądźcie więc nudne i sprzeczne,
Gdyż goście, co gardzą jedzeniem, są bardzo
Dla swoich gospodyń niegrzeczne.
Lecz na cóż morały? wciąż będą siedziały,
Żadna z nich nie rzeknie ni słowa,
Więc powiem wam szczerze: uchwyćmy talerze
I jedzmy — biesiada gotowa!
Ot strucle, ot bułki, pierniczek, gomółki,
Ot kawał smacznego placuszka...
A lalki? Ah, one, gdy takie skrzywione,
Niech sobie spać idą do łóżka!