Procesya (Táborský)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor František Táborský
Tytuł Procesya
Pochodzenie Ballady, legendy i t. p.
Data wydania 1904
Drukarz St. Niemira
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Konrad Zaleski
Źródło Skany na commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Procesya.

„А со to tak dźwięczy,
„Gra, śpiewa i jęczy
„Nad lasy, nad lany?
„Czy w dzionek wiośniany
„Ziemia przemówiła?

— „Ludu idzie siła, —
„Wszyscy w białej szacie,
„Naprzód ksiądz w ornacie;
„Chorągwie wiewają,
„Kapele wciąż grają,
„Słychać, jak śpiewają:
„Witaj, Królowo!“

„Panny, idąc boso,
„Świece w ręku niosą:
„Na ich głowach wianki
„Z wonnej macierzanki...“

„Cóż tu świec tych płonie!
„Błyszczą na przedborzu
„Niby gwiazdy w morzu!“

— „Mów mi, co śpiewają,
„Co w ich tętni łonie,
„Co ślą w Niebios tonie?“

— „Słyszę, jak śpiewają:

„Z anielskiemi chóry
„Przez tumany, chmury,
„Wznosim głos do Ciebie,
„Mateńko, coś w Niebie“.

„Słyszę, jak wzdychają:

„Nie daj ginąć srodze
„Na tej ziemskiej drodze,
„Rosę spuść na łany,
„Zagój nasze rany“.

„Słyszę znów, jak łkają:

„Ochroń nasze dzieci,
„Gdy duch z nas uleci,
„Nie szczędź dla nich chleba
„W każdej życia dobie,
„A wdzięczni do Nieba
„Wzniosą głos ku Tobie:
„Witaj, Królowo!“


— „Со tam widzisz więcej,
„Powiedz, moje życie?“

— „Widzę na błękicie
„Światło się rozżarza,
„Jakby u ołtarza.

— „W świetle tem, o Boże!
„Jakież ognie grają,
„Gdy się otwierają
„Ślepe moje oczy,
„Choć noc wieczna mroczy,
„Choć je bielmo ściska,
„Zda się mnie, że błyska,
„Zda się, że napoły
„Obcuję z Anioły.
„Widzę-ć ich w tej zorzy
„Cały hufiec Boży,
„Wszystkich nie policzę;
„Każdego oblicze
„Łaską mi jaśnieje,
„Co wzbudza nadzieję.
„Powiedz, gdym ich zoczył,
„Kto tęczę roztoczył?“

— „Nie jest to zacz tęcza;
„Klęknij, dziadku, żywo,
„Obnaż głowię siwą.
„To Boża Mateńka,
„Co tuli Syneńka,

„Ku nam z nieba schodzi,
„Pieśni chór zawodzi,
„Anieli skrzydłami
„Szeleszczą nad nami.

„Weź-że, dziadku stary,
„Skrzypki jaworowe,
„Naciągnij nań struny
„Na te dumki nowe.

„Ja zaśpiewam z duszy
„Pieśń, co serce skruszy,
„I ten zastęp Boży
„Darunki nam złoży“.

Dziad kolana zgina
I grać rozpoczyna.
Na tych lasów skraju
Lipa tam jak w maju.

Kuka żałośliwie
Kukułka w gęstwinie —
A z tych skrzypek boleść
Wciąż to większa płynie:

Skarży się wciąż ptaszę.
Skarży dniem i nocą.
Jak to bose chłopię
Dumką swą sierocą:


— „W górę ręce wznosim,
„Nie daj zamrzeć, prosim.
„Ojciec, matka w grobie,
„Trudno radzić sobie
„W tem życiu tułaczem
„O kiju żebraczym.
„Pielgrzymom tym powiedz,
„Żeśmy obaj głodni,
„Miłosierdzia godni,
„Że za kęs ten chleba
„Przyjmiesz ich do Nieba.

„O Maryo, o Maryo,
„O Przenajświętsza Maryo!

— „A co to tak dźwięczy,
„Gra, śpiewa i jęczy
„Nad łasy, nad lany?
„Czy w dzionek wiośniany
„Ziemia przemówiła?“

— „Ludu idzie siła, —
„Wszyscy w białej szacie,
„Naprzód ksiądz w ornacie;
„Chorągwie wiewają,
„Kapele wciąż grają,
„Słychać jak śpiewają:
„Witaj Królowo!

Gdzie się lud ten garnie?
Ku starcowi garnie,
Ku zielonej lipie,
A dukaty złote
Do czapki mu sypie.

Wciąż nowe i nowe
Dary przybywają.
Radośnie wciąż grają
Skrzypki jaworowe.
Z ich nutą pielgrzymów
W dal pieśni się niosą.
Jak pieśni skowronków
Z porankową rosą.

Już się napełniły
Złotem całe wory.
Ze dwa z tego złota
Zbudowałby dwory,

A jeszczeby ulać
Dzwony trzy się dały,
Coby na modlitwę
Naród zwoływały.

Idzie orszak jeden.
Dąży za nim wtóry.
Aż drży cała ziemia,
Aż się trzęsą góry.


Naprzód małe dziatki,
Za niemi ich matki,
Znów dziewczątka hoże,
Z niemi młódź w pokorze;
Niosą smagłe palmy,
Odmawiając psalmy.
A na końcu zdąża
Starców tłum po drodze —
Ludu znać to wodze.

Z nowem coraz złotem
Lud do starca kroczy,
Serce mu z radości
Omal nie wyskoczy.
Ten, ów złoto składa
I w górach przepada.

Skrzypki z każdą chwilą
Coraz łzawiej kwilą,
Zwilgocone temi
Łzami żebraczemi...
Przytuliło dziecię
Do nóg starca skronie,
Ledwo, że oddycha.
Pieśń coraz przycicha:
„Witaj, Królowo!“

Wszak tu góra była...
Gdzieś się rozstąpiła,

А owi pielgrzymi,
О mój mocny Boże,
Jakby wpadli w morze!...

Struna jeszcze dźwięczy.
Dziecię z bólu jęczy;
A wtem naraz jeden
Zwisła głowa siwa!
Obu anioł śmierci
Skrzydłem swem okrywa.
Chyli się ku dziecku
Biedna starca głowa...
Obaj dośpiewali
W Niebie pieśni słowa:
„Witaj, Królowo!“

Franciszek Taborsky.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: František Táborský i tłumacza: Konrad Zaleski.