Poznaj Żyda!/Streszczenie i wnioski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Teodor Jeske-Choiński
Tytuł Poznaj Żyda!
Wydawca Księgarnia „Kroniki Rodzinnej“
Wydanie trzecie
Data wydania 1912
Druk Synów St. Niemiry
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
X
Streszczenie i wnioski.

Uczy historya lat trzech tysięcy, iż prawowierny Żyd, czyli właściwy naród żydowski, nie uległ w przeciągu długiego szeregu pokoleń żadnej zmianie. Czem go zrobiło Pismo Święte, Esra, Nehemia i Talmud, — typem odrębnym, zamkniętym w sobie, odciętym od wszelkich innych narodowości — tem został aż do dnia dzisiejszego. Stężał on, skamieniał w skorupie swoich tradycyi. Słusznie zauważa Antoni Marylski („Dzieje sprawy żydowskiej w Polsce“), że „w naturze żydowskiej tkwi przedewszystkiem niezmienność i odrębność“ ... że „cechy, charakteryzujące cały naród żydowski i jego poszczególne postacie z przed tysiąca lat, są te same, oo dziś i te same, co były w średniowieczu.“
O tę niezmienność i odrębność Żyda wzbijały się wszystkie próby asymilacyjne, podejmowane w różnych epokach przez różne narody. Żyd nie chce się zlać z nikim, nie jest „rozpuszczalnym w aryjskości“, chce zostać sobą.
Nie możnaby mieć nic przeciw tej niezmienności i odrębności, przeciwnie, trzebaby podziwiać trwałe przywiązanie narodu rozbitego, rozproszonego po wszem świecie do jego prastarych tradycyi, gdyby ta niezmienność i odrębność nie były szkodliwemi dla innowierców.
Bo uczy także historya lat trzech tysięcy, iż niezmienny, odrębny Żyd jest, w mniemaniu swojem „osobliwym“, „świętym“, „wybranym“ przez Jehowę, przeznaczonym na pana całej ludzkości. Wierzy tak nietylko szary tłum ortodoksów żydowskich, lecz także jego gwiazdy, jego oświeceni, jego reformatorowie (Mendelsohn, Geiger, Jacobson, Crémieux i in.). Nawet taki Disraeli, którego Anglicy zasypali od góry do dołu godnościami (lordem Beaconsfieldem go zrobili i ministrem) nie umiał zapomnieć o wybraństwie żydowskiem. W powieściach swoich nazywa Żydów „arystokracyą natury,“ jedynym narodem, z którym „Bóg raczył rozmawiać,“ a chrześcijan, swoich dobrodziejów, swoich przyjaciół — potomkami rozbójników, piratów, rasą podrzędną.
Tę megalomanię, tę arogancyę żydowską, silniejszą od ich woli, od ich sprytu, możnaby pominąć, wzruszywszy ramionami, gdyby nie była szkodliwą. Ale ona jest zaciętym wrogiem wszystkich innowierców. Bo uczy jeszcze historya, iż Żydzi, gdziekolwiek z nich tolerancya chrześcijan zdejmowała żółtą lub czerwoną łatę, gdziekolwiek się innowiercy do nich życzliwie zbliżyli lub służyły:im jakieś przyjające warunki — zapominali natychmiast o swojem wyjątkowem położeniu, zmieniali się, w aroganckich, butnych megalomanów, żądających nietylko równych praw, lecz przywilejów dla siebie, władzy nad swoimi gospodarzami. Na tolerancyę, obecnie na humanitaryzm, powoływali się, powołują się, a byli sami zawsze nietolerantami względem swoich „odstępców“ i bezwzględnymi krytykami wierzeń i ideałów innowierczych. W chwilach ciężkich, odcięci od możności rządzenia gojami, rujnowali ich lichwą i swoją „czysto-kapitalistyczną“ metodą kupiecką.
Ta nienaruszona żadnem bolesnem doświadczeniem megalomania w połączeniu ze świadomym, celowym wyzyskiem innowierców i lichwą — jest matką t. zw. antysemityzmu. Nie chrześcijanie wywoływali pogromy i bojkoty żydowskie, nie oni byli twórcami nienawiści, dość często zbyt cierpliwi, lecz zawsze i wiszędzie sami Żydzi. Antysemityzm jest tylko samoobroną, chrześcijan przeciw czynnej nienawiści Żydów do innowierców. Gdy Żyd zrozumie nareszcie, iż kto mieszka w cudzym domu, ten powinien się nauczyć być znośnym gościem, ten nie ma prawa sięgać po rządy gospodarza i szkodzić jego interesom, ustanie antysemityzm sam przez się, jako odruch zbyteczny. Kultura chrześcijańska jest humanitarna.
Dotąd nie nauczyli się Żydzi tego elementarnego obowiązku gościa nigdzie mimo nadanego im równouprawnienia. We Francyi walczą oni jako politycy i dziennikarze z katolicką duszą „najstarszej córki Kościoła“, we Włoszech znieważają pod bokiem Watykanu zuchwale namiestnika Chrystusowego (Nathan, burmistrz Rzymu), w Niemczech demoralizują handel, przemysł i robotnika (jako socyaliści); tak samo w Austryi.
We wszystkich państwach chrześcijańskich podkopują skwapliwie, stawem, piórem i czynem, wiarę i kulturę chrześcijańską. Najświatlejsi z pomiędzy nich, z wyjątkiem nielic:mej garstki zasymilowanych, nie przestają być potomkami talmudystów, wrogami innowierców.
I dlatego jest samoobrona narodów chrześcijańskich przeciwko Żydom nietylko potrzebą, lecz wprost obowiązkiem, podyktowanym przez instynkt samozachowawczy. A właśnie dziś, w chwili obecnej, obowiązkiem daleko więcej naglącym, niż kiedykolwiek, Żydzi bowiem, rozpętani przez równouprawnienie, poruszający się z pełną swobodą, są tak mocni, tak groźni, jakimi nie byli nigdy od zburzenia Jerozolimy przez Tytusa, nawet w maurytańskiej Hiszpanii.
A ta samoobrona musi być podwójna — ekonomiczna i duchowa. Bronić trzeba nietylko mienia, nietylko prawa do życia, lecz także duszy chrześcijańskiej, zatrutej przez prasę żydowską i bronić trzeba sumienia, wydrwionego przez handlarski spryt i cynizm żydowski.
Wszystko to odnosi się przedewszystkiem do nas, do Polaków, których Żydzi szczególnie umiłowali, tak szczególnie, iż biorą nas wprost za gardło: precz z białą gęsią; albo będziecie Judeo-Polonią, narodem żydowsko-polskim, nową rasą,„nowym człowiekiem z nowym Bogiem“ (A. Lange), albo zdławimy was!...
Zapominają ci „reformatorowie“ żydowscy, iż, jeźli Żyd nie jest „rozpuszczalnym w aryjskości“, to nierozpuszczalnym jest także Polak, Aryjczyk w żydowszczyźnie.
Brońmy więc naszego mienia przeciw bezwzględnemu sprytowi żydowskiemu i oczyszczajmy naszą duszę polską, aryjską, chrześcijańską z naleciałości rozkładowej inteligencyi żydowskiej.
Warszawa, w listopadzie 1912 r.

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teodor Jeske-Choiński.