Powstanie Kościuszkowskie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Jerzy Czartoryski
Tytuł Powstanie Kościuszkowskie
Pochodzenie Klejnoty poezji staropolskiej, cykl Z „Barda Polskiego“
Redaktor Gustaw Bolesław Baumfeld
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1919
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała antologia
Indeks stron
POWSTANIE KOŚCIUSZKOWSKIE.

Na szarym ranku tam jutrzenka płonie.
Patrz, jak się łańcuch pagórków oddala,
Smutne gdzieś wieże Krakowa w tej stronie.
O, gniazdo Polski i jej dawnej chwały!
Promyk ostatni na twem błysnął łonie!
Mąż (cnotliwszego kiedyż Nieba dały?)
Ducha wyższego, szlachetnej prostoty,
Z swem tylko sercem pośrzód braci staje;
Już mężne k niemu zbierają się roty,

Ojczyzna siły i władzę oddaje;
Chce on jej bronić, rozrywa kajdany;
I o swą grabież zadrżały tyrany!....
O uczucia gorące!.. O radości święta!
Które mi byłaś, duszo, naówczas przejęta!
Choć w najsroższej niewoli przywalony stanie,
Niech mi się pamięć o was przynajmniej zostanie.
Zabrzmij ty, Bardzie! o pięknym zawodzie,
Gdzie chętnie nieśli życie i majątek.
Niech Racławice świetnieją na przodzie,
Kosami sławne! Prawych kmieci szczątek
Leci na działa, na ostrza sterczące,
I pierwsze wolnych wykrzykną zwycięstwo!
A gdzież w stolicy najeźców tysiące?
Uciśniony lud powstał, obudził swe męstwo:
W strasznej i świętej chwili staje mi Warszawa.
Bruk śniady płucze kipiąca posoka,
Dym z bukiem harmat, rozwalin kurzawa,
Śmierć sypią okna i dachy z wysoka,
Nie wie najeźca we krwi, skąd pocisk wypada.
Zbrodni na ściągłej twarzy mróz trwogi osiada.
Cnota odetchnie; trud jej nareszcie zwycięża
Na jedno imię cnotliwego Męża!

Nie przestań, moja Muzo! Niech się odda chwała
I krwawym Szczekocinom! Polskiego oręża
Tam ostra tęgość zgraje złączone wytrwała,
Wiarołomnego króle duma się dziwuje
I zburzyć w swoim gniewie stolicę ślubuje.
Pod jej wałami sroższa czekała sromota:
Uchodzi; wolnych łudzi przemogła go cnota....
Cuda, o cuda! Podniósł Bóg za nami ramię:
Wolny Obrońca pychę najeźników łamie.
Cuda wolności! ona z niczego coś tworzy:
Niechaj się mus tyranów przed siłą jej korzy!
Wojsko rycerzy, czoło i chluba narodu,

Jednym tchem pała w pędzie świetnego zawodu.
Jakże ich może moja w tym wywielbić rymie
Wdzięczność. Iluż to mężów godne słynąć imię!
Wili]i nurt i Bugu, krwią zarumieniony.
Świadczą i Krupczyc trupem zasłane zagony....
W każdym dniu nowy rycerz, nowe codzień czyny.
Cieszyła się ojczyzna, patrząc na swe Syny!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Jerzy Czartoryski.