[2]JERZY ORWICZ.
ΡΟΤĘΡΙΟΝΥ.
Fragment historyczny z końca XVII stulecia.
W ponurej celi więzień wynędzniały
Pogrążon w mroku. — Garść przegniłej słomy,
Jak psu rzucono. — W oczach tęsknic szały
Lśnią się widmowo i ciskają gromy;
Ból źrący serce rozdziera w kawały,
Stawiąc przed oczy krzywd ciężkich ogromy.
Tłumione łkanie piersią jego targa
I drga rozpacznie cicha więźnia skarga:
Zmogły mię wrogi! — Dokoła noc głucha,
Martwota grobu! — Pleśń pokrywa ściany,
Robactwo pełza.. — Ucho szmerów słucha
Zali, nie dojdzie głos ludzki, głos znany,
Nic... Obezwładnion jam ciosem obucha,
Obelga — duszy rozkrwawia mi rany,
Myśli w obłędnem wirując wciąż kole
Duch mój i ciało wtrąciły w niewolę.
Z ciemni otchłanne wypełzają mary
I pierś znużoną tłoczą potępieńce,
Źrą krew piekielne, obmierzłe poczwary,
Chcąc w twarzy lęku rozpalić rumieńce;
[3]
A smutek blady, beznadziejny, szary
Oplata serce w cierni ostrych wieńce,
Hardą mą głowę kornie k’ziemi skłania
I chwile — w wieczność zamienia konania.
Przez kraty okna blask gwiezdny się wkrada
W zmurszałą trumnę — do wilgnej ciemnicy,
Jakby tlejące w kominie igliwa
Skrzy się ten promień gwiazdy bladolicy,
W przestrzeń rzucona — wolna — więc szczęśliwa!...
Może do mojej zaziera świetlicy
W wileńskim dworku?... Żałość serce ściska,
Że mi własnego nie zaznać ogniska!
Szmat ojcowizny wydarły mi wrogi,
Rodzinny zagon wziął mściciel zuchwały,[1]
Wżdy obcy depcą domu mego progi,
I duszę moją rozszarpią w kawały...
Wiję się w męce ucisku i trwogi,
W piorunnych klęskach, jak tur oszalały,
I jak wyklęci, co nadzieję tracą,
Ciskam upiorne pytanie: I za co?...
Za co okrutne smagają mię losy?
Za co mi życia stargano osnowę?...
Znikąd ożywczej nie zaznać mi rosy,
Jeno się piętrzą wzwyż klęski wciąż nowe,
Jeno mi kaźnie gotują i stosy,
Nad żywym pienia sprawują grobowe;
Jeno w sromotnych oszczerstw tłocząc męty,
Wołają zewsząd: Przeklęty!... Przeklęty!...
Jam szukał prawdy, by rozjaśnić mroki,
Badałem haseł świętych tajemnice,
Owe przedwiecznej potęgi wyroki,
I nieukojne wszechdobra tęsknice...
[4]
Więc wzrok swój słałem tam, po nad obłoki,
Kędy się świetlne gromadzą mgławice,
By stamtąd wchłonąć w pierś płomienne słowo:
„Wszak Tyś jest władny nad światem, Jehowo?...”
I nie jak zbrodzień bluźniercze pytanie
Ciskałem w niebios bezkreśne szafiry,
Lecz chciałem sercu dać odpowiedź na nie,
By drgnęły echem myśli ludzkiej wiry,
By wyczuć duchem wieczności otchłanie,
Nie w pieniach chwalby i wonnościach myrry,
Lecz zdjąć ślepoty z oczu bielmo szkliste
I nie czczem słowem wielbić Ciebie, Chryste!
Lecz w każdym czynie iść wytkniętym szlakiem
Mądrości Twojej — co niema posłuchu,
Boć grzęzniem w bagnie obłudy jednakiem,
Boć lży brat brata, dzierżąc na łańcuchu,
Każdy drapieżnym zda mi się być ptakiem,
Żyjąc w prywaty i waśni zaduchu,
Jeśli żer zoczy — po zdobycze sięga
I własna jeno nęci go potęga.
Bluźnierstwem zowią w swej ślimaczej dumie
Te epitafium mojego wyrazy,
Których zrozumieć płytki mózg nie umie:
„Przechodniu! — Prawdy nauczą cię głazy,
Wszystko jest fałszem, co w powszednim tłumie
Świat przywykł wielbić, jak prawdę bez skazy;
Z mądrością kłamną człowiek schodzi w trumnę,
Bo wiedza mędrców, to kłamstwo rozumne!”[2]
W imieniu Tego, co na krzyżu kona
Hańbą piętnują moje czoło blade,
W oczach ich zawiść i pycha szalona
I fanatyczny wstaje Torkwemade!...
[5]
Więc głuchą skargą dusza rozżalona
Ciska wzrok krwawy w oprawców gromadę,
A potem w nieba wizje promieniste:
Zaliż Cię oni odczuć mogą, Chryste?...
Zaliś nie mocen kres położyć pysze?...
Zal w sercach bratnich wyschły uczuć zdroje?...
Zaliż żadnego słowa nie usłyszę,
Co jak dzwon zabrzmi: „Ja za prawdę stoję!...”
I przerwie groźną potępienia ciszę,
Poduszczeń krwawych rozpraszając roje,
Kraj błyskawicznie przeleci wiew inny,
Gdy z tronu prawy głos rzeknie: — Niewinny!...
Ojczyzno moja! Miłościwa Pani!
K’tobie me serce na wieki przywarło,
Tyś mi korabiem w życiowej otchłani;
Dziś jeno owo czucie nie zamarło
W zgaszonej duszy, którą krzywda rani,
I jako stryczek dławi mię za gardło!
Przed tobą, Polsko, uginam kolano,
Przed pokrzywdzoną a umiłowaną!...
Jako pies wierny, jam sprawował straże,
Wżdy cię pragnąłem widzieć w blasku — w chwale,
Plwałem na pychą wzdęte wrogów twarze,
Co śmiały tobie urągać zuchwale.
Toć elektorskich służalców sny wraże
Jam psował nieraz w zemsty krwawej szale,
Choć mnie oszczerstwa splugawiono trądem,
Przed twoim stanę, jak przed Bożym sądem.
Miłoć jest wrogów niweczyć knowanie,
Gdy niby kruki złowieszcze łopocą,
Miłoć jest spisków odsłonić zaranie
Niemieckich pludrów, co z strachu dygocą,
I haseł słowa wtłoczyć zdrajcom w krtanie,
Gdy k’nam podstępnie podkradną się nocą,
A jako płótno bieleją im lica,
Kiedy zabłyśnie szlachecka szablica!
[6]
Alić w żałośnej dusza gnie się męce,
Gdy w bratniej piersi tkwi zdrady zarzewie,
Gdy grążąc ciebie w hańbiącej udręce,
Jako ów Piłat rzecze, że nic nie wie!...
Niby od mordu pragnąc umyć ręce,
Gotów ci chyłkiem wypruć do cna trzewie
I rad, jak piłką, igrać bratnim losem,
Byle się pełnym mógł radować trzosem!
Tak stolnik Brzoska, sąsiad z Niewodnicy,
Na życie moje legł wieczystym cieniem,
Słał swe oszczercze pisma do stolicy,
A rękę moją ściskał z czułem drżeniem.
Złowrogi potrzask stawią napastnicy
Z skradzionych skryptów. Oskarżeń brzemieniem
W proch mnie chcą zetrzeć — splamić imię czyste,
Toć crimen!... Jezu... Ty milczysz, o Chryste?...
Każesz przebaczać podłość — i zniewagi
Znosić w pokorze?... Znasz li duch rycerza?...
O! raczej przetrwać wszystkie ziemi plagi,
Niźli się czci mej pozbawić pancerza!
Raczej się ostać, jak świat ujrzał — nagi,
Niż dać się pojmać podstępem więcierza.
O, Chryste, Chryste! — Kłamstwem korność mnicha
I kłamna rozkosz pić gorycz z kielicha!
A jeśli taki wyrok Twojej woli
Byśmy, jak stado, szli w cichej pokorze
Jeno zbawiennych onych praktyk gwoli,
Ergo precz szable i miecze i noże!...
Więc czemuż krzywda, jak cierń w duszy boli?...
Tobie samotny dziś serce otworzę.
Przecz tyle myśli sprzecznych się kołata,
Jakbym w tym świecie był nie z tego świata!...
Ja chcę miłować, Chryste, świat i ludzi,
Chcę widzieć w każdym bliźniego i brata,
Ale odpuścić krzywdę, co wstręt budzi,
W oprawcy swoim nie widzieć już kata?...
[7]
I czekać zwolna nim się krew ostudzi,
Bo kiedyś będzie zagrobna rozpłata,
I nie plwać wzgardą stanąwszy przed wrogiem?...
Ach! Na to głazem trzeba być — lub Bogiem!
Dusza, jak rumak, uzdy targa pęta
I rada podłym wyplwać całą wzgardę
I zmiażdżyć pychę, co jak pęcherz wzdęta
Do góry wznosi szlachty czoła harde,
Ojczyznę ciska w walk bratnich odmęta,
Pochlebcom w pałąk zgina karki twarde,
Wżdy kraj gotowe obcych zauszniki
Za judaszowe zaprzedać srebrniki!...
Gdym młodzieniaszkiem wchodził niegdyś w życie
Wielbiłem księgi i wierzyłem w cuda;
W kłasztornejklasztornej celi, w zakonnym habicie
Mijał wiek młody. — Alić wpełzła nuda!...
Na jutrzniem wstawał z Ojcami o świcie,
A głos złowrogi szeptał w duszy: Złuda!
Dufałem zmódz go w rozmyślań godziny,
Ciało ćwiczyłem ostrzem dyscypliny.
Ale nie pierzchły onych myśli chmary,
Lecz jako sępy wśród nocnej pomroczy
Żarły mi duszę. — Gdy świtał dzień szary,
Obłędnem walką wpijał w światłość oczy,
Bezsennych nocy płosząc straszne mary,
Czułem, jak zwątpień czerw serce mi toczy....
W żarnach pokory miażdżyłem porywy,
Boleścią dumny byłem — nie chełpliwy!...
Wlokły się długie dnie w klasztornej celi,
A duch mój więdnął w żywych trupownicy,
Gdzie żaden z świata wiew nie rozweseli,
Gdzie wszyscy Bracia, jak korni pątnicy,
[8]
Jakąś kamienność w swej postawie mieli...
Naraz purpurą gore strop świetlicy
I widzę oknem, tłum z wrzaskiem tu wali!...
Skoczyłem w ciżbę — toć Wilno się pali!...
Naglem ją ujrzał w ognistej pożodze,
Widziałem cudne białe Halszki łono
Zbroczone we krwi... — Bezbronnej niebodze
Biegłem na pomoc, gdy łuną czerwoną
Rozbłysło niebo, gdym dojrzał na drodze
Starca wśród tłuszczy, co pomstą szaloną
Zawyła głucho: „Hańba Arjan wierze!...
Na stos Szółkowski!... Precz, precz ztąd kacerze!”
I krwią nabiegłe widziałem źrenice,
Szały rozpaczy — nienawiści szały...
Spojrzenia nasze — serc młodych iskrzyce
W pożarnych łunach z sobą się spotkały...
Potem omdlałą niosłem przez ulice,
Jakby na rękach legł mi anioł biały,
I byłem dla niej wybawienia gońcem,
A ona odtąd niebem mem i słońcem!
I już wiedziałem teraz, że na ziemi
Bez niej mi nie żyć... I wiedziałem jeszcze,
Że odtąd mnichom szeptami cichemi
Nie zetrzeć z duszy widziadła, co pieszczę,
Jak skarb najdroższy!... Oczyma tęsknemi
Zabrała serce — a pożądań dreszcze
Żagwiły ciało — zagasł żar ofiarny;
Więc Ojciec Jędrzej[3] rzekł mi: „Duch nie karny
W tobie, mój synu!... Nie może tak ostać!...
Szatan sprośności zażegł w tobie chuci,
W oczach masz płomie. Wzorom swiętym sprostać
Nie dane tobie! — Może spokój wróci,
[9]
Może urocznej tej Arjanki postać
Wyżeniesz z myśli... Pokusy ukróci
Ostrość pokutna... wina twa nie mała!...
Oto ci niosę respons Prowincjała.
Chciałem cię zwolnić niebaczny młodzianku,
Z twych pierwszych w naszym zakonie ślubowań,
Wżdy rokosz w duszy nosisz bezustanku,
Dość nam kacerskich, Boże odpuść, knowań!
Alić Prowincjał radzi, by w zaranku
Złamać twą hardość. Dołóż usiłowań,
A może jeszcze święty promień łaski
Zdoła odegnać djabelskie potrzaski!...
Masz na pokucie w innym trwać klasztorze,
Brat cię zakonny dziś z Wilna wywiedzie;
Twą samowolę rozważaj w pokorze,
Bóg cię ramieniem swojem wesprze w biedzie,
Biczuj swe ciało — łzami skrapiaj łoże,
Byś nie był liczon w odstępców czeredzie!
Niech ImieImię Pańskie wielbią twoje wargi,
Boć ci dał bystrość, dał wymowę Skargi![4]
Szółkowski zabit — tyś salwował córkę
Onego zbója heretyckiej wiary,
Lepiej by takoż zdeptano jaszczurkę,
Co snać rzuciła na twe serce czary!...
Zbierz twoje księgi, wdziej kaptur i burkę,
Pójdziem kryjomkiem, gdy spadnie mrok szary,
A za rok habit przywdziejesz, Kaźmierzu,
Będziesz rycerzem bożym w tym pancerzu.”
— Gdzie ona?... wołam, bo w myślach wyryta
Jej postać cudna, jej płomienne oczy.
[10]
Więc żyje? — Żyje?... Halszka nie zabita?...
Gdzie mam jej szukać?... Lęk mi radość mroczy,
Szczęścia nadzieja mdłym promykiem świta.
— W Birżach, ksiądz rzecze, nikt już jej nie zoczy,
Książe Bogumił udzielił opieki,
Stokroć jej lepszym był by sen na wieki!
Wszem Radziwilskie znane są swawole,
Toć białogłowom w Birżach pokuszenie,
Jakby w haremne bierze je niewole,
Zaś z Elektorem[5] w kraju czyni wrzenie,
Burzy siew w duszy — hańbę ma na czole,
Krzywdę nam niesie warchoł — i zniszczenie!
Znikąd tej dziewie nie czekać pomocy,
Halszka Szółkowska w Radziwiłła mocy!
Krew mi zawrzała. — W oczach jeno ona
Stoi, jak żywa w męczeństwa koronie,
Przez tłum szarpana. — Nie wyrwać mi z łona
Umiłowanej. Więc płonące skronie
Cisnę rozpacznie. Raczej ciało skona,
Niźli się podda! — Skryt w nocy osłonie
Wśród szumu wichru i mroźnej zawiei
W świat się rzuciłem — z kagankiem nadziei!...
W świat, hen, przez zgliszcza wśród gruzów, ruiny,
Bom czuł, nie zdzierżę!... Tak życia czar nęci,
Żem nie miał w duszy skry żalu za winy,
I Halszkim jeno miał obraz w pamięci
I radbym jednej nie stracić godziny,
Alić żałości w oku łza się kręci,
Gdym wspomniał, idąc w to życie tułacze,
Że tam nademną stary mnich zapłacze!...
Wżdy Ojciec Jędrzej był mi ojcem z ducha.
Gdy w słowach starca drgał prośby lęk cichy,
[11]
To mi się zdało, że święty mnie słucha
I zbyłem wonczas rdzawiącej duch pychy;
Teraz zaległa dokoła noc głucha,
Drzemią spokojnie w celach swoich mnichy,
Jam, wichrem mroźnym, niby biczem smagan,
Pędził przez pola śnieżne — jak huragan.
A było w duszy mej jasno, jak we dnie!...
Gorącość wielka biła mi na lica,
I wszystkie troski ucichły powszednie,
I zczezła z serca upiorna tęsknica.
Szedłem na oślep przed siebie — bezwiednie,
Białym mnie płaszczem spowiła śnieżyca,
A jam wolnością moją tak był dumny,
Jakobym żywy biegł ku żywym — z trumny.
...................
...................
I była moją — z najcudniejszych cudna!...
Moją — nie moja! Piekła lepsze ciemnie,
Niźli myśl owa do zniesienia trudna,
Niźli tajone burze wrzące we mnie!
Niźli ta litość szydercza, obłudna,
(Brzosko ją, mściwy, zażegł nie daremnie)
By mi świeciła nocą nad wezgłowiem,
By mi ciężyła na duszy ołowiem...
Ileż, ach ileż przeżyłem katuszy
Zanim zawodne złączyły nas losy!...
Źrenicą oka — duszą mojej duszy
Była mi Halszka, alić mroczne głosy
Sączyły gorycz, co mózg żre i suszy
I zwalon byłem, jakby cięciem kosy,
Gdy mi łysnęło światłem błyskawicy,
Jakom ślubował księcia miłośnicy!...
[12]
Że się jej hańbę mem imieniem starło!...
A kiedym tulił marmurowe ciało,
Raczej bym wolał widzieć ją umarłą,
Niźli tym smętkiem wiecznym oszalałą.
Kleszczem się czucie ono w sercęserce wżarło,
Że mi skalano tę liliję białą!...
Przecz mi nie dana Samsonowa siła,
Aby w perzynę zetrzeć Radziwiłła?...
Przecz mi nie dano w mem cierpieniu srogiem
Stać się narzędziem bożej pomsty krwawem?...
Przecz mi nie dano rozprawić się z wrogiem
I oko w oko stanąć z Bogusławem?...
Oto się kajam przed Tobą, przed Bogiem,
Żem gardził dumnie Twem mściciela prawem,
Chełpliwiem ganił Twój spokój wieczysty,
Sam rad się zmienić w pomsty miecz ognisty!
Świat mi ten cały stał się cmentarzyskiem,
Gdzie sprawiedliwość dawno pogrzebiono,
Gdzie błyski prawdy jeno mdłem zjawiskiem,
Nienawiść wściekła wciąż łuną czerwoną
Pełza nad bratniej zgody rumowiskiem,
Którąś chciał, Chryste, żagwić ludzkie łono,
I wciąż się krwawi w mojej duszy blizna,
Że, jak ja, w męce nurza się — Ojczyzna!
Mijały lata. — W burzliwym odmęcie
Wśród intryg — swarów, w zdradne trzęsawiska
Wiodła zaciętość. — Każde przesięwzięcie
Dawało pochop, by czynić igrzyska
Z sejmów i sądów. Tkwiło w tem zaklęcie
Magnackiej dumy. Pośród targowiska
Niecnej frymarki hasłem stanowiono,
Że gwałt „źrenicy wolności“ obroną!
[13]
Jam widział wszystko duszy smętnej okiem,
A życie moje było jedną raną;
Chciałem Ojczyzny mojej być prorokiem,
Widzieć ją w waśniach bratnich nieskalaną,
I cały zwarty w tem czuciu głębokiem
Wołałem, patrząc w Polskę krwią zalaną:
„Nieba nie żądam — piekła się nie boję,
Lecz mocy pragnę pomścić krzywdy twoje!“
I olśniewałem mową płomienistą
Młodzieńczych myśli rozjaśniając mroki...
I lgnęła do mnie młódź ta duszą czystą,
A jam kierował jej niepewne kroki,
By szczerość uczuć nie była w niej mglista,
By się horyzont rozwidniał szeroki;
I tak z litewską młodzią żyjąc społem,
Jenom być żądał Prawdy apostołem.
Alić nademną skłębiły się burze,
A moje słowa zmieniane opacznie
Z obłocznych krain ściągano w kałuże...
I oto krwawa rozpłata się zacznie.
Wżdy moje skrypta — myśli pełne kruże,
Z płomieni ducha wylęgłe rozpacznie,
Zowią bluźnierczym pociskiem w przestworze
Więc się w mym smętku Tobie skarżę, Boże!...
Oto skazaniec na poły umarły
Rzucam Ci z ciemni w Twą jasność pytanie:
„Wiecznież nad światem rząd mieć mają karły?...
Przyjdzie li kiedyś serc ludzkich zbratanie?
Sprawiedliwości wrota się zawarły
I jeno w duszach mdłe prawdy świtanie.
Kiedyż, ach, kiedyż miłości podmuchem
Sprawisz, by Polska jednym wskrzesła duchem?...
[14]
Padło wyroku w sejmie[6] twarde słowo,
Choć za mną szlachta brzeska murem stoi,
Zal potępienia tę ciszę grobową
Krzywoprzysięstwem zamącać przystoi?...
Lecz stolnik BrzoskoBrzoska radość Kainową
Uczuł w swej piersi. Wszak się coś okroi!...[7]
Przysiągł delator przed ludźmi i Bogiem,
Żem jest złoczyńcą — żem ja niebios wrogiem.[8]
O czemuż cześci bronić mi nie dano!...
Czemu się pastwią nademną bezkarnie.
Obelgi chłostą duszę mą szarpano,
Coż mi, że mienie wróg czelny zagarnie,
Przecz mi po kropli gorycz w piersi lano?...
Jakoż mi zdzierżyć te ducha męczarnie?...
Padł grom: „Recedat miserante morte,[9]
Boć się w djabelską zaciągnął kohortę“!...
Podłości ludzkiej, Chryste, niema miary!...
Żyć pośród onych obłudnych — sromota.
Próżnom się z fałszem chciał imać za bary,
Pustym dziś dźwiękiem szczerości prostota,
Jeno dla chwalby — dla zysków tłum szary
Wzdyma się — puszy — nigdy nie syt złota
I nikt nie pomni, że przed Twem obliczem
Mocarz i nędzasznędzarz zarówno są — niczem.
Spojrzyj Ty, Chryste! Nad polską ziemicą
Łzę Twoją czystą uroń tu nad nami,
[15]
Niech się jaskrawi Prawdy błyskawicą,
Coby shańbionych podłości czynami
Raziła gromem. — A tym co z tęsknicą
Ku Dobru dłonie wyciągają — łzami
Błagają cudu — zeszlij promyk złoty,
Ach!... Oszczędź Panie Polsce mej Golgoty!...
Nie daj, by zmogły ją frymarką, wrogi,
Spraw, by przejrzała rażona ślepotą,
Daj jej przed hańbą zaznać dreszczu trwogi,
By upojona swą wolnością złotą
Nie wpadła w szału ów bezład złowrogi,
Co marność ducha pokrywa pustotą;
Nie daj, by bratnie niesnaski ją zżarły
I w żywem ciele duch próchniał umarły!
W męce stajała ma wartkość młodzieńcza
I takem nędzny, jako robak lichy,
Jeno z ust rwie się skarga potępieńcza,
Wyzbyłem z duszy pragnień ziemskich — pychy.
A jednak k’ziemi wiąże wspomnień tęcza,
A jednak serce zalewa żal cichy
I mając gorycz samą do wypicia
Przecz z utęsknieniem myśl zwracam do życia?...
W duszy mej gore świadomości łuna
I widzę jasno drogę moją krwawą:
Stos rozpalony — ognista ma truna!...
Tłum oniemiały sunie zwartą ławą...
Myśl tak się kurczy, jak zerwana struna!...
Nie strzymam męki!... Daj posłuch Warszawo!...[10]
[16]
Klemencji żądam!.. Zaliż nadaremnie?...
Chryste!... Ach odwróć ten kielich odemnie!...
Co to?... Skrzypnęły żelazne wierzeje?...
Stłumione głosy... Jakiś łoskot dzwonny... —
Powiało chłodem. — Na niebie świt. — Dnieje —
Zgiełk słyszę w rynku. — Tętent zagrzmiał konny...
Otwarli wrota... — Czy to wichr szaleje?...
Idą tu — ku mnie. — Przebóg!... Jam bezbronny...
Żyć chcę!... Do życia głos mocarny woła,
Przecz mi pot zimny wystąpił u czoła?...
Przecz stoją wryte te szeregi mnisze?...
Przecz chylą zbożnie skrzepłe, groźne twarze?...
Zdala złowrogi pomruk tłumu słyszę...
Płoną pochodnie. — W okół zbrojne straże...
Widmowym lękiem pierś wezbrana dysze...
Wieczności miarę biciem serca ważę....
„Stos gore“!... — padło słowo uroczyste,
„Czas na was“!... Idę!... — Przebaczysz im Chryste?...
...................
...................
...................
[17]
Pod mieczem padła głowa krwią zbroczona,
Spalone prochy poniósł wichr daleko...[11]
Zgasłych stuleci kirowa zasłona
Zmurszałą przeszłość w trumny kryje wieko
I jeno z skryptów karta ocalona
Drży w mojem ręku — i łza pod powieką,
Że i dziś serca targane rozpaczą,
Jak rozełkane dzwony kędyś płaczą...
Że i dziś w bólu serdecznym się nurza
Duch — co ku szczytom myślą śmiałą sięga;
I nienawiści szaleje wciąż burza,
I w złotnym blasku tkwi świata potęga...
Lecz zczeźnie z ziemi krzywd ludzkich kałuża,
Błyśnie tęczowa wszechjedności wstęga,
Gdy duchów bratnich mocarne puklerze
Zawrą Miłości i Prawdy przymierze!
|