Portki ante portas!
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Portki ante portas! |
| Pochodzenie | W zamyśleniu |
| Wydawca | „Lektor“ Instytut Literacki Sp. z o.o. |
| Data wyd. | 1923 |
| Miejsce wyd. | Lwów |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Patrzę przez moje okno, zali nie idą w stronę Lesienic, lub Marjówki, zali nie przekroczyły rogatki Łyczakowskiej damy modne a śmiałe i zuchwałe w swych pomysłach.
Słowem, czy nie idzie taka, która się na wszystko odważa. To jest — „lachons le mot“.
Czy nie idzie dama — zamiast w spodnicy — w portkach.
A tak — a tak.
W portkach.
Bo tam, na szerokim świecie, kobiety, które parę tygodni temu wiązały na kształt Salambo-Hamilkarowej córy nogi wstążkami — rozpętały swe kończyny dolne i rozerwawszy spodnicę, krzyknęły.
— I my w portkach! I my! Ślicznie. Nosiłyśmy kamizelki, nosimy krawaty, kołnierze krające nam szyję — kapelusze bardzo męskie — czemuż nie mamy chodzić w portkach.
To takie ładne i mamy czego mężczyznom zazdrościć. Takie dwie rury bez linij do kostjtimów angielskich na ulicę — a takie figlarne majteczki do kostek, przybrane koronką, które do tej chwili kryły się stanowczo jedynie pod spodnicą pani Dulskiej.
To rzeczywiście piękne, estetyczne zwłaszcza w połączeniu z gorsetem o prostej brykli, wydobywającej biust, żołądek i brzuch na wierzch, pod pachy — a wpychającej biodra w tył, co tworzy cudowny wdzięk hotentotki w pełnym rozkwicie.
Proszę w myśli nakreślić takie linie kobiece (!) i od pasa uzupełnić porteczkami po kostki, ściśniętemi i rozczapierzonemi nad bucikami, tworzącymi rodzaj kopyta z powodu korków i obcasów. Ja nic nie mówię — tylko proszę sobie to przedstawić...
Chciałabym jednak ujrzeć tak odzianą Wenus milońską, która jest dla mnie ostatnim wyrazem piękności kobiecej. Chciałabym także ujrzeć tak Vittorię Colonnę — tę cudowną, której ciało jest tak nagie pod czarującą linją jej szat powłóczystych — chciałabym tak ujrzeć tę cudowną postać Venus z „The barque of love“ Belliniege, taką majestatyczną w białej draperji swej długiej szaty — chciałabym ujrzeć płomienne tancerki hiszpańskie Checci, podobne do rozwianych wichrem kielichów kwiatowych w swych spodniczkach ukoronkowanych, z pod których migają wężem nogi w ślicznych pończochach i stopy obute w pantofelki, chciałabym widzieć ten korowód tancerek greckich, taką cesarzową Eugenię Winterhaltera, która potrafiła być piękną nawet w klatce krynolinowej.
Chciałabym widzieć te cuda XVIII-go wieku, te lady Hamilton, taką zjawiskową Recamier, taką panią Bobrową, taką Elizę Krasińską w spodniach. Ręczyć wam mogę, że byłyby szkaradne.
Powiecie — Georges Sand chodziła z lubością w spodniach — wiemy o tem.
Och! ale Georges Sand była czarna, mała, chuda — brzydka i mogła szpecić się portkami ile się jej podobało.
| . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . |
Winnam jednak wytłumaczyć, dlaczego używam na przyszły strój niewieści słowa portki.
Oto — ponieważ u nas literatura zaczyna się i kończy od Wyspiańskiego — chcę tedy użyć jako i on słowa ludowo utartego. Dalej — że styl zakopiański jest ciągle w modzie i że raz sprawione kanciaste meble zakopiańskie obijają w dalszym ciągu nasze boki i czynią dotkliwe sińce osobom o wartkim temperamencie — pragnę, aby choć w ten sposób unarodowić i przyswoić na nasze tę wdzięczną modę, która jest jak Hanibal tuż ante portas.
Zresztą — słowo „spodnie“ jest stanowczo wykluczone z dobrego towarzystwa. Mówi się — niewymowne, cztery łokcie i t. d. równie subtelne, jak żartobliwe omówienia. Zatem, spodnie zdyskredytowane, dalej szarawary brzmią nadto po kozacku, a nawet gorszyły panią Jowialską, gdy ją pan Jowialski zapędził gwoli „maskaradzie domowej“ w szarawary! — Przytem — moda nowa każe się ubierać damie w jupon-culotte. Wiadomo, że culotte nie oznacza spodni, bo na to jest pantalon — ale culotte jest coś gorszego, coś bardziej peuple (motłochowego) a więc bardziej portkowatego.
Tedy usprawiedliwszy się z mego złego tonu i uparcie stojąc przy ludowej gwarze, użytej w tym wypadku — patrzę melancholijnie przez okno, zali nie zjawi się w Krzywczycach dama w portkach ugarnirowanych naiwną falbanką. Dama albo dziewica. Nic!
Tylko kilka kur spaceruje zacięcie, prezentując zabłocone łapy, na których wdzięcznie zwisają pióra, przypominające zupełnie najnowsze kreacje genjuszów mody.
Ale portek damskich ani śladu. Idą baby na targ w rzęsistych spodnicach —
Idą damy, unosząc czasem z gracją spodniczki.
Ale nowych kreacyj ani śladu. Widocznie do tych Krzywczyc dojdzie wszystko.
Tylko nie, mody — i nie legitymacje wyborcze dla dam płacących podatki, a nie mających głosu.
| . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . |
A ja zaraz wykryję tajemnicę, dlaczego kobieta chadza od wieków w spodnicy. Oto dlatego, żeby być piękniejszą. Każda bowiem kobieta, prawidłowo i klasycznie zbudowana, powinna być znacznie węższa w ramionach, jak w biodrach.
Wyjątek stanowił okres przejściowo rozwichrzony, podczas którego pod wpływem Rachilde Sar Peladana i innych transponowanych u nas przez krasnoludków Przybyszewskiego, bezpierśna bezbiodrna Androgyne została wyniesiona do wysokości ideału kobiecego.
Okres ten trwał krótko. Damy zaczęły się znów dobrze odżywiać, jeść słodko i tłusto — i zjawiły się biusty i przyległości, silnie obecnie uciskane przez gorsety.
Piękność kobieca jednak na przekorę rozszalała się w kierunku bioder od samej Ewy zacząwszy i oto okazała się potrzeba przedłużenia szaty, aby na dole rozkładała się kielichowato i dodawała linji biodrowej w dół odpowiedniej wymiarami harmonji i równoważyła ramiona.
W miarę, jak damy w renesansie rozpoczęły poszerzać rękawy u ramion, rozszerzały się u dołu szaty, aby zrównoważyć i osiągnąć harmonję zupełną. Stąd spodnica jest konieczną i nieodzowną częścią stroju kobiecego.
Pięknością fałd, ciągnących ku ziemi, łączy się także ze spadkiem ramion łabędzia szyja — długimi splotami włosów. Dodaje majestatu, powabu, tajemniczości. Tancerka grecka stokroć jest więcej czarująca przez rozwianie fałd długiej swej szaty, jak baletniczka w kusej spodnicy, rozczapierzonej szeroko.
Tak zwane dessous, będące często jakby świadectwem dobrego smaku kobiety — te halki szeleszczące, strojne we wstążki i tiule — te pończoszki ażurowe, są śliczną bronią, której się nie może pozbyć prawdziwa kobieta. Ktoś musi reprezentować wdzięk, barwę — być cackiem, być kwiatem... Czy mężczyźni mają być tą estetyczną, barwną stroną ludzkości?
| . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . |
Przecież — i oni noszą spodnice a wyglądają w nich fatalnie.
Już pomijam Albańczyków w tych komicznych, ukrochmalonych spodniczkach — które stosowne dla nóżek dziewczęcych, odzianych w pończoszki, wyglądają głupio, gdy służą za parasol dwom słupom w kamaszach, zakończonym butami o rozmiarach gigantycznych.
Ale — gdy mężczyzna chce być imponującym i majestatycznym, czemprędzej naciąga spodnicę, czując swoje ubranie nie bardzo estetyczne.
Oto — Napoleon w chwili koronacji, w sukni po kostki; oto kapłani od wieków we wszystkich świątyniach, przebrani w długie suknie; oto adwokaci z trenami; oto sędziowie w spodnicach i t. d.
Gdy byłam na pogrzebie jednej znakomitości w Paryżu, aż śmiech zbierał, patrząc na tłumy różnych dygnitarzy, ubranych papuzio w atlasowe spodnice i bardzo w tych spódnicach dumnych.
Jeżeli więc mężczyźni, aby dodać sobie majestatu, stroją się w spódnice — dlaczego kobieta ma wyzbywać się owego majestatu i „ubierać“ (!) portki
Proszę mi powiedzieć?
| . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . |
I ciągle sobie myślę. Co będzie teraz z dobrze wychowanemi paniami... One, które nie mogły zaanonsować przybycia krawca z wyprasowanemi spodniami taty — tylko mówiły, że „krawiec tam coś przyniósł“ — będą musiały teraz bez zająknienia powiedzieć do pokojówki:
— Kasiu! podaj mi z szafy moje portki z moiré velours, ubrane futrem, bo idę na koncert.
Lub:
— Kasiu, przygotuj mi portki z gazy, naszywane pailletkami, bo idę na bal.
A panna młoda nie będzie już śpiewać, jak ongi:
„Kiedym cię brała
Sukienko biała,
Ty wonny wianku mój...“
Lecz będzie nucić:
„Kiedyście mnie przystrajały
Atłasowe szarawary
Zdobne w mirtu kwiat...“
O! to będzie „okropnie“ — jak mówił stary Moor, pochodzenia ściśle łyczakowskiego.
Niemniej przeto damy ubiorą się w „porteczki“, będą jakiś czas ujawniały, ze maja trochę kolanka skurczone, łydki na piętach i że chodzą ładnie a raczej płyną w spodnicach a brzydko prezentują się w majtkach. Ale pocieszajmy się — my, kochający linje, piękno i tę harmonję, dostosowaną do postaci kobiecej.
Porteczki — miną.
I spodnice, podobne do kielichów kwiatu — powrócą.