Pont Neuf

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Pont Neuf
Pochodzenie O bohaterskim koniu i walącym się domie z Dzieła poetyckie Tom 6
Data wydania 1912
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze E. Wende i Sp. (T. Hiż i A. Turkuł)
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tom 6
Pobierz jako: Pobierz Cały tom 6 jako ePub Pobierz Cały tom 6 jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom 6 jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
X.
PONT NEUF.

Stoję oparty o kamienną balustradę mostu.
Późny, głęboki wieczór.
Tysiące, miliony różnobarwnych świateł topią się w ciemnej tafli Sekwany, skrawe na powierzchni zostawiając kręgi, jakby tysiące, miliony świętych, skazanych na śmierć męczeńską, w niebiańskich pływało aureolach.
Ogromna, jasna smuga oderwała się od posępnych ścian Pałacu Sprawiedliwości, pełza ku mnie po czarodziejskiem zwierciedle, owija się naokół ogromnych pilastrów, zlewa głowy maszkaronów, dźwigających gzemsy, i, przytuliwszy się na chwilę do spiżowej piersi króla Henryka, rozwiewa się naraz i gaśnie.
Rozbawiony lud zapalił snopy ogni bengalskich: pamiętna feta narodowa.
Od Suresnes, od Sèvres, od Charenton wracają statki; woda z głuchym szumem rozstępuje się ich dziobom i potem leniwie zamyka długie trójkąty fal.
Stoję oparty o kamienną balustradę mostu i słucham.
Plusk...
— Jakiś desperat — mówi do mnie ktoś z tłumu, tak samo, jak ja, gubiący się w tej czarnej, różnobarwnemi kulami świateł poszarpanej przędzy uroczystego wieczoru —; zwykła to u nas rzecz.
Na Place du Pont Neuf zgiełkliwa zabawa.
Patrzę:
Imć pan Tabarin rozstawił kozły i krotochwilą śmieszy pstrą ciżbę. Suną poważne rajcy, w złotym łańcuchu na sobolowych kołnierzach, praczki, chudzi grajkowie w beretach ze zwisającemi pióry; tumanią włoscy kuglarze w białych, obszernych workach, o wysmarowanych na biało policzkach; różanopierśne damy w bufiastych spodnicach, w szerokoskrzydłych kapeluszach, z pasterskiemi laskami w ręku; czułe modelki z pracowni Greuze’a, alchimiści, wróżowie, czytający losy człowieka z kart i gwiazd i dłoni, rzezimieszki, makarele, gameni.
Pan Wateau inscenizuje wyjazd na Cyterę, a »Gilles« wykradł się z ram obrazu i, stanąwszy na uboczu, zdumionemi spogląda przed siebie oczyma: młody, naiwny bajazzo.
Cisza...
Długowłosy herold uderzył w bęben i woła:
— Zali jest pomiędzy wami Don Juan di Suzor. Mam rozkaz stawić go przed oblicze Króla Jegomości.
Słynny wędrowny astrolog niechętnie wlecze się ku bramom rzęsiście oświetlonego Luwru.
Halabardy strażników zamknęły drogę ciżbie.
W gabinecie króla spełnia się tajemnica.
Za godzinę zbirowie wynieśli ciężki, skórzany tłumok i rzucili go do rzeki.
Lecz król jegomość, usłyszawszy prawdę, posmutniał.
Polecił przywołać arcybiskupa Paryża i wsunął mu rulon złota:
— Trzysta sześćdziesiąt i pięć mszy żałobnych, po wieczne czasy, pro salute regis...
Stoję oparty o kamienną balustradę mostu.



Grafika na koniec utworu.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.