Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych/Kazimierz Pułaski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Longin Pastusiak
Tytuł Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych
Wydanie II
Data wydania 1992
Wydawnictwo Wiedza Powszechna
Druk Zakłady Graficzne w Katowicach
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały rozdział
Pobierz jako: Pobierz Cały rozdział jako ePub Pobierz Cały rozdział jako PDF Pobierz Cały rozdział jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
2

Kazimierz Pułaski

Kazimierz Pułaski jest obok Tadeusza Kościuszki niewątpliwie najbardziej znaną polską postacią w amerykańskiej wojnie o niepodległość. Kto wie nawet, czy obecnie nie jest on w Stanach Zjednoczonych bardziej znany od Kościuszki. Więcej miast, ulic, autostrad, mostów wiąże się z nazwiskiem Pułaskiego aniżeli Kościuszki, co może wynikać z bardzo prozaicznej przyczyny. Nazwisko „Pulaski” jest dla Amerykanina łatwiejsze w pisowni i wymowie aniżeli skomplikowane „Kościuszko”. Wystarczy przejrzeć dokumenty amerykańskiej wojny o niepodległość, listy przyjaciół i znajomych Kościuszki, by przekonać się, ile występowało wariantów nazwiska naszego bohatera.
Nie bez znaczenia dla popularności Pułaskiego jest również fakt, że oddał życie w walce o niepodległość Stanów Zjednoczonych, co dramatyzuje jego wkład. Był przy tym niezwykle barwną postacią. Miał w sobie wiele pasji i żądzy przygód. Arystokratyczne pochodzenie i tytuł hrabiowski, jakie mu w Ameryce przypisywano, dodawały mu w oczach Amerykanów oryginalności.
Uczestnik konfederacji barskiej, oskarżony następnie o udział w spisku przeciw królowi, Kazimierz Pułaski opuścił Polskę w 1772 roku i nigdy już do niej nie powrócił. Przebywał na emigracji w Saksonii, Francji i Turcji. Tu doszły go wieści o walce kolonii amerykańskich o niepodległość. W liście do jednego ze swych przyjaciół Pułaski pisze, że jedzie do Ameryki, by walczyć przeciw „tyranii”, przeciw tym, którzy dążą do „uciskania ludzkości”. Niektórzy historycy wysuwają przypuszczenie, że za wyjazdem Pułaskiego do Ameryki mogły się również kryć względy materialne, jako że jego sytuacja finansowa w Paryżu była raczej trudna. Pobyt Pułaskiego w Ameryce nie dostarcza dowodów na poparcie tego poglądu.
W Paryżu Pułaski poprzez francuskich przyjaciół nawiązał kontakt z przedstawicielami dyplomatycznymi kolonii amerykańskich. Benjamin Franklin przyjmując Pułaskiego miał ponoć rzec: „Spodziewam się, że panowie Polacy, którzy mają na świecie renomę dzielnych wojowników, będą wielką pomocą dla biednej ojczyzny mojej”. Na co Pułaski miał odpowiedzieć: „W narodzie naszym obrzydzenie jest do wszelakiej tyranii, a pryncypialnie do cudzoziemskiej — więc gdzie tylko na kuli ziemskiej biją się o wolność, to jest jak gdyby nasza własna sprawa”.[1]
Benjamin Franklin wystawił Pułaskiemu doskonałe świadectwo. Polecił go Jerzemu Waszyngtonowi pisząc, że „sławny jest on w całej Europie ze swej odwagi i walki w obronie wolności swego kraju”. Rekomendacje wystawił Pułaskiemu również Silas Deane, wybitny dyplomata amerykański, który dał mu również 480 lirów na drogę.
Po niełatwym rejsie morskim, zaopatrzony w listy polecające do generała Waszyngtona, Pułaski wylądował 23 lipca 1777 roku w Marbelhead w stanie Massachusetts. Kwatera naczelnego wodza znajdowała się podówczas w Neshaming Falls w Bucks County w stanie Pensylwania, tam też udał się Pułaski. Przekazał Waszyngtonowi listy polecające od Franklina i Deane’a. W obozie Waszyngtona spotkał młodego, zaledwie 19-letniego wówczas markiza Lafayette’a, któremu przywiózł list od rodziny.
Waszyngton, zawsze ostrożny i raczej chłodny, widocznie był przekonany o kwalifikacjach zawodowych Pułaskiego, zaopatrzył go bowiem w list do Kongresu z prośbą o zaangażowanie do armii amerykańskiej. W liście tym podkreślał, że wiedza i doświadczenie Pułaskiego mogą być dla Amerykanów „nadzwyczaj pożyteczne”.[2] Również Pułaski skierował do Kongresu list, w którym pisał m.in.: „Przybyłem tu, aby poświęcić wszystko dla wolności Ameryki. Pragnę spędzić resztę życia w kraju naprawdę wolnym, a zanim osiądę jako obywatel, chcę walczyć o jego wolność”.[3]
Pobyt w obozie Waszyngtona pozwolił Pułaskiemu zapoznać się ze stanem armii amerykańskiej.
Maciej Rogowski w swych pamiętnikach, których autentyczność nie jest potwierdzona, a który ponoć towarzyszył Pułaskiemu w Ameryce, tak opisuje wojska amerykańskie: „Armia amerykańska nie podobała mi się na pierwszy rzut oka, nie nosząc bowiem jednakich mundurów, nie miała miny militarnej i zakrawała na ruchawkę. Większa część żołnierzy ubrana była w szare kurty, a niektórzy tylko w płócienne opończe. Jedni w butach, drudzy w trzewikach, a inni zupełnie boso; słowem, lichota i hałastra wielka i gdyby nie muszkiety i ładownice, myślałbyś, że to spędzona chmara prostego chłopstwa. Takie było moje pierwsze wrażenie, ale później, gdym widział tych obdartusów w ogniu bijących się odważnie, zmieniłem zdanie i nabrałem dla nich respektu. Pan Pułaski też zaraz powiedział: «Nie mają butów, ale mają serca, a z tym, panie bracie, można iść daleko choć i na bosaka.»”[4]
W swej petycji do Kongresu Pułaski zaznacza, że chciałby podlegać służbowo jedynie Waszyngtonowi i że oczekuje nadania rangi, która odpowiadałaby roli, jaką odgrywał w Polsce, gdzie miał pod swoim dowództwem 18 tys. żołnierzy. Podanie takiej liczby podwładnych było niewątpliwie przesadą, a miało na celu wywarcie odpowiedniego wrażenia na nie znających sytuacji w Polsce członkach Kongresu. Komisja wojskowa, która rozpatrywała prośbę Pułaskiego, miała zastrzeżenia, wobec czego Kongres nie podejmował decyzji. W ogóle, jak wiadomo choćby z przykładu Kościuszki, Kongres nie spieszył się wówczas z zaciągiem wyższych oficerów. Procedura była powolna, być może powodowana ostrożnością wobec cudzoziemców.
Chcąc przyspieszyć decyzję Kongresu, Pułaski szuka poparcia u Waszyngtona. Dowodzi konieczności stworzenia silnej formacji kawaleryjskiej, bez której Amerykanom byłoby trudno wygrać wojnę. Waszyngton, przekonany o kwalifikacjach Pułaskiego, 27 sierpnia 1777 roku pisze list adresowany do Johna Hancocka, przewodniczącego Kongresu, w którym poleca Pułaskiego jako dowódcę doświadczonego w operacjach konnicy. Zaznacza przy tym, że „hrabia” posiadał „niemałe stanowisko wojskowe w swym kraju”. Opinia Waszyngtona nie była wiążąca. Decyzja zależała od Kongresu, ale nie mógł on całkowicie zignorować rekomendacji naczelnego wodza, który najlepiej orientował się w potrzebach swojej armii.
Zaopatrzony w list Waszyngtona, Pułaski udaje się do Filadelfii i teraz już bardziej energicznie zabiega o decyzje. Ale Kongres zajęty był pilniejszymi sprawami i nie spieszył się z podjęciem decyzji. Pułaski, zniecierpliwiony oczekiwaniem na formalny angaż, zgłosił się do wojska jako ochotnik i 11 września 1777 roku wziął udział w bitwie pod Brandywine, w której odegrał ważną rolę.
Pułaski śledził ruchy Anglików i spostrzegł, że posuwają się w kierunku, gdzie przebywał Waszyngton ze swymi wojskami. Nie wiadomo, jaki los by ich spotkał, gdyby Anglikom udało się ich zaatakować przeważającymi siłami i odciąć od reszty wycofujących się wówczas wojsk amerykańskich. Pułaski ostrzegł Waszyngtona o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Okazało się przy tym, jak poważne skutki mogła mieć nieznajomość przez Pułaskiego języka angielskiego. Kiedy przygalopował do kwatery naczelnego wodza, by go ostrzec, adiutant Waszyngtona, pułkownik Hamilton, nie chciał go do niego dopuścić. Prawdopodobnie nie zrozumiał, z czym Pułaski przybywa. W trakcie głośnej wymiany zdań zjawił się sam Waszyngton, który natychmiast zdał sobie sprawę z wagi informacji Pułaskiego. Po krótkiej naradzie opracowano plan działania, w którym Pułaskiemu przypadało zadanie powstrzymania naporu nieprzyjaciela.
Pod Brandywine, jak pisze jeden z historyków amerykańskich, Pułaski dokonywał cudów waleczności (performed prodigies of valor). W rocznikach „Niles Register” można znaleźć następujący opis naocznego świadka szarży Pułaskiego w tej bitwie: „Pułaski krzyknąwszy głosem, który nas przeszedł do szpiku kości, wspiął konia ostrogami i rzucił się naprzód z takim strasznym i szalonym rozpędem, żeśmy go ledwo w pół minuty dogonili. Pędziliśmy prosto na las angielskich bagnetów. Pułaski był pierwszym! Lecieliśmy za nim z takim huraganem ognia i stali, że przebiliśmy na wskroś szeregi Anglików. Nieustraszona odwaga Pułaskiego ocaliła armię amerykańską w bitwie pod Brandywine od niechybnej zagłady”.[5]
Inny naoczny świadek tej bitwy, Paweł Bentalou, tak pisze o akcji Pułaskiego w opublikowanej w 1824 roku broszurze Pułaski vindicated.
„Prawe skrzydło nasze zostało okrążone przez zwycięskiego nieprzyjaciela, skutkiem czego musiało cofać się, pociągając za sobą centrum. Pułaski zaproponował wówczas Waszyngtonowi, aby mu dał komendę nad swą strażą przyboczną, złożoną z około 30 jeźdźców. Zgodził się natychmiast wódz naczelny, a Pułaski ze zwykłą sobie odwagą i bystrością uderzył na nieprzyjaciela, wstrzymując jego postęp, przez co spowodował zwłokę, bardzo korzystną dla naszej cofającej się armii. Prócz tego bystry wzrok Pułaskiego dostrzegł rychło, że nieprzyjaciel tak manewruje, aby zająć drogę prowadzącą do Chester i przeciąć nam odwrót lub przynajmniej odciąć bagaże. Pospieszył więc do Waszyngtona i doniósł mu o tym, a zaraz został upoważniony do zebrania tylu rozprószonych żołnierzy, ilu znajdzie pod ręką, i uderzenia z nimi na nieprzyjaciela. Zostało to jak najpomyślniej wykonane. Skośnym uderzeniem na front i prawe skrzydło angielskie przeszkodził on zamiarom nieprzyjaciela i zasłonił nasze tabory i odwrót armii”.[6]
Kongres zapewne pod wrażeniem wyczynu Pułaskiego spod Brandywine nadał mu stopień generała brygady i 15 września 1777 roku powierzył mu dowództwo kawalerii. Do Pułaskiego wiadomość ta dotarła 21 września, gdy przebywał z armią w Warwick Furnace. Generał Waszyngton w rozkazie dziennym ogłosił, że Kongres mianował Pułaskiego „dowódcą amerykańskich lekkich dragonów w randze generała brygady”.
Wkrótce po otrzymaniu oficjalnej nominacji Pułaski uczestniczy w bitwie pod Germantown (październik 1777 r.). Koniec roku spędza wraz z armią Waszyngtona w Valley Forge. Stara się ten pobyt wykorzystać, by doprowadzić formację, którą dowodzi, do możliwie najlepszego stanu. Występuje z rozmaitymi inicjatywami, pomysłami. Zaleca przyjęcie regulaminu kawalerii opartego na doświadczeniach kawalerii pruskiej. Proponuje wprowadzić kawalerię do działań milicji stanowych. Domaga się zwiększenia liczby oficerów i dragonów. Ale Kongres nie reagował na te postulaty, również Waszyngton nie zajmował stanowiska w tej sprawie. Powodowało to rozgoryczenie Pułaskiego.
Zima 1777 roku była wyjątkowo ciężka, warunki w Valley Forge coraz trudniejsze. Brakowało kwater, żywności dla wojska oraz paszy dla koni. Waszyngton poleca więc Pułaskiemu, aby ze swą kawalerią udał się na zimowe leże do Trenton w stanie New Jersey, gdzie wojsko miało odpocząć w lepszych warunkach i przygotować się do walk. Pułaski przybył do Trenton 8 stycznia 1778 roku, ale zastał tu warunki wcale nie lepsze. I tu brak było żywności i paszy. Pułaski skarżył się na stan uzbrojenia — Waszyngton zasłaniał się brakiem decyzji Kongresu. Nasilały się konflikty wewnątrz jego oddziału, np. wybuchł spór między majorem Moylanem a porucznikiem Zielińskim, o czym szczegółowo mowa jest w innym miejscu. Waszyngton zgodził się, aby na pewien okres szefem musztry oddziału mianować pułkownika Michała Kowacza.
Chcąc podnieść wartość bojową swego wojska, Pułaski wystąpił z koncepcją utworzenia oddziału doborowych ułanów z lancami. Wyekspediował nawet do Waszyngtona jednego z ułanów w pełnym ekwipunku. Ale zarówno Kongres, jak i Waszyngton uznali ten pomysł za zbyt kosztowny.
Do tych problemów, z którymi borykał się Pułaski jako dowódca kawalerii amerykańskiej, doszedł incydent prestiżowy. Waszyngton polecił generałowi Anthony’emu Wayne’owi i Pułaskiemu przeprowadzić działania przeciw wojskom angielskim nękającym ludność cywilną w stanie New Jersey. Rozkaz Waszyngtona z jakichś powodów nie dotarł do Pułaskiego. Otrzymał on natomiast rozkaz generała Wayne’a wzywający go do przybycia ze swym oddziałem. Pułaski czuł się urażony tym, że równy rangą, a niższy prestiżem (jako generał piechoty) wydaje rozkaz jemu, generałowi kawalerii. Postanowił zignorować rozkaz i poskarżył się nawet Waszyngtonowi. Waszyngton zareagował stanowczym stwierdzeniem, że nie ma różnicy między oficerami piechoty i kawalerii, i polecił Pułaskiemu wspomóc działania Wayne’a. W zwycięskiej bitwie w Hoddonfield w stanie New Jersey Pułaski walczył brawurowo, a generał Wayne w raporcie do Waszyngtona nie szczędził pochwał pod jego adresem. Uraz jednak pozostał.
Wymownym świadectwem ówczesnych nastrojów Pułaskiego jest list do siostry z 24 lutego 1778 roku, gdzie czytamy m.in.: „Ja tu komenderuję całą kawalerią. W różnych byłem atakach, dość pomyślnie. Bawić tu długo nie myślę. Obyczaje tutejsze nie mogą się zgadzać z moim humorem; do tego i strata jest próżna czasu w tej służbie; nic dobrego czynić nie można; ludzie tu są bardzo zazdrośni: zgoła wszystko przeciwnie”.[7]
Pułaski nazywany jest ojcem kawalerii amerykańskiej, ale — jak pisze Laura Pilarski — droga do tego tytułu była pełna „rozczarowań i trudności. Pułaski szybko dostrzegł, że kawaleria była zaniedbaną formacją sił zbrojnych i w amerykańskiej strategii wojskowej nie mieściło się dbanie o jej rozwój jako samodzielnej formacji”.[8]
Na to niedocenianie przez Amerykanów roli kawalerii w operacjach wojskowych Pułaski wielokrotnie się uskarżał, narzekał na brak ludzi, broni i środków materialnych na jej rozwój. Starał się demonstrować w bitwach walory tej formacji wojskowej, szkolił kawalerzystów i uczył ich współdziałania z innymi rodzajami broni. Opracował pierwsze regulaminy wojskowe dla konnicy amerykańskiej. Próbował różnymi sposobami zdobyć dodatkowe środki na rozwój kawalerii. Pisywał listy i memoriały do Kongresu i dowódców wojskowych, ale nie odnosiło to żadnego skutku. Jego raporty do Jerzego Waszyngtona również pozostawały bez echa. Niedostateczne wyposażenie kawalerii, odrywanie jej do pomniejszych utarczek sprawiało, że Pułaski nie mógł przeprowadzić większej, samodzielnej operacji, o jakiej marzył, operacji, w której mógłby się odznaczyć i wykazać swoje umiejętności wojskowe. Nie tylko miał ograniczone możliwości działania, ale zamiast pochwał zaczęły spadać na niego skargi i upomnienia. Kiedy jego żołnierze (a Pułaski dowodził oddziałem składającym się z kilkuset ludzi) zabrali lojalistom angielskim konie na użytek kawalerii, podnosiły się protesty, że Pułaski zagarnia mienie obywateli. Waszyngton wzywał go do zachowania dyscypliny i groził karami w razie ponownego jej naruszenia. Do tego dochodziły konflikty z własnymi podwładnymi oraz nieznajomość języka i miejscowych zwyczajów. Wszystko to wykorzystywali zazdrośni rywale, czatujący na zaszczytne stanowisko zajmowane przez Pułaskiego i oczerniali go w naczelnym dowództwie. Być może, do konfliktów przyczyniły się doświadczenia Pułaskiego zdobyte w Polsce — nawyk do partyzantki, do walk podjazdowych. Oceniając dziś ówczesne źródła należy poza tym pamiętać, że na ogół rejestrowano te sytuacje, w których dochodziło do konfliktów, sporów i różnych komplikacji. Taka jednostronność źródeł utrudnia współczesnemu historykowi zrekonstruowanie obiektywnego obrazu.
W marcu 1778 roku Pułaski postanowił ustąpić ze stanowiska dowódcy kawalerii i przedłożył Waszyngtonowi, stacjonującemu podówczas w Valley Forge, projekt zorganizowania samodzielnego korpusu kawaleryjskiego składającego się z 68 kawalerzystów i 200 żołnierzy piechoty. Zamierzał wyposażyć kawalerię w lance, które już wprowadził dla części swojego oddziału. Ten rodzaj broni był nie znany na kontynencie amerykańskim.
Pułaski już wcześniej, niedługo po przybyciu do Ameryki, zalecał utworzenie silnych oddziałów kawalerii oraz oddziałów złożonych z konnicy i piechoty. Wskazywał zalety takich formacji, przede wszystkim znaczną ruchliwość, co odgrywa zasadniczą rolę w takich operacjach, jak zasadzki, ataki z zaskoczenia, walka zaczepna, podjazdowa, przechwytywanie jeńców w celu zdobycia informacji itp. Niewątpliwie Pułaski opierał się w tym wypadku na doświadczeniach wyniesionych z Polski.
Waszyngtonowi spodobał się projekt Pułaskiego. Dał mu list polecający do przewodniczącego Kongresu Johna Hancocka (datowany 14 marca 1778 r.), w którym czytamy m.in.: „Hrabia [...] daleki od zniechęcenia służbą, a wiedziony pragnieniem sławy i gorliwością dla sprawy wolności, zamierza prosić o nowe zatrudnienie i chce przedstawić Kongresowi swe propozycje. Są one pokrótce następujące: aby mu pozwolono zorganizować niezawisły korpus złożony z 68 konnych i 200 pieszych, konnica ma być uzbrojona w lance, piechota zaś wyekwipowana na wzór lekkiej piechoty. Pierwszą, jak sądzi, będzie mógł łatwo zapełnić krajowcami dobrego charakteru i godnych położonego w nich zaufania. Co się tyczy drugiej, pragnie więcej swobody, aby mógł werbować jeńców i dezerterów nieprzyjacielskich”.
List ten Pułaski wręczył w York Hancockowi, a ten przekazał go do rozpatrzenia zarządowi wojny, na czele którego stał wówczas zaprzyjaźniony z Kościuszką generał Horatio Gates. Pułaski napisał do Gatesa własny list, w którym wyjaśnił korzyści płynące dla sprawy niepodległości ze sformowania takiego właśnie legionu.
Generał Charles Lee, który zajmował wysokie stanowisko w hierarchii wojskowej Stanów Zjednoczonych, a także generał Gates pozytywnie odnieśli się do projektu stworzenia konnicy, formacji zdolnej do samodzielnych operacji. Generał Lee pisał: „Hrabia Pułaski jest z pewnością dobrym żołnierzem albo nie jest nim; co do mnie, uważam go za bardzo dobrego [...]. Przede wszystkim jest on Polakiem, którego talent jest dostosowany do lekkiej, czyli podjazdowej wojny. Następnie miał on dużo praktyki w najlepszych szkołach i jest bez wątpienia dzielnym i przedsiębiorczym. Jeżeli nie jest dobrym żołnierzem, nie powinien być trzymany, gdyż korpus jego jest kosztowny; dlatego jest rzeczą wskazaną, aby albo zupełnie podziękować mu za służbę, albo użyć go należycie; ale, przypuszczając, że zna on swe rzemiosło, proponuję następujący plan: Aby jego legion natychmiast powiększyć do dwunastuset ludzi, czterysta kawalerii i osiemset lekkiej piechoty — aby na te osiemset piechoty bez straty czasu zrobić zaciąg z każdego pułku armii kontynentalnej i przyjmować tylko rodowitych Amerykanów”. Zasady musztry stosowane przez Pułaskiego generał Lee uznał za „najlepsze w świecie”. Proponował, aby dać Pułaskiemu do pomocy majora Henry’ego Lee. „Tak zorganizowany korpus, mając na czele dzielnych i rozumnych oficerów, jakimi są Pułaski i Lee, oraz kilku niższych oficerów zaznajomionych ze szczegółami służby, odda skuteczniejsze usługi niż jakiekolwiek inne dziesięć pułków na kontynencie”.[9]
19 marca 1778 roku Kongres wyraził zgodę na utworzenie legionu. Dla omówienia szczegółów Pułaski spotkał się z Waszyngtonem. Uzyskał pozwolenie na wybranie z każdego pułku po 2 żołnierzy z końmi i orężem, którzy mieli stanowić trzon legionu. Zasadniczą rekrutację Pułaski prowadził w Baltimore (Maryland) oraz w stanach Pensylwania i New Jersey. We wrześniu 1778 roku legion liczył już 330 ludzi, z tego 250 żołnierzy, resztę stanowił personel pomocniczy. Pułaski uzyskał specjalną zgodę Kongresu na rekrutację dezerterów z armii angielskiej. Kongres podejrzliwie odnosił się do zaciągu dezerterów, uległ jednak zapewnieniom Pułaskiego, że dezerterzy Niemcy są dobrymi i lojalnymi wobec Ameryki żołnierzami. Również Waszyngton miał początkowo podobne zastrzeżenia, ale później ustąpił, godząc się na rekrutację do piechoty nie więcej niż 1/3 składu spośród dezerterów. Zdobycie dobrego żołnierza w ówczesnych warunkach nie było sprawą łatwą. Kraj był już znacznie zniszczony, ludzie zmęczeni wojną, toteż Pułaski napotkał duże trudności w skompletowaniu swego legionu.
Kongres przeznaczył Pułaskiemu 130 dolarów na każdego wyszkolonego żołnierza. Ekwipunek legionisty stanowiły m.in. karabin, czapka, para spodni, grzebień, dwie pary pończoch, dwie pary butów. Kawalerzyści mieli być ponadto wyposażeni w lancę, siodło, kantar, szczotkę, zgrzebło, mantelzak oraz powróz do wiązania konia. Raport Kongresu w tej sprawie stwierdzał, że „celem umożliwienia hrabiemu Pułaskiemu prędkiego wystawienia i wyekwipowania korpusu Wydział Skarbu na polecenie Wydziału Wojny ma mu zaliczyć kwotę nie wyższą ponad 50 000 dolarów, i to ratami, od czasu do czasu”.[10]
Pułaski energicznie zabrał się do sformowania legionu. 9 kwietnia wystąpił do Kongresu z wnioskiem o zatwierdzenie nominacji oficerskich po uprzednim przekonsultowaniu kandydatur z Waszyngtonem.
W ten sposób narodził się sławny Legion Pułaskiego. Był to jeden z niewielu oddziałów walczących w wojnie o niepodległość, który składał się w większości z cudzoziemców. Wśród żołnierzy dominowali Niemcy, a w korpusie oficerskim Francuzi, Niemcy i Polacy. Wśród Amerykanów, którzy służyli w Legionie Pułaskiego, był Henry Lee, zwany „Light-Horse Harry”, ojciec generała Roberta E. Lee, naczelnego dowódcy wojsk konfederackich w amerykańskiej wojnie domowej.
W sumie w Legionie Pułaskiego służyło 79 oficerów, w tym m.in. 31 Francuzów, 15 Niemców, 13 Amerykanów, 8 Polaków, 2 Irlandczyków.[11]
Zorganizowanie takiego legionu wymagało dużych sum. Kongres zaś, ilekroć przeznaczał na jakiś cel środki finansowe, bardzo ściśle kontrolował ich wydatkowanie. Pułaski nie przywiązywał wagi do prowadzenia ksiąg buchalteryjnych, narzekał na zbiurokratyzowanie stosunków w armii amerykańskiej. Dlatego też postanowił w miarę możliwości uczynić swój Legion finansowo niezależnym. Na ten cel przeznaczył m.in. własne fundusze, które przywiózł z Europy. Jeden z oficerów Legionu odpowiedzialny za budżet, kapitan Józef Baldeski, oświadczył, że Pułaski wyłożył na utrzymanie Legionu co najmniej 50 000 dolarów z własnych środków, „nie licząc na zwrot [12] pieniędzy”.[12] Jednego razu Pułaski informował Kongres, że na utrzymanie żołnierzy wydał 16 tysięcy dolarów.
Pułaski wpadł nawet na pomysł, aby zakupić od władz stanowych w Maryland bryg, który służyłby nie tylko dla celów obserwacyjnych, ale również kaperskich. Liczył, że w ten sposób zdobędzie dodatkowe środki dla Legionu. Pieniądze na zakup brygu złożyć mieli żołnierze Legionu. Do transakcji jednak nie doszło, ponieważ władze stanowe odmówiły sprzedaży okrętu.
Pułaski prowadził akcję rekrutacyjną do swego Legionu w różnych miejscowościach. Zamieszczał w gazetach ogłoszenia, które zachęcały do wstępowania do Legionu. Kusił zaszczytami, wyróżnieniami, zapłatą, a także łupami.
Podczas pobytu w miejscowości Bethlehem w stanie Pensylwania w lecie 1778 roku zamówił, prawdopodobnie za własne pieniądze, bogato haftowany sztandar dla swego Legionu. Został on wykonany przez sektę tzw. sióstr morawskich (Moravian Sisters). Zachował się do dnia dzisiejszego i znajduje się w Baltimore. Oglądałem sztandar — jest w dość dobrym stanie, choć złote nici stały się jakby bardziej szare. Maryland Historical Society, które jest w jego posiadaniu, rzadko eksponuje go dla szerszej publiczności. Na jednej stronie sztandaru wyszyte jest hasło: Unita virtus fortior (zjednoczone męstwo silniejsze). Sztandar przechodził różne koleje, zanim znalazł się pod właściwą opieką w muzeum w Baltimore.
Sztandar ten pobudził poetę amerykańskiego Henry’ego Wadswortha Longfellowa do stworzenia Hymnu Sióstr Morawskich z Bethlehem. Wiersz przedstawia wyimaginowaną scenę poświęcenia sztandaru i niejako dalsze tragiczne losy Pułaskiego.

Ginącego słońca błyski
Cicho płyną przez witraże,
Płomień świec mdlejący, niski
Opromienia mniszek twarze.
A z kadzielnic dym okrywa
Znak rycerski purpurowy,
Co wśród nawy w fałdach spływa
Ponad rozmodlone głowy.
I słodki hymn mniszek cichymi tonami
Rozbrzmiewa w kościele spowitym dymami:

„Weź ten sztandar! Niechaj płynie
Dumnie ponad twą drużyną,
Gdy w zacisznej tej dolinie
Bitw dalekich echa zginą,
Kiedy dźwięki trąbek grania
Na tych wzgórzach się rozgwarzą,
Gdy miecz zadrga wśród spotkania,
Lanca trafi na pierś wrażą.

Weź ten sztandar! Niechaj świeci
Wśród morderczych bitw wichury
Aż nam jasna wolność zleci!
Strzeż go! Bóg ci szczęści z góry!
Czy to w trudnej gdzie przygodzie,
Czy w potyczce, czy w pogoni,
Czy w zwycięskim wprzód pochodzie,
Bóg prawicą cię osłoni!

Weź ten sztandar! Ale w chwili,
Gdy noc przerwie bój zacięty
I wróg ci się do nóg schyli,
Szczędź go! Prosim na ślub święty,
Na łzy nasze, modlitw słowa,
Na tę litość, co ból koi,
Szczędź go! Niech cię Bóg zachowa,
Byś nie splamił swojej zbroi!

Weź ten sztandar! A gdy w trumnę
Legniesz mieczem wroga skłuty,
Gdy powiedziesz rzesze tłumne
W takt żałobnej, smętnej nuty,
Niech z purpury znak skrzydlaty
Starczy ci za śmierci szaty”.
I poszedł bohater sztandarem swym dumny
I legł nim okryty do trumny.[13]

Legion Pułaskiego z okazałym sztandarem, ze swym dowódcą w eleganckim mundurze i czapce huzarskiej, kapelą z bębnami i piszczałkami prezentował się wyjątkowo okazale na tle innych oddziałów amerykańskich, które nie przywiązywały zbytniej wagi do wyglądu zewnętrznego.

Historia Legionu Pułaskiego nie jest łatwa do wiernego odtworzenia, jako że niewiele dokumentów zachowało się do naszych czasów. Legion nie prowadził dokumentacji. Nie ma nawet pełnego spisu oficerów i żołnierzy.
Największą przeszkodę w sprawnym działaniu Legionu stanowiło zaopatrzenie, co zresztą było bolączką całej armii amerykańskiej. Kongres nie był zbyt hojny. Wymagał przy tym wyjątkowo skrupulatnego rozliczania się z przydzielonych funduszy, co nie leżało w naturze Pułaskiego. Na tym tle powstawały spory i konflikty między Pułaskim a urzędnikami w Kongresie sprawującymi kontrolę nad wydatkami. Pułaski odczuł finansową kontrolę ze strony Kongresu jako przejaw swego rodzaju dyskryminacji. W pewnym momencie Kongres nawet zakazał Pułaskiemu wyjazdu z Filadelfii, póki nie wyjaśni się stan finansów Legionu i sposób prowadzenia rachunków przez kapitana Baldeskiego, który się tym zajmował.
W związku z trudnościami rekrutacyjnymi w Legionie niemało było ludzi, których dyscyplina budziła wiele zastrzeżeń. Były więc i wypadki dezercji, mnożyły się skargi okolicznej ludności na rekwirowanie żywności itp. Kongres zalecał Pułaskiemu, aby zwracał większą uwagę na dyscyplinę w Legionie i na poszanowanie miejscowych praw i zwyczajów. „Nikt nie zarzucał mu nieznajomości sztuki wojennej ani złej woli; nikt nie kwestionował jego charakteru, prawości czy zapału dla sprawy — wymagano jedynie od niego uznawania praw obowiązujących, szanowania porządku społecznego i stosowania się do rozkazów wydawanych przez tych, co mieli do tego prawo. A że Pułaski nie zawsze to rozumiał, że pewne posunięcia i zarządzenia za obrazę osobistą czy niechęć do siebie uważać poczynał — to stanął na fałszywym gruncie, z którego już, do ostatnich dni swego życia, zejść nie zdołał”.[14] Stąd też częste nieporozumienia wzajemne, żale, a w konsekwencji i niechęci między Pułaskim a niektórymi osobistościami amerykańskimi z wojska i Kongresu.
W końcu września 1778 roku Pułaski otrzymał od Waszyngtona rozkaz udania się do New Jersey. Tam piechota z Legionu w wyniku zdrady jednego z jego ludzi została zaskoczona przez Anglików i straciła 30 żołnierzy. 15 października Pułaski stoczył potyczkę pod Egg Harbor, zmuszając Anglików do wycofania się w popłochu. „Pierwsza wyprawa legionu okazała się dla niego mało pomyślna. Przyczyniła się do tego zarówno zdrada, jak i pewna lekkomyślność dowódcy. Pułaski jednak po tym wydarzeniu nie stracił fantazji i wiary w siebie”.[15] Zdrajcą okazał się Gustaw Juliet, jeden z wcielonych do Legionu dezerterów angielskich. W tej zasadzce zginął pułkownik De Boze, zastępca Pułaskiego.
Zdekompletowany Legion wycofał się do Trenton w stanie New Jersey. Pułaski otrzymał rozkaz, aby w południowej części tego stanu spędzić zimę roku 1778/1779. Funkcja strzeżenia granicy przed napadami Indian, będących zwolennikami króla angielskiego, nie bardzo mu odpowiadała. W liście do Waszyngtona narzekał na brak aktywnych działań wojennych i uważał to zadanie za zesłanie, a nawet karę.
Zniecierpliwiony przedłużającą się bezczynnością na pograniczu, Pułaski zwraca się do Kongresu z prośbą o przeniesienie tam, gdzie toczą się prawdziwe walki. Napomyka nawet o porzuceniu służby, jeżeli Kongres poleci mu pozostać w New Jersey. Skarży się, że przebywa na terenie, „z którego nawet dzicy (indianie) uciekli, a pozostały chyba niedźwiedzie do zwalczania”.
Kiedy dochodziło do starć z Indianami, Pułaski ożywiał się. Walka zawsze go wciągała, w chwilach bezczynności popadał w depresję. W liście do Kongresu z 4 grudnia pisał: „Podałem naczelnemu wodzowi powody, które skłaniały mnie do wyjazdu do Europy, lecz w tej chwili już o tym nie myślę, gdyż jestem czynny. Lubię swoje powołanie i nie mogę je lepiej zastosować jak w sprawie wolności”.[16]
Wreszcie 2 lutego 1779 roku dotarł do Pułaskiego rozkaz Kongresu, w którym polecano mu wymarsz z Legionem do Karoliny Południowej i oddanie się pod dowództwo generała Lincolna. Na Południu wówczas toczyły się walki i powstała potrzeba wzmocnienia walczących tam oddziałów amerykańskich. Prawdopodobnie decyzja ta podjęta została w wyniku ponawianych nalegań Pułaskiego.
Pułaski był zadowolony z tej decyzji, ale zastrzegał, że podlegać może tylko dowódcy Armii Południowej, żadnemu innemu oficerowi, choćby był wyższy rangą.
Pułaski był niezwykle ambitny i pewny swoich kwalifikacji wojskowych. Z rezerwą odnosił się do umiejętności niektórych dowódców amerykańskich. Dlatego też od początku pobytu w Stanach Zjednoczonych stawiał sprawę swego podporządkowania. Chciał podlegać wyłącznie i bezpośrednio naczelnemu dowódcy. Ilekroć otrzymywał od Kongresu lub od Waszyngtona polecenie, aby wziąć udział w operacjach wojskowych, którymi dowodził inny równy mu stopniem generał, odczuwał to niemal jako obrazę i w swych listach do Kongresu nie starał się tego ukryć.
Kongres tym razem przeznaczył dodatkowe środki dla Legionu. Na każdego zwerbowanego żołnierza przeznaczył 200 dolarów, a oficer, który werbował, otrzymywał premię w wysokości 20 dolarów. Kongres nie zgodził się jednak na powiększenie Legionu, z czego Pułaski nie był zadowolony.
Zarząd Wojny Kongresu nalegał na szybki wymarsz Legionu na Południe, ponieważ znów zaczęły nadchodzić skargi od władz w Pensylwanii, że żołnierze plądrują i nękają okoliczną ludność. Pułaskiemu nakazał zachować surową dyscyplinę w czasie przemarszu. Przypominał mu, że „ludność tych stanów nie przywykła do władzy wojskowej, oczekuje ona opieki, a nie gwałtów i ucisku ze strony tych żołnierzy, których utrzymuje swymi pieniędzmi”.
Pułaski przystąpił natychmiast do przygotowania oddziału do długiego marszu. Uzupełnił Legion nowym taborem. Widocznie zajęło mu to sporo czasu, gdyż do Charleston w Karolinie Południowej dotarł dopiero 8 maja. Zjawił się jednak w samą porę, ponieważ pod to niezwykle ważne strategicznie miasto portowe podchodziły wojska angielskie pod dowództwem generała Augustine Prevosta. Anglicy byli tak pewni przewagi i słabości obrony, że przygotowywali się do zajęcia miasta na samo wezwanie do poddania się. Rada miejska była gotowa to uczynić i nawet wyraziła już zgodę na warunki kapitulacji. Wtedy Pułaski w towarzystwie pułkownika Johna Laurensa zjawił się w budynku rady i oświadczył, że będzie bronił miasta. Postawa Pułaskiego wzbudziła wśród mieszkańców bojowego ducha. Pisze o tym towarzysz Pułaskiego, kapitan Bentalou, w poświęconej mu broszurze.[17]
W starciu z wojskami angielskimi Pułaski poniósł spore straty (ok. 40 ludzi, w tym płk. Kowacza), ale zmusił Anglików do zaniechania oblężenia Charlestonu i wycofania się głębiej na południe. Tymczasem nadeszły posiłki francuskie pod dowództwem hrabiego D’Estaing i zaczęto opracowywać plan wspólnego ataku na Savannah.
Ale nawet wówczas Pułaski nie był zadowolony ze stosunków panujących w armii amerykańskiej. Uważał, że Kongres go dyskryminuje otaczając atmosferą podejrzliwości i intryg. 19 sierpnia wystosował z Charlestonu pełen goryczy list do Kongresu. Tekst tego listu przytaczam w całości, jako że najlepiej zilustruje on problemy, z którymi borykał się Pułaski.[18]

Panowie!

Wszystkie informacje dochodzące mnie z Północy od chwili, gdy się udałem na Południe, wzmacniają moją opinię, ba, przekonywają mię nawet, że jakiś duch złośliwy ciągle rzuca Wam w oczy tak nieprzejrzyste zasłony, iż czyni niemożliwym dla Was widzieć i sądzić moje postępowanie, jak przystało na dżentelmenów charakteru na wysokim Panów stanowisku.
Wobec tego, że zapał entuzjastyczny dla chwalebnej sprawy, która Amerykę ożywiała, gdy tu wylądowałem, i pogarda śmierci mnie tu do Was sprowadziły, żywiłem nadzieję, że będę na tyle szczęśliwym, iż zdobędę honor oraz zadowolenie. Lecz taki jest mój los, iż tylko honor, którego nigdy nie stracę, zatrzymuje mnie na usługach Panów, choć złe obchodzenie się ze mną zaczyna mnie napawać wstrętem. Każdy krok w stosunku do mnie był tak przykry, że tylko zahartowane serce me i zapał szczery mnie podtrzymują. Przyzwyczajony jestem do otwartego tłumaczenia się i muszę to i teraz zrobić.
Czy jest wśród moich czynów choćby jeden od bitwy pod Brandywine aż do chwili obecnej, tj. do kampanii pod Charleston, który by nie świadczył o mym bezinteresownym zapale dla dobra ogółu?
Wierzę, że najzawziętsi moi wrogowie nie mogą temu zaprzeczyć. Skąd więc pochodzi, iż tak mało mam zaufania u Was, Panowie, że żadna sprawa odnosząca się do mnie nie jest załatwiana ku memu zadowoleniu? Od nieszczęsnej chwili, gdy się podjąłem zorganizowania mego korpusu, który zaopatrzyłem w odzież, rekrutowałem i wyćwiczyłem w przeciągu trzech miesięcy, byłem i do tej chwili jestem prześladowany! Nie potrafię wyrazić swego oburzenia na wspomnienie o niecnych szykanach, na skutek których byłem zmuszony stawać przed sądem jak zbrodniarz.
Opóźnienie Kongresu w wysłaniu mnie na spotkanie nieprzyjaciela tłumaczone było złym zachowaniem się mego korpusu względem kilku mieszkańców, choć zaświadczenia sędziów w miejscowościach, gdzie żołnierze moi kwaterowali, mówią zgoła co innego. Choć korpus mój wykazał stanowczość w Little Egg Harbor, a kilku żołnierzy i oficerów poległo lub odniosło rany — jedyną ich nagrodą było oszczerstwo. Moje częste prośby, aby uregulowano rachunki korpusu, jak długo tu jestem, były odrzucane. Po całorocznym opóźnieniu, choć kilku oficerów, których obecność przy sprawdzaniu rachunków była konieczna, zostało zabitych lub opuściło szeregi, udaje się, jakoby je załatwiono z największą dokładnością: pułkownik Boze zabity, major Montfort i kapitan Caillivy opuścili szeregi i wrócili do Europy. Pułkownik Kowacz zabity, a porucznik Seydling wzięty do niewoli przez nieprzyjaciela. Każdy z tych panów miał powierzony jakiś wydział.
Podkreślam, że prośba moja, aby rachunki załatwiono, kiedy to jeszcze łatwo można było zrobić, kiedy ci panowie obecni byli jeszcze, powtarzana była tysiąc razy, przeto, jeżeli są jakieś niedokładności w pokwitowaniach, nie można ich zapisywać na karb mój lub kapitana Baldeskiego. Ci, którzy spowodowali zwłokę, pociągnięci być powinni do odpowiedzialności za wszystko.
Oprócz tego sumy, które Wam się wydają nadzwyczajnymi, są drobnostką dla Stanów. Zaprawdę, dla mnie, choć nie posiadam bogactw, nie jest niemożliwym pokryć cały koszt mego legionu — wartość pieniędzy papierowych obecnie równa się 20 za 1 w złocie, tak że o ile policzę 30 000 liwrów na ten cel, da to 600 000 w pieniądzach papierowych, czyli co najmniej cztery razy suma wydatku kwestionowanego, który mi zarzucają.
Pozwólcie mi Panowie, otwarcie do Was przemówić! Jesteście w tym wypadku raczej niehojni. A są tu cudzoziemcy, na których nie zwracano tyle uwagi, ile mieli dostateczne powody spodziewać się od Was. Nie możecie nie pamiętać o tym, że wydałem o wiele więcej, niż suma wspomniana, z własnej szkatuły, dla przyjemności popierania Waszej sprawy. Musicie również uwzględnić, że nie przybyłem do Ameryki bez grosza, by być ciężarem dla Was. Wszak miałem list kredytowy p. Morrisa i byłem prawie każdemu cudzoziemcowi znany z dobrego charakteru.
Niedawno otrzymałem list od rodziny, że wysłano mi 100 000 funtów w kruszcu. O ile szczęś1iwie tu przybędą, przyjemność będzie, zaiste, wielka, bo zapłacę Wam do ostatniego grosza wszystkie wydatki na mój legion.
Zmieńcie zatem zdanie swe o jednym cudzoziemcu, który od chwili wstąpienia w służbę Waszą nie miał nigdy powodów do radości, który w Europie wyższy jest rangą niż wszyscy inni, którzy są w Waszej służbie, który z pewnością pod względem zapału i zdolności nie jest w tyle i którego bynajmniej nie możecie uważać za jednego z tych, którzy przybyli prosić Was o łaskę.
Bądźcie sprawiedliwi, Panowie, i wiedzcie o tym, że nie mogąc czoła chylić przed mocarzami Europy, przybyłem tu, by wszystko oddać dla Wolności Ameryki, pragnąc koniec życia mego spędzić w kraju prawdziwie wolnym, walcząc jako obywatel za wolność tego kraju. Lecz widząc wysiłek w kierunku odnowienia mi takich motywów i uważania ich za przywidzenie, skłonny jestem do uwierzenia, że entuzjazm dla wolności nie jest największą zaletą w Ameryce w czasie obecnym.
Zostałem poinformowany, że Wydział Wojny, zamiast zatrzymać lub ukarać dezerterów z mojego legionu, oddalił ich ze służby; czy można to nazywać stosownym postąpieniem względem ludzi, którzy obrabowują państwo z premij i w inny sposób? Jestem również poinformowany, że jeden człowiek, słysząc o tej hojności, a który skradł konia, by na nim ujść, nie tylko został w ten sam sposób faworyzowany, ale mu jeszcze konia podarowano! Oficerowie, którzy służyli w Maryland, nakładali kary do £ 100 na każdego, kto by się zaciągnął do mojego korpusu. Kapitan Bedkin, który był zostawiony z oddziałem konnicy dla zebrania ludzi, pozostawionych jako chorych i na urlopie, wraz z końmi, należącymi do Legionu, a któremu powierzona sumę $ 5000 na cele rekrutacji, znalazł protekcję u tegoż Wydziału, który uniezależnił go, jakkolwiek uchybił on powinności uczciwego człowieka. Co to wszystko oznacza? Czy to nie wygląda na złośliwą intrygę osób nieprzyjaznych, które chcą mnie zmusić, abym porzucił służbę — zniechęcony, bez dochodzenia sprawiedliwości co do ich postępowania. Takich ludzi ja oskarżam przed Waszym Trybunałem — jako burzycieli dobra ludu i jego wojennej obrony.
Staram się mówić tak, ażebym był zrozumiany, czczę Was bez poniżania siebie samego, bo pochlebstwo prywatne czy publiczne jest mi wstrętne. Jest to cechą tych niskich bestyj, które starają się prześladować mnie i szkodzić mi.
Byłem obecny, kiedy generał Lincoln otrzymał umyślny list, wzmiankujący zatrzymanie kapitana Baldeskiego z poleceniem zamianowania innego płatniczego, który to urząd ja uważam za nie bardzo potrzebny; tych niewielu ludzi, jacy nam pozostali, może być płaconych przez Generalnego Płatniczego Armii, a nie będzie więcej konfuzji w szczegółach, zwłaszcza że wydaje się, że zniszczenie korpusu jest i tak zamierzone, więc łatwiej będzie dokonane.
Kampania jest w toku. Może jeszcze będę miał sposobność wykazania, że jestem przyjacielem sprawy, mimo tego iż nie mam szczęścia podobać się kilku jednostkom.
Mam zaszczyt, Szanowni Panowie, być ich uniżonym sługą.

K. Pułaski

Charleston, 19 sierpnia 1779.

List Pułaskiego odczytano na posiedzeniu Kongresu. Wiadomo, że nie chodziło o duże sumy, a ponadto Kongres zalegał z wypłatą pensji Pułaskiemu. Postanowiono więc 29 sierpnia 1779 roku uznać dokumentację Legionu za wystarczającą do rozliczenia. Uchwała ta jednak nie dotarła do Pułaskiego, który przebywał na Południu i szykował się do ostatniej w swym życiu operacji wojskowej.
Przebywając w Charleston Pułaski robił wypady zwiadowcze po okolicy. Doradzał, aby wzmocniono fortyfikację miasta. Anglicy odstąpili wprawdzie od miasta i wycofali się za rzekę Ashey, ale Pułaski stwierdził, że okopują się, co wskazywałoby, iż szykowali się do ataku. Zwrócił się zatem z prośbą do generała Lincolna, który dowodził armią na Południu, o dodatkowe wyposażenie dla Legionu.
Ostatnią operacją, w której Pułaski brał udział, był atak na miejscowość Savannah w stanie Georgia. We wrześniu 1779 roku Amerykanie opracowali plan odzyskania tego miasta z rąk brytyjskich. Savannah nie było fortecą, nie było otoczone murami. Broniły go ufortyfikowane baterie. Legion Pułaskiego miał wziąć udział w akcji zdobycia miasta.
Układ sił sprzyjał Amerykanom. W Savannah było 2500 Anglików. Amerykanów było 4000, a Francuzów 3000. Strona amerykańsko-francuska dysponowała 53 armatami i 14 moździerzami. Wszystko więc wskazywało na powodzenie oblężenia.
Bitwa rozegrała się 9 października 1779 roku. W czasie bitwy Pułaski został ugodzony kulą armatnią w prawą pachwinę. Z pola bitwy znieśli go najbliżsi oficerowie, a wśród nich prawdopodobnie Beniowski, Litomski, Jerzmanowski, Bentalou.
W literaturze historycznej odnotowano kilka opisów szarży Pułaskiego pod Savannah. Różnią się one niektórymi szczegółami. Dlatego przedstawiam kilka wersji.
Charles J. Jones w broszurze Sepulture of Maj. Gen. Nathaniel Greene and Brig Gen. Count Casimir Pulaski, 1885 (Pogrzeb gen. mjra Nataniela Greene’a i gen. brygady hr. Kazimierza Pułaskiego) daje następującą wersję wydarzeń: „Podczas szturmu połączonych armii hrabiego D’Estainga i gen. Lincolna na linie angielskie pod Savannah dnia 9 października 1779 r. hrabia Pułaski za przyzwoleniem amerykańskiego dowódcy usiłował na czele dwustu kawalerzystów wedrzeć się w pozycje nieprzyjaciela. Zamierzał przebić się do miasta, przejść poza liniami nieprzyjacielskimi i wnieść zamieszanie i popłoch do obozu Anglików. Wykonując ten plan, posuwał się naprzód całym pędem, aż wstrzymała go zapora z drzew. Tu oddział jego dostał się w silny ogień krzyżowy, który wzniecił w nim zamieszanie. Sam hrabia został obalony z konia kartaczem, który przebił mu prawe biodro, zadając śmiertelną ranę. Wyniesiono go krwawego z pobojowiska”.[19]
Kiedy D’Estaing wezwał generała angielskiego Prevosta do oddania miasta, ten zgodził się, ale prosił o czas do namysłu. Wykorzystał ten czas na wzmocnienie obrony. Amerykanie zorientowali się, o co chodzi, przystąpiono zatem do opracowania planu zdobycia miasta z ataku.
Według relacji Pawła Bentalou, począwszy od Brandywine nieodstępnego towarzysza broni Pułaskiego, a także jego biografa, plan odzyskania Savannah został opracowany przez amerykańskiego generała Lincolna oraz francuskiego admirała D’Estainga. Szpiedzy jednak donieśli Anglikom o planie ataku. Miasto miało być zaatakowane równocześnie z dwóch stron. Pułaski ze swą kawalerią, a także z kawalerią francuską miał czekać, dopóki w jednym z punktów nie zostanie przełamany opór Anglików. Wówczas miał wpaść do miasta. D’Estaing jednak ze swym oddziałem francuskim ugrzązł w bagnach i dostał się w bezlitosny ostrzał Anglików. W tym czasie kawaleria Pułaskiego stała ukryta za wzgórzami. Pułaski jednak wraz z towarzyszącym mu oficerem, którym najprawdopodobniej był właśnie Bentalou, wysunął się na pozycję, z której mógł dobrze obserwować pole bitwy. Zauważył, że szeregi Francuzów się łamią, i ruszył, aby poderwać ich do ataku. W tym momencie został śmiertelnie ranny.
Według relacji innych historyków Pułaski został ranny, gdy atakował Anglików na czele swych kawalerzystów. Jerzy Waszyngton Parke Custis, adaptowany syn naczelnego wodza wojsk amerykańskich, w swych wspomnieniach utrzymuje, że Pułaski zginął, gdy na czele swej jazdy pędził na pozycje wroga z okrzykiem: „Naprzód, bracia, naprzód!”
Wspomniany już Maciej Rogowski tak opisuje w swych pamiętnikach tragiczną szarżę Pułaskiego pod Savannah: „Dzień 9 oktobra przeznaczono na szturm generalny. Milicja zrobiła atak fałszywy, lecz główne siły Amerykanów i Francuzów skierowały się na baterie leżące na wzgórzu, zwanym Springhill. Tutaj dopiero było gorąco nieżartem. Przez pół godziny i więcej huczały armaty i krew lała się. Pułaski widząc, że między okopami jest duża luka, postanowił z nami i z małym oddziałem georgijskiej kawalerii puścić się obces tą drogą; wpaść w środek miasta i tym sposobem zrobić nieprzyjacielom dywersję, a mieszkańcom uciechę. Jenerał Lincoln pochwalił ten plan śmiały; a więc wezwawszy Pana Boga na pomoc, Pułaski krzyknął forward, a my za nim dwieście koni kopnęliśmy się galopem, że aż ziemia się trzęsła!
Pierwsze dwie minuty szło wyśmienicie; lecieliśmy jak na stracenie, ale gracko, po szlachecku; dopiero gdyśmy mijali one dwie baterie, między którymi była luka, wstrzymał nas ogień krzyżowy i zmieszał się hufiec, jak puszczona woda z wysoka, gdy na zamkniętą śluzę natrafi. Ja patrzę: o chwilo bolesna i nigdy niezapomniana! Pułaski leży na ziemi. Poskoczę co żywo i zsiadam z konia, myśląc, że nieszkodliwie ranny: aż tu wielkie nieszczęście! Kula armatnia urwała mu nogę, a z piersi krew bucha także, snać od innego strzału. Gdym przyklęknął i zaczął go podnosić, wymawiał umierającym głosem: Jezus, Maryja, Józef. Więcej nic nie słyszałem, nie widziałem, bo w tym samym momencie karabinowa kulka sliznęła mi się po czaszce, krew mi oczy zalała i omdlałem zupełnie. Poczciwi żołnierze nasi, zachęcani przez Jerzmanowskiego, rejterując się ku swoim, mimo rzęsistego ognia unieśli Pułaskiego, mnie i innych rannych“.[20]
Leonard Chodźko przeprowadził z Lafayette’em rozmowę na temat okoliczności śmierci Pułaskiego. Lafayette, jak twierdzi Chodźko, również mówi o ataku.
Atak na Savannah przyniósł Amerykanom klęskę, a dla Pułaskiego zakończył się tragicznie. Rannego Pułaskiego przeniesiono na okręt wojenny „Wasp“, który stał w porcie Savannah. Odniesiona rana nie była śmiertelna, ale spowodowała infekcję i gangrenę. Brak właściwej opieki lekarskiej sprawił, że w dwa dni później Pułaski zmarł. Być może, gdyby zgodził się pozostać w Charleston pod opieką lekarzy, ocaliłby życie. Obawiał się jednak, że wpadnie w ręce Anglików. „Lepsza śmierć niż niewola” — miał ponoć oświadczyć.
Pułaski zginął mając zaledwie 32 lata. Zgotowano mu pogrzeb marynarski. Niektórzy historycy wysuwają przypuszczenie, że został pochowany w Greenwich koło Savannah w stanie Georgia. Jeszcze inni twierdzą, że ciało jego zostało złożone na wyspie św. Heleny u wybrzeży Karoliny Południowej. Przypuszczenia te oparte są jednak na wątpliwych argumentach, natomiast za tym, że pochowany został na morzu, przemawiają liczne dokumenty. Najważniejsze są relacje Pawła Bentalou, oficera Legionu Pułaskiego i jego przyjaciela.
Symboliczny uroczysty pogrzeb Pułaskiego odbył się w Charleston. „Wasp” wpłynął do portu z opuszczoną do połowy masztu banderą. Podobnie postąpiły wszystkie statki znajdujące się w porcie. Władze Karoliny Południowej oraz władze miejskie Charleston w specjalnych uchwałach wyraziły uznanie dla bohaterstwa Pułaskiego. Naoczny świadek tych uroczystości, Paweł Bentalou, pisze „Pochód był olbrzymi i wspaniały, odpowiedni do okazji. Trumnę nieśli trzej amerykańscy i trzej francuscy oficerowie najwyższej rangi. Za trumną prowadzono pięknego konia, na nim złożone było uzbrojenie Pułaskiego i mundur, który miał na sobie w bitwach pod Savannah. Tak niezwykle tłumna była żałobna procesja, że trzeba było okrążać całe miasto do kościoła, gdzie wojskowy kapelan wygłosił piękną, wzruszającą mowę”.[21]
Koń Pułaskiego wyszedł bez szwanku z szarży pod Savannah. 17 lutego 1783 roku został sprzedany na licytacji w Nowym Jorku za 130 gwinei. Leonard Chodźko pisze, że „szablę swoją zostawił Pułaski na pamiątkę Waszyngtonowi, a resztę sprzętów i pieniądze damie francuskiej, która mu towarzyszyła podczas jego bytności w Ameryce”.[22] Autor, niestety, nie podaje źródła tych informacji.
Po śmierci Pułaskiego Kongres podjął decyzję, aby wcielić resztę jego Legionu do korpusu francuskiego pułkownika Armanda. Decyzja ta zapadła w lutym 1780 roku. Tak więc Legion przetrwał dwa lata po śmierci Pułaskiego. Stan Legionu bez Pułaskiego był opłakany. Nie było broni, amunicji, zaopatrzenia ani pieniędzy na utrzymanie. Zaczęła szerzyć się dezercja. Legion stracił samodzielność. Major P. Vernier, który nim teraz dowodził, w liście do dowódcy Armii Południowej, generała Lincolna, groził, że rozwiąże Legion, jeżeli w ciągu 14 dni „ludzie pod moją komendą nie dostaną ubrania, pieniędzy i wszelkich potrzebnych zapasów, jakie im się należą”. Pisał m.in.: „Drogi Generale! Jest moim obowiązkiem zawiadomić go o nędznym stanie dragonów biednego generała Pułaskiego; nigdy w taki sposób nie traktowano żadnego wojska; są prawie nadzy, służą w zimnych okolicach i są ciągle narażeni na złe skutki i niestałość powietrza; nigdy nie dostali żadnych koców, nie mają ani ubrania, ani koszul [...] słowem, potrzebują rzeczy, których nie odmówiłby Pan Murzynowi ani żebrakowi, aby pokryli swą nagość”.[23]
Na miesiąc przed śmiercią Pułaski pisał do Kongresu: „Nie mogłem pokornie kłaniać się władcom Europy, dlatego zaryzykowałem wszystko dla wolności Ameryki”.[24]
Od czasu do czasu wśród historyków wybuchają spory na temat rzeczywistego wkładu Pułaskiego w walkę niepodległościową Ameryki. Niektórzy twierdzą, że rolę jego się wyolbrzymia, że właściwie sprowadza się ona jedynie do brawury. Inni historycy, zwłaszcza polonijni, w poszukiwaniu pozytywnego wzorca dla Polonii amerykańskiej, przesadnie akcentowali rolę Pułaskiego w rewolucji amerykańskiej, przyczyniając się do powstania wielu legend wokół jego osoby.
W długotrwałą polemikę wokół osoby Pułaskiego przekształcił się spór między Johnsonem i Bentalouem. W 1822 roku sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych William Johnson z Charleston opublikował dwutomowe dzieło Sketches of the Life and Correspondence of General Major Nathaniel Greene (Szkice z życia i korespondencja Nataniela Greene’a, generała majora armii Stanów Zjednoczonych w wojnie rewolucyjnej). W pracy tej m.in. obarczył Pułaskiego odpowiedzialnością za porażkę armii amerykańskiej w bitwie pod Germantown. Johnson oparł się przy tym na ocenie generała Pinckneya, który wyjątkowo nie lubił Pułaskiego. Pułaski ponoć zaniedbał wówczas swe obowiązki, jako dowódca patrolu nie zachował dostatecznej czujności, rzekomo Waszyngton znalazł go śpiącego na farmie. Jakoby tylko z uwagi na rangę Pułaskiego Waszyngton puścił ten fakt w niepamięć. Johnson twierdził, że wskutek zaniedbania przez Pułaskiego obowiązków patrolowych zwiad brytyjski mógł obserwować ruchy wojsk amerykańskich, co uniemożliwiło Amerykanom planowane zaskoczenie.
Przeciwko tym zarzutom wystąpił Bentalou, który w 1824 roku opublikował pracę Obrona Pułaskiego przed gołosłownym oskarżeniem nierozważnie lub złośliwie podniesionym w sędziego Johnsona „Szkicach z życia i korespondencji gen. mjra Nataniela Greene’a”.[25] Broszura ta zawiera wiele interesujących szczegółów z życia Pułaskiego. Bentalou prawie przez cały czas pobytu Pułaskiego w Ameryce był jego bliskim towarzyszem, widział go we wszystkich ważniejszych akcjach. Słusznie pisze, że gdyby Waszyngton rzeczywiście zastał w krytycznej chwili Pułaskiego śpiącego, z pewnością zostałby on postawiony przed sąd. Przed sądem wojennym stanął zresztą generał Adam Stephen za klęskę pod Germantown. Waszyngton nigdy nie wspominał o rzekomym incydencie z Pułaskim pod Germantown.
Bentalou słusznie pisze, że po klęsce pod Germantown zbyt wielu szukało winnych niepowodzenia, a jednak nikt nie wspomniał o Pułaskim.
Pułaskiemu towarzyszyło wiele ludzi i gdyby rzeczywiście zaniedbał swe obowiązki, sprawa zostałaby natychmiast wyciągnięta na światło dzienne. Gospodarze farmy też by coś na ten temat wiedzieli. Jeżeli Jerzy Waszyngton nie oszczędził generała amerykańskiego Stephena, to dlaczegóżby miał oszczędzać Pułaskiego — jeżeli to on by zawinił. Bentalou przytacza liczne dowody na to, że Waszyngton wysoko oceniał kwalifikacje wojskowe Pułaskiego. Pod Brandywine zgodził się, aby objął dowództwo jego straży przybocznej składającej się z około 30 kawalerzystów.
W zakończeniu swej broszury Bentalou zaapelował do Johnsona, aby ujawnił źródła krzywdzących Pułaskiego informacji, a jeśli tego nie uczyni, niech przyzna się do błędu. Wytknął on zresztą kilka elementarnych błędów, jakie Johnson popełnił w swej pracy.
Do polemiki tej nawiązał historyk amerykański i biograf Pułaskiego, Jared Sparks, autor wydanej w 1864 roku książki Life of Count Pułaski (Życie hrabiego Pułaskiego), w której pisał: „W bitwie pod Germantown Pułaski wziął taki udział, na jaki pozwoliło mu jego stanowisko. Został on oskarżony przez jednego z pisarzy o niedbalstwo przy tej sposobności, mianowicie o zejście z posterunku podczas nocy, gdy szedł w przedniej straży armii, maszerującej ku liniom nieprzyjacielskim. Ponieważ żaden inny pisarz nie wspomina o tym, ponieważ oskarżenie to zostało ogłoszone publicznie dopiero w przeszło czterdzieści lat potem, ponieważ wreszcie całe życie Pułaskiego dowodzi, że jego błędem wojskowym, o ile miał jaki, było uderzenie na nieprzyjaciela ze zbytnią natarczywością, dlatego też byłoby nierozsądne i niesprawiedliwe żywić choćby na chwilę takie podejrzenie, zwłaszcza gdy jedyną jego podstawą zdają się być domysły i plotki”.[26]
Polemika między Johnsonem a Bentalouem ciągnęła się jednak dalej. Czasopismo „North American Review” omówiło przychylnie broszurę Bentaloua Pulaski vindicated, a więc podało również w wątpliwość zarzuty Johnsona. W tej sytuacji wystąpił on z artykułem, w którym starał się wykazać słuszność swych oskarżeń pod adresem Pułaskiego. Tym razem powołał się nie tylko na opinie Pinckneya, ale również Lafayette’a. Bentalou w obecności świadka zapytał wprost Lafayette’a, czy kiedykolwiek słyszał od Waszyngtona, że zastał Pułaskiego śpiącego w czasie rekonesansu jego patrolu pod Germantown. Lafayette stanowczo temu zaprzeczył i ocenił Pułaskiego niezwykle wysoko.
W 1826 roku Bentalou opublikował więc drugą broszurę Odpowiedź na uwagi sędziego Johnsona o artykule w „North American Review”, dotyczącym hrabiego Pułaskiego.[27] Broszura ta jest obroną Pułaskiego przed nieuzasadnionymi zarzutami Johnsona dotyczącymi roli, jaką odegrał on również w innych bitwach, np. pod Brandywine, Charleston, Egg Harbor.
Tuż po śmierci Pułaskiego Kongres powziął decyzję wzniesienia pomnika ku jego czci. Uchwałę tę zrealizowano jednak znacznie później, po upływie ponad 100 lat. Obywatele miasta Savannah uczcili jednak Pułaskiego wcześniej. 21 maja 1825 roku odbyła się uroczystość położenia kamienia węgielnego pod pomnik dwóch generałów: Greene’a i Pułaskiego.[28] W uroczystości tej wzięli udział m.in. przebywający wówczas z wizytą w Stanach Zjednoczonych Lafayette oraz syn Jerzego Waszyngtona. Na dokończenie pomnika trzeba było jeszcze czekać prawie 30 lat. Z braku funduszy został odsłonięty dopiero w 1855 roku.
Społeczeństwo amerykańskie uczciło pamięć Pułaskiego licznymi nazwami miast, parków, ulic, mostów, powiatów. Wystawiono mu wiele pomników, m.in. w Savannah oraz w Waszyngtonie, Milwaukee, Detroit, Providence-Manchester, Poughkeepsie i w innych miastach. W budynku Kapitolu również znajduje się popiersie Pułaskiego. Wiele szkół nosi jego imię. Tak np. w mieście Bayonne w stanie New Jersey, w którym jest spore skupisko Polonii, znajduje się szkoła średnia pod nazwą General Pulaski Vocational and Technical High School. Setki organizacji, klubów, stowarzyszeń w całym kraju nazwano imieniem Pułaskiego.
W sześciu stanach znajdują się powiaty nazwane na cześć Pułaskiego (Pulaski County). Są to stany: Georgia, Illinois, Indiana, Kentucky, Missouri i Wirginia. Jeżeli przyjrzeć się szczegółowej mapie Stanów Zjednoczonych, wielokrotnie powtarzają się na niej nazwy „Pulaski”. Są to m.in. autostrady, np. Pulaski Skyway w stanie New Jersey czy Pulaski Highway w stanie Maryland. Ponadto wiele miast, miasteczek i wiosek nosi nazwę „Pulaski” lub ma w nazwie to nazwisko, np. Pulaski Heights (Arkansas}, Mount Pulaski (Illinois), Pulaskifield (Missouri), Pulaski Township (Dakota Płn.), Pulaski Village (Wisconsin}, Pulaski (Teksas, Missisipi, Tennessee, Alabama, Georgia, Indiana, Iowa, Michigan, Kentucky, New York, Wirginia).
Ladislas J. Siekaniec ocenia, że co najmniej 25 miejscowości w Stanach Zjednoczonych nosi nazwę „Pulaski”.[29]
W sumie w Stanach Zjednoczonych imieniem Pułaskiego nazwano ponad 200 miejscowości, powiatów, mostów, okrętów i autostrad.[30]
Z okazji 150 rocznicy śmierci Kazimierza Pułaskiego poczta amerykańska wydała pamiątkowy znaczek. Dzień śmierci Pułaskiego — 11 października, jest świętem Polonii amerykańskiej. W wielu miastach odbywają się tego dnia festiwale, a w Nowym Jorku tzw. parada Pułaskiego na 5 Avenue.
Z okazji 150 rocznicy śmierci Pułaskiego prezydent Hoover powiedział o nim: „Pamięć o młodym polskim arystokracie, który przyłączył się do wojsk kolonistów amerykańskich i który brawurowo walczył od czasu, gdy przyłączył się do wojsk generała Waszyngtona aż do chwili, gdy został raniony w czasie oblężenia Savannah, zawsze pozostanie bliska obywatelom amerykańskim. Uznanie dla jego służby w wojnie o niepodległość Ameryki nigdy nie wygaśnie“.[31]
W książce The American Military Biography pisano o Pułaskim: „Prawdopodobnie odważniejszy człowiek od Pułaskiego nigdy nie pochwycił szabli [...]. W ten sposób zginął, w następstwie niezwykle odważnego i brawurowego wyczynu wybitny patriota polski, bohater sprawy wolności Ameryki. Powinniśmy czcić jego pamięć, gdyż życie jego stanowi wkład w naszą niepodległość”.[32]
Prezydent John Kennedy z okazji Dnia Pułaskiego w 1962 roku powiedział: „Generał Pułaski nie był Amerykaninem. Przebywał na tej ziemi krócej niż dwa lata, zanim zginął. Reprezentował on inną kulturę, inny język, inny sposób życia. Miał jednak to samo umiłowanie wolności, co ludzie w tym kraju. Dlatego też był on Amerykaninem w tym samym stopniu, co Polakiem”.[33]
Wyrazistą sylwetkę Pułaskiego nakreślił jego biograf, Jared Sparks: „Pułaski w prywatnym życiu był pogodny, delikatny, pojednawczy, uprzejmy, szczery, wspaniałomyślny wobec wrogów i oddany przyjaciołom [...]. Żołnierze lgnęli do niego jak do brata, cierpliwie znosili zmęczenie i stawiali czoła niebezpieczeństwom [...] kiedy zachęcał ich pochwalą czy przykładem. Miał wyjątkowy dar zjednywania sobie ludzi i dowodzenia nimi [...]. Energiczny, ważny, pełen pomysłów, spokojny w niebezpieczeństwie, mądry, nigdy nie ulegał rezygnacji, był zawsze przygotowany na wydarzenia i zdolny do osiągnięcia sukcesu. Trzymał się twardo swych zasad. Był mocno przywiązany do swojego kraju, do wolności i miał nadzieję wyzwolić ją z niewolniczego despotyzmu [...].
W czasie swej krótkiej działalności w Ameryce zademonstrował te same cechy charakteru i te same zasady. Pozyskał sobie i utrzymywał przyjaźń Waszyngtona, który kilkakrotnie publicznie chwalił jego uzdolnienia wojskowe, bezinteresowność i gorliwość, jego zasługi jako oficera i dowódcy. Nie ustawał w działaniu, a jego odwaga wybijała się przy każdym zetknięciu z nieprzyjacielem. Przyjął on nasz cel za swój własny, zespolił go ze swoimi zasadami i szlachetnymi odruchami swej natury. Stracił życie w obronie tych celów, zyskując najwyższą wdzięczność i uznanie tego narodu”.[34]
Niektórzy historycy, jak np. Tadeusz Korzon, przeciwstawiali sposób zachowania Kościuszki i Pułaskiego w czasie wojny o niepodległość. Kościuszkę przedstawiano na ogół jako zrównoważonego i skromnego, podczas gdy Pułaskiego jako odważnego, ale zbyt brawurowego i szaleńczego dowódcę.[35] Różnice osobowości i cech charakteru nie mają większego znaczenia. Obaj, na swój sposób wykorzystując maksymalnie swoje doświadczenie i umiejętności, wnieśli istotny wkład w urzeczywistnienie celu, o który walczyli koloniści amerykańscy.
Współcześnie zasługi Pułaskiego dla sprawy wolności (podobnie jak Kościuszki) często podnoszone są w Kongresie amerykańskim. Oto przykłady wypowiedzi kongresmanów i senatorów wzięte z diariusza Kongresu.
„Pułaski poniósł pod Savannah największą ofiarę dla tego kraju. Jego wkład był symbolem dążenia Polaków do walki o wolność w każdym zakątku ziemi [...]. Nazwiska Kościuszki i Pułaskiego są hasłami wolności, ich wkład jest na trwałe wpisany we wspaniałą historię amerykańskiej niepodległości”.[36]
„Czy Amerykanie mogą zapomnieć walecznego generała Pułaskiego, który dzielnie pomagał naszemu narodowi uzyskać niepodległość? Generał Pułaski przybył z Polski, by zaoferować swe umiejętności i pieniądze w tworzeniu kawalerii dla armii Waszyngtona. Nie walczył dla korzyści osobistych, lecz w imię zasad i ideałów, którym się poświęcił. Swoje oddanie wielkiej sprawie amerykańskiej generał Pułaski przejawiał w walce, odważnie atakując linie nieprzyjaciela, wyraził je poprzez swą tragiczną śmierć, która uszlachetniła go w oczach całego wolność miłującego świata. Generał Pułaski był jednym z wielu Polaków wspierających demokratyczne dążenia w Ameryce”.[37]
„Kościuszko i Pułaski wnieśli wielki wkład w ważną w historii świata wojnę [...] — gdyby nie oni dwaj, nie byłoby Stanów Zjednoczonych takich, jakie mamy. Warto pamiętać o tym, że w swoim czasie my korzystaliśmy z pomocy zagranicznej, i to pomocy o dużym znaczeniu”.[38]
Wielu Amerykanom Polska wydaje się krajem bardzo daleko położonym, a rok 1771 rokiem odległym — zauważył w 170 rocznicę Konstytucji 3 maja kongresman Schwengee. „Polska nie była jednak krajem odległym, kiedy nasz naród w XVIII stuleciu walczył o swoją wolność. Polacy, z ich przywiązaniem do wolności i odwagą, znaleźli się wśród nas. Najbardziej widoczny był Kazimierz Pułaski. Polski szlachcic, który walczył o wolność w swoim kraju i znalazł się bez grosza na wygnaniu, Pułaski zaoferował swoje usługi Waszyngtonowi. Do Ameryki przywiózł bardzo potrzebne kwalifikacje — wiedzę i umiejętność zorganizowania samodzielnej kawalerii. Toteż słusznie się go pamięta jako ojca kawalerii amerykańskiej. Przywiózł jednak coś więcej niż kwalifikacje — poświęcenie dla wolności i przekonanie, że wolność jest niepodzielna. Zginął w walce o swobody amerykańskie w przekonaniu, że człowiek dopóty nie będzie wolny, dopóki wszyscy ludzie nie będą wolni. Wykazał Amerykanom, że nie byli osamotnieni w walce”.[39]
Kongresman John J. Rooney z Nowego Jorku obszernie przedstawił działalność Pułaskiego w Ameryce i zakończył stwierdzeniem: „Z dumą przyłączamy się do naszych przyjaciół i obywateli polskiego pochodzenia w celu uhonorowania naszego wspólnego bohatera i dobroczyńcy. Parady z okazji Dni Pułaskiego oraz inne uroczystości rocznicowe są świadectwem naszej wdzięczności za najwyższą ofiarę, jaką dla nas złożył Pułaski. Są również świadectwem naszego uznania dla wkładu tysięcy Amerykanów polskiego pochodzenia w nasze życie i dobrobyt w ciągu ostatnich dwu stuleci. Żadna inna grupa etniczna spośród składających się na nasze społeczeństwo nie uczyniła więcej dla naszego kraju niż ci obywatele, którzy z dumą przyznają się do polskiego pochodzenia”.[40]
Przytoczyłem w dość obszernym wyborze współczesne opinie o Pułaskim wyrażone na forum Kongresu amerykańskiego. Świadczą one o tym, że pamięć o Pułaskim jest do dzisiejszego dnia żywa w Stanach Zjednoczonych.[41] Choć nie wnoszą nic nowego do naszej wiedzy o działalności Pułaskiego w czasie wojny o niepodległość, zawierają często nawet przesadne oceny jego czynów, stanowią moralną rekompensatę za niedocenianie przez historiografię amerykańską wkładu Polaków w zwycięstwo rewolucji amerykańskiej.



Przypisy

  1. Tadeusz Korzon: Pułaski i Kościuszko, cyt. za: Tadeusz Kościuszko w historii i tradycji..., s. 122.
  2. Robert Joseph Kerner: Brigadier General Casimir Pulaski, A Hero of the American Revolution. San Francisco 1936, s. 11.
  3. Cyt. za: Bolesław Gebert: Pierwsi Polacy w Stanach Zjednoczonych..., s. 16.
  4. Leonard Chodźko: Żywot Kazimierza na Pułaziu Pułaskiego, starosty zezulenickiego, marszałka konfederacji łomżyńskiej, regimentarza małopolskiego, jenerała w wojsku amerykańskim. Lwów 1869, s. 185—186.
  5. Karol Wachtl: Polonia w Ameryce..., s. 36.
  6. Cyt. za: Mieczysław Haiman: Z przeszłości polskiej w Ameryce..., s. 41.
  7. Leonard Chodźko: Żywot Kazimierza na Pułaziu Pułaskiego..., s. 215.
  8. Laura Pilarski: They Come from Poland..., s. 29.
  9. Mieczysław Haiman: Polacy wśród pionierów Ameryki..., s. 98—99.
  10. Władysław Wayda: Pułaski w Ameryce (w sto pięćdziesiątą rocznicę zgonu). Warszawa 1930, s. 51—52.
  11. Listę nazwisk próbował zidentyfikować M. Haiman w pracy: Polacy w walce o niepodległość Ameryki. Szkice historyczne. Chicago 1931, s. 170—179.
  12. 12,0 12,1 Miecislaus Haiman: Poland and the American Revolutionary War. Published by the Polish Roman Catholic Union of America for the Two Hundred Anniversary of the Birth of George Washington. Chicago 1932, s. 30.
  13. Tekst wiersza cyt. za: M. Haiman: Z przeszłości polskiej w Ameryce..., s. 48—49.
  14. Władysław Wayda: Pułaski w Ameryce..., s. 61.
  15. Bogdan Grzeloński, Izabella Rusinowa: Polacy w wojnach amerykańskich 1775—1783, 1861-1865. Warszawa 1973, s. 71.
  16. Władysław Wayda: Pułaski w Ameryce..., s. 85.
  17. Paul Bentalou: Pułaski Vindicated from Unsupported Charge..., s. 27—28.
  18. Cyt. za: Karol Wachtl: Polonia w Ameryce... s. 36-40. Tekst angielski patrz The Poles in America 1608—1972. A Chronology and Fact Book. Comp. and ed. by Frank Renkiewicz. Oceana Publications, Inc., Dobbs Ferry, New York 1973, s. 43—45.
  19. Cyt. za: Mieczysław Haiman: Z przeszłości polskiej w Ameryce..., s. 56-57.
  20. Leonard Chodźko: Żywot Kazimierza na Pułaziu Pułaskiego..., s. 207—208.
  21. Paul Bentalou: Pułaski Vindicated from Unsupported Charge..., s. 30—31.
  22. Leonard Chodźko: Żywot Kazimierza na Pułaziu Pułaskiego..., s. 217.
  23. Mieczysław Haiman: Polacy wśród pionierów Ameryki..., s. 103.
  24. Laura Pilarski: They Come from Poiand..., s. 35.
  25. Pułaski Vindicated from Unsupported Charge Inconsiderately or Malignantly Introduced in Judge Johnson’s „Sketches of the Life and Correspondence of Major Gen. Nathaniel Greene” by Paul Bentalou. Printed by John D. Toy. Baltimore 1824.
  26. Cyt. za: Mieczysław Haiman: Z przeszłości polskiej w Ameryce..., s. 87.
  27. A Reply to Judge Johnson’s Remarks on an Article in the North American Review, relating to Count Pulaski.
  28. W 1825 r. ukazała się w Bostonie książka przedstawiająca dość szczegółowo życie Pułaskiego. Love and Patriotism of the Extraordinary Adventures of Mons. Duportail, Late Major-general of the Army of the United States. Interspersed with Many Surprising Incidents of the Life of the Late Count Pulaski. Boston 1825, s. 108.
  29. Ladislas J. Siekaniec: Pulaski, USA. „Polish-American Studies”, vol. VII, No 1—2, January-June 1950.
  30. Joseph A. Wytrwal: Pulaskiana in America. „Polish-American Studies“, vol. XIV, No 1—2, January-June 1957.
  31. Cyt. za: Sigmund H. Uminski: The Poles in America. Westfield, N.Y. 1962, s. 8.
  32. Cyt. za: Bolesław Gebert: Pierwsi Polacy w Stanach Zjednoczonych..., s. 18.
  33. Cyt. za: Laura Pilarski: They Come from Poland..., s. 36.
  34. American Biographies, 2nd Serie, vol. IV, s. 444. Por. również M. Haiman: Poland and the American Revolutionary War, s. 32.
  35. Tadeusz Korzon: Kościuszko. Kraków 1894, s. 141—142 i nast.
  36. „Congressional Record”, vol. 97, May 3, 1957, s. 4863.
  37. Tamże, s. 7471.
  38. Tamże, vol. 104, May 5, 1958, s. 8029.
  39. Tamże, vol. 107, May 3, 1961, s. 7227.
  40. Tamże, Extension of Remarks, October II 1973, s. E 6411.
  41. Oprócz cytowanych w niniejszym szkicu publikacji o Pułaskim należy wymienić jeszcze następujące: Alski Victor I: General Casimir Pulaski, the First Chief of American Cavalry. „Cavalry Journal”, May-June 1932; Gordon William: Count Casimir Pulaski. „Georgia Historical Quarterly”, XIII, September 1929; Konopczyński Władysław: Casimir Pulaski. Archives and Museum of the Polish Roman Catholic Union, Chicago 1947; Manning Clarence A.: Soldier of Liberty Casimir Pulaski. Philosophical Library, New York 1945; Zaleski Anthony F.: Pulaski Hero of Two Continents. Polish Daily „Zgoda”, Chicago 1933. W.M. Kozłowski opublikował zbeletryzowaną opowieść historyczną o pobycie Pułaskiego w Ameryce Rycerz Wolności (Kazimierz Pułaski). Wydawnictwo M. Arcta, Warszawa 1920.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.