Polacy i polskość ziemi złotowskiej w latach 1918-1939/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zieliński
Tytuł Polacy i polskość ziemi złotowskiej w latach 1918-1939
Pochodzenie Prace Instytutu Zachodniego nr 12
Wydawca Instytut Zachodni
Data wydania 1949
Druk Państw. Pozn. Zakł. Graf. Okręg Północ
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ II.
LUDNOŚĆ, ADMINISTRACJA I SAMORZĄD W LATACH 1918–1939.
(Liczba Polaków w powiecie złotowskim — stopień ich uświadomienia narodowego — stosunek społeczeństwa niemieckiego do grupy polskiej — Polacy we władzach samorządowych powiatu).

Tym sposobem Niemcom dostała się kraina, która nie tylko liczbą, ale i jakością elementu narodowego celowała wśród innych skupisk polskich w Rzeszy niemieckiej.
Spis 1925 r. stwierdził tu na ogólną liczbę 41 tys. 241 mieszkańców 4.393 osób z polskim jęz. ojczystym (10,65%) i 2.553 osób dwujęzycznych z językiem ojczystym polskim i niemieckim (6,19), czyli razem 16,84%[1] Polaków. Cyfra ta jednak jest do tego stopnia niezgodna z rzeczywistością, że nie posiada nawet wartości orientacyjnej. Wynika to z zestawienia jej ze spisami ludności sprzed pierwszej wojny (por. niżej tab. I) a także z niemieckimi danymi cząstkowymi z roku 1936/37, znalezionymi w aktach archiwum regencji w Pile[2] i służącymi jako podkład do pertraktacji z prałaturą w Pile w sprawie ograniczenia ilości polskich nabożeństw (por. tab. II i III).

Tab. I[3] Polacy i Niemcy w pow. złotowskim
wg spisów przedwojennyc
h:
0rok000 000Polacy000 000Niemcy000
 1846[4] 13 870 34 797
 1825[4] 14 622 38 102
 1861 14 937 43 758
 1900 16 733 49 019
 1905 18 042 49 167
 1910 17 028 50 648
 1925 06 946 34 267

Okazuje się z tab. I, że przed I wojną światową element polski rozwijał się słabo, lecz stale (z wyjątkiem niezrozumiałego załamania w r. 1910). Dodatkowe obliczenia[5] ujawniają, że w latach 1846—1910 Polacy stanowili przeciętnie od 24,6% (w r. 1910) do 28,4% (w r. 1846) ogółu ludności powiatu. Tymczasem w r. 1925 liczba Polaków maleje schodząc do 40% stanu poprzedniego, mimo że w okrojonym powiecie ewentualnej zmiany stosunku liczbowego Polaków do Niemców należałoby się spodziewać raczej na korzyść pierwszych, a w każdym razie przynajmniej nie na korzyść Niemców. Trzeba bowiem pamiętać, że część powiatu złotowskiego, którą przyznano Niemcom, bardziej była polska niż przyłączona do Polski[6], a zatem i Polacy w nowym kadłubowym powiecie przedstawiali proporcjonalnie większą siłę niż dawniej[7].
Pospolity fałsz, jakim jest niemiecka statystyka narodowościowa z r. 1925 (a tym bardziej z r. 1933 i 1939), przygwożdżony zostaje przez wspomniane już zestawienia ludności polskiej powiatu złotowskiego dokonane z ramienia regencji w Pile w r. 1936—37[8]. Obejmuje ono niestety tylko kilkanaście najbardziej polskich miejscowości; wynika z niego, że Polaków było tam więcej, niż ich stwierdza spis urzędowy w całym powiecie, ba, w całej prowincji. A i te zestawienia budzą poważne zastrzeżenia, jako obliczone na osiągnięcie celu polityczno­‑religijnego i wywarcia presji moralnej na prałaturę w Pile. Wyglądają one następująco:

Tab. II[9].
miejscowość kat. ogół. Niemcy „warstwa
pośrednia“
Polacy
01. Złotów 04313 2868 0697 0748
02. Krajenka 02090 2024 0051 0015
03. W. Buczek 01028 0576 0094 0358
04. Zakrzewo 01953 0624 0329 1000
05. Głomsk 00531 0188 00 0343
06. Pol. Wiśniewka 00876 0494 0071 0311
07. Radawnica 01045 0792 0100 0153
08. Sławianowo i Rudna 01293 0377 0232 0684
09. Głubczyn 00399 0296 0022 0081
10. Podróżna 00269 0051 0016 0202
  Razem 13797 8290 1612 3895


Polacy i „warstwa pośrednia“ razem: 5507.
Tab. III[10].
miejscowość kat. ogół. „o pol­s­kim
nast.“
Niemcy Polacy
01. Złotów 04313 1445 03565 0748
02. Krajenka 02090 0100 02075 0015
03. W. Buczek 01199 0500 00841 0358
04. Zakrzewo 01953 1500 00953 1000
05. Głomsk 00531 0460 00188 0343
06. Pol. Wiśniewka 00876 0400 00565 0311
07. Radawnica 01045 0253 00892 0153
08. Sławianowo i Rudna 01293 0930 00609 0684
09. Głubczyn 00399 0103 00318 0081
10. Podróżna 00269 0220 00067 0202
  Razem 13968 5911 10073 3895

W tabelce powyższej zatem władze niemieckie zmodyfikowały swój szacunek liczby Polaków, wyrażony w tabelce II, na ich korzyść, przy czym curiosum jest zaliczenie części osób „o nastawieniu polskim“ — do narodowości niemieckiej. A działo się to w przeddzień ogłoszenia ustawy o spisie ludności (4 października 1937), w której urzędowo usankcjonowano zasadę subiektywnego kryterium (oświadczenie woli) przynależności narodowej, z której by nieodparcie wynikało, że „polnisch gesinnt“ może być tylko Polakiem, a nie Niemcem... Drugim aspektem tego curiosum jest okoliczność, że pow. złotowski byłby jedynym chyba terenem w Rzeszy, gdzie ludność polska pod panowaniem reżimu hitlerowskiego polonizowałaby przygniatającą — wedle źródeł niemieckich — większość niemiecką, gdy na podstawie międzywojennych statystyk niemieckich przyzwyczailiśmy się do „asymilowania“ Polaków przez Niemców w tempie 1 500 000 — 800 000 — 400 000.
Cyfry, pochodzące z zestawień urzędowych z 1936/37 warto skonfrontować z wynikami spisu ludności w r. 1925 i 1933 (w tym ostatnim trzeba się zadowolić jedynie cyfrą Polaków na terenie całej prowincji Pogranicze, gdyż danych dla samego powiatu złotowskiego brak). Uzyskamy wówczas obrazek następujący: w roku 1925 było 6946 Polaków w pow. złotowskim, w r. 1933 — już tylko 9551 na całym Pograniczu[11] (9 powiatów!) ...a w r. 1936/37 — 5911 Polaków w 11 miejscowościach jednego powiatu[12].
Nie tylko Polacy nie wierzyli statystykom niemieckim. Nie wierzyli im również sami Niemcy — i to czynniki urzędowe, skoro mimo posiadania wyników spisu z 1933 r. przygotować musiały do własnego użytku nowe lokalne spisy, bliższe rzeczywistości. Ale i te, bliższe rzeczywistości, mimo to były od niej mocno oddalone. W korespondencji między prałatem Hartzem a regencją w Pile w związku z planami ograniczenia ilości nabożeństw polskich (fragmentami tej korespondencji są także przytoczone w tabelce II i III zestawienia) znajdujemy m. in. list prałata Hartza, datowany 5 czerwca 1937, z następującą uwagą: „...odnoszę wrażenie, że dane, znajdujące się w statystyce regencji — nie są zgodne z rzeczywistością“[13]. W raporcie zaś regencji do ministerstwa spraw wewnętrznych z 14 lipca 1937 czytamy, że zastrzeżenia podnoszone przez prezydenta regencji pilskiej co do „stosunku liczbowego ludności niemiecko­‑katolickiej i polsko­‑katolickiej (sc. mowa tu o stosunku tym w interpretacji władz kościelnych), oparte na wynikach spisu ludności z 16 czerwca 1933, nie są uznawane przez prałaturę. Podstawą dla argumentowania w sprawie wzajemnego stosunku nabożeństw niemieckich i polskich może być, według poglądów prałata dra Hartza, jedynie język ojczysty, stwierdzony przez księży polskich i wypełnione kartki do spowiedzi. Obliczone w ten sposób przez prałaturę stosunki liczbowe wykazują znacznie większą („erheblich grössere“) liczbę katolików Polaków, niż to stwierdziły moje dane“[14]. W innym zaś piśmie, datowanym z 25 lutego 1937, wysoki urzędnik regencji, dr Schmidt­‑Carlshausen donosi ministerstwu spraw wewn.: “...dalej zakomunikował (sc. prałat)..., że w Wiśniewce 2/3 kartek do spowiedzi wypełniono po polsku. W r. 1928 okazało się podczas zbierania podpisów za pomnożeniem kazań niemieckich, że tylko 226 osób zdeklarowało się w tym kierunku“[15].
Przypomnijmy, że w zestawieniu (tab. III) władze niemieckie stwierdziły w Polskiej Wiśniewce dwa razy więcej Niemców katolików, a mianowicie 565.
W gąszczu demaskującej co krok swą kłamliwość międzywojennej statystyki niemieckiej trudno dostrzec choćby jedną tylko do prawdy podobną cyfrę. Nie ma zatem innego wyjścia, jak na podstawie spisu z r. 1910 określić przynajmniej w przybliżeniu liczbę Polaków w pow. złotowskim.
Ukrywający się pod pseudonimem Andrzej Krajna­‑Wielatowski autorowie „Ziemi Złotowskiej“ oceniają Polaków w Złotowskiem przed pierwszą wojną na ok. 20.000 osób, z czego ok. 15.000 pozostać miało po stronie niemieckiej, ok. 5.000 zaś znalazło się w Polsce[16]. Należy dodać, że jeden z nich pochodził z Ziemi Złotowskiej, długo na jej terenie mieszkał i stąd uchodzić może za autorytet w tych sprawach.
Odbiega to niewiele od wyników spisu z r. 1910, który wykazał w pow. złotowskim w granicach sprzed I wojny 69186 mieszkańców, w tym 17028 Polaków. Ponieważ międzywojenny powiat złotowski zachował 59,6% swego stanu liczbowego, przeto odpowiednia proporcja Polaków wynosiłaby 10149. Zważywszy jednak, że już spis z r. 1910 nie budził pełnego zaufania przez swe, niczym nie uzasadnione, obniżenie liczby Polaków w powiecie o z górą 1000 osób w okresie 1905—1910, zważywszy dalej, że po stronie niemieckiej pozostała proporcjonalnie większa liczba Polaków niż Niemców, że wreszcie przyrost naturalny społeczeństwa polskiego był bezsprzecznie wyższy niż niemieckiego — trzeba przyjąć, że cyfra 11—12 tys. Polaków pozostałych w niemieckiej części powiatu nie jest przesadzona, tym bardziej, że daje mniej więcej obraz stosunku liczbowego Polaków do Niemców w r. 1905, kiedy Polacy stan. ok. 28% ludności powiatu.
Mimo całej kłamliwości niemiecka statystyka narodowościowa ma pewną obiektywną wartość. Daje mianowicie możliwość przeprowadzenia analogii pomiędzy poszczególnymi środowiskami polskimi w Niemczech. Wówczas bowiem, jak przy oglądaniu przedmiotu przez pomniejszające szkło — mimo zmniejszenia całości obrazu — proporcje w nim zachowane są właściwe, gdyż Niemcy nie mieli interesu w popieraniu określonych grup ludności polskiej.
Tak np. statystyka niemiecka pozwala na stwierdzenie stopnia uświadomienia narodowego w poszczególnych skupiskach polskich przez obliczenie odsetka Polaków „jednojęzycznych“ i „dwujęzycznych“. Odsetek ten jest dla Pogranicza jak najpochlebniejszy, podobnie jak imponujący rozwój polskiego szkolnictwa w tej ziemi, czy udział Polaków tamtejszych w organizacjach politycznych i kulturalnych (nie przeważnie gospodarczych, jak na Śląsku[17].
Sprawdziany wysokiego uświadomienia narodowego można jeszcze uzupełnić, konfrontując ilość Polaków w Złotowskiem z liczbą głosujących na listy polskie w wyborach do ciał parlamentarnych i porównując to następnie z odpowiednimi wynikami na innych terenach lub — krócej — na terenie całej Rzeszy.
Uprawnionych do głosowania szacuje się przeciętnie na 66% ogółu ludności. Przy 6946[18] Polakach w pow. złotowskim w r. 1925 otrzymujemy ok. 4630 uprawnionych do głosowania[19]. Statystyka niemiecka stwierdza, że w wyborach do Reichstagu 6 czerwca 1920 w pow. złotowskim padło 4431 głosów polskich, a w wyborach do Reichstagu 4 maja 1924 — 3470 głosów polskich, czyli 89,2% i 74,9% ogółu Polaków uprawnionych do głosowania oddało głosy na listy polskie.
Przy 802.934 Polaków w całych Niemczech (również w r. 1925) za uprawnionych do głosowania należało by przyjąć ok. 535.290 osób.
W wyborach do Reichstagu w r. 1920, 1921 i 1922[20] padło ogółem ok. 140.000 głosów polskich, w dniu zaś 4 maja 1924 96.715[21], czyli na listy polskie głosowało zaledwie 26,1% i 18% ogółu uprawnionych Polaków.
W niektórych skupiskach polskich jak np. na Mazurach Kaszubach lub niektórych okręgach Śląska kwestia ta przedstawiała się jeszcze tragiczniej[22] i tylko jeden pow. babimojski mógł pod względem uświadomienia narodowego iść o lepsze ze złotowskim[23].
Uparta walka o prawo do narodowego bytu wytworzyła, jak widzimy, w Ziemi Złotowskiej specjalny typ kresowego Polaka. Musiał on być wysokiej próby, o czym świadczy niepodejrzany sąd nieprzejednanego wroga polskości, hitlerowskiego landrata Ackmanna, który w raporcie do władz w okresie największych triumfów Niemiec, po zwycięstwie nad Francją, stwierdza „jeszcze teraz nadzwyczajnie świadomą siebie postawę mniejszości“ („ausserordentlich selbstbewusste Haltung der Minderheit“[24].
Natężenie walki narodowej zależało nie tylko od stanowiska władz państwowych, nie tylko od naszkicowanego co dopiero uświadomienia narodowego i dynamizmu społeczeństwa polskiego, ale i od nastawienia do ludności niemieckiej w powiecie, stanowiącej bądź co bądź żywioł dominujący, ze wszech stron oblewający polską osamotnioną wyspę. Stąd też krótka choćby analiza sił i stosunku do problemu polskiego u większości niemieckiej potrzebna jest dla poznania i zrozumienia przebiegu i wyniku toczonej walki.
Żywioł niemiecki w Złotowskiem był trzykrotnie liczniejszy od polskiego. Spis z r. 1925 stwierdził co prawda 34267 Niemców (na ogólną liczbę mieszkańców powiatu 41241[25], lecz liczbę tę jako uzyskaną kosztem Polaków należy obniżyć o kilka tysięcy, tak że będzie wynosiła ona około 30000 osób.
Rozmieszczenie zarówno Niemców jak i Polaków w terenie było bardzo nierówne. Obok wsi prawie czysto polskich (Zakrzewo, Sławianowo, Głomsk, Podróżna) zdarzają się obszary zasiedlone wyłącznie przez żywioł niemiecki. Dotyczy to zwłaszcza okolic, traktowanych jako tereny kolonizacyjne, choć i wśród wsi założonych dla celów germanizacyjnych nie brak takich, które się spolszczyły (np. Królewska Wieś). Za tereny kolonizacyjne Niemcy uznawali szczególnie chętnie grunty położone w bezpośrednim sąsiedztwie gmin najbardziej polskich lub nawet z ich obrębu wykrojone (Wielkie, Średnie, Małe Drożyska koło Zakrzewa, Nowy Buczek koło W. Buczka, Nowa Wiśniewka koło Pol. Wiśniewki i i.[26].
Wzajemne wydzieranie sobie ziemi stanowiło doskonałą pożywkę dla rozkwitu przeciwieństw narodowych, stwierdzanych zresztą we wszystkich terenach przygranicznych. Język polski, zasłyszany na ulicach Lipska, Drezna czy nawet Berlina, wywoływał najwyżej zaciekawienie, tu w Pile czy Człuchowie — nienawistne spojrzenie lub nawet czynne wystąpienia.
W nastrojach antypolskich celowała młodzież, w szczególności ta, którą już wychował reżim hitlerowski, choć i przedtem stanowisko jej wobec polskości nie pozostawiało złudzeń. Wielce znamienne w tym względzie są wyniki przeprowadzonej przez pewnego nauczyciela niemieckiego ankiety pt. „Polska i wojna“ („Polen und der Krieg“[27]. W ankiecie wzięły udział dzieci w wieku lat 11—14. Pierwsze pytanie brzmiało: „Kochacie czy nienawidzicie Polaków?“ „Spróbujcie powiedzieć dlaczego?“ Na pytanie to 6% dzieci odpowiedziało, że „kocha“, 2% odnosi się obojętnie a 92% ich „nienawidzi“. Wśród uzasadnień dla odpowiedzi negatywnych znajdujemy m. in.: „Są to (sc. Polacy) zwyczajne psy, ponieważ nam zrabowali tyle ziemi“. „Jest to podstępny, grabieżczy naród, gdyż obrabowali oni Niemcy i uciskają niemczyznę w Polsce“, Niektórzy tolerują inne narody, ale nie Polaków. Jeden oświadcza, że nienawidzi Francuzów, ponieważ pomagają oni Polakom itd.
Nie dziw, że tego rodzaju młodzież, ujęta w karby hitlerowskich organizacyj pogłębiała jeszcze swoją nienawiść do wszystkiego, co polskie, zapoznając się zarazem poprzez naukę historii Polski i języka polskiego jak najdokładniej z wrogiem, którego zwalczaniu miała się poświęcić. W tym celu organizowane były tzw. Grenzschullager, których zadaniem było umożliwić „przeżycie granicy“ i przekazywanie tego przeżycia innym[28]. Znając te warunki wychowania nie trudno znaleźć sprawców 32 wypadków szykan antypolskich i napadów, dokonanych w ciągu jednego (pierwszego) półrocza 1933 na terenie samego tylko Pogranicza (tj. głównie w pow. złotowskim)[29], sprawców krwawych napadów w dn. 30 lipca 1932 w Zakrzewie, 14 sierpnia 1932 w Głomsku itd.[30].
Ta młodzież, często jeszcze dzieci, była zresztą niczym innym jak zamierzonym produktem wychowania w organizacji, szkole i w domu. Należało do pospolitych wypadków wyśmiewanie przez nauczycieli w szkołach dzieci polskich (nauczyciel Manthey ze Stawnicy) za ich narodowość i język, co szczególnie dało się odczuwać w okresie przed r. 1929, gdy nie istniały szkoły polskie. Było to do tego stopnia nagminne, że poseł polski w sejmie pruskim, Jan Baczewski, niestrudzony działacz narodowy, zmuszony był w ostrych słowach napiętnować podczas obrad sejmowych dnia 7 maja 1925 wypadki, iż języka polskiego i religii uczyli zdecydowani wrogowie polskości, w dodatku nie znający niemal słowa po polsku. Pos. Baczewski posługiwał się przy tym przykładami z pow. sztumskiego i złotowskiego.
Nauczyciele niemieccy byli szczególnymi wrogami polskości. Wniosek ten nasuwają poza przytoczonymi także inne fakty. Tak np. 15 kwietnia 1929 r. Związek Niemieckich Nauczycieli Katolickich Pogranicza („Der katholische Lehrerverein der Grenzmark“) wystosował obszerny memoriał do władz szkolnych, w którym po wyrażeniu wdzięczności za „zarządzenia... mające na celu utrzymanie („Erhaltung“) szkół[31] niemieckich w miejscowościach, gdzie utworzono polskie szkoły mniejszościowe“ czytamy w dalszym ciągu: „Aby sparaliżować („die Spitze abzubrechen“) agitację polską przeciwko szkołom niemieckim, dzieci z polskim językiem ojczystym utrzymać na stałe przy szkole niemieckiej a innym dzieciom z polskim językiem ojczystym ułatwić powrót ze szkoły mniejszościowej do szkoły niemieckiej — prosimy uprzejmie o pozwolenie na nauczanie w szkołach tych (sc. niemieckich), jak dotąd, religii (sc. po polsku) i jęz. polskiego“ (w tym miejscu uwaga na marginesie „das soll geschehen“[32]. Przytoczony fragment memoriału ujawnia expressis verbis, iż odciąganie dzieci „z polskim jęz. ojczystym“ od szkół polskich było przemyślanym planem nauczycieli niemieckich, aprobowanym przez władze w momencie, gdy uruchomione z takim trudem szkoły polskie jeszcze na dobre nie rozpoczęły działalności. Zwrócić trzeba uwagę na istotną kwestię, że mamy tu do czynienia z nauczycielami katolikami, których akcja była tym niebezpieczniejsza dla religijnego ludu polskiego. Fakt ten przypisać należy niewątpliwie działaniu dalekosiężnego ramienia katolickiego Centrum, które nie mając w Złotowskiem do dyspozycji tylu księży, ilu ich miało np. na G. Śląsku, przerzuciło główny ciężar roboty antypolskiej na barki katolickich nauczycieli.
Podobnie jak oni, o niemieckość Pogranicza troszczył się także inny związek katolicki, mianowicie „Związek Niemiec Katolickich“ („Der Volksverein für das katholische Deutschland“), W piśmie z 28 czerwca 1932 zwraca się on do regencji w Pile z prośbą o przesłanie nazwisk uświadomionych nauczycieli niemieckich, ponieważ „okazało się konieczne przeciwdziałać wszelkimi siłami silnej propagandzie polskiej na Pograniczu“ („dass der starken polnischen Propaganda in der Grenzmark von uns aus mit allen Mitteln entgegengearbeitet wird“)[33].
Ukoronowaniem działalności czynników szowinistycznych wśród społeczeństwa niemieckiego było założenie „Związku niemieckiego Wschodu“ („Bund Deutscher Osten“) w dniu 26 maja 1933 jako naczelnej organizacji antypolskiej, jednoczącej w swym ręku całą strategię walki z polskością[34]. Stowarzyszenie to wraz ze znanym polakożercą Kube przejęło wszystkie polakożercze tradycje Deutscher Ostbund i Ostmarkenverein.
Związek ten wielokrotnie dawał się we znaki ludności polskiej, jak przede wszystkim podczas spisów w czerwcu 1933 i w maju 1939.
Rozważania nad liczebnością i stosunkiem do Polaków żywiołu niemieckiego w Ziemi Złotowskiej są z tego powodu szczególnie ważne, że od tych czynników w dużej mierze zależało, czy i o ile grupa polska wprowadzi swych przedstawicieli do lokalnych instytucji samorządowych, jak rady gminne, rada powiatowa, wydział powiatowy i i. Dane, dotyczące tego zagadnienia, niestety są bardzo ułamkowe, tak że poniższe jego przedstawienie może mieć jedynie charakter orientacyjny.
W r. 1920 w wyborach komunalnych w Złotowskiem Polacy uzyskali poważne sukcesy. W radzie miejskiej Złotowa znalazło się 8 Polaków a w radzie szkolnej 12. W gminach wiejskich wynik wyborów był jeszcze pomyślniejszy. Nawet w r. 1928 rady gminne niektórych miejscowości składały się z samych prawie Polaków[35]. Ważną kwestią był także udział Polaków w sejmiku powiatowym i wyłanianym zeń wydziale powiatowym. W pierwszej powojennej kadencji zasiadało w sejmiku 9 przedstawicieli polskich, później 5 na ogólną liczbę 23 delegatów[36]. W wyborach samorządowych r. 1929 liczba głosów polskich zwiększyła się z 2984 do 3019 (tendencja zwyżkowa dała się zauważyć przede wszystkim w miejscowościach, w których wówczas uruchomiono szkoły polskie). Mimo wzrostu liczby głosów stan posiadania polskiego w sejmiku powiatowym skurczył się z 5 mandatów do 4[37]. Przypisać to należy silnie zwiększonej frekwencji wyborczej wśród Niemców, skutkiem czego podwyższono dzielnik wyborczy. Jeden z delegatów polskich wszedł do wydziału. Gorszy był wynik wyborów do złotowskiej rady miejskiej, gdzie znalazło się tylko 2 Polaków.
Jak w innych dziedzinach tak i na polu samorządowym Polacy byli wielokrotnie upośledzani przez władze państwowe, tj. przez landratów, którym zarówno ustawa z 3. VII. 1891 „dla 7 wschodnich prowincyj monarchii“ jak i jeszcze bardziej — zmieniona ustawa z 25 września 1925 dała rozliczne możliwości opierania się woli wyborców, gdy nie idzie ona po linii tendencyj politycznych państwa[38]. Szczególnie jaskrawy był w tej mierze wypadek niezatwierdzenia przez landrata złotowskiego (za zgodą wydziału powiatowego) Władysława Budnika, wybranego wójtem w Królewskiej Wsi. Sprawa oparła się w następnej instancji o wydział okręgowy w Pile (Bezirksausschuss — na szczeblu prowincji), który jednak zażalenie polskie odrzucił ze względów formalnych. Podniesiona z kolei przez pos. Baczewskiego w sejmie pruskim dotarła do min. spraw wewn. I ten odrzucił zażalenie ze względów formalnych[39].
Podobnie charakterystyczny wypadek zdarzył się 30 marca 1933 r. w Zakrzewie. Wybrany wójtem Jan Jasiek nie został zatwierdzony przez landrata, który zarządził nowe wybory. Dały one ten sam wynik co poprzednie, lecz landrat znowu nie zatwierdził dokonanego wyboru, tylko zamianował wójta i dwóch sołtysów według swego uznania. W odpowiedzi na protest Zw. Pol. w N. min. spr. wewn. oświadczyło, że niezatwierdzenie przez landrata jest uzasadnione „z powodu stwierdzonych nieprawidłowości” (sc. w wyborach), bynajmniej ich nie wymieniając[40]. Te i inne wypadki utrudniania pracy w radach gminnych delegatom polskim nie były obce pruskiemu min. spr. wewn., skoro z datowanej 29 listopada 1933 odpowiedzi na zażalenie Zw. Pol. w N. dowiadujemy się, iż ministerstwo zmuszone było „poczynić kroki („es ist Vorsorge getroffen“), zapewniające przedstawicielom mniejszości polskiej niedoznawanie przeszkód... w wykonywaniu swych uprawnień“[41]. Pozostało to oczywiście na papierze, jak o tym świadczy memoriał Zw. Pol. w N. do min. spr. wewn. Rzeszy z 2 czerwca 1938[42]. Bez istotnego znaczenia pozostało też oświadczenie Hessa, wyrażone w piśmie z 27 stycznia 1937 r. do Zw. Pol. w N.[43] w odpowiedzi na liczne jego petycje, iż „...na członków rad gminnych mogą być mianowani także członkowie mniejszości narodowych.“ Tu trzeba wyjaśnić, że od 30 stycznia 1935 r. obowiązywała nowa ustawa samorządowa; która między innymi wprowadzała zasadę nominowania radnych na podstawie ich zasług dla niemczyzny i partii narodowo­‑socjalistycznej, głos decydujący zaś w reprezentacji samorządowej przyznawała delegatowi N. S. D. A. P. itp.[44].


Przypisy

  1. Schmitz-Frase: „Landeskunde der Provinz Grenzmark“, str. 132 (omyłkowo podano tam 12,8% osób z tylko polskim językiem ojczystym).
  2. Te ostatnie dane przeznaczone były tylko do użytku wewnętrznego i nigdy nie były publikowane.
  3. Otto Goerke: „Der Kreis Flatow“, str. 108.
  4. 4,0 4,1 Przypis własny Wikiźródeł Możliwy błąd: być może zamieniony rok 1846 i 1825.
  5. Otto Goerke: „Der Kreis Flatow“, str. 107 i 108.
  6. A. Krajna-Wielatowski: „Ziemia Złotowska“, str. 21.
  7. Emigracja Polaków ze Złotowskiego do Odrodzonej Polski była mała.
  8. Por. w związku z tym uwagi wyżej, str. 52.
  9. Akta arch. w Pile.
  10. Różnica między liczbą „katolików ogółem” w tab. II i III w W. Buczku tłumaczy się różnicą w czasie sporządzenia danych, dotyczących W. Buczka, skąd pochodzi także rozbieżność między sumami rubryki „katolicy ogółem” w II i III tabelce. Akta arch. w Pile.
  11. Wg podziału administracyjnego niemieckiego.
  12. Podobne urzędowe, lecz nie opublikowane przez Niemców zestawienie z 11 innych miejscowości pow. babimojskiego (również Pogranicze), ogłosił A. Targ w „Przeglądzie Zach.“, nr 6/47 r., str, 481 i nast. Wg tego zestawienia naliczyli Niemcy w owych 11 miejscowościach 4464 Polaków. Razem więc w 22 miejscowościach da to sumę 10375 Polaków.
  13. Archiwum w Pile.
  14. Tamże.
  15. Tamże.
  16. A. Krajna-Wielatowski: „Ziemia Złotowska“, str. 21.
  17. Por. „Uwagi wstępne“, str. 19 i 29.
  18. Ze względu na konieczność przeprowadzenia analogii, trzeba się przy tej konfrontacji oprzeć na oficjalnych wynikach spisów, gdyż cyfry domniemane są bądź co bądź niedokładne. Ponieważ zaś chodzi nam o porównanie, a nie uzyskanie absolutnych mierników uświadomienia narodowego przeto metoda ta nie będzie fałszywa.
  19. Dr Karl Keller: „Die fremdsprachige Bevölkerung im Freistaate Preussen“ (Zeitschrift des Preuss. Statist. Landesamts, 66 Jhrg. 1926, 1 u. 2 Abt., str. 22).
  20. Wybory uzupełniające. Ze względu na plebiscyty na Śląsku i w Prusach Wschodnich odbywały się one stopniowo i kolejno przez dłuższy czas.
  21. Str. Zach., nr 3/23 r., str. 388.
  22. Keller: „Die fremdsprachige Bevölkerung...“, odp. rozdziały.
  23. Tamże, str. 21 i 22.
  24. Arch. w Pile.
  25. Por. tab. I w rozdz. II.
  26. A. Krajna-Wielatowski: „Ziemia Złotowska“, str. 151, 152 i 165.
  27. Czasop. „Friedenswarte“, maj 1932.
  28. dr Willy Schmidt: „An der Kurmark Grenze“.
  29. Kw. r. 1933, str. 16.
  30. A. Krajna-Wielatowski: „Miejscowości Pogranicza“, str. 35.
  31. Mowa tu zapewne o obfitych kredytach specjalnych, przyznawanych szkołom niemieckim na Pograniczu, zagrożonych w swej egzystencji na skutek odpływu dzieci polskich do otwieranych właśnie szkół polskich. Jak bardzo zagrożone były szkoły niemieckie przez powstanie polskich, świadczy znamienny dokument, a mianowicie pismo inspektora szkolnego w Złotowie Meskego, datowane jeszcze z 4 lipca 1920 (kiedy pojawiło się „niebezpieczeństwo“ założenia szkół polskich wobec trwającej wówczas akcji zbierania podpisów rodziców polskich domagających się dla swych dzieci szkół polskich, co wtedy nie zostało zrealizowane). W piśmie tym znajdujemy m. in. następujące uwagi: „...w niektórych miejscowościach okazałyby się w razie utworzenia specjalnych szkół polskich tak znikome („geringe“) niemieckie, wzgl. niemiecko­‑katolickie mniejszości, że utrzymywanie własnej szkoły dla nich nie opłacałoby się („sich nicht lohnte“) ...i zaistniałoby niebezpieczeństwo spolonizowania mniejszości niemiecko­‑katolickiej, która posyłałaby swe dzieci nie do szkoły ewangelickiej, lecz katolickiej polskiej (tu inspektor wymienia cały szereg takich wsi)“. (Arch. w Pile).
    Mimo jednak nieopłacalności odrębnych szkół niemieckich w niektórych miejscowościach, stworzono po założeniu szkół polskich w r. 1929 specjalny fundusz pn. „Środki specjalne dla popierania niemieckiego szkolnictwa powszechnego, szczególnie w miejscowościach z prywatnymi szkołami powszechnymi dla mniejszości polskiej“ („Sondermittel zur Förderung des deutschen Volksschulwesens, vorzugsweise in den Orten mit privaten Volksschulen für die polnische Minderheit“), z którego obficie dotowano szkoły niemieckie na Pograniczu na cele biblioteczne, sportowe, krajoznawczo­‑wycieczkowe itp.
  32. Arch. w Pile.
  33. Arch. w Pile.
  34. Zniesiony po wojnie osławiony Ostmarkenverein został w pow. złotowskim wkrótce reaktywowany. Nastąpiło to w lipcu 1928 r. na zebraniu konstytuującym koła miejscowego, Na zebraniu obecny był m. in. landrat złotowski dr Janssen, gorliwy propagator Ostmarkenverein. Po powstaniu Związku Niemieckiego Wschodu Ostmarkenverein wszedł w jego ramy (A. Krajna-Wielatowski: „Ziemia Złotowska“, str. 75, odsyłacz).
  35. A. Krajna-Wielatowski: „Ziemia Złotowska“, str. 45.
  36. Tamże, str. 144.
  37. Andrzej Moykowski: „Udział Polaków w pruskich wyborach komunalnych 1929 r.“ Str. Zach. r. 1929, str. 330 i nast.
  38. Po wyborach samorządowych w r. 1924/5 zanotowano np. na terenie Prus 92 wypadki niezatwierdzenia wybranych polskich wójtów i sołtysów przez landratów, tak że sprawa oparła się o Komisję Mieszaną na Śląsku, co odniosło zresztą tylko częściowy skutek.
  39. Kw. r. 1934, str. 213 i 214.
  40. Tamże, r. 1926, str. 31 i 32.
  41. Tamże, r. 1934, str. 47.
  42. P. w N. nr 7/38 r., str. 7.
  43. P. w N. nr 3/37 r., str 12.
  44. Spr. Nar. r. 1936.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0.
Dodatkowe informacje o autorach i źródle znajdują się na stronie dyskusji.