Przejdź do zawartości

Poglądy ks. Hieronima Coignarda/XXI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anatole France
Tytuł Poglądy ks. Hieronima Coignarda
Wydawca Wydawnictwo Polskie
Data wyd. 1922
Druk Poznańska Drukarnia i Zakład Nakładowy T. A.
Miejsce wyd. Lwów; Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Les opinions de M. Jérôme Coignard
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XXI.
SPRAWIEDLIWOŚĆ.
(Ciąg dalszy.)

Drogi mistrz zwrócił się ku mnie i zaczął w te słowa: — Przytoczyłem historję o aniele i pustelniku poto jeno, by unaocznić przepaść dzielącą doczesność od świata duchowego. Sprawiedliwość ludzka działa na terytorjum doczesności, a jest to niż wielki i zapadły, gdzie nie można stosować zasad podniosłych.. Największa to chyba obraza dla Pana naszego Jezusa Chrystusa, gdy zawieszają obraz jego w pretorjach, gdzie sędziowie uniewinniają faryzeuszów, a potępiają i krzyżują Magdaleny, które podniósł z upadku własnemi boskiemi rękami swemi.
Cóż ma wspólnego ów Sprawiedliwy z ludźmi, którzyby nie mogli w czyn wprowadzić sprawiedliwości nawet wówczas, gdyby tego zapragnęli, albowiem jest ich smutnym obowiązkiem patrzyć na czyny podobnych sobie nie pod kątem ich istotnego znaczenia, ale tylko pod kątem interesu społecznego, to znaczy taksować je wedle miary egoizmu, zachłanności, pomyłek i nieporozumień, oraz nadużyć, jakie razem wzięte stanowią państwo, oddane im w opiekę, którego są stróżami i konserwatorami.
Odważając na tej wadze występek, dorzucają jeszcze nieco strachu, czy złości, jaką tenże napełnił nikczemną i bezrozumną opinię publiczną. Wszystko to zapisane jest w ich księgach, tak że odwieczny tekst i martwa litera zastępują im rozum, serce i żywą duszę. A wszystkie te przepisy, sięgające nieraz haniebnych czasów bizantyńskiej Teodory godzą się w jednym punkcie, mianowicie, że należy zachować wszystkie cnoty i zbrodnie świata, który nie chce ruszyć naprzód.
Wina sama w pojęciu prawa jest drobiazgiem bez znaczenia, wszystkiem zaś są okoliczności zewnętrzne, tak że czyn w pewnych razach niezbyt lub zgoła nienaganny staje się w innym wypadku zbrodnią nieprzebaczalną zgoła. Weźmy naprzykład policzek, który wymierza jeden człowiek drugiemu. Jeśli spadł na twarz mieszczanina, to uważa się go za skutek popędliwości i bagatelizuje, ale dla żołnierza staje się zbrodnią, karaną śmiercią. To barbarzyństwo w czasach naszych grasujące stanie się przedmiotem wzgardy wieków przyszłych.
Nie zwracamy dziś na to uwagi, ale kiedyś zadadzą sobie ludzie pytanie, jak mogliśmy być takimi dzikusami, by karać najokrutniej to co jest przejawem gorącej krwi młodego człowieka, wystawionego przez przymus prawny na niebezpieczeństwa wojny i koszarowe nudy. Nie ulega kwestji, że gdyby istniała sprawiedliwość mielibyśmy jeden jeno kodeks, nie zaś dwa, wojskowy i cywilny. Ten wymiar sprawiedliwości wojskowej, którego skutki co dzień oglądamy, odznacza się niepojętem okrucieństwem, a ludzie pokoleń następnych, jeśli wogóle zechcą dalej żyć w policyjnych ustrojach państwowych, nie zechcą poprostu wierzyć, że mogły istnieć ongiś w czasie pokoju wojenne sądy, mszczące śmiercią prostą obrazę sierżanta, czy kaprala.
Nie zechce również wierzyć nikt, że takie mnóstwo nieszczęśników stracono za dezercję w obliczu wroga i to za wyprawy wojennej, w której rząd francuski nie uznawał wcale przeciwnika za beligeranta równego sobie. Ale najdziwniejsza rzecz to to, że tego rodzaju zbrodnie z urzędu dzieją się w społeczeństwach chrześcijańskich, czczących świętego Sebastjana, zbuntowanego żołnierza, oraz męczenników legjonu tebańskiego, których sława na tem polega, że padali ongiś ofiarą sądu wojennego, nie chcąc bić się z Bagodami![1]
Dajmy zresztą pokój sprawiedliwości owych ludzi miecza, którzy poginą od miecza kiedyś wedle słów Chrystusa Pana i wróćmy do urzędników cywilnych.
Sędziowie nie sondują zgoła duszy i nie czytają w sercu, toteż najsprawiedliwsza ich sprawiedliwość jest zwierzęca i powierzchowna zarazem. I dobrze jeszcze jeśli trzymają się ściśle przynajmniej tej grubej zewnętrznej kory słuszności na której spisane są kodeksy świata. Jest to nawet znakomicie! Sędziowie są ludźmi, przeto istotami słabemi poddającemi się łatwo wpływom, uniżeni wobec potężnych, a nieubłagani dla bezbronnych. Sankcjonują też nieraz wyrokami swymi najjaskrawsze krzywdy społeczne i trudno odróżnić ile jest w tej stronniczości osobistego łajdactwa, a ile niesprawiedliwości narzuconej przez zawód i obowiązek, polegający w gruncie rzeczy na tem, by zachować państwo razem z jego błędami i zaletami, by czuwać nad obyczajnością publiczną, złą czy dobrą mniejsza z tem, i uzgodnić z prawami obywateli tyrańską wolę panującego. Pomijam tutaj świadomie całe mnóstwo śmiesznych przesądów, brutalnych nawyczek i zwyczajów i tym podobnych świństw i głupstw, które mają nietykalny, odwieczny azyl pod cieniem kwitnącej lilji instytucji sądowych całego świata.
Najsurowszy i najnieskazitelniejszy urzędnik może przez samą właśnie uczciwość i ścisłość swoją wydawać wyroki równie oburzające, a może jeszcze bardziej nieludzkie od urzędnika przekupnego i co do mnie, nie wiem którego z nich bałbym się więcej. Nie wiem który gorszy, czy ten którego dusza przemieniła się w literę prawa, czy ten, który używa resztek uczuć ludzkich na jego przekręcanie. Drugi może mnie poświęcić swej namiętności, albo interesowi, pierwszy zabije mnie z zimną krwią głazem pisanego tekstu.
Zważyć jeszcze trzeba, że urzędnik jest obrońcą zawodowym nie tych nowych przesądów i zabobonów, którym podlegamy mniejwięcej wszyscy, ale zabobonów i urojeń starych, przechowanych w prawie, mimo że wygasły już dawno w duszach i obyczajach naszych. Niema chyba umysłu jakotako bodaj uzdolnionego do logicznego myślenia i niezależnego, któryby nie wyczuwał całego gotycyzmu prawodawstwa. Tymczasem sędziemu nie przysługuje prawo krytyki, ani dowolnego wyboru.
Mówię tak jakgdyby te wszystkie barbarzyńskie i pełne niedomagań prawa były przynajmniej jasne i ścisłe. Niestety dużo je dzieli rzeczy od onego ideału. Bazgroty czarownika i jego wywijasy djabelskie nierównie łatwiej zrozumieć, niż najważniejsze i codziennie stosowane paragrafy kodeksów naszych.
Owe trudności interpretacji spowodowały ustanowienie rozlicznych instancyj, czyli stopni jurydycznych, w tej nadziei, że czego odcyfrować nie zdoła małomiejski podsądek, to wyjaśnią niezawodnie i wyklarują panowie członkowie parlamentu. Niesłychane to zaiste zaufanie do onych pięciu mężów w czerwonych togach i kraciastych biretach, którzy nawet gdy wyrecytują przed sesją Veni Creator, nie osięgają zgoła najmniej odrobiny nieomylności, ani też zdrowego, niezależnego rozsądku.
Trzeba przypuścić z konieczności, że najwyższa judykatura wydaje wyroki bezapelacyjne z tego jednego i jedynego powodu, iż przed zwróceniem się do niej wyczerpano bez skutku zasób mądrości wszystkich niższych. Takie musi mieć przynajmniej zapatrywanie panujący, bo kpi sobie z wyroków parlamentu i nie podlega im wcale.




  1. Byli to galiccy chłopi, zbuntowani przeciw Maksymiljanowi, wyrżnięci potem przez Rzymian w roku 280 w miejscu, gdzie łączy się Marna z Sekwaną.
    Przyp. tłumacza.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: [[Autor:|]] i tłumacza: Franciszek Mirandola.