Przejdź do zawartości

Poglądy ks. Hieronima Coignarda/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anatole France
Tytuł Poglądy ks. Hieronima Coignarda
Wydawca Wydawnictwo Polskie
Data wyd. 1922
Druk Poznańska Drukarnia i Zakład Nakładowy T. A.
Miejsce wyd. Lwów; Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Les opinions de M. Jérôme Coignard
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  PDF  MOBI 
Indeks stron


XII.
ARMJA.
(Dokończenie).

— Drogi synu, — podjął po chwili mistrz — postaram się dać ci całokształt onej hańby i sławy jednocześnie biednych żołnierzy, pełniących służbę króla. Wojna bezsprzecznie cofa nas wstecz, ku pierwotnemu brutalizmowi i jest skutkiem tej dzikości, którą posiadamy narówni ze zwierzętami. Nie mam tu na myśli samych jeno potężnych lwów, lub zacietrzewionych kogutów, które są dumne z bitek niezmiernie, ale przytoczę bodaj ptaszęta jak sojki i sikory o nawyknieniach nadzwyczaj kłótliwych, ba... nawet owady, jak osy i mrówki, staczające ze sobą walki tak zażarte, że nie mamy przykładów podobnych w dziejach rzymskich.
Powód zasadniczy onych starć jest tensam u człowieka i zwierzęcia. Idzie im o zdobycz, lub zapewnienie sobie posiadanie łupu, o obronę jamy, czy gniazda, lub o pozyskanie samicy dla celów roskoszy i rozmnożenia gatunku. Niema najmniejszej różnicy pomiędzy zwierzęciem, a człowiekiem w tym wypadku, a porwanie Sabinek żywo przypomina nocne walki jeleni, które posoką swoją roszą lasy nasze. Umiemy tylko ubarwić owe motywy niskie i przyrodzone ideą honoru, o czem gadamy jak najęci, nie licząc się z ścisłością rozumowania.
Przypisując dzisiaj wojnie motywy szlachetne, dostojne i bohaterskie, operujemy jeno niejasnemi formułami uczuciowemi, niczem więcej. Im mniej prostym, jasnym i określonym jest cel wojny, tem bardziej zasługuje ona na potępienie, a w wypadkach kiedy ludzie dochodzą do zabijania się wzajem dla samego jeno honoru, musimy tę zbrodnię napiętnować jako straszliwy czyn, jako opętanie rospaczliwe. Prześcigamy wówczas najdziksze potwory lasów, które nie zadają sobie ran bez rozsądnych powodów. Można w takich razach stwierdzić, że człowiek jest gorszy i bardziej wynaturzony w staczanych przez siebie wojnach od dzikich bawołów i zajadłych mrówek w bojach jakie toczą ze sobą.
Nie koniec na tem. Nienawidzę armji nietyle ze względu na śmierć, jaką sieje wokół, ile z powodu otępienia i głupoty, które idą jej śladem. Niema gorszego wroga sztuki i wiedzy od przywódcy najemnych żołdaków, lub partyzantów.
temwięcej, iż zazwyczaj dowódca taki ani trochę wyżej nie stoi intelektualnie od bandy rozbójników, którą prowadzi. Nawyczka narzucania siłą swej woli czyni wojskowego zgoła niewrażliwym na sztukę elokwencji, której źródłem jest potrzeba przekonywania rozumowego. Toteż żołdak szczyci się pogardą słowa i wszelkich wiadomości z zakresu piękna.
Pamiętam, w czasie kiedy byłem bibljotekarzem biskupa w Sèez znałem pewnego kapitana, starego człowieka, osiwiałego w rzemiośle wojennem, posiadającego sławę niezmiernej odwagi i szczycącego się szeroką blizną, przecinającą mu całą twarz. Było to dobre chłopisko, zabił wprawdzie mnóstwo ludzi i zgwałcił kilka tuzinów ślicznych zakonniczek, ale nie uczynił tego przez jakąś specjalną złość. Rozumiał się wcale dobrze na swej sztuce, a nikt mu dorównać nie mógł w dyscyplinie jaką narzucił swemu pułkowi, który też defilował podczas parady lepiej od wszystkich innych. Pozatem był to człek o złotem sercu i dzielny kompanjon do szklanki,... ba... nawet do dzbana, co zresztą stwierdziłem sam, stawiając mu nieraz czoło w gospodzie „pod Siwym Koniem.“
Zdarzyło się, że towarzyszyłem mu pewnego dnia (zaprzyjaźniliśmy się bowiem przy szklance) podczas gdy uczył swych ludzi jak się mają orjentować w polu według gwiazd. Wyrecytował im przede wszystkiem roskaz pana Louvois w tej sprawie, który od lat trzydziestu bębnił ciągle, przeto nie pomylił się ni razu, zupełnie jakbym ja nie uczynił omyłki, klepiąc Pater noster, lub Ave. Potem oświadczył żołnierzom, że zaczną szukać na niebie gwiazdy biegunowej, której położenie wyznaczają gwiazdy inne, biegnące koło niej, w kierunku przeciwnym od wskazówki zegarka. Mówił, ale nie rozumiał dobrze co mówi, bo powtórzywszy zdanie dwa, czy trzy razy, pochylił się ku mnie i szepnął:
— Psiakrew! Pokażno mi księżuniu tę zatraconą gwiazdę polarną. Niech mnie sam Lucyper, władca piekieł nabije na widły, jeśli potrafię ją odróżnić pośród mnóstwa światełek rozsianych po niebie!
Nauczyłem pokrótce, jak ma ją znaleźć w końcu pokazałem palcem.
— Oo... — zawołał zdumiony — ta szelma wisi bardzo wysoko. Można sobie całkiem skręcić kark, chcąc ją dojrzyć z miejsca, na którem się znajdujemy!
Natychmiast dał roskaz, by pułk cofnął się o pięćdziesiąt kroków wstecz, a to w tym celu, by żołnierze łatwiej mogli dojrzeć gwiazdę polarną.
To co ci opowiadam, mój chłopcze, nie jest zgoła facecją, ale faktem na który patrzyłem własnemi oczyma. Przyznasz chyba, że ów mąż orężny miał bardzo naiwny pogląd na ustrój świata, a w szczególności na problem paralaksy gwiazd stałych. Mimoto na pięknym mundurze jego bogato szamerowanym połyskiwały gwiazdy orderów królewskich, a cieszył się w państwie uznaniem nierównie większem, niż biedny uczony kapłan. Otóż tego właśnie chamstwa, panoszącego się w armji znosić nie mogę!
Mistrz zamilkł na chwilę w celu odsapnięcia, a ja korzystając z przerwy zadałem mu pytanie, czy zdaniem jego trzeba mieć dużo inteligencji, by wygrać bitwę? Odpowiedział mi temi słowy:
— Rożenku! Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie trudności towarzyszące ściągnięciu i prowadzeniu wojsk, wiadomości, bez jakich się obejść trudno zarówno w ataku, jak defenzywie, oraz zważymy ile trzeba sprytu i znawstwa dla ułożenia planu, przyjdziemy do przekonania, że zdolnym do przeprowadzenia takiego przedsięwzięcia mógł być jeno taki nadziemski genjusz wojenny, jak Cezar i wydziwić się trudno, że znalazły się po nim umysły zdolne ogarnąć tę moc olbrzymią wiadomości potrzebnych prawdziwemu wojownikowi. Wielki wódz musi znać zarówno ukształtowanie terenu, jak nastrój, obyczaje i rodzaj przemysłu jakiemu oddaje się ludność. Myślą swą objąć musi nieskończoną niemal ilość drobnych faktów i okoliczności a z chaosu tego wyprowadzić pogląd prosty i ogarniający wszystko. Plan bywa długo przemyśliwany i naprzód nakreślony, ale wódz musi posiadać zdolność zmienienia go natychmiast w samym ogniu walki i to nagłe objawienie wymaga rozumu wygimnastykowanego i wielkiej odwagi. Myśl tedy wodza porusza się raz powolnym krokiem żółwia, innym znów razem szybuje orlim lotem w przestrzeni. To prawda zupełna i uznaję ją bez zastrzeżeń.
Zważ jednak drogi chłopcze, że z dwu armji stojących naprzeciw siebie jedna musi być zwyciężoną, z czego wynika że druga z konieczności zwycięży, choćby dowodzący armją zwycięską nie posiadał wszystkich zalet wielkiego stratega, a nawet choćby nie posiadał żadnej. Zdarzają się dowódcy zdolni, ale zdarzają się też niezasłużenie szczęśliwi, a sława ich nie jest przezto mniejszą. Jakże tedy w owym chaotycznym, zdumiewającym splocie wyróżnić to, co jest wynikiem sztuki, od tego, co przyniósł szczęśliwy przypadek?
Ale odwodzisz mnie od tematu. Rożenku drogi, chciałem ci przedstawić, że wojna dzisiejsza jest hańbą człowieka, a ongiś była mu zaszczytem. Ogarnąwszy z konieczności wszystkie państwa, stała się wielką wychowawczynią rodzaju ludzkiego, bo przez nią ludzie nauczyli się cnót, które są konieczne dla zakładania i utrzymywania miast. Ona to nauczyła ich cierpliwości, stanowczości, pogardy niebezpieczeństwa i dostojeństwa ofiary. W dniu, kiedyto pasterze trzód zaczęli toczyć skały olbrzymie, by z nich utworzyć wał ochronny, z poza którego bronili kobiet swych i wołów, w dniu tym powstała pierwsza organizacja społeczna i położone zostały podwaliny postępu wiedzy sztuki i techniki. Wszystkie wielkie nabytki cywilizacji, jakie dziś posiadamy, więc ojczyzna, miasto, owa dostojna rzecz, którą Rzymianie stawiali powyż bogów i kochali nierównie więcej od nich...urbs, wszystko to są dary wojny.
Pierwsze miasto, była to przestrzeń, otoczona obronnym murem i w tej oto twardej kolebce, zlewanej obficie krwią, wypielęgnowane zostały wzniosłe prawa, piękne i użyteczne rzemiosła, wiedza i mądrość. Dlatego Bóg prawdziwy chce, by go zwano Panem Zastępów.
Nie mówię ci drogi synu tego wszystkiego, poto byś udał się prosto do onego sierżanta werbunkowego, podpisał deklarację wstąpienia do armji, oraz nabrał ochoty zostania bohaterem przy pomocy sześdziesięciusześćdziesięciu przeciętnie kijów, odbieranych regularnie codziennie.
Wojna czasów naszych przestała być tem co ją czyniło wielką i jest jeno chorobą odziedziczoną, nawrotem zbrodniczym ku życiu dzikiemu, karygodnem głupstwem. Książęta współcześni, a zwłaszcza zmarły król cieszyć się będą po wszystkie wieki wielką, pełną sławy hańbą, że uczynili z wojny igraszkę i zabawkę dworu. Smutno mi, iż nie zobaczymy końca owych strasznych rzezi masowych.
Jeśli idzie o przyszłość, ową niezbadaną przyszłość, to nie dziw się, iż patrzę na nią przez pryzmat przyrodzonej łagodności własnej, oraz sądzę ją miarą sprawiedliwości. Przyszłość, to teren podatny marzeniom, jest to utopijna kraina, w której mędrzec lubi wznosić gmachy wspaniałe. Wierzę, iż ludy będą uprawiać w przyszłości jeno dzieła pokoju, a zwiastunem tego ogólnego uśmierzenia wojen w wiekach następnych są im wzrastające coraz to bardziej zbrojenia. Armje zwiększają się nieustannie liczebnie i rośnie ich potęga. Niedaleki czas, kiedy całe ludy rzucone zostaną w paszczę tego molocha, a wówczas potwór zdechnie z przejedzenia, pęknie, utywszy nad miarę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: [[Autor:|]] i tłumacza: Franciszek Mirandola.