Przejdź do zawartości

Poglądy ks. Hieronima Coignarda/XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anatole France
Tytuł Poglądy ks. Hieronima Coignarda
Wydawca Wydawnictwo Polskie
Data wyd. 1922
Druk Poznańska Drukarnia i Zakład Nakładowy T. A.
Miejsce wyd. Lwów; Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Les opinions de M. Jérôme Coignard
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XI.
ARMJA.
(Ciąg dalszy).

— Drogi mistrz mój ciągnął dalej temi słowy:
— Musisz pamiętać synu drogi, że ludzie, związani ze sobą w ciągu długich wieków w sposób wieloraki łańcuchem, którego zaledwie kilka najbliższych ogniw dostrzegają, przypisują wielkie dostojeństwo i znaczenie zwyczajom i obyczajom, które powstały z bardzo nędznych i barbarzyńskich zaczątków. Nieświadomość ta sprzyja ich pysze. Fundują swą sławę na nędzocie wieków minionych, a już cała dostojność orężna opiera się na dzikości pierwszych wieków, których wspomnienie przetrwało w Biblji, oraz u poetów.
Czemże jest w istocie owa dżentelmenerja militarna, z taką dumą wznosząca głowę ponad wszystkie stany, jeśli nie resztką zdegenerowanych nędznych myśliwców ludów pierwotnych, łowieckich, których tak dokładny obraz kreśli Lukrecjusz, iż niewiadomo, ludzie są to, żali wilki? Przedziwna to zaiste farsa, drogi Rożenku mój, że właśnie wojna i polowanie, owe dwie rzeczy, których samo wspomnienie winnoby nas przepajać uczuciem hańby i wyrzutów sumienia, albowiem nasuwa na myśl te nędzne konieczności natury, oraz zastarzałą złość i dzikość naszą, że powiadam, właśnie te rzeczy stały się substratem ludzkiej pychy, którą ludy chrześcijańskie kultywują i honorują dalej, wysoko stawiając rzemiosło rzeźnika i kata, o ile tylko trwa od wieków w danym rodzie. Czyż nie szaleństwem jest poprostu, by ludy cywilizowane czciły i wyróżniały swych obywateli wedle ilości morderstw i rzezi, jakich się dopuścili ich przodkowie i jakiemi są poprostu dziedzicznie obciążeni?
— Szlachetny mistrzu! — spytałem, gdy zamilkł na chwilę — Czy nie sądzisz, że rzemiosło żołnierskie cenione jest tak wysoko z powodu niebezpieczeństw na jakie naraża, oraz odwagi, której wymaga koniecznie i bezwzględnie?
— Chłopcze mój, — odparł — jeśli zawód człowieka ma być ceniony wedle stopnia niebezpieczeństwa na jakie naraża i w miarę tego stawiony najwyżej, to pierwszymi szlachcicami i diukami państwa winniby być robotnicy i chłopi, gdyż nie zawaham się twierdzić, że robotnik w pracy rękodzielniczej, czy kopalni, albo na okręcie, a chłop na roli są najbardziej narażeni na śmierć przez wypadek, zatonięcie, czy skonanie z głodu. Niebezpieczeństwa na jakie wystawia się dowódca i żołnierze są mniejsze co do liczby, a także co do czasu trwania. Żołnierze są wystawieni na pociski i strzały często przez kilka jeno godzin za cały czas służby, a te nawet kule nie zabijają tak pewnie i nieomylnie, jak nędza pochłaniająca pokolenia całe. Ludzie są płytcy i lekkomyślni jeśli otaczają większą sławą czyny żołnierza, niż pracę rolnika i wytwórcy dóbr wszelakich, robotnika, a także głupi są straszliwie, stawiając wyżej dzieło zniszczenia, dzieło wojny od rękodzieł, sztuki i produkcji rolnej.
— Nie sądzisz szlachetny mistrzu — spytałem — by żołnierze byli niezbędnie potrzebni do ubezpieczenia państwa? Może więc z tego powodu winniśmy im wdzięczność i cześć za wielką, oddaną ogółowi przysługę.
— Prawda, drogi chłopcze! — powiedział mistrz — Wojna jest jedną z potrzeb ludzkiej natury i nie sposób wyobrazić sobie ludu, któryby się nigdy nie bił, to znaczy by jego członkowie nie mordowali, nie grabili, nie podpalali. Podobnie trudno spotkać księcia, któryby nie był poniekąd uzurpatorem. Czynionoby mu ciągłe wymówki i wszyscyby twierdzili, iż nie troszczy się o sławę. Wojna jest tedy ludziom potrzebna, nawet konieczna. Jest mu ona bliższą niż pokój, który też uważać można za odpoczynek pomiędzy dwoma wojnami. Stąd to pochodzi, że książętom starczy najbłachszy pretekst, największe głupstwo, by rzucić swe armje przeciw sobie wzajem. Powołują się na swój honor, którego drażliwość przechodzi wprost granice przyzwoitości. Jedno tchnienie i już powstała straszliwa plama, którą zmyć może jeno krew dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu, czy nawet stutysięcy ludzi, oczywiście stosownie do zaludnienia danego państwa.
Na pierwszy zaraz rzut oka niezrozumiałem się to zgoła wydać musi, w jaki sposób może zostać obmyty honor panującego krwią tych nieszczęśników, a raczej odrazu spostrzegamy, że są to jeno słowa pozbawione wszelkiego sensu. Tymczasem ludzie z całą gotowością dają się zabijać za te właśnie słowa.
Jeszcze ciekawszym objawem jest, że książe, który ukradnie prowincję drugiemu, dostępuje niemałej sławy zarówno u swego ludu, jak i ludu okradzionego, a taki zamach na własność, któryby został u poszczególnych obywateli ukarany ciężkiem więzieniem lub śmiercią staje się zaszczytnym u księcia, chociaż dokonał go na drodze krwawej, rękami swych najemnych zbirów.
Powiedziawszy to, drogi mistrz mój wyjął z kieszeni tabakierkę i zażył szczyptę, tułającą się jeszcze na dnie.
— Więc niema wojen sprawiedliwych i wielkich, szlachetnych racji walki? — spytałem.
— Ludy cywilizowane — odparł — uczyniły niesprawiedliwość przyczyną wojny, uczyniły ją krzywdzicielską i niezmiernie okrutną. Pierwsze wojny były to przedsięwzięcia dla osadzenia pewnych plemion na odpowiednich, urodzajnych obszarach. W ten sposób Izraelici podbili ziemię chananejską. Działali pod naporem głodu. Z postępem cywilizacji wojna stała się pogonią za kolonjami i rynkami zbytu towarów, jak to widzimy na przykładzie Hiszpanji, Holandji, Anglji i Francji. Pośród innych wojen zdarzało się też często, że cesarze i królowie porywali prowincje zupełnie im niepotrzebne, aby je tylko zniszczyć, wyludnić, bez żadnej dla siebie innej korzyści, poza tą jeno może, że stawiali tam piramidy, obeliski, czy łuki tryumfalne.
Takie nadużycie wojny jest wprost ohydne i wydaje się jakoby ludy stawały się coraz to gorsze w miarę rozwoju cywilizacji, lub też że wojna, będąca istotną koniecznością ludzkiej natury trwa dalej sama dla siebie, chociaż ustały wszelkie powody staczania bojów. Pogląd taki dotyka mnie boleśnie, gdyż przez sam stan duchowny i skłonność umysłu mam upodobanie w pokoju i miłości bliźniego. Prócz innych smutków odczuwam jeden jeszcze, mianowicie przygnębia mnie widok pustej tabakierki, a to jest właśnie punkt najdrażliwszy, gdyż ujawnia mi całą nędzę moją.
W celu odwrócenia myśli jego od tej przeciwności losu, a zarazem dla własnej nauki spytałem, czy wojna domowa nie wydaje mu się najohydniejszym rodzajem walki.
— Jest wstrętna, jak wszystkie, ale nie hańbi tak jak ludzie głoszą, bo przecież obywatele biorący się za łby, mają więcej szans zdania sobie sprawy dlaczego to czynią, niż w wypadku kiedy ich pędzą stadami na walkę z ludem innym. Bunty i zaburzenia wewnętrzne mają zazwyczaj źródło w skrajnej nędzy ludu. Są to akty rospaczy i ostatnia ucieczka nieszczęśników, przez którą zdobyć mogą lepsze warunki życia, a nawet posiąść pewną część władzy. Ale zaznaczyć należy mój synu, że im słuszniejsze są rewolty, to znaczy, im większa jest nędza mas, tem mniejsze są szanse dla nich wygrania stawki. Ogłodzeni, ogłupieli, zbrojni w samą jeno wściekłość swoją nie mogą podołać wielkim planom i nie umieją ich przeprowadzić, toteż władca poskramia łatwo tłum nieskoordynowany. Trudniej mu wziąć górę nad zrewoltowanymi możnowładcami, a taki bunt jest wprost haniebny, bo niema za sobą prawa konieczności.
Koniec końcem drogi chłopcze, zarówno domowa jak zewnętrzna wojna jest ohydnem zjawiskiem i doprowadza mnie do obrzydzenia sama myśl o niej.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: [[Autor:|]] i tłumacza: Franciszek Mirandola.