Poezye Tomasza Kajetana Węgierskiego/Sielanka. Hilas i Celeryna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Kajetan Węgierski
Tytuł Poezye Tomasza Kajetana Węgierskiego
Data wydania 1837
Wydawnictwo Jan Nep. Bobrowicz
Drukarz Breitkopf et Haertel
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło skany na Commons
Indeks stron
SIELANKA[1].





HILAS I CELERYNA.

Siostry Meońskie, mądre Panny Helikonu!
Wdzięczno-rymnego proszę użyczcie mi tonu,
Abym mógł, kiedy wena przyjdzie w myśl obfita;
Naśladować prostego w słowach Teokryta:
I na wzór Idyl jego, zabawki wieśniacze,
I mym rymem opisać rozmowy prostacze.
Tam albowiem ma gniazdo wesołość niewinna,
Tam najmilsza zabawka lubo jest dziecinna;
Tam żadnem nie stroskana myśl wolna staraniem,
Bogu ufa samemu i polega na niem.

Nie zna dworskich chytrości ani dołków kopie
Pod drugim, w niewinności wzrastające chłopie:
A mając obyczajów dawniejszych zabytki,
Pędząc życie w mierności, nie wie co są zbytki.
Tak byli wychowani Hilas z Celeryną,
Piękny Pastuszek z niemniej nadobną dziewczyną.
Dowcip był w obu wielki z chęcią do roboty,
I wszelkie w nich chwalebne zakwitały cnoty;
A że rodzice onych dobrze z sobą żyli,
Z tejże samej przyczyny dzieci się lubili.
Pilnował zawsze Hilas, by przy Celerynie
W jednejże, trzodę swoją mógł pasać dolinie:
Szukał zawsze sposobów, by mógł z nią rozmawiać,
Gdyż mu najmilej było z oną się zabawiać.
Czy piękną konwalię ujrzał w czystym lesie,
Czyli różę szkarłatną, te jej w darze niesie;
Czy ułapił wiewiórkę młodą, gdzie na dębie,
Czy mu się śnieżne w gniaździe wylęgły gołębie,
Czyli najtłustsze jagnie, czyli w srokaciny
Upiętrzoną sarneczkę, to dla Celeryny
Chował wszystko; jak jeno z nią się zejdzie prędko
Tą łagodną przyciągnąć chce do siebie wędką.
Ale ona ostrożna rozmów z nim unika,
I co najdalej zawsze stroni i umyka.
Martwiło to pasterza że szły w niwecz dary,
Że zimnie przyjmowano te jego ofiary.
Szukał pory ażeby mógł jej wytłómaczyć
Myśli swoje, a razem i affekt oznaczyć.
Raz kiedy na zielonej i wesołej trawie
Z kwiatków wieniec wiązała sobie ku zabawie,

Ażeby otoczywszy nim wianeczek w koło
Jasno-złote tym mogła swe ozdobić czoło;
Przypadł Hilas z doliny, i kiedy już ona
W ucieczkę się udawać zaczęła strwożona,
Zatrzymał ją i rzecze: stój pasterko miła,
Niewiem, czemubyś dotąd odemnie stroniła;
Usiądź proszę, a ja ci, gdy dowcip wspomoże,
Umysł mój i przychylność króciuchno wyłożę.
Spuściła na te słowa, ku ziemi źrenice,
I wstydem zrumienione okrasiła lice.
Puść mnie, rzecze: mój drogi Hilasie, puść proszę,
Niechaj żadnej na sercu miłości nie noszę;
Puść jeżeliś przyjaciel, bo kiedy się zbracę
Miłością z tobą, dni me wesołe utracę.
Czy ci nie dosyć tego, żem ci się z przyjaźnią
Oświadczyła? i tomem czyniła z bojażnią.
O! piękna Nimfo, zatym rzekł Hilas, jak żywy
Jestem, nie byłem jeszcze nigdy tak szczęśliwy.
Niech wszystkie przeciwności razem mnie otoczą,
Zawsze mnie wesołego odtąd ludzie zoczą.
Taką bawił rozmową Hilas Celerynę;
A słońce opuszczając tutejszą dziedzinę
W podziemne uchodziło kraje, i szarawy
Wieczór niósł morską rosę na zielone trawy.
Więc oni porzuciwszy te rozmowy wspólne,
Gnali w dom ciche owce i capy swawolne;
A sami do koszarów zagnawszy swe trzody
W miękkiem spaniu, z gorąca szukali ochłody.

Przypisy

  1. Ta Sielanka, Oda do Naruszewicza, i wiersz następujący do Trembeckiego, są płody pierwszej młodości K. Węgierskiego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tomasz Kajetan Węgierski.