Poezye Alexandra Chodźki/całość
| <<< Dane tekstu | ||
| Autor | ||
| Tytuł | Poezye Alexandra Chodźki | |
| Data wyd. | 1833 | |
| Druk | Nowa Drukarnia Pompejusza i spółki | |
| Miejsce wyd. | Poznań | |
| Źródło | Skany na Commons | |
| Inne | Pobierz jako: EPUB | |
|
| ||
| Indeks stron | ||
WSTĘP.
Wiadomo, że starożytni Grecy pierwotne swoje ukształcenie winni są poezii. Pierwszych pojęć o bóstwie i życiu towarzyskiém uczyli się oni z ust Poetów, czyli, jak łatwowierna starożytność ich zwała, ludzi świętych, wiedzących przeszłość i przyszłość, strażników, nauczycieli i dobroczyńców rodu ludzkiego (ασιδοι, ενθεοι). Poezija ta, s postępem czasu, traciła nieznacznie swój pierwotny charakter popularności i rozdwoiła się. Już w Ilijadzie królowie i wodze mają swoich Poetów, a lud musiał mieć swoje osobne pieśni.
Po wprowadzeniu do Grecii pisma, rozdwojenie to jeszcze wyraźniejszém się stało. W kwitnących latach rzeczypospolitej ateńskiéj, lyricy i tragicy lubo chcieli działać na ogół narodu, przemawiają oni językiem wytworniejszym niż język ludu; przedmioty ich, lubo na podaniach i dziejach oparte, nie mogły bydź dostatecznie pojęte i ocenione bez pewnych poprzedniczych wiadomości. Tak, obok poezii piśmiennéj, któréj gmin słuchał i sądził na uroczystościach i zjazdach narodowych, trwała poezija gminna, poezija, iż tak powiem, domowa ludu, przechowywana w jego pamięci. Godnym przedmiotem pracy i poszukiwań uczonych, byłoby wskazanie wzajemnego wpływu i zależności téj dwoistéj poezii. Zdaniem P. Schäl[1], pieśni rozmaitéj treści, które gmin śpiewał, podciągniono pod ogólne nazwanie Skolijów (σκολια).
Skolija te, wznosząc się niekiedy do opiewania bohatérów, częściéj towarzyszyły biesiadem, lub uprzyjemniały rozliczne prace w życiu wiejskiém i rzemieślniczém. Atheneus zachował nam ich rozmaite nazwiska. Były pieśni osobne dla młynarzy (πτιςικα, έπιμυλια, πτεσμοι); dla żeńców (λυτιεσαι) na pamiątkę Lytiersa, syna Midasa, który miał zwyczaj, sprosiwszy znajomych na biesiadę, zatrudniać ich zbiorem s pól i winnic swoich; dla wioślarzy (έρετiκaι); dla pasterzy (ποιμενικα, συβωτιχα, βουκολιασμοι); dla tłoczących winne grona (έπιληυια); dla noszących wodę (ίμαια); dla oraczy (βορμοι); dla mamek i nianek (καταβαυκαλισεις); dla kobiét i dziewcząt (καλυκαι i ἀρπαλικαι); na pamiątkę pewnéj Kalyke, śpiewanéj przez Stesichora i Arpalyke, dwóch ofiar nieszczęśliwéj miłości; dla żebraków i chodzących po kolendzie (ἐρεσιοναι, χελιδωνισματα, κορονισματα), które do dziś dnia pod temiż samemi imionami uchowały się u Greków.
Inne pieśni przeznaczone byty do rozmaitych zabaw, świąt i przygód, jak np. pieśń przy hojdawce (ἁλητις ἀσμα); pieśni pogrzebowe (ὀλοφυρμοι, dzisiejsze μυριολογοι); pieśń ślubna (ύμεναιος); śpiewana w czasie klęsk publicznych (ἰαλεμος). Tutaj téż należą: — Anthema, czyli piosnka kwiatów, któréj nawet początek zachował Atheneus; sławna w dziejach Aten pieśń pochwalna zabójcom Hipparcha; Eresione, dziwnie podobna do nowogreckiéj pieśni o jaskółce, przyznawana Homerowi, której piękny przekład mamy w naszym języku, i t. p. Nazwiska te pokazują przedmioty i obfitość pieśni gminnych w starożytności.
Poezija piśmienna grecka, przeszedłszy na dwór Ptolomeuszów, zbywając się codziennie swojego charakteru popularności, coraz uczeńszym językiem przemawia, coraz w mniejszéj liczbie czytelników i słuchaczy krąży.
Zastanawiającemu się nad biegiem i zmianami dwoistéj poezii u Greków, przybywa nowy widok. Mowa grecka, chociaż tyle nierosprawiano o jéj duchu i poprawności, ile w tym wieku, codziennie traci swą dawną czystość. Rzucone są pierwsze nasiona języka, który, w kilkaset lat późniéj utworzony, stał się językiem ludu i był nazwany nowohelleńskim.
Wyraźniéj to się czuć daje w czasach pisarzów byzantyńskich. Za panowania Komnenów, uczeni pisali jeszcze językiem starożytnym, którego już lud dobrze nierozumiał. Książki przeznaczone dla jego nauki, katechizmy, homilije, hymny, mają już wiele zwrotów i sposobów mówienia nowohelleńskich.
Toż samo postrzega uczony doktor Coray w pisarzach romansów. Heliodor (żyjący w IV wieku), Xenofon z Efezu (w V), Achilles Tatius (w V.), Chariton i inni, pragnąc bydź w ręku większéj massy czytelników, muszą używać neologismów coraz mnożących się. Aż nakoniec z upadkiem dawnego jéj języka poezija grecka piśmienna, po zupełném przekwitnieniu, zginęła. Lud, mniéj podległy bezpośredniemu wpływowi zmian politycznych, przechował swoje pieśni i podania dawne, mniéj lub więcéj biegiem czasu i okoliczności skażone. W nich, wyobrażenia nowonabyte dziwnie mięszały się z dawnémi, jak i do samej mowy wcisnęło się wiele wyrazów włoskich i tureckich. Zmieniony dawny język poezii, może nawet i dawne jéj formy, ale istota jéj zawsze ta sama, zawsze jest ona dalszym ciągiem, echem owéj poezii thrackiéj Eumolpa i Orfeusza.
W drugiej połowie ostatniego wieku, s początkiem wybijania się Greków s pod jarzma tureckiego, zjawiły się nowe przedmioty dla poezii gminnéj; tak iż dzisiaj główną jéj gałąź stanowią śpiewy o obrońcach nowéj Hellady.
Ich wdzięk i mnogość uderzała podróżujących temi czasy po Grecii. Kilku zamierzało sobie zatrudnić się zebraniem w jedno tego, po rozlicznych wyspach rozrzuconego, skarbu. Panu Fauriel[2] należy się chwała dokonania tak pięknego zamiaru. Szkoda, iż w swoim ciekawym zbiorze nieumieścił opisu bitwy pod Warną (r. 1444), o którym z wielkiemi pochwałami wspomina w przedmowie. Autor jego był naocznym świadkiem klęski tak smutnie pamiętnéj w dziejach naszych, tém więc wdzięczniejsi bylibyśmy za dochowanie interesującego nas zabytku.
Kilkadziesiąt pieśni P. Fauriel przetłómaczyłem po polsku; w liczbie téj znajdują się niektóre dawniéj już, s przekładów K. Brodzińskiego i J. Zaleskiego, czytelnikom zapewne znajome. Gdyby mię doszły były przed ukończeniem mojego przekładu, nie powtarzałbym pracy, przez tych znakomitych pisarzy dokonanéj.
P. Fauriel dzieli pieśni swego zbioru na trzy klassy, stosownie do ich treści: pieśni historyczne (τραγουδια κληφτικα), malujące wojenne życie nowogreckich górali; pieśni domowe (τραγουδια ὀικια), śpiewane podczas uroczystości i zatrudnień życia wiejskiego; nakoniec pieśni idealne (τραγουδια πλαςικα), których przedmiot jest zmyślony, ani do pewnego czasu i miejsca nie przywiązany. Każdy s tych oddziałów opisuje obszernie P. Fauriel. Co do mnie, wspomnę w niniejszym wstępie o tém tylko, co może pomodz do lepszego pojęcia i ocenienia przełożonych przezemnie śpiewów.
Za pierwszém najściem Turków na Thessaliją (r. 1453), mieszkańce rozległych i żyznych jéj dolin nie mogli się im oprzeć, lecz górale Thessalii, Olympu, Pelionu i Agrafa, bronieni niedostępném położeniem miejsca, a bardziéj jeszcze wrodzoném sobie męstwem, żyli swobodnie w swych górach, śród reszty podbitej Grecii. Zemsta, a częściéj niedostatek, sprowadzały ich często z dzikich gór na zabudowane i uprawne doliny. Tak bawiąc się rabunkiem, byli postrachem sasiadów zowiących ich Kleftami[3].
Znużeni Turcy ustawiczną wojną s tym ludem mężnym a ubogim, weszli z nim zrazu w bardzo dogodne układy. Pozwolili im rządzić się własnémi prawami, żyć niepodlegle w swych górach, nosić broń, i za to mały podatek opłacać Turkóm. Wielu odrzuciło wszelkie warunki, lecz większa liczba przystając na nie, otrzymała pozwolenie utworzenia dla swéj obrony milicii narodowéj. Członków jej nazwano Armatole, t. j. żołnierze w zupełném uzbrojeniu, lub Pallikari, t. j. młodzieńce w kwiecie sił i wieku, ich wodza, Kapetanos, Proestos (naczelnik, starszyzna). Miliciją tę kraj podejmował swym kosztem. Złożona tylko z rodowitych Greków, obowiązywała się bronić ojczystych granic. — Od brzegów Wardaru (Axius) aż do Koryntu, w każdém mieście stołeczném powiatu (armatolik) mieszkał Kapetanos ze swoim półkiem. Upowszechniło się to późniéj w całéj Grecii, prócz Morei. Godność kapetańska była, jak zdaje się, dziedziczną.
Przez długi czas Dywan, trzymając się bardzo rozsądnéj polityki, niepowierzał rządu paszalików greckich Albanóm, odwiecznym Greków nieprzyjaciołóm. Lecz widząc zawsze w Armatolach gorliwych obrońców swobód narodowych, jął się przemocy. Od roku 1740, urzędnicy albańscy, przysyłani ze Stambułu, rządzili Epirem.[4] Nieporozumienia ich s Proestami coraz groźniejszą brały postać. Pallikarom, broniącym upornie granic, Turcy wrócili przez wzgardę dawne nazwisko Kleftów. Odtąd Kleft i Armatol są wyrazy jednoznaczne.
Jak skoro który Kapetanos dostrzegł stawionych sobie sideł przez Paszę lub Derwendżi-Baszę, uciekał w góry i przeistaczał się w wodza Kleftów. Rabunek był jedynym środkiem ich utrzymania się. Częściéj wszakże, obległszy jaką wioskę, kazali sobie płacić haracz lub dawać żywność. Za powtórną odmową, przysyłali roskaz na papierze opalonym s czterech końców. Biada mieszkańcom, gdy tém pismem wzgardzą! natychmiast wioska była w pożarze, a Kleftowie bez litości łupili i uciekali ze zdobyczą.
Podobne wycieczki były nieczęste. Prości, rubaszni, lecz przytém szlachetni Kleftowie, w nagłéj tylko potrzebie chwytali się gwałtownych środków. Dowodzi tego ich łagodne obejście się z brankami, stanowiącemi główną część ich dochodów. Zdarzało się nieraz, iż w liczbie branek znajdowały się córki ich najzaciętszych nieprzyjaciół, Agów i Bejów tureckich. Natychmiast, wywiedziawszy się o ich mieszkaniu, posyłali do krewnych, naznaczając sobie pewną ilość pieniędzy za każdą brankę, stósownie do jéj rodu i znaczenia. Okupy te często przychodziły aż w kilka miesięcy; Pallikarowie cierpliwie czekając, opatrywali we wszelkie wygody swych jeńców. Wieść niesie, że pewny Kapetanos, chcący ubliżyć brance, rossiekanym był na miejscu od własnych żołnierzy. Ujrzémy przykład téj gościnności na początku pieśni Skyllodimos.
W bitwie Kleft potykał się bez porządku i taktyki; nigdy w szeregu, lecz tu i owdzie rosproszony, polował raczéj niż wojował nieprzyjaciela. Przyczaiwszy się za pniem, krzakiem, kupą gruzów lub trupów, strzelał. Napadniony z bliska, odcinał się pałaszem lub sztyletem. Nocą chętniéj niźli dniem walczył; dosyć mu było postrzedz błysk wystrzału nieprzyjaciela, aby go nie chybić.
Wolne w obozach (λιμερι) godziny poświęcali Kleftowie kształceniu i doskonaleniu zdolności potrzebnych na wojnie. Zręczność rzucania kręgu i innych gymnastycznych ćwiczeń, trafność strzelania i szybkość biegu, posuwali do najwyższego stopnia. Niko-Carsas przeskakiwał równémi nogami siedm koni obok stojących. Wytrwałość ich w znoszeniu trudów, boleści i głodu, przechodzi pojęcie. Zginąć w boju, był najpiękniejszy koniec dla Klefta; trupa takiego nazywano ofiarą (σφαραγι); umarłego własną śmiercią zwano ścierwem (ψοφίμι), rzetelne wyrażenie ich wstrętu do podobnego zgonu. Pijąc do siebie, mawiali: do szczęśliwéj kuli! (καλον μολιβι.)
Dostać się za życia w niewolę turecką, a po śmierci zostawić w ich ręku swą uciętą głowę, były dwie rzeczy przerażające, nawet wspomnieniem, każdego Klefta. „Bracie! zetnij mi głowę (woła w jednéj pieśni Pallikar śmiertelnie raniony), bo wróg ją zetnie i rzuci gdzie na widoku przechodniów. Moi nieprzyjaciele ją zobaczą i ucieszą się; moja matka ją zobaczy i umrze z boleści!“ Bohaterowie Ilijady podobnież mniemali, że ucięcie głowy zwycięzcy wieczną chwałę, a zwyciężonemu największą hańbę przynosilo. Il. XVII. 176. XVII. 126. XI. 261. i t. p.
Główne stanowiska Kleftów były na górach Agrafa, Etolii i na łańcuchu gór oddzielających Thessaliją od Macedonii. Olymp jest ojczyzną najwaleczniejszych górali; Kleftowie mówią o nim z religijnym prawie szacunkiem. Może to zabytek czci starożytnéj dla ojczyzny Muz?
W górach tych, chociaż niższych od Alpów a nawet i od Pireneów, zimą niepodobna jest mieszkać. Za zbliżeniem się więc téj pory, Kleftowie schodzili na doliny do znajomych i krewnych, lub się rossypywali po wyspach, gdzie, do przejścia Wenecii na turecką stronę, najpewniejszy przytułek znajdowali. Wszędzie ich przyjmowali ziomkowie z uniesieniem i wdzięcznością, pomimo zakazów dworu osmańskiego.
Wiadomy jest powszechnie los Ali Paszy Janniny, z razu najzaciętszego prześladowcy, a potém stronnika Kleftów. Dotąd garstka górali łamie się z wojskami ogromnego mocarstwa wschodu. Los ich ojczyzny zdaje się dzisiaj ulepszać, a cała ludzkość wygląda końca klęsk nieszczęśliwego ludu, któremu cywilizacya europejska tyle winna!
W pieśniach domowych, umieścił P. Fauriel początek piosnki jaskółki (χελιδωνισμα), uderzające mającéj podobieństwo do Eresiony Homera, jak to już powiedzieliśmy. Dotąd, jak za czasów wieszcza jońskiego, w każdy pierwszy dzień wiosny, t. j. 1go Marca, gromady dzieci noszą jaskółkę wystruganą z drzewa, śpiéwając: „Z za białego morza[5] jaskółka wróciła, i szczebioce: Marcu! mój piękny Marcu! etc.“ Gospodarze domów, przed którymi taka gromada zatrzyma się, obdarzają łakociami małych śpiewaków. Szkoda, że niemamy całéj téj piosnki; ma to bydź naiwne wyrażenie uczucia, jakie sprawia pod greckiém niebem powrót pory kwiatów.
Lecz na większą uwagę zasługują myriologi[6], czyli pieśni pogrzebowe Nowo-Greków, improwizowane przez kobiéty. Zaledwie chory umrze, jego krewne zamykają mu usta i oczy, wyléwając się swobodnie z żalem i rospaczą. Oddawszy tę piérwszą posługę, zostawują nieboszczyka staraniom służących, a same udają się do jednéj z bliższych sąsiadek. Zbiegają się tam znajome, cieszą nieszczęśliwą rodzinę i ubierają w żałobne suknie. Tymczasem służący myją trupa; oblekłszy go w najlepsze jakie miał odzienie, kładą na niskiém posłaniu, twarzą na wschód, z rękami na krzyż założonemi na piersiach. Za oznajmieniem, że już wszystko w pogotowiu, całe grono kobiét idzie do drzwi domu nieboszczyka; najpierwéj wchodzi matka i żona, potém dalsze krewne i znajome porządkiem wieku i powinowactwa. Boleść ich znowu się objawia, bez przymusu, bez prawideł, w wyrazach, krzyku lub łzach objawiona.
Po tych narzekaniach dorywczych następują skargi porządniejsze; są to hryje. Najbliższa lub najwymowniejsza krewna improwizuje pieśń na nótę i miarę właściwą tylko temu rodzajowi poezii, wylicza przymioty umarłego, opisuje swą boleść, i t. p. Za nią inne obecne kobiéty toż czynią. Naiwność ich niekiedy do tyla jest posuniętą, iż dają umarłemu słowne zlecenia, a nawet kwiaty i inne podarki do oddania znajomym i krewnym na tamtym świecie. Plutarch (de consolatione) mówi, iż płeć piękna za jego czasów podobnież oddawała się narzekaniom podczas pogrzebów w Grecii.
Hryje te ustają s przybyciem orszaku pogrzebowego i znów się rospoczynają przy spuszczeniu trumny do dołu. Męszczyzni żegnają się, wymawiając kilka słów nad brzegiem dolu, lub całując usta umarłego.
Kobiety, niemające zdolności improwizowania, przywołują płaczki s professii, których jest kilka w każdéj wiosce. Płaczka, słynąca s talentu, jest celem powszechnego szacunku i prędko się dorabia majątku, jak dziś dobry improwizator we Włoszech.
S tego, cośmy powiedzieli o hryjach, możnaby wnosić, że poezija gminna Greków powinna obfitować w podobne pieśni; a jednak, po długich staraniach, ledwie kilka ułamków doszło rąk P. Fauriel. Przyczyny tego niedostatku szuka on w naturze poezii wręcz mówionéj. Zdaniem jego, podobnie jak wszystkie improwizacije, jedna chwila zapału tworzy hryję i jedna chwila ją niszczy. Stém wszystkiém niechciałbym wierzyć, aby płaczki za pieniądze wzruszały się istotnie na widok trupa obcéj im za życia osoby i niemiały zawsze na pogotowiu kilku hryj. Wreszcie słuchacz obdarzony mierną pamięcią, może powtórzyć improwizaciją, która go mocno wzruszyła, a niepodobna, aby takie przykłady były rzadkie w Grecii.
Dużo poezii tego rodzaju znajdujemy u starożytnych. W pałacu Prijama toż samo się działo przy zwłokach Hektora, co się dzisiaj dzieje w domu wieśniaka greckiego nad zwłokami syna. Żale Bryzeidy nad trupem Patrokla, w niczém się nieróżnią od dzisiejszej hryi. Tragicy i poeci elegiczni jeszcze więcéj dostarczą nam przykładów. Obok tłumaczenia dwóch hryj ze zbioru P. Fauriel, umieszczę znajomy ustęp z Elektry Sofokla:
któréj wykład, przed kilką jeszcze laty słyszałem z ust drogiéj pamięci G. E. Groddeck. Łzy cisnące mi się do oczu na to wspomnienie, są słabym hołdem wdzięczności za tyle zasług, które ten mąż uczony położył w naszym kraju!
W pieśniach idealnych, imaginacija ludu nowogreckiego pokazuje się z większą rozmaitością, swobodą i ogniem, niż w innych. W nich to najczęściéj dostrzegamy śladów wyobrażeń starożytnych. Gmin dzisiejszéj Grecii nic nie wie o swoich przodkach. Wieśniacy Thessalii mają podanie, iż na ich ziemi, dawnemi czasy, mieszkały jakieś olbrzymy, wiary pogańskiéj, pod imieniem Hellenów, tak wysocy i ciężcy, że gdy który z nich upadł na ziemię, umierał, niemogąc powstać na nogi dla zbytniego ogromu! Podziśdzień Thessalija jest ojczyzną wróżek i czarownic, sprowadzających na ziemię księżyc, wywołujących duchy i t. p., znajdujących jeszcze wiarę u Rzymian za czasów Cezara.[7] Każda rzéka, las, góra i skała, ma w Grecii podziśdzień opiekuńczego ducha lub smoka. Zaraza, podług jednych, jestto ślepa wiedma na szczudłach, która idąc omackiem po za murami i płotami, samém dotknięciem się zabija nieostrożnych. Podług innych, są to trzy wiedmy, chodzące od domu do domu.
Jedna niesie papier, druga nożyce, trzecia miotłę. Fatalne trio zatrzymuje się przede drzwiami każdego domu w zarażonej wiosce; piérwsza spisuje osoby mające umrzeć, druga je nożycami rani, a trzecia martwe ciała wymiata precz z domu. Skażone przypomnienie Eumenid staréj Grecii, a Furii i Parek Rzymu.
Pewien Anglik, podróżujący niedawno po Grecii, tak opisuje podanie Moreatów, mieszkańców jednéj gałęzi gór dawnego Tajgetu: „Trzy dziewczyny o racicach i nogach kozich, lecz z resztą doskonale piękne, dzień i noc tańczą na górze Skardamyla. Biada temu, co przez ciekawość lub trafem zbliży się do nich! Po uściśnieniach, któremi obdzielić musi każdą z osobna dziéwczynę, traci życie zepchnięty z wierzchołka góry.“ Jestto, jak autor tych słów uważa, zmieszane przypomnienie Oread, Gracii i Satyrów.
[7] Lecz ze wszystkich zabytków dawnéj wiary, najczęściéj Grecy wspominają o Charonie. Starzec ten jeszcze trudni się przewozem dusz s tego świata na drugi. Zawsze surowy i nieubłagany, umie dziś przemieniać się w ptaka lub zwierzę, niekiedy nawet we własnéj postaci przychodzi na ziemię karać dumnych. Ujrzémy tego przykład w trzech pieśniach o Charonie. Zadrzałby pobożny wieśniak nowéj Grecii, dowiedziawszy się, ile jeszcze w swych wyobrażeniach i przesądach nosi zabytków swéj dawnéj, pogańskiéj wiary.
Imiona autorów tych wszystkich pieśni, jak w każdéj poezii gminnej, są najczęściéj niewiadome. Hryje, jak to mówiliśmy, są dziéłem kobiét. W Janninie garbarze słyną szczególną zdolnością do poezii; pieśni ich szybko się rozbiegają po całéj Grecii. Poeci uczeńsi piszą ody i wiersze patriotyczne, których lud chciwie na pamięć uczy się i śpiewa. Pieśni kleftyckie są w części dziełem samychże górali, w części ślepych żebraków, o których tu coś powiedzieć wypada.
Nic sławniejszego, w pierwszych czasach literatury greckiéj, nad owe towarzystwa Rapsodów, t. j. podróżujących śpiewaków. Oni to nam przechowali oba poemata, chodzące pod nazwiskiem Homera. W dzisiejszéj Grecii każdy starzec pozbawiony wzroku, a zatém do żadnych ręcznych robót niezdolny, uczy się, ile może, pieśni gminnych, i s tym skarbem złożonym w pamięci, puszcza się w podróż. Odbierana za śpiewanie zapłata stanowi jego dochód. Wielu takich wędrowników przebiega corocznie Greciją w rozmaitych kierunkach.
Żadne święto, żaden jarmark (πανεγυρια), niemoże się obejśdź bez ślepych Rapsodów. Zebrani tam po kilku razem, lecz najczęściéj pojedyńczo, śpiewają w kole zawsze licznych słuchaczów, przegrywając na instrumencie o kilku strónach, noszącym podziśdzień kształt i imie dawnéj lyry.
Śpiewacy ci, jak w czasach Homeridów, dzielą się na dwie klassy. Piérwsza, zapewne liczniejsza, trudni się tylko śpiewaniem obcych pieśni. Druga, zapewne w większém będąca poszanowaniu, śpiéwa rapsodije własne i cudze. Tworząc piosenkę, muszą do niéj dorobić nótę i akord, inaczéj by się bowiem tylko s połowy obowiązku uiszczali.
Zawsze w podróży po tak pięknym i pogodnym kraju, chciwi tego wszystkiego, co żywiąc ich wyobraźnią, może interesować ziomków, mający wszędzie wolny przystęp, są oni żyjącą i wędrowną gazetą najnowszych wypadków. Z ich ust dowiaduje się cała Grecija o powodzeniu Kleftów. Są to nowelliści, historicy i poeci ludu.
Pod koniec przeszłego wieku, mieszkał w małej wiosce Thessalii, przy górze Ossa, starzec na imie Gawojannis (Jan ślepy), sławny talentem improwizowania na treść podaną. Ulubionym jego przedmiotem były wypadki z życia Kleftów. Każdy Kapetanos chciał słynąć w jego pieśni; Albanie nawet ubiegali się o ten zaszczyt, hojnie płacąc Rapsodowi. Niebawem Gawojannis się zbogacił, i, jedynym między starcami swego rzemiosła przykładem, zaniechał wędrówek, spokojnie dni kończąc we wspomnianéj wioseczce.
Zapał i roskosz, z jaką Grecy słuchają swych narodowych pieśni, stanowi jedną z cech głównych wrodzonego im charakteru. Wojenni górale przenoszą nad inne pieśni kleftyckie i malujące obrazy z życia pasterskiego lub rolniczego, gdzie wszystko tak śmiałe, proste, pełne ognia i siły, jak oni. Pieśni miejskie za miękko brzmią dla nich, dla tego zowią je zniewieściałemi i bez żadnej wartości (τραγουδια πουςικα). Nawzajem téż pieśń góralska za ostro dzwoni w uchu łagodnych wyspiarzy i mieszczan.
Wymyślny Greczyn w wyborze pieśni w kraju, nie jest nim za granicą. Widziano nieraz, w kawiarniach Odessy i Konstantynopola, Greków chciwie słuchających pieśni wędrującego Rapsoda. Góral etolski, mieszkaniec Larissy i Scijo, biegą tam uścisnąć się i słuchać ojczystych pieśni. Różnica kraju i obyczajów, jakby zerwana czarodziejską sztuką, ginie. Góral wzrusza się na głos tkliwej piosenki Archipelagu, a miękki wyspiarz unosząc się nad dzikiém męstwem bohaterów gór, marzy o sławie upłynionych wieków.
Muzyka pieśni góralskich jest pospolicie jednostajna, prosta, i rzadko się zmieniająca na drugim, a nigdy na trzecim wierszu. Nóta pieśni Archipelagu jest weselsza, rozmaitsza i ułożona z większą sztuką. P. Fauriel słyszał wiele śpiewanych na nótę starych romansów włoskich. Spon słyszał w Grecii muzykę romansu francuskiego: Réveillez-vous belle endormie etc. Pieśń, którą woźnica grecki nócił Panu Chateaubriand przez całą drogę od Kron aż do Athen, przypominała mu ojczysty romans: Mon coeur charmé etc. Należąż te pieśni do drugiéj szkoły muzyki u Greków, czy sięgają czasów Olympu? Czy je Wenecijanie do Morei przynieśli? czy jenijusz trubadurów francuskich zszedł się z greckim?
W dzisiejszéj Grecii każdy taniec ma swoją piosnkę, czyli właściwiéj mówiąc, on jest piosnką, któréj muzyka i pantomima pomagają. Jestto więc ballada, w najwłaściwszém wyrazu tego znaczeniu. Każdy z nich zdaje się bydź skutkiem jakiéjś przyczyny historycznej, i mieć jakiś cel, do którego mniéj lub więcéj wyraźnie zmierzają ruchy tańcującego. Kroki i jesta w balladzie rycerskiéj, mają coś nagłego, dzikiego, i to wszystko, czém się odwaga i siła maluje. W balladzie miłośnéj, wszystkie poruszenia są kierowane taktem powolniejszym, bardziéj zręczne i piękne niż śmiałe. Podobne téż tańce mieli starożytni Grecy. Jeden z najpóźniejszych wojażerów po Grecii, zaproszony na wesele pewnego z możnych mieszkańców Morei, widział, między innemi, taniec żołnierski i ślubny (pyrrique et nuptial), zupełnie zgodny z opisem znajdującym się w XVII księdze Ilijady.
Pieśni, którem przetłómaczył, dostateczne są do utworzenia sobie czystego pojęcia o charakterze poezii ludu nowogreckiego. Dodam tylko, że przedmioty nieżywotne, góry, rzeki, podobnie jak zwierzęta i ptaszki, często w niéj rozmawiają. Niekiedy widna chęć uszlachetnienia rzeczy zwyczajnych. Żelazo np. i inne kruszce mniejszéj wartości, są w pieśni złotem lub drogiemi klejnotami; wszyscy Kleftowie błyszczą się od bogactw; ich konie kute srébrem, ich rzędy sadzone perłami!! Prostota i moc wyrażeń towarzyszy niekiedy dziwnym wyskokom dziecinnéj wyobraźni, lub naiwności przechodzącęj w śmieszność. „Dzieci Kacantonisa (mówi autor pieśni o Diplu) kule jak zrazy, a proch jak ryż jedzą; Turków zabijają jak koni, Agów rzną jak owce.“ Zresztą styl jednostajny, do zwyczajnéj rozmowy zbliżony, periody krótkie, powtarzania wyrazów i nawet całych wierszy częste, jak w każdéj poezii gminnéj.
Pieśni zawarte pod nazwaniem domowych i idealnych, są rozmaitéj miary, najczęściéj rymowane. Pieśni Kleftów mają tylko jedną, właściwą sobie miarę, wynalezioną w nowszych czasach, a dziś najpowszechniéj w Grecii używaną. Wiersz ich nierymowany, piętnasto-zgłoskowy, składa się z dwóch części; w piérwszéj ośm, w drugiéj siedm zgłosek. Cezura pada na osmą. Zwyczaj każe, aby szósta lub osma w pierwszéj części, a szósta w drugiéj była długą, zresztą mogą bydź dowolne. Doskonałość wszakże tego wiersza zależy na tém, aby wszystkie długie padały na parzystych miejscach, nadewszystko zaś starać się trzeba, aby jedenasta i trzynasta były krótkie. Do naszéj poezii moglibyśmy tę miarę wprowadzić pod następnym kształtem:
Użyłem jéj w tłumaczeniu piosnki: Pasterz i Charon.
Skończę te kilka słów o poezii gminnéj nowogreckiéj wyrazami Byrona:
Teems not each ditty with the glorious tale!
Ah! such, alas! the hero’s amplest fate!
When granit moulders and when records fail,
A peasant’s plaint prolongs his dubious date.
Child Harolds’s Pilgr. Cant. I° xxxvi.
|
PIEŚNI NOWOGRECKIE STERJO.
(Τον Στεργίου.)
Wódz, którego imie nosi ta piosnka, jest jednym z naczelników Thessalskich Kleftów, którzy w r. 1783 najmężniej waczyli z miliciją Alego Tebeleni.
Nic to że Albanie osiedli wąwozy,
SARNECZKA.
Nieszczęśliwa jakaś straciwszy męża i syna, zabitych zapewne z rozkazu którego Paszy, opiewa swą niedolę pod przenośnią. Piosnka ta, powszechnie znana w Akarnanii południowej, śpiewa się w zdarzeniach smutnych.
Gdy noc, gdy tuman łąki zaciemi,
Strzegłam go jako źrenicę w oku, CHRISTO MILONI.
Wodz tu opiewany jest jednym z najdawniejszych Kleftów południowej Akarnanii, sławnych licznemi zwycięstwami w górach Agrafa. Pieśń ta jest najstarożytniejszą ze zbioru P. Fauriel.
Usiadają trzy ptaszki na wierzchołku drzewa,
W piątek Sólejman poszedł, złorzeczył złej chwili, GOŚĆ.
Piękna ta, w oryginale, piosnka, śpiewaną jest przy odjeździe przyjaciół i krewnych. Znajoma w całej Grecii i dla tego trudno zgadnąć w którym z jéj krajów wzięła swój początek. Przedmiot wzęty s pożycia domowego i łagodność wyrażeń, kazałyby ją raczej przyznać mieszkańcom wysep lub wybrzeży, niżli wojennym góralóm.
Teraz maj, teraz rosa, teraz czas do drogi,
W drodze ci jeść zgotuję, zrobię pościel wspolną. MODLITWA CHŁOPCA.
Piosnka ta ułożoną jest w jakiémś mieście a najpodobniej że w Janninie.
Przy skały ułomku,
SKYLLODIM.
Zdarzenie tu opowiadane zaszło w r. 1806. Spyro Skyllodim, bohatér téj piosuki, podobał się poźniej Alemu Paszy, s którego więzienia tu ucieka, i był Protopailikarem w wojsku Odysseja, naczelnego wodza Liwadii. Początek téj pieśni niéma żadnego zwiąsku z jej końcem. Ale jest to niby preludium do niéj, a razem daje nam przykład szacunku Kleftów dla kobiét wziętych w niewolę. Cała pieśń nosi tło homeryczne. Dwa ostatnie wiersze trzeciéj zwrotki, przypominają wyrazy Achillesa II. XVIII. 90—91.:
„Nie, zbrzydziłem życie, nieznośne mi towarzystwo ludzi.“ etc.
I.
Pod jodłami na darniu Skyllodim wieczerza, II.
- „Nie, nie! wodzu! Irena roskazów nie przyjmie,
Gdzie jest wodz? — a! dobrydzień wodzu Skyllodimie.“ III.
„Przynosim ci ukłony od twojego brata.“ IV.
„Gdzie bieżysz Skyllodimie, gdzie mój bracie drogi, V.
— „W nocym rospętał ręce, zerwałem okowy,
PODRÓŻ W NOCY.
Dziwno, że w ojczyznie Homera, nad brzegiem Renu i Wilii, podania gininu tak są podobne!
„O matko braci dziewięciu,
Jakże chcesz abym przyrzekła?“
„Widzisz Konstanty te ptaki?“ POWINSZOWANIE.
MŁODEMU POECIE.
Piosnka ta i następna legenda, są z liczby śpiewanych na powrót wiosny i w dzień S. Bazylego, dwa dni najuroczyściej obchodzone dziś w Grecii; należą one do tegoż rodzaju, co i piosnka jaskółki, o któréj wspomniałem we wstępie. W drugiéj z nich uderza oryginalność pomysłu obok prostoty wysłowienia. Ojczyzna obu niewiadoma.
1.
Kochanku ksiąg i dziewic, uczniu i poeto, 2.
O niech cnotliwéj parze, którą serce łączy, ŚWIĘTY BAZYLI.
LEGENDA.
W wieczór, po długiéj przez wieś alei,
Płaszcz miał z żelaza, z miedzi trzewiki. LIJAKO.
Wojownik tu opiewany był naczelnikiem bandy Kleftów w górach Agrafa. — Lijako czyta list odebrany od Ali Paszy:
„Uznaj Lijako Paszę za Pana,
Przeczytał Ali, z gniewu się wścieka,
Konno Lijako walczył na błoniu, RADA NANNY.
Pieśń ta zdaje się bydź z Macedonii. Mamy w niéj prawdziwy obraz z życia Kleftów, choć może mniej moralny.
Wieczorem poszedł Nanno
Chcę Klefty żołniérza, GRÓB DIMA.
Mało jest w dziejach Kleftów przykładów podobnych opisywanema w téj piosnce. Wszyscy prawie ich wodzowie giną na polu bitwy, tu przeciwnie, stary góral spokojnie czeka zbliżającéj się śmierci. Do lepszego jéj zrozumienia trzeba wiedzieć sposób budowania mogił w Grecii. Trumna bez wieka spuszcza się do prostokątnéj jamy, obłożonéj zewsząd kamiennemi plitami; po czém wierzch jamny sklepią podobnemiż kamieńmi, i zasypują ziemią. A tak trup, niczém nie przyciśniony, leży swobodnie między czterema ścianami. Piosnka ta, upodobana w całéj Grecii, śpiewa się w wszystkich jej krajach.
Słońce zapadalo, Dimo legł przy buku;
POCAŁUNEK.
Ballada ta i następna, należą do pieśni ślubnych; ojczyzną obu Thessalija.
Wszystkie blondynki, wszystkie brunetki,
Tu morel co się jak ty rumieni, ŚCIEŻKA UCZUCIA.
Piosnka ta przypomina mi piękną zwrótkę Shakespeara w Merry wiwes of Windsor:
Tell me where is fancy bread, Wy, których miłość w złote wniki ima,
SULIJOTKI.
Półtora już wieku, jak kilkunastu pasterzy Albanii, blisko Gardiki, prześladowanych od Turkow, przeniosło się s trzodami i domowstwem na niedostępną górę Epiru, na przeciw wyspy Korfu. Pomnożeni przybyciem innych zbiegów, w liczbie około stu osób, utworzyli sobie małą rzeczpospolitą, pod nazwiskiem Suli. W. r. 1792 składała się ona z jedynastu wiosek. Cztery najdawniejsze, zbudowane były na urwiskach wspomnianéj góry; do jéj szczytu wiodła tylko jedna kręta ścieżka, długa trzy mile, przez dziki labirynt jaskiń, skał i lasów. Co mila na brzegu stroméj przepaści wznosiła się uzbrojona wieża, broniąca przejścia. Przy pierwszéj wieży była wieś Kiafa; o dwie mile wyżéj trzy sąsiednie wioski Suli, Awarikos i Samoniwa, wydawały się nad niedostępnym brzegiem jako trzy guiazda jaskółek. Siedm wsi pozostałych, zajmowało żyzną i uprawną dolinę u stop tejże góry.
Ciekawe, a często ledwie do prawdy podobne dzieła Sulijotów i ich wojny z Ali Paszą opisali: Will. Eaton Tabl. de l’Emp. Ott.; sławny Pouqueville, w drugiéj do Grecii podróży; Perweros rodem Grek, w swojej histor. Suli i Pargi, po nowo-grecku pisanéj. Wenecija. 1815. vol. II. in 12; Fauriel de Soul. et d. guerres avec Ali Pacha de Jan. — Odsyłając więc do tych źródeł, wspomnę tylko o wypadkach potrzebnych do zrozumienia dwoch piosnek sulijockich, którem z óśmiu, przytoczonych przez P. Fauriel, wybrał.
Piérwsza wspoiniua o heroicznym czynie Moscho, — żony sławnego Sulijotow wodza Lamprosa Caweli. Zniecierpliwiony Ali Pasza besskutecznem obleganiem Suli, gdy mu pobudowane baszty przy mieście Preweza nie pomogły, wysyła w pomoc oblegających 8000 najlepszego wojska, z roskazem przypuszczenia szturmu. Oblężeni mieli około 1300 ludzi, odparci wszakże dwukrotnie Albanie rzucają się z nowym zapałem. Było to w dzień 20 Lipca 1792 r.; nadzwyczajny upał, głód i znużenie, wyczerpały ostatek sił z Sulijotow; niemogli się już dotknąć karabinów rospalonych częstymi wystrzałami i skwarem słońca. Po dziesięciu jeszcze godzinach oporu, cofają się na wyższą część góry. Zachęceni tym Albanie, opanowali drugą wieżę i zbliżali się do Suli. Postrzegłszy to nieustraszona Moscho, wysieka toporem drzwi od składu prochu, a napełniwszy swój fartuch ładunkami, chwyta karabin, pałasz, i na czele innych Greczynek bieży na spotkanie Albanow. Czterech żołnierzy łączy się do nich. Po krótkim boju Albanie pierzchają. Lampros Caweli z Bocarisem dokonywają zwycięstwa. Moscho przy mężu gromiła jeszcze długo Albanow. Gdy już znużona pogonią i rzezią wracała do miasta, widok zabitego wnuka obudził w niej mdlejącą chęć zemsty. Wróciła więc na plac bitwy i aż do nocy ścigała niedobitków Albańskich.
Druga piosnka należy już do ostatnich czasów nieszczęsnéj Suli. W r. 1804 zdradą zajęta przez wojska Alego; obrońce jéj rosproszyli się po górach. Na tę wieść mieszkańce całéj rzeczypospolitej opuszczają domy. Turcy ścigają.
Wszedłszy do miasteczka Renijasa, nie znaleźli już tam męszczyzn i gdy mordują lub zabierają dzieci i kobiéty, nagle z wieży zwanej Dimua usłyszeli karabinowe wystrzały. Była to żol na Sulijoty nazwiskiem Grzegorz Bocis, która na czele siedmiu kobiét i trojga dzieci odważyła się bronić przystępu wrogom. Dalszy los téj Sulijotki opiewa piosnka.
I.
Na poręczach mostu siadł ptaszek poranny, II.
Słychać huk i strzały, kulę goni kula,
Twym zwycięzcą Arnaut, twoim panem Turek." ŚMIERĆ JOTY.
Wódz Kleftów, konający w chwili gdy górale napadnieni przez miliciją Albańską potrzebują jego obecności, dał przedmiot do ułożenia téj kleftyckiej piosenki. Skądinąd jej bohatera i jej ojczyzny nieznamy.
Wstaję, wygląda świt młody
„Cóż ci rzec roto kochana? TO ON!
ἀναγνωρισμος
Dijalekt Krety, panujący w tej pieśni, każe się domyślać, iż na téj wyspie ją utworzono.
1.
Wieczór — noc płynie w ciszy głębokiéj;
„Kto tam?“ — „To ja, swój.“ — „Ho ho! oszuście, 2.
— „Nie, nie, filucie, kiedyś ten samy, 3.
„Ty mię oszukać chcesz synu lisi; 4.
— „I to nie dowód; mógł kto z mych braci,
MAJTEK.
Podobnie jak góry Thessalii, Epiru i Akarnanii mają pieśni kleftyckie, wyspy archipelagu mają pieśni żeglarskie; z liczby tych jest następująca. Wyrazy: eja lesa (ἐια λεσα) i eja mola (ἐα lub ἐια μόλα) znajdujące się już w Aristofanesie, z małą odmianą, i podług zdania uczonego Doktora Coray[9] od najdawniejszych czasow używane w żeglarce greckiéj, nie mogą się tłumaczyć na żaden język. Oba używane są w czasie rzucania i dobywania kotwicy; piérwszy (eja lesa) oznacza jéj ruch prędki, drugi (eja mola) ruch powolny. Mowią, że piosnka ta dziwnie się ładnie wydaje słyszana z brzegu, gdy ją wieczorem na niedalekim okręcie śpiewają majtkowie, i jest tego dla nich powabu, co Ranzdes-vaches dla górali szwajcarskich.
Gdy masz córkę, gdy o nię prosi majtek młody,
„Rzeźwiej, rzeźwiej nasz majtku! powstań, jeszcze zdołasz KALJAKUDA.
Nie wiemy nic o Klefcie nazwanym Kaljakuda. Pieśń ta opisująca zwycięstwo jego, powszechnie jest znaną w południowéj Akarnanii, lecz, jak się zdaje, utworzona w Morei, lub na któréj s pobliskich wysep. W dwóch ostatnich wierszach widzimy wierne małowidto wodza górali greckich po odniesionem zwycięstwie.
Czemuż nie jestem ptaszkiem! wzleciawszy w tę stronę
PIEŚNI PRZY KOLEBCE.
Mnóstwo tego rodzaju piosnek, dawniéj Katabaukaliseis a dziś Nannarismata zwanych, krąży w Grecii, a szczególnie na jej wyspach. Następująca jest z Cypru.
I.
Święta Marijo! śpiewaj przy kolébce,
Tylko cię proszę, bawiąc czas niedługi, II.
Piosnka ta z wyspy Skijo zawiera kilka wspomnień z dawnej mytologii greckiej. Kto wie, może aż jej czasów sięga?
Snie, weź mi syna! Trzéj silni obrońce,
„Gdzieżeś był synu wczora i zawczora? GŁOS MOGIŁY.
(ἡ βοὴ τοῦ μνὴματος)
Niewiadomo gdzie mamy szukać ojczyzny téj piosnki, uderzającéj oryginalnością pomysłu.
Piliśmy całą sobotę,
Idę o bladym gwiazd blasku,
JAN STATHA.
(τοῦ Ἰάννη Στάθου.)
Zwycięstwo batu Kleftów nad okrętem tureckim, było powodem ułożenia następnéj piosnki, s któréj się téż dowiadujemy, że jéj bohatér należy do sławnego rodu Bukowallów. Widzimy tu, jak w grobie Dima i prawie wszystkich pieśniach Kleftów, że rycerska prostota i oryginalność pomysłu, zastępuje miejsce obrazów i wyrażeń poetyckich. Zachowałem w niéj i w niektórych innych, miarę, którąby można nazwać narodową piosnek polskich. Jak np. Nie pij kosiu wody etc. Ułany, ułany, malowane dzieci, etc.
Granatowy mundur, etc. i t. p.
Płynie czarny okręt od Kassandry brzegu,
HRYJE.
(Μυριολογαι.)
I.
Wspomniałem już we wstępie, iż do dwóch hryj znajdujących się w zbiorze P. Fauriel, dodałem ustęp z Elektry Sofokla, gdzie oszukana Elektra płacze nad urną s popiołami brata. Znajoma jest powszechnie treść téj trajedii.
Orestes pod cudzém imieniem przybywa do Argos, zemścić się śmierci ojca. Piérwszą osobą, spotkaną na ojczystym brzegu, jest jego siostra. Wysłany z domu w bardzo młodym wieku, nie pamięta rysów Elektry; niepoznany nawzajem opowiedziawszy zgon swój, dodaje:
Orest.
....Gdy cię wzrusza los jego, gdy ci Orest drogi, Elektra.
Daj mi ją cudzoziemcze, daj mi ją, na Bogi, Orest.
Giermku! oddaj jéj urnę; ktokolwiek jest ona,
Elektra. (biorąc urnę).
O! najmilsza mogiło droższego nad życie!
Szaleje za rospustą matka, ach! nie matka.[11] Chór.
Ze śmiertelnego ojca, śmiertelna dziewico! II.
Następną hryję winniśmy pewnéj Turczynce, która straciwszy syna na brzegach Dunaju, podczas wojny Rossii s Turciją (w r. 1786-1792), improwizowała ją w Januinie.
... Kogo szukałeś? III.
Pewna dama znakomitego rodu, nazwiskiem Zagora, na śmierć swego męża improwizowała niniejszą hryję. Z dwóch jej synów żaden się w ówczas nie znajdował przy niej.
... Korzystaj, korzystaj z życia!
Lica płonęły, GYFTAKI.
Gyftaki należał do sławnej familii Bukowalla. Żył przy końcu ostatniego wieku; zabity w wojnie z Jusufem krewnym i Seraskierem Alego. Ojczyzną téj piosnki są góry Agrafa.
Cóż to się stało z biédną Gyftaki
Mówią że w górach jęcząc dzień cały ŚWIADKI MIŁOŚCI.
(ο ἔρωτας φανερομένος.)
W zbiorze Pana Bowring, „Serbian popular. songs,“ Lond. 1827, znajdujemy dosłowne prawie tłómaczenie następnéj piosnki. Niewiadomo kogo mamy obwiniać o tę kradzież literacką, Serbów, czy Greków.
Pomnisz tę wschodnią gwiazdkę? co tak czysto,
Patrzali jak wiatr postać księżyca rozwiewał. POŻEGNANIE KLEFTA.
(Τελευταῖος ἀποχαιρετισμὀς τοῦ Κλεφτου.)
Kleft raniony śmiertelnie, przychodzi s towarzyszem nad brzeg potoku i nieczując już w sobie siły dostatecznéj do przepłynienia go, daje towarzyszowi ostatnie zlecenia.
„Bądź zdrów! płyń błogi do drugiego brzegu.
Nie mów o moich ranach, o mym zgonie, ŚLUB NIESPODZIANY.
(ο ἂξαφνος γάμος.)
Ballada ta, powszechnie znajoma na wyspach Archipelagu, przypomina balladą angielską: Lord Thomas and fair Eleanor.[14]
Siedzę ja sobie pewnego ranka,
Piórka miał złote, jego piosneczka,
— „Jak tu nie cierpieć, jak bydź przy sobie, WOJAK.
(τοῦ ῠβριοῠ.)
Jest to jeden ze Skolijów starożytnych Greków, przypisywany Hybrijasowi s Krety. Treść i styl w nim, podobny wielu kleftyckim pieśnióm, skłoniły mię do umieszczenia go przy nich. Znajduje się on w kompilacii Atheuensa xięga XV. 50 k. 245. Boissonade Lyric. Graec. XV. t. 2. Syll. poetar. k. 87 i 205. Po francusku tłómaczyli go: Lanauzé Mém. Acad. d. inscrip. T. II. k. 251 i Larcher tamże T. XLVIII. 251. Miara, jakiéj się trzymałem w Skolijonie, jest:
¯ ¯
˘ ˘ ¯ ˘ ˘ ¯¯ ˘ ¯ ˘ ¯ ˘
Mam ja miecz, mam ja tarcz, mam nie kruchę zbroję, DZBANEK ROZBITY.
Piosnka ta jest z wyspy Chios, ojczyzny wszystkich poezii Nowogreków wolniejszéj i weselszéj treści.
Powiedz mi dziéwcze ładne, GÓRA OLYMP.
Ojczyzną jej zdaje się bydź Thessalija, choć w całéj Grecii a nawet w Konstantynopolu ją śpiewają.
Olymp.
Raz Olymp się wadził s Kissawą[15] — „Ot plecie! Głowa.
Zrzyj sępie mą młodość, zrzyj sępie mą sławę,
PORWANIE.
Jestto najdłuższa pieśń ze zbioru P. Fauriel. Wielu znajomych mu Greków słyszało ją na wyspie Korfu i Kiefalonii, lecz żaden na lądzie; wreszcie wiele wyrazów, właściwych tylko mieszkańcom Archipelagu, wyjawia jéj morską ojczyznę. Poeta kładzie naprzód opowiadanie w usta bohatéra téj powieści, potém sam ją kończy. Zmiana podobna osób i liczby arytmetyczne, nieraz używane są w poezii gminnéj Nowogreków. Toż mówić o powtarzaniu całych wierszy, tak częstych w Homerze; toż o rozmowie s koniem, któréj podobnież przykłady znajdziemy w poezii starożytnéj. Znajome jest miejsce w Iliadzie (XIX. w. 408 do 417), gdzie Ksantos, koń Achillesa, przepowiada mu śmierć niedaleką. Lochinvar, ballada Sir Walter Scotta, oprócz ogólnej treści, ma wiele szczegółowych podobieństw z niniejszą pieśnią. Porównajmy zakończenie obu poetów:
... One touch to her hand, and one word in her ear
There was mounting ’mong Groemes of the Netherby clan, Raz kiedy jeść obiad usiadłem przy stole,
Pan prosił: „zrządź Boże niech ujrzę Rodzice,
— „Gdy koń twój jak piorun, to znajdziesz przy stole;
MUZYK I DUCH.
τοῦ μουσικοῦ καὶ τοῦ ςοιχεῖου.
I.
Szedł Jan wieczorem i mile śpiéwał, II.
Duch wyszedł i rzekł: „poźrę cię Janie." III.
Budzisz mi ptaszki w gniazdach uśpione, VI.
— „Nie karz mię duchu, nie karz tak srodze,
PIEŚNI O CHARONIE.
Mówiłem we wstępie, jak jeszcze wielką gra rolę Charon w pieśniach i podaniach Nowo-greków. W pierwszéj z trzech pieśni o tym bożku, użyłem miary narodowéj greckiéj, na jaką wszystkie śpiéwy Kleftów są ułożone.
PASTÉRZ I CHARON.
(ὁ βοσκὸς καί ὁ χάρος.)
„Młodą mam żonę, ah! wzór żon, CHARON I DZIEWCZYNA.
(ὁ χάρος καί ἡ Κόρη.)
Jest w listach P. de Sevigné miejsce uwielbiane powszechnie. Opisawszy jak Pani de La Rochefocault wypytywała się o swoim bracie, w chwili kiedy przeczuwała zgon swego syna, zabitego w przeprawie przez Ren, dodaje: „myśl jéj nieśmiała iśdź daléj.“ Rys ten szczęśliwy maluje nam dokładnie cały stan duszy bohatéra niniejszéj piosnki, który jadąc na ślub do swojéj narzeczonéj i widząc na jéj progu krzyż poprzedzający konwój pogrzebowy, przebiega myślą wszystkich jéj krewnych. Zapomina tylko, czy może nieśmie pomyślić o śmierci swojéj kochanki, ale przeczuciem wiedziony udaje się na mogilnik.
„I cóż mi ten Charon?” mówiła dziewica,
Do wioski najbliższej jedź przez ten manowiec.“ CHARON I DUSZE.
Ojczyzna, autor i powód utworzenia téj piosnki, są niewiadome.
Co tak w tych kniejach szumi i ciemnieje?
ZGODA.
(ἡ κὰταρα του ἀγαπήτικου.)
Ostatnia zwrótka téj piosnki stanowi osobny distich we zbiorze P. Fauriel. Widzę ją; chwilo okrutna!
DERAR, POWIEŚĆ WSCHODNIA
W DWÓCH KASYDACH.
KASYDA rzeczownik żeńs. Od słowa arabskiego kasada, zmierzał do celu, zbliżał się, był umiarkowanym, znaczy dosłownie: poema zupełne, w którém żadnej miary, żadnego wiersza niebraknie (poema justo numero versuum constans). Poema bowiem tak nazwane, zawierało początkowie nie mniéj ani więcéj jak trzydzieści distichów. Nie zawsze poeci wschodni, zwłaszcza późniéjszych czasów, pilnowali się tego prawidła. Kasyda, wzięta w dzisiéjszém znaczeniu, odpowiada naszéj elegii, idylli, panegerykowi i powieści, stosownie do tego jak opowiada jakie zdarzenie, opiéwa pochwały czyje, kreśli obrazy brane s przyrodzenia, lub opłakuje jaką stratę; długość jéj zależy od woli autora.
Poezija arabska obfituje w kasydy. Przedmiotem ich są najczęściéj obrazy brane z życia koczujących Beduinow. Zdarza się nieraz, że kilka pokoleń błąkających się po Arabii, zatrzyma się przy jedném pastwisku. Zawarte wówczas zwiąski miłości i przyjaźni muszą się zrywać, gdy trzody wypasą łąki, lub niezgodni Szejchowie powadzą się. Stąd nic częstszego w kasydach nad pożegnania s kochanką, lub przyjacielem, nad żale po ich odjeździe. Od nich zaczyna się każda s siedmiu moallakat. — Tak się zowie[17] siedm kasyd pióra najcelniejszych poetów arabskich, żyjących przed Mohammedem.
Był zwyczaj u dawnych Arabów, iż poema uznane za arcydzieło w swoim rodzaju, przepisywano złotémi literami na egipskim papyrze i zawieszano na drzwiach Kaaby t. j. świątyni mekkańskiéj, gdzie Arabowie od niepamiętnych czasow mieli swoje bożyszcza. Lud zawsze tłumnie tam zbiérający się, czytał i uczył się na pamięć wierszy owych narodowych poetów. Był to najwyższy szczebel sławy poetyckiéj. Siedmiu go tylko dopięło: Hares, Antara, Tarafa, Amru, Zohejr, Amrulkiejs i Lebid, za którego czasow zjawił się Mohammed i skłonił go do przyjęcia islamismu. Sławny w dziejach literatury wschodniéj William Jones wydał ich kasydy obok s tłómaczeniem angielskiém.
Widziémy stąd, iż moallaka to znaczy na Wschodzie, co w Europie opus laureatum. —
Treść Derara nie jest oparta na żadnym wypadku historycznym; miejsca tłomaczone lub naśladowane s poetów wschodnich, wytknę w notach.
KASYDA Isza.
PALMY.
Nabega beu Moawija Dobijani, niech łaska boża obwinie grób jego! powiedział:
„Wieczorem zatrzymałem się przy miejscu jéj pobytu; pytałem go, nieumiało mi odpowiedzieć. Nikt już tam nie mieszkał!”
RZEKŁEM:
Stój, stój, o Hadi[18]! rozsiodłaj wielbłąda,
Jak noc roskoszna. Gdy s tych’ palm zerwane
Kręci się, biega i stami barw pionie; Idzie, choć męża serce nie wybiéra.
Już wzniosłem chandżar. Lecz mnie rozbroili,
Wchodzę — już północ — spali psy i stróże,
I twoje drzewa, Hury i roskosze,
Azza ma spała. Twarz w niebo zwrócona,
Nie świeższa od nieb. Przebacz droga,
Gdy sama sama zostanie na polu. Porwałbym, uniósł — ha! niechby ścigali
Jak warkocz dziewic beduińskich pływa Co na wspomnienie błędów staje w oku,
Ze cisnę usta w dłoń mą, jak do czoła
Nie wymyślą męk sroższych jak w téj wojnie,
KASYDA IIga.
PILAW.
Saejch Omer ben Fared, niech go Bóg upodoba! powiedział:
„Szczęśliwa karawana, której ty towarzyszysz w wędrówkach nocnych! Jutrzenka twojego lica oświéca jéj drogę”
RZEKŁEM:
Kupcyż Jemenu? pielgrzymyż Hedżazu
I lulka drużka w dobre i złe chwile, HYMN DO BOGA.
ON![32]
Bądź! — i poczwórna dusza wstąpiła w świat-dziécie.
Ubierać w takie zawoje i szaty
Lecz jeszcze z niebios czoła,
Darów lub kaźni, z jasnych dnia szczytów w głąb cieni.
Na pierś mu wstąpiłem nogą. Spadły — Eblis runął.
Patrz! jak skowronek wzbił się do góry.[41]
Hadży hymn skończył; pobożni milczeli,
„To Bogu — teraz ludziom. Towarzysze! ŻALE ZARYFA.
Ah! nad ten płomień palą oczy twoje,[44]
Ah! nad ten wrzątek kipią czucia moje,
To dwa C rzekłbyś na jéj dwie brwi krzywe, EUNUCH.
I.
„I cóż milszego jak cień w upałach; II.
Urżnąłbym równo dwa tęczy końce; III.
Dąb mój najwyższy z dębów Iranu,
Stałby cierpliwie z lulką gotową, IV.
Hej dębie! fajki! — S sółtańską miną V.
Skończywszy lulkę uradowany, CZTÉROWIERSZ S TURECKIEGO.
„Pan Jeśli ożenił się s panną Jeżeli,
„Opanowali dwa ziemskie półgłoby,
Lecz któż to konny na czarnym rumaku
I pić poprosi. — Gdy milczym, to znaczy:[48]
Gdy cudzoziemiec przyjdzie do Kaszanu,
Ty znów mój koniu? — hem, koń Beduina
Jedzie z haremem. — No, lecz przyjacielu
GAZEL.
— „Wietrze, czyliś z jej piersi zleciał tego ranka
Samabyś pod jéj nóżki usłać się przybiegła.
W pilawie naszym! — Lecz jakaż ptaszyna PIEŚŃ.[55]
I.
„Witaj słoneczko, witaj chmureczko, II.
„Z morskiego łona koncha zbudzona
S kropel deszczowych, z blasków słońcowych, III.
„Choć znów ją wały na głąb porwały, IV.
„Ah! twoje oczy, ich blask uroczy, V.
„Słodko uśpione i niebudzone VI.
„Choć losu fala serce oddala, ODPOWIEDŹ.
I.
„Znam téj piosenki uroczne dźwięki,
Tak mile brzmiało i tak skonało II.
Konchę w pogodę i serce młode III.
I tak mię męczy i tak mię dręczy, IV.
Nie zapominaj! nie zapominaj! V.
Ah! na tę wzmiankę, że mam kochankę VI.
Rospacz umiera, raj się otwiéra,
Wy miast mieszkance nie wiecie potęgi
Do broni! do broni!
Teraz radością i swobodą świécą.
Niż kiedy w boju przed islamu oczy
Nie! na twą brodę! co by strzał mych brzytwy Powieść Derara skończyła się s pomocą bożą.
ELEGIJE,BALLADY, PIOSENKI &c. As - ta quelqne donleur? ENDYMIJON.
(Ułamek s poematu opisowego)
W jakimże woda żywsza potoku,
On ku niej ściąga ręce. — Niby orle młode
Nudził swą strzechą i wsią jednaką,
Gdy ziemią nudził, ległszy na darnie
Gdy się w blask dzienny piérwsza mgła rosproszy,
Jéj wtórują noc, niebo błyszczące pogodnie, ELEGIJA.
(Z GÖTHE.)
Luba! znaszli tę ziemię gdzie cytryna kwitnie,
Te kolumny, te gmachy, helleńskiego dłota, ŁODKA.
(ELEGIJA.)
Precz wiosła! wiatr w żagiel trąca,
Najmilsza! siadaj! za znamie
Gdzie zdrój po łące się wije, SMUTEK.
(ELEGIJA.)
Wczoraj gdy smutny przyszedłem cię witać,
Twój uśmiech, już do połowy rozwity,
DO FANNY.
(ELEGIJA.)
W smutnéj godzinie, na cudzej ziemi
Odtąd żegluję po morzu świata ELEGIJA PERSKA.
I.
Gdy po Niebie noc cicha
Rospływa sie w pogodzie, II.
Gdy piękne granie słyszę, III.
Muzyko brzmiąca mile! ZAMYŚLONA.
(ELEGIJA PERSKA)
Jak pięknie patrzą s pod bladego czoła,
Jej we łzach oczy,
Martwa, co wschodzi na lica
Ścigałem w duszy rospierzchłe obrazy, ELEGIJA PERSKA.
I.
Widziałem — młodziutka róża II.
Różo! wiosny korono,
Oderwana od krzewu NAMIĘTNOŚĆ.
(ELEGIJA.)
Jak miłe słońce w poranku,
Dopóki z łąk wieje wonia,
Tak w milszym poranku życia
ELEGIJA Z BYRONA.
(WHEN WE TWO PARTED.)
I.
Kiedyśmy się żegnali II.
Zimno na moje czoło III.
Przy mnie mówią o tobie;
Długo, długo kląć będę IV.
W tajniśmy się widzieli — KSIĘŻYC.
(MELODIJA Z BYRONA.)
Słońce bezsennych! nieba wieczornego oko!
MOREL.
(ELEGIJA.)
Morel podajesz mi z drzewa,
WANDA.
(ELEGIJA.)
Dziesięć już wieków jak na ziemi Lecha,
Ich arfę niemą zapomnienie rdzawi, ALLEGRO.
(ANAKREONTYK.)
Lorsqne le Champagne Hej węgrzyna, léj węgrzyna,
Jasno w oczach, w pamięci,
I znów w powietrzu krąży,
Już na ustach jéj siada...
A, to nadto — dosyć tego!
Trzymam! strzęsła skrzydełkami, ZMROK.
(ELEGIJA.)
Któż niezna téj godziny, gdy tonące w morzu
Widno jak dzienne światło powoléj się ściera; NOC WIOSENNA W LITWIE.
(ELEGIJA.)
Wyszedł młody poeta, i bez drogi,
Litewskiéj nocy; całe w gwiazdach, czyste,
To na rozłogu spoczną, to na wodzie, MORZE.
(Z B. ŻUKOWSKIEGO.)
Milczące morze, lazurowe morze,
Dąsasz się, wyjesz, buchasz i z zawieją, MALINY.
(BALLADA NA NOTĘ: HEJ TAM NA GÓRZE etc.)
Przez litewski łan,
Przyjechał na dwór,
Lecz pan obie równie kocha,
Szczęśliwy z żona szczęśliwą,
— „Dudkę skręciłem w gaju, ŁODZ RYBACKA.
(BALLADA S KNOXA.)
U brzegu odnogi, o cichym wieczorze,
Nieczuli Bogowie pomocy niedali,
Podpływa, lecz próżno sili się i żali, HERBY.
(BALLADA NA MIARĘ „BUDRYSÓW.“)
I.
„Cóż to rycerzu Litwy, II.
Jestem pogoń Litwinów,
III.
A gdy legnę w kurhanie, IV.
„Gdzież to orle mój biały V.
Jestem orzeł Polaków, VI.
To krew z litewskiéj żyły!
VII.
„Dość, dość orle, pogoni! VIII.
„Obaj w zgodzie, w pokoju, HAJDUKI.[64]
(BALLADA MORLACKA.)
W jaskini zacieniach,
A u nóg pięknéj Krystyny, Lecz kiedy w stronę poziérał,
UPIOR.
(BALLADA MORLACKA.)
Tam na bagnach Morlocha,
WASILEK.
(BALLADA.)
Poranne słońce na wioskę blask roni,
Pukałem do drzwi twéj kamiennéj chatki,
„O! matko, ojcze, przytulcie swe dziécie,
Jak my dopiéro zmienisz się w gołąbka,
NIEZNAJOMY.
(BALLADA.)
Przed bramami Ostrogu,
Spojrzał? jak wzrok sokoli!
OLESIA.
(PIEŚŃ LITEWSKA.)
I.
Gąsko, gasko bieluchna! II.
Gilu, gilu zimowy! III.
Rybko, rybko pstrokata!
On na sznurku Olesi, IV.
Wiosno, wiosno litewska! V.
Wietrze, wietrze wiosenny! ZUCH.
(PIEŚŃ LITEWSKA.)
Dzielnym goniec!
Gdziem się zwinął,
STARZEC.
(PIEŚŃ LITEWSKA.)
I.
Graj mi, graj Wajdeloto! II.
Postarzeliśmy oba!
Zielone lata młodości, III.
Śpiéwaj mi Wajdeloto! IV.
Wielkaż pieśni potęga!
JANEK.
(PIEŚŃ MORLACKA.)
Stach mi pierścionek przyniosł z jarmarku,
Stachowe usta jak dwa koralki,
Stach mię uścisnął, jam się zaśmiała,
Stachowe piosnki dziewcząt kochanie,
Stach do mnie wczoraj przysyłał swaty,
JEŚLI WIOSNĘ CHCESZ ZOBACZYĆ.
(PIOSNKA PERSKA.)[66]
Jeśli wiosnę chcesz zobaczyć,
DILEM SUZI ROENARA.[67]
(PIOSNKA PERSKA.)
Powiedz Lejli, skąd i czemu
Nad twe siostry krasa twoja, AH NIE NAZYWAJ MNIE PANEM!
(PIOSNKA.)
Ah nie nazywaj mnie panem,
Czegóż twe usta się boją? r. 1822.
CZECZENIEC.
(PIEŚŃ TATARSKA Z A. PUSZKINA.)
W dolinie potok spieniony,
BASZKIRKA.
(PIOSNKA S PODRÓŻY MEYENDORFA.)
Zima, zima, z góry, z brzegu,
MILA.
(PIEŚŃ AMERYKAŃSKA S CHATEAUBRIANDA.)
Widzisz ten wzgórek co jak mgła siwa?
DO EMMY.
Emmo! czy wrócą te złote chwile, |
- ↑ Schäl „Hist. de la littér. Gr. I. 149.“
- ↑ „Chants populaires de la Grèce moderne, receuillis et publiés par C. Fauriel. Paris 1824. T. 2.“ — Pieśni te już nieraz ściągały na siebie uwagę uczonych i Poetów. — U Niemców tłumaczył je Müller, u Rossijan Gnienicz.
- ↑ Wyraz κλεπτης, albo podług teraźniejszego wymawiania κλεφτης, znaczący złodziéj, stał się potém najzaszczytniejszém nazwaniem obrońców Grecii.
- ↑ Zwali się oni Derwendżi — Baszy, stróż wąwozów, wielki dozórca dróg. Mieli własne wojsko pod wodzą swych podkomendnych Derwenagów. Sławny jest Ali Tebeleni z zadanych klęsk Armatolóm podczas sprawowania tego urzędu.
- ↑ t. j. z za srodziemnego. Turcy je takoż zowią ak deniz (białe morze), a na wzór ich inne wschodnie narody.
- ↑ Zdawało mi się, że wyrazowi μνριολογος, znaczącemu dosłownie mowa żalu, boleści, odpowie nasz staroświecki wyraz hryja, dla tego używać go będę w dalszym ciągu.
- ↑ Hanc ego de coelo ducentem sidera vidi,
Fulminis haec rapidi carmine vertit iter:
Haec cantu finditque solum, Manesque sepulcris
Elicit, et tepido evocat ossa rogo.
tibullus I. 2. - ↑ W zbiorze P. Fauriel trzy ostatnie zwrotki stanowią osobną piosnkę.
- ↑ W przedmowie do wydania Ethiopik Heliodora.
- ↑ Komuż to miejsce nie przypomni pięknego obrazu w Eneidzie, gdzie Trojanki siedzące na brzegu morza, ze Izami w oczach patrzą na przestwór wód:
....Cunctaeque profundum
Pontum aspectabant flentes. - ↑ Μητηρ ἀμητωρ
- ↑ Σποδον τε και σκιαν ἀνωφελην.
- ↑ Dosłownie: „weź to nic do niczego.“ W trajedijach Sofokla wiele znajdujemy podobnych concetti, za któremi dziś jeszcze poeci włoscy tak się ubiegają.
- ↑ W balladzie wspomnianéj, Eleonora pyta przyjeżdżającego kochanka:
„What news, what news, Lord Thomas, „she said,
What news, hast thou hrought nato me?“
I am come to bid thee to my wedding,
And that is bad news for thee.“ - ↑ Dawniej Ossa.
- ↑ Chandżar po turecku znaczy sztylet, puginał,
skąd nasz kindżał. - ↑ Od słowa alaka wieszał, zawieszał pochodzi moallaka rzecz wisząca, zawieszona.
- ↑ Przewodnik wielbłądów
- ↑ Jak paw edeński w kwietnikach Iremu, t. j. raju. O tym pawiu często wspominają poeci wschodu, chwaląc udatność jego ruchów i piękność jego piór. Chcąc pochwalić styl jakiego autora, mówią że „pisze piórem iremskiego pawia.”
- ↑ Piekli nasz kiebab etc.
Kiebab, czyli mięso posiekane drobno i na
rożenkach pieczone na węglach, jest, po pilawie
(t. i. kaszy ryżowej zaprawionej po wschodniemu),
najulnbieńszą potrawą Mahomedanów. - ↑ Niby perełka po śliskim jedwabiu. Lebid w swojéj moallace używa podobnego porównania mówiąc o łani uciekającéj przed burzą, miejsce to tak wytłómaczył de Sacy: „Au milieu d'une nuit dont les voiles obscurs déroboient la lumière des astres, son dos a été continuellement inondé des eaux que les nuages versoient à grands flots; et tandis qu’elle s’agitoit dans l’épaisseur des ténèbres, la blancheur de son poil jettoit seule quelque éclat, comme la perle, enfant des mers, lorsque restée seule, elle vacille et roule sur la soie qui servoit précédemment de monture à un collier. ” — S tejże I moallaki naśladowałem początek mojej Kasydy piérwszéj.
- ↑ I brzeg był Szahem w posłuchalnej sali etc.
Całe to porównanie wziąłem s czterowiersza arabskiego, słowo w słowo: „Spójrz ku morzu, na falach jego dziw! przychodzą do brzegu, niekiedy i odchodzą. Niby on król, przychodzą wojska do niego, całują w dłoń posłusznie, potém wracają.” — - ↑ Ciszej od westchnienia,
Ah! od snu ciszéj zbliżyłem się do niéj.
Porównanie podobnież tłumaczone z arabskiego, w oryginale: „I wkradłem się do niéj tak cicho jak się sen wkrada pod powieki, i pomknąłem się ku niéj tak lekko jak oddech.” — - ↑ Na dżennatów błoni.
Dżennat licz. mn. od dżennet, ogród. Tak nazywa Mohammed sady niebieskie obiecane swoim wyznawcom. Mówiąc o roskoszach czekających ich na tamtym świecie, nigdy nie zapomina dodadź „i ogrody, u stop ich rzéki.” Dam tu dosłowny przekład jednego s tych opisów tak licznych w koranie. Znajduje sie on na końcu Suraty XLIV Edduchan (dym):
„Zaprawdę dzień rozłąki czeka wszystkich.
Wdniu tym pan panu w niczem nie pomoże, będą bez wsparcia.
Tylko nad kim Bóg się zlituje, bo on szczodry, miłosierny.
Owoc drzewa zakum, pokarm grzesznika.
Jak miedź topiona zakipie we wnętrznościach.
Jak kipie wrzątek.
Weźcie go, wrzućcie w męki piekła.
Potém léjcie na ich głowę karę wrzątku.
Skosztuj bogaczu, mocarzu.
Oto, o czém wątpiliście.
Zaiste zamieszkają (błogosławieni) w miejscu spokojném.
Śród ogrodów i źródeł.
Przyodzieją złotogłów i jedwabie, spojrzą sobie oko w oko.
I tak pożenim ich z Hurami, o dużych, czarnych oczach.
Znajdą tam do syta wszelkich owoców, bespieczni.
Nie skosztują tam śmierci, prócz letargu, ominie ich kara piekła.
Pan twój rękojmią temu, wielkież to szczęście.
Ułatwiliśmy pojęcie koranu, dyktując go twoim rodowitym językiem, może wspomną.
Bacz, gdyż oni baczą.” —
Chcemyż słyszéć co Pan Bóg s potępieńcami rozmawia? oto jeszcze ustęp s koranu:
„A kiedy zadmą w trąbę, zerwą się zwiąski pokrewieństwa, nie będzie u kogo się poradzić.
Czyja szala przeważy, ci szczęśliwi.
Czyja szala lekka, ci zdradzili własną duszę, w piekle przewiekują.
Twarze ich ogień ochłonie, zgrzytną.
Nieczytanoż wam objawień moich, kłamstwo im zadaliście.
Powiedzą: Panie nasz, opanowało nas nieszczęście nasze, byliśmy ludem błądzących.
Panie nasz, wyprowadź nas z niego, jeśli wrócimy, winni.
Powie: zostańcie w nim, milczcie.
Zaiste będą niektórzy ze sług moich co powiedzą: panie nasz, my wierzym, przebacz nam, ty dobro przebaczających.
Szydziliście z nich, aż przestali wam wspominać o mnie, śmieliście się z nich.
Zaiste nadgrodzę ich cierpliwość, szczęśliwi.
Powié: wiele lat przebyliście na ziemi.
Powiedzą: dzień albo część dnia, pytaj tych co liczyli.
Powie: przebyliście nie długo, a nie wiecie.
Sądziliście żeśmy was na próżno stworzyli i że do nas nie wrócicie.
Bóg wielki; niema Boga jeno On, Pan tronu szczodrobliwego.” Koran. Surata XXIII. Almuminina (prawowierni). - ↑ Rosa w Almokade
Nie świéższa od nich.
Wyznaję że bardzo niechętnie usunąłem stąd następujące po drugim półwierszu porównanie:
Jak dwa strusie jaja
Świéżo zniesione, gdy je w chłód ruczaja
Przed skwarem schronią pod sklepienia szkliste, A w wieczór, chłodne, na pół przezroczyste,
Na stoł królewski dadzą.
Amrulkejs, opisując swoję kochankę, mówi:n„twarz jej podobna jajku strusia, przechowanemu w czystym, niezmąconym nogą wędrowca strumieniu.” Pers chetniéjby porównał piersi do dwóch białych bulek na wodzie kamforowéj. - ↑ Gazelkę.
- ↑ Maleńką ahu odpłoszy od stada.
Antelopa stepowa po arabsku zwana ahu, doba, inn, dostarcza nieraz poetom wschodnim naj piękniejszych porównań. Oto są słowa Znl Kemma: .Majo przychedzisz mi na myśl gdy skacząca ahu bieży przed moim koniem i patrzy na mnie bły szczą ceini oczyma. Ahu, mieszkaniec piasczystych wzgórków, ma jasną skórę; jej pyszczek jak słońce w południa(!). Jej kibić giętka, jej piękna szyja, jej duże czarne oczy, przypominają mi ciebie. Lecz o Majo! ty więcej powabów, ty milszym blaskiem jaśniejesz - ↑ Dzielnyż to koń mój! z wiatrem jego &c.
Cały ten obraz wziąłem z następnego opisu konia: „Jego grzywa podobna do warkocza dziewczyny na wiatr rzuconego. Jego kark jak skała, którą ciągle spadający potok wygładził. Ogon jak suknia młodéj dziewczyny, wlekąca się niedbale za nią. Boki jak boki tygrysa czatującego. Szyja niby wysoka palma, pod którą zbłąkany podróżny rozłożył ogień w nadziei odebrania pomocy. Czoło jak wypukłość tarczy gdy ją biegła ręka zaokrągli i wygładzi. Nozdrza jak jaskinia hijeny. Ostrogi u nóg jak porozdzierane pióra orła czarnego. Ma on bieg sarny oszukującej zręczność myśliwych. Jego czwał jak pęd chmury przesuwającéj się po nad jedną łąką, aby deszcz wylać na drugą. Jego postać podobna do zielonej szarańczy, wstającej z bagna.“ Arabowie kochają się w koniach, dla tego mnóstwo podobnych opisów znajduje się w ich poezijach. Widzieliśmy już tego piękny przykład w nieporównanym Farysie! - ↑ Łza twa jak kropla jemeńska w napoju.
Wiadomo, że Jemen jest oczyzną najlepszych balsamów, gum, korzeni i innych aromatów. - ↑ Jak woda życia w serce się przelewa.
Woda życia, albo woda nieśmiertelności, płynie, podług powszechnéj wiary na wschodzie, w ciemnościach (der zulimat). Aleksander wielki szukał jej besskutecznie. Prorok Hizr (nasz Esdra, podług innych Elias) miał z niéj czerpać. Jestto coś nakształt eau de jonvence, która w XV. wieku tyle hałasu we Fraucii narobiła. Poeci mahomedańscy bardzo często o niej wzmiankują. - ↑ Tak się zowie piérwszy rozdział koranu, od którego pospolicie Muzułmanie poczynają swoje modły.
- ↑ ON.
Huwe on per excellentiam, tak bardzo często w koranie i innych świętych księgach muzułmanow Bóg się nazywa. - ↑ Jak w dzień pajendazu.
Na wschodzie, gdy który ze znakomitszych obywateli zaprosi do siebie króla, co się dosyć często zdarza, droga prowadząca do jego domu usłana jest suknem lub drogiemi kobiercami; pod nogi konia królewskiego i jego orszaku sypią kwiaty, pieniądze, cukier, w kawałkach i t. p. Obrządek taki zowie się po persku pajendaz. Toż się dzieje w każdém mieście Turcii i Persii, gdy Szah lub Sółtan nowokoronowany przyjedzie. - ↑ Słuchaj wiosno, pomnij mi co roku &c.
Miałem tu pod oczyma jeden ustęp s przedmowy do kwietnika Seadiego; oto wierny jego przekład: „Kazał (Bóg) wiatrowi, oddźwiernemu swemu, aby rozesłał dywan łąk szmaragdowy. Zalecił karmicielce obłoku wiosennego, aby córki roślin hodoowała w kolébce ziemi, aby na piersi niemowląt drzew włożyła noworoczny[1] z zielonych liści chylat, a głowę synów gałęzi ubrała, za przybyciem pory kwiatow, w czapeczkę kwietną. Dzięki Jego opatrznej troskliwości, sok trzciny cukrowej stał się słodszym od miodu, s pestki daktylowej
wyrosła palma wysoka.“ — Jaka poezija!! —
[1]U Persów nowy rok (nouruz) przypada w Marcu, jestto wielka uroczystość, pozostała jeszcze s czasów pogańskich; każdy w tym dniu musi włożyć nowa suknię.
- ↑ Chalif, namiestnik, zastępca.
- ↑ Przewodnicz uczcie u mojego stoła.
Jeden s poetów perskich powiedział:
„Tak szeroko rozesłał stoł szczodrobliwości że symurg w górze Kaf zjada swoję cząstkę" t. j. że brzegi tego stołu oparły się aż o łańcuch gór Kafu, które wiankiem opasują ziemię i są jéj ostatnimi krawędziami. - ↑ Królu królów.
- ↑ Kiedy Azrael garść gliny
Wyrwał z wnętrzności ziemi &c.
Chondemir, cytowany przez Herbelota, pisze, iż Bóg umyśliwszy stworzyć Adama, kazał Gabryelowi przynieść szczyptę gliny s każdego pokładu ziemi! było ich siedm. Gabryel natychmiast poleciał do ziemi i objawił jéj wolę swego Pana; zatrwożona tą propozyciją ziemia odpowiedziała, iż się lęka aby stworzona z jéj ciała istota, nie podniosła rokoszu przeciw samemu Twórcy i niezasłużyła na jego przeklęstwo. Ale Bóg nechciał odstąpić swego zamiaru. Posłany Michał, podobnież ulitowawszy się cierpień i skarg ziemi, wrócił z niczem. Bóg rozgniewany wysłał trzeciego anioła na imię Azrael, który nielitośnie wydarł siedm szczypt ziemi i przyniósł Panu. Bóg za tę usługę zrobił Azraela aniołem śmierci, aby wyrywał dusze s ciała.
Glinę tę siedmiorakiego składu, aniołowie w swych rękach miesili, poczém Bóg ulepił z niej Adama i położył schnąć na słońcu. Aniołowie odwiedzali go często. Eblis, jeden z ich grona, piérwszy odważył się go dotknąć, a uderzywszy po brzuchu i piersiach, rzekł: „Twór ten pusty we środku, będzie miał potrzebę częstego napełniania się, ulegnie więc rozmaitym pokusom.” Poczém, obracajac się do obecnych aniołow, spytał: „Cobyście robili, gdyby Bóg oddał mu królestwo ziemi?” — Aniołowie rzekli: „Musielibyśmy usłuchać Boga.” Eblis udał, że takożby usłuchał Pana, lecz co innego myślał. (Cf. d’Herbelot sub voce.) - ↑ Jak kamienie, jak zarzewie &c.
W koranie (Surata XXXVIII. w 75. sqq.) Bóg pyta u Eblisa, czemu wspólnie z innymi Aniołami niechciał uczcić Adama. „Bom godniejszy od niego; tyś mię z ognia stworzył, jego z gliny.” — Za tę dumę Bóg zesłał na Eblisa deszcz gwiaździsty. Podług mahomedanow, gwiazdy spadające (étoiles volantes) które widzimy w wieczór, są to jeszcze resztki owego deszczu. - ↑ Źródło blasków słonecznych? ah! to kropla tylko etc.
Czterowiersz wytłómaczony dosłownie s perskiego. - ↑ Patrz jak. skowronek etc.
W koranie (Surata XVI. w 79 ) powiedziano:
„Azaliż niewidzisz ptaków zawieszonych w przestrzeni nieba, nic ich nie dotyka prócz Boga.” — - ↑ Któż się ulęknie fali gdy Noe sternikiem.
Wiersz Seadiego. - ↑ Zaryf, żartowniś, błazen; klasa ludzi bardzo liczna na wschodzie.
- ↑ Ah! nad ten płomień palą oczy twoje etc
Cała ta elegija jest sszyta z rozmaitych kawałków poetow perskich; u nich w najpoważniéjszym stylu takie porównania używają się; owszem uchodzi to za non plus ultra dowcipu i delikatności smaku poetyckiego. Gdybym się nielękał bydź rozwlekłym, na każdy dwuwiersz zacytowałbym coś
podobnego z Seadi, Hafiza, Nizamiego etc. - ↑ Piasek zdeptany jej królewską nogą,
Wart pięknych oczu słońca i księżyca.
Znajomy jest zwyczaj płci pięknej na wschodzie sypania sobie do oczu pewnego czarnego proszku (surme), dla nadania im blasku i żywości. Proszek ten i henne, t. j. farba czerwona do malowania rąk, są dwa konieczne artykuły w gotowalni elegantek muzułmańskich. Hafiz gdzieś mówi, że pył przyniesiony wiatrem z ulicy, przy której mieszka jego kochanka (Szahnabad), jest najmilszą surmą dla jego oczu! - ↑ Jéj usta mniejsze niźli o kursywę.
Nieraz poeci wschodni w kszałtach swoich liter szukają podobieństw do oczu, brwi, nosa i t. d. swoich kochanek. Chciałem coś podobnego wypatrzyć w naszym alfabecie. Nieszczęściem dla dobrego smaku, alluzije takie co krok w ich poezijach napotykamy. Niekiedy nawet dosyć znośne. - ↑ t. j. Europejczyków; Mahomedanie zowią ogólnym wyrazem Frengistan (mieszkanie Frengow) całą Europę, jak my zowiemy Wschodem kraje Azii i Afryki. Patrz o tém uczoną notę w Collectaneach, Т. I.
- ↑ I pić poprosi.
Gościnność Arabów poszła w przysłowie. Skoro cudzoziemiec jadł u jednego z Bedninem stołu, a szczególniéj gdy pił z jednego z nim naczynia, osoba jego jest nietykalną, dopóki gości u Bednina.
Sławny w dziejach wieków średnich Saladyn (Selah Eddin) zabrawszy, podczas wojen krzyżowych, wielu chrześcijan w niewolę, dla zapewnienia ich bespieczeństwa, kazał im napić sie w swojéj obecności, jednemu tylko wzbronił tej łaski i tejże chwili własną ręką ściął głowę. - ↑ Jako skorpijon kaszański.
Kaszan, miasto odległe o dwa dni drogi od Ispahanu, sławne jest zjadliwością swych skorpionow. Skąd poszło przeklęstwo często słyszane z ust Persow: Ekrebi kaszan destet be zened „niech skorpijon kaszański ukąsi rękę twoję! Skorpijony te, jak wieść niesie, szkodzą tylko krajowcom. (Cf. Chardin voy. III. i tamże uczoną notę profesora Langlés.) - ↑ Los.
- ↑ Fal wam pociągnę.
Na wschodzie przed puszczeniem się w podróż, pochodem na wojnę, i w ogólności przed zaczęciem każdego ważniejszego kroku, osoby płci obojej zwykły się radzić Astrologow. W niedostatku ich, lub w mniej ważnych zdarzeniach, uciekają się do innych prognostyków. Z liczby tych ostatnich jest ciągnienie losu s koranu lub z innej świętej książki. Zowie się to po persku fal kieszyden, los ciągnąć. Hafiz jest uprzywilejowanym poetą w podobnych razach, jako autor wielu wierszy mystycznych. Ciągnący fal dla siebie lub dla kogo innego, bierze do rąk poezije Hafiza, podnosi oczy ku niebu i odmówiwszy głośno modlitwę umyślnie natowierszem nłożoną, otwiera książkę i czyta gazel wypadły losem. Modlitwa ta jest następująca: „Hafizie szyrazki! Znawco wszelkich tajemnic! sstąp na mnie! Na,... (tu się wymienia osoba, dla któréj fal ciągnie się) zwróć łaskawe spojrzenie! Fal stosowny do okoliczności wyrzuć!” - ↑ Wiatr
- ↑ Czekamy gazelu.
Gazel zowie się, w poezii perskiéj i tureckiéj, małe poema nakształt naszego anakreontyku, albo raczej elegii; zwykłym jego przedmiotem sa miłość i wino, już to w zwyczajném, już to w mystyczném znaczeniu, t. j. gdzie pod nazwaniem kochanki rozumie się Bóg, jako przedmiot miłości swych czcicieli, a zaś wino jest miłość ich; upić się tém winem, jestto doznać najwyższej umysłowej roskoszy i upojenia, jakich doznają tylko żyjący w Panu.
Wzorem obojego rodzaju jest Hafiz, który swój jeniusz wyłącznie gazelom poświęcił. Liczba wierszy gazelu rzadko dochodzi trzydziestu, najczęściej mniejsza. Jednym z głównych warunków jest, aby w ostatnim dwuwierszu autor umieścił swoje nazwisko. - ↑ Gdybyś go jak kanarka cukrem ust karmiła.
W jednej z gazet Hafiza jest distich podobny, tylko że tam się poeta porównywa do papugi. - ↑ Witaj słoneczko etc. etc. Co rok w miesiącu Nisan (Kwiecień?) zjawia się chmura. Każda kropla jéj deszczu spadłszy na konchę, przemienia się w perłę; spadłszy na żądło węża, przemienia się w truciznę. Na tém podaniu wschodniem oparłem obie moje piosenki. — Fuzuli, jeden s piérwszych tureckich poetów, mówi do Sółtana, swego dobroczyńcy: „Ja jestem konchą, ty chmurą Nisanu, zléj kroplę i weź perłę jasną.“ T. j. bądź dobroczynnym a ja napiszę wiersze na twoję pochwałę. Częstokroć bowiem, szczególniéj u Arabów, hojność bogacza porównywają do chmury, rzęsistym deszczem lejącej na wszystkie strony, a wiersze do pereł znizanych na sznurku. Słowo nazama znaczy razem perły nizać i wiersze robić. Nieraz sie Hafiz odzywa do siebie: „Brawo Hafizie! tyś perły ponizał, nie gazel powiedział.“
- ↑ ....I taki ptak bitwy.
Almotenabbi, Homer poetów arabskich, śpiewając pochwały jednego z wodzów beduińskich, mówi: „Gdzie tylko się zwrócisz, z obustron ruszają się około ciebie wojska; tak zwraca się orzeł i chwieją się jego skrzydła.“ – - ↑ Sandżak-Szeryf.
- ↑ Zulfekar, miecz Mohammeda.
- ↑ I zulfekara nie złożył w twéj dłoni.
Kopiąc około Mekki, znaleziono kawałek starego żelaza; lud uwierzył, że to żelazo s czasów Abrahama pozostałe od budowy Kaaby. Zrobiono z niego dwa miecze; jeden zwał się Semsame, drugi Zulfekar (posiadacz żyły), tak nazwany od wielu drobnych żyłek, co się wężykiem snuły po jego powierzchni. Mohammed wziął go po Alansie synu Wayel, wodzu beduińskim, zabitym w bitwie Beder. Po Mohammedzie dostał się on Alemu.. - ↑ Brawo! wybornie! wykrzyknik bardzo często słyszany z ust muzułmanów.
- ↑ Najtłustszy kąsek oblepiwszy ryżem etc.
Wiadomo, że Mahomedanie nożów i grabek do potraw nieużywają. Pierwéj Pan Bóg stworzył palce niż widelce. Gdy gospodarz domu chce ufetować gościa zaproszonego na ucztę, własnemi palcami odrywa kawałek mięsa i obwinąwszy go tłustym ryżem, podaje taka klóskę gościowi. Trzeba znać się na grzeczności. Poseł angielski do Persii, Lord Ouseley, zaproszony do dwom na obiad, nie przyjął, z wielkiem zgorszeniem obecnych Persów, ofiarowanego sobie palcami samego Szaha przysmaczku, nie wiedział bowiem, coby to miało znaczyć. Szah i dworzanie zdziwieni, wnieśli, iż poseł był biedeb, t. j człowiek bez wychowania, nieumiejacy się znaleśdź w towarzystwie.
Ileżby za podobny kąsek niedał poddany Szaha. - ↑ S Parisiny, początek,
- ↑ W bajce, s której niniejszą balladę zrobiłem, pastuszek przychodzi z dudką ; pamiętam tylko piérwszy wiersz s piosnki jaką gra jego dudka: „Graj pastuszku, graj.”
- ↑ Balladę tę, podobnie jak Upiora i pieśń morlacką, tłómaczyłem z „Guzla on le choix des chan, illyrieu, etc.“ Dwie piérwsze ułożył, jeśli mamy wierzyć autorowi Guzli, Hijacynt Maglanowicz, gdy jeszcze sam wiodł życie Hajduka, to jest ni mniéj ni więcéj jak rozbójnika czatującego przy drogach. Upior czyli Wilkołek, bo tak go nazywają nasi zadunajscy bracia, jest trup przychodzący s tamtego świata, aby mordować żyjących. Zabity przezeń człowiek staje się sam Upiorem. Ciało jego nie psuje się, włosy i pazury rosną, oczy nie zamknięte etc. Chcąc się pozbyć nazawsze jego odwiedzin, trzeba ciało odkopać z grobu i spalić, uciąwszy pierwéj głowę. Pandorami zowią się zołnierze walczący z Hajdukami.
- ↑ Imie konia.
- ↑ Distich, który dał mi powód do napisania téj piosnki, tak brzmi po persku: „Jeśli chcesz różę widzieć, „przypatrz się twarzy twojéj; jeśli żądasz jesieni, „patrz na moję duszę.”
- ↑ Słowa te znaczą po persku: serce mi palisz piękna dziewczyno; wyrażenie często używane od poetów perskich zamiast kocham ciebie.
- ↑ U dzikich Ameryki północnéj, starający się o pannę, idzie wieczorem, w naznaczoną godzinę, pod jéj okno; palący się tam ogień znaczy odmowę, zgaszony zgodę.
