[31]
POEMAT SIELSKI.
Przychodzisz do mnie znów, domagasz się odpowiedzi,
Nie umiem nie ci powiedzieć, o jednostajna jesieni.
Komuż rachunek zdam z dni, które mijają niczyje?
Mali kuzynkowie mówią: wuju! Smutno mi. Młodość
mija.
Kiedy jest bardzo gorąco, że już schwytać niepodobna
oddechu,
Siadam pod wiązem cienistym na ścieżki brzegu.
Rankiem budzą mnie ptaki, w niebogłosy świegocą,
I aż do nocy nad czołem tworzą świecące koło.
Jakżeż miło, zapomniawszy o męce, siąść na
zwyczajnej ławce,
Przyglądać się trochę czasu owadom i trawom.
Nie pamiętam o książce, którą czytam niechętnie,
i o tem, co było temu dwa lata,
Zrywam słodkie maliny i kłuje mnie szorstka trawa.
Ale jeszcze ostrzejszy jest splątany agrest,
Wspominam go w zawiłej gorączce nad ranem,
Jako znak pocieszenia, gdy zgubiony jestem,
Jak czyjś precz odrzucony i pomięty adres.
A kosy już zadźwiękły wesołą piosenkę
I rozrzucają chwasty w mocny jasny deseń.
Sianokosy znów pachną, kosy znowu dźwięczą,
A jednak róże pachną minionemi laty
I pory zamyślenia biją jak godziny.
Więc nigdy już nie znajdę prostego wyrazu
Dla wielkiego milczenia, największej pociechy,
[32]
Nie opowiem mocnemi słowami konarów
Ku ziemi zwisających drzewa pod mym gankiem,
Ani ptaków szczebiotu, skaczących wśród liści,
Od miedzy równej linji pośród zbóż jak strzała.
Wiem trawniki plamione złotością wieczorów,
Ale mówić nie umiem.
Obok mostku się pluszczą bure w strudze kaczki,
A tam na drugim brzegu jest studnia rozumna,
Na tej mokrej zieleni studzienka okrągła.
Patrzę ździwiony wielce, o strugo wesoła
Z buremi kaczuszkami, znów patrzę dokoła
O stóg siana oparty, tam lasu półkole —
A jednak powracasz ty jedna, przez wszystkie godziny
i myśli.
I czuję cię w każdej myśli, trująco-gorzką, jak orzech,
A jednak powraca twój oddech, gorzki i mglisty,
I wiejesz chwiejesz znów drzew ciemnemi czubami!
Jesieni, zlituj się nad samotnymi.