Poemat o Cydzie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Poemat o Cydzie
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Seweryna Duchińska
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

I. Poemat o Cydzie.
Cyd, wywołany z kraju przez Alfonsa, króla Kastylii (za co — niewiadomo, gdyż początek poematu zaginął), w towarzystwie swej skromnej drużyny opuszcza ze smutkiem rodzinny Bivar i przez Burgos podąża do opactwa San Perro de Cardeńa, gdzie przebywa jego małżonka Ximena z dwiema córeczkami. Zwierzywszy je opiece miejscowego opata, sam z drużyną, pomnożoną hufcem ochotników, opuszcza granice Kastylii.

Cyd zdążył na noc do Spinar de Kana.
Wczas do pochodu zbierają się zrana,
Liczne rycerstwo dobiegło ich nocą.
Zacny Campeador opuszcza swą ziemię:
W lewo zostaje gród Sevastevana,
W prawo Abelon, kędy Maury władną;
W Alcobihella rzuca kraj kastylski,
Przebrnął na łodziach przez Duero wody,
W Figueruella przystanął obozem.
Zewsząd się garnie rycerska drużyna,
Cyd po wieczerzy legł na twarde łoże,
Niebawem słodki sen padł mu na oczy,
I Gabryel anioł ku niemu się zbliża.
„Śpiesz — rzecze — Cydzie, dobry Campeadorze!
Bieguna w lepszej nie dosiadł nikt dobie,
Pókiś ty żywy, zwycięstwo przy tobie!“
Mój Cyd się zbudził, nakreślił znak krzyża,

Pod wolę bożą oddaje się w skrusze
I sen przyśniony raduje mu duszę.
Nazajutrz rano rycerstwo się kwapi,
To dzień ostatni, już zwłóczyć nie wolno;
W Sierra do Medes stanęli taborem,
Jeszcze się słońce nie skryło za chmury.
Liczy Campeador swą drużynę wierną;
Oprócz luzaków i gawiedzi pieszej
Trzysta naliczył proporców u włóczni.
„Nakarmcież konie, polecam was Bogu —
A kto z was głodny, niech na koń nie siada;
Przebędziem Sierra ponure wąwozy,
Kraje Alfonsa opuścim dziś nocą,
Niechże nas potem dogoni, kto śmiały!“
Przeszli w noc Sierrę, zorze zaświtały;
Wnet się w dolinę spuszczą po gór grzbiecie,
Śród skał olbrzymio sterczących ku niebu.
Cyd każe stanąć, koniom dać jęczmienia;
Pośpieszny pochód zaleca drużynie.
Wierne barony przystają ochoczo,
Co wódz rozkaże, dopełnić gotowi;
Nim noc zapadła, biegunów doskoczą.
Ludzkiego oka Cyd pilnie się strzeże,
Idą noc całą niezłomni rycerze,
Z wierną drużyną Cyd zasadzkę czyni:
Przez noc pod grodem sam odprawia czaty.
Tak wtedy rzecze mężny Alvar Fanez:
„W szczęsną godzinę miecz ująłeś, Cydzie!
Wybierz stu dzielnych, tu pozostań z nimi,
Rychło zdobędziem Castejon warowny,
Ja w dwieście koni w głąb kraju się puszczę“.
„Niechże Alvarez z Salvadorem prawym
I Galin Garcia, maż niezłomny w boju,
Pośpiesza z tobą — Campeador zawoła —
Śmiało z orężem zapuśćcie zagony
0d wyżyn Fita do Guadanaxara!
Niech do Alcali dotrą przednie straże,
Niechże bogate zdobędą nam plony,
Niech wobec Maura nie ustąpią kroku;
Ja w stu rycerzy zostanę w odwodzie,
Wezmę przemocą Castejon warowny.
Gdyby was ciężka spotkała przygoda,
Niech mi co rychlej wieść przyniosą gońce,
A krwawszej zemsty nie zobaczy słońce!“
Mój Cyd naznacza tych, co pomkną przodem,
I tych, co przy nim zostaną pod grodem.
Już brzask zaświtał, wzeszły ranne zorze,
Słońce zabłysło. O, jak cudnie świeci!

Lud w Castejonie zrywa się na nogi,
Odmyka bramy, wybiega na pole,
Spokojnie zwykłą zajmuje się pracą.
Bramy zamczyska rozwarte szeroko;
Wewnątrz została drobna garstka ludu;
Ci, którzy wyszli, rozbiegną się w strony.
Śmiało Campeador z zasadzki wyskoczy,
Do Castejonu pomyka, jak strzała,
Mnogi lud Maurów zagarnia w niewolę,
Zdobywa łupem niezliczone trzody.
Mój Cyd pośpiesza ku rozwartym bramom,
Straż, przerażona zuchwałą napaścią,
Porzuca czaty, umyka w popłochu.
I Cyd Ruy Diaz wkracza w grodu mury,
Nagą szablicę podnosi do góry,
Dwunastu Maurom łby orężem zmiata,
Zdobył Castejon i skarby i złoto;
Gawiedź rycerska wraca lotem skorym,
Składa zdobyty łup przed Campeadorem.

(S. Duchińska).

Tak walcząc ze swoją dzielną drużyną, która się ustawicznie powiększa nowymi ochotnikami, zdobywa Cyd liczne grody i zamki, dzieli się z towarzyszami bogatą zdobyczą, część jej nawet królowi, jako swojemu panu, kilkakrotnie odsyła, wreszcie po trzech latach krwawych zapasów dociera do Walencyi. Drużyna jego liczy w tej chwili 3600 ludzi. Zdobywszy to miasto po dziewięciomiesięcznem oblężeniu, osiada w niem jako lennik Alfonsa, osadza biskupa Hieronima i za pozwoleniem królewskiem sprowadza żonę i córki. Tymczasem Jusuf, król Maroku, podstępuje pod Walencyę z 50 tysiącami żołnierza. Cyd zadaje mu straszną klęskę tak, że z całej tej armii uchodzi żywcem tylko 104 ludzi. Część niezmiernych łupów odsyła Cyd królowi. Wróg Cyda, hrabia Don Garcia, napróżno stara się w oczach Alfonsa obniżyć zasługi Campeadora: król oznajmia posłom Cyda, że przywraca go do łask swoich i że młodzi infanci Carrionu za jego pośrednictwem proszą go o jego córki w małżeństwo, wreszcie dla bliższego porozumienia się w tej sprawie chce osobiście rozmówić się z Cydem. Powolny lennik przybywa nad brzegi Tagu i ugina przed królem kolana; na jego żądanie przyrzeka swoje córki infantom, zabiera ich z sobą do Walencyi i wyprawia wspaniałe gody weselne. Ale infanci okazują się niegodni córek Campeadora. Ośmieszywszy się tchórzowstwem, opuszczają Walencyę i w drodze do Carrionu mszczą się na swoich żonach za doznane upokorzenie i zbite niemiłosiernie porzucają w lesie. Oburzony tem Cyd śle do króla w poselstwie Pero Bermudeza ze skargą na infantów i prośbą o wymiar sprawiedliwości. Alfons zwołuje kortezy do Toledo; na jego groźny rozkaz przybywają i infanci. Cyd żąda od nich najprzód zwrotu mieczów rycerskich, które im podarował, potem posagu, danego córkom. Infanci, myśląc, że tem sprawę załagodzą, czynią zadość jego żądaniom. Ale oto Cyd żąda teraz pojedynku dla pomszczeniu honoru córek. Żądanie to wywołuje spory i kłótnie pomiędzy infantami i stronnikami Cyda, a tymczasem stają przed królem królewicze nawarski i aragoński i proszą go o córki Cyda w małżeństwo. Za zgodą ojca król daje im przychylną odpowiedź i stanowi, że sprawę z infantami rozstrzygnie pojedynek trzech rycerzy z każdej strony. Infanci proszą o odwłokę dla należytego uzbrojenia się. Król odkłada więc rozprawę na trzy tygodnie i wyznacza dla niej miejsce w Carrionie. Cyd powierza ją trzem swoim rycerzom: Pero Bermudezowi, Antolinezowi i Munio Gustiozowi, a sam ze czcią pożegnawszy króla, wraca do Walencyi. W dniu oznaczonym, w obecności monarchy, sędziów i licznego tłumu odbywa się pojedynek. Infanci zostają pokonani i zwycięzcy pośpieszają z pożądaną wiadomością do Walencyi. Tu Cyd wydaje za mąż swoje córki i w czas jakiś potem umiera. — Poemat, liczący 3744 wiersze, wszystkie wydarzenia opiewa szczegółowo z kronikarską dokładnością.
„Poemat o Cydzie“ w polskim przekładzie S. Duchińskiej wydrukowała Biblioteka Warszawska (1866, tom III).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: Seweryna Duchińska.