Przyjacielu! ty lubisz światło przyćmione, nastrojowe.
(Jak się mówiło w romansach z przed laty dwudziestu)
Od którego serce omdlewa.
Ja brutalność dnia.
Tem się różnimy. To najgłębsze różnice.
Na które niema rady, że dla kogoś ojczyzną są głuche ulice,
A dla drugiego wpół-rozwite drzewa.
Kiedy słuchasz, jak na pocieszenie pies szczeka,
Księżyc listków się czepia, noc do policzków przy- bliża, że jest tak tylko daleka,
Jak pocałunek zbyt mocny, jak śmierć,
Jeżeli słuchasz usypiania wioski,
Usnąć nie mogąc, zapatrzony w cienie wieczoru:
Wierzaj mi! te wonie i mnie także biją do głowy.
To jest i życie moje.
I cóż nas dzieli prócz tego, co dłoń od dłoni w uścisk zamkniętej dzieli?
W uścisk przyjaźni silnej, samotności, co się podwaja? Wiedzieli
O tem ojcowie nasi, spragnieni spoczynku, i my z ko- lei wiemy.
Niema spokoju. Niema na ziemi.
Dlatego zamknęliśmy się w koło, którego miłość nie przełamie.
Któżby nierozumnie pragnął jeszcze wytchnienia?
Bardzo oddaleni od siebie, czujemy niekiedy, jak nas nieco przybliża wciąż potężniejące ramię,
Bardziej ciążące, niż wolność nie do zniesienia.