Podróże Gulliwera/Część czwarta/Rozdział X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jonathan Swift
Tytuł Podróże Gulliwera
Data wydania 1842
Wydawnictwo J. Baumgaertner
Drukarz B. G. Teugner
Miejsce wyd. Lipsk
Tłumacz Jan Nepomucen Bobrowicz
Tytuł orygin. Gulliver’s Travels
Źródło Skany na commons
Inne Cała część czwarta
Indeks stron
Podróże Gulliwera T. 2 rozdział 2.png


ROZDZIAŁ X.


Gospodarstwo domowe autora.
— Jego szczęśliwe życie u Houyhnhnmów.
— Jego wielkie postępy w cnocie przez obcowanie z tym narodem.
— Ich rozmowy. —
Autor uwiadomiony zostaje od swego pana że musi kraj opuścić.
— Wpada z boleści w wielkie zemdlenie, poddaje się jednak swemu nieszczęściu.
— Przy pomocy szarego konia, jednego ze swoich służących,
sporządza sobie małe czółno i na ślepy los puszcza się niem na morze.


Podróże Gulliwera T. 1 ornament 6.png

U


Urządziłem sobie małe gospodarstwo podług mojego życzenia. Pan mój rozkazał wystawić dla mnie na sposób krajowy małą chatę, w odległości pięciu łokci od swego domu. Ściany jej i podłogę okryłem gliną i rogożami mojego wynalazku. Z dzikich na polach rosnących konopi sporządziłem sobie gatunek grubego płótna i napełniłem je piórami ptaków złapanych za pomocą sideł zrobionych z włosów Jahusów, które zarazem doskonałym były dla mnie pokarmem. Zrobiłem też sobie moim nożem stół i dwa krzesła, przy czem kasztanowaty wielce mi był pomocnym, osobliwie w trudniejszych i mozolniejszych częściach roboty. Gdy moja odzież się podarła, sporządziłem sobie inną ze skórek królików i pewnych pięknych zwierząt tejże wielkości nnuhnoh zwanych, których skóra okryta jest najdelikatniejszym puchem. Z takich skórek zrobiłem sobie także dosyć wygodne pończochy. Trzewiki podzelowałem małemi deszczułkami z drzewa, które przypasałem i przywiązałem do wierzchniej skóry; skoro i te zużyte były, zastąpiłem je skórą z Jahusów suszoną na słońcu. Często wyjmowałem miód z wydrążonych drzew, mięszałem go z wodą lub jadłem z chlebem. Nikt przeto nie doświadczył lepiej odemnie prawdy tych dwóch zasad: że natura daje się z łatwością zaspokoić, i że potrzeba jest matką przemysłu.
Podróże Gulliwera T. 2 str 275.png

Używałem najlepszego zdrowia ciała i największej spokojności duszy. Nie martwiłem się nad niestałością lub zdradą przyjaciela, ani nad obrazami otwartego lub skrytego nieprzyjaciela. Nie miałem sposobności do przekupiania, pochlebiania, i płaszczenia się, dla zjednania sobie przychylności możnego lub jego faworyta. Nie miałem potrzeby bronić się przeciwko oszukaństwu lub ucięmiężeniu. Nie było tam lekarzy dla zniszczenia mojego zdrowia, ani prawników dla zrujnowania mojego majątku; ani szpiegów dla czatowania na moje słowa i czynności, lub wymyślania przeciwko mnie skarg za pieniądze. Nie było szyderców, plotkarzy, obmowców, złodziei, łotrów, adwokatów, podłych stręczycieli, głupców, graczy, polityków, mędrków, hipokondryków, nudnych gadaczy, sprzeczników, gwałcicieli, morderców i wirtuozów, ani naczelników stronnictw i stronników, podrzegaczy do rozpusty przykładem lub zwodnictwem: żadnych więzień, toporów, szubienic i pręgierzy, ni kupców i rzemieślników oszukujących; nie było dumy, próżności i affektacyi; fanfaronów, pijaków i wszetecznic; kłótliwych, niewiernych i kosztownych małżonek, głupich i dumnych pedantów, ani natrętnych, zarozumiałych, kłótliwych, niespokojnych, krzykliwych, ograniczonych, dziwacznych, klących towarzyszów; nie było podłych wynoszących się z prochu przez swoje występki, ni szlachetnych ginących przez swoje cnoty; nie było wielkich panów, skrzypków, sędziów i tancmistrzów.

Podróże Gulliwera T. 2 str 277.png

Miałem honor być przedstawionym kilku Houyhnhnmom które mojego pana odwiedziły i do stołu zaproszone zostały. Mój pan był tak łaskaw pozwolić mi ażebym został w pokoju i przysłuchiwał się ich rozmowie a te były tak uprzejme, iż raczyły zadawać mi niektóre pytania i słuchać moich odpowiedzi.

Czasem pozwolono mi towarzyszyć mojemu panu przy jego odwiedzinach u swoich przyjacioł. Nigdy nie pozwoliłem sobie odezwać się kiedy nie zostałem zapytany, i każdą odpowiedź dawałem tylko z największym żalem, tracąc przez to zawsze sposobność nauczenia się czego; gdyż daleko więcej korzystać mogłem przysłuchując się z uwagą takim rozmowom o rzeczach tylko ważnych i użytecznych, wyłuszczanych słowami najdobitniejszemi. Jak już wzmiankowałem, największą zachowywano przytem przystojność, ale bez robienia sobie żadnych nawet najmniejszych komplementów. Każden z towarzystwa sprawiał sobie i drugim największą przyjemność swojem mówieniem; przerwanie, nudy, zapalanie się, sprzeczki i rozmaitość zdań, nigdzie nie miały miejsca.

Houyhnhnmowie tego są zdania, iż w towarzystwie rozmowy polepszają się zawsze przez panujące między jedną a drugą krótkie milczenie, i mnie się zdaje że mają słuszność; bo przez ten czas rozum tworzy nowe myśli, i tym sposobem rozmowa staje się żywszą i ważniejszą.

Przedmioty o których zwyczajnie rozmawiają są: przyjaźń i życzliwość, porządek i oszczędność, czasem też widoczne działania przyrodzenia, lub starożytne tradycye, granice cnoty, nieodmienne i nieomylne przepisy rozumu lub postanowienia mające się zrobić na najbliższem zgromadzeniu powszechnem. Często mówią też o wzniosłościach i wielkich zaletach poezyi.

Bez próżności mogę namienić, iż byłem często przedmiotem ich rozmowy, moja bowiem obecność dała sposobność mojemu panu, zaznajomić swoich przyjacioł z moją i mojej ojczyzny historyą, przyczem nie najpochlebniejsze dawali zdanie o rodzaju ludzkim. Nie myślę więc powtarzać co Houyhnhnmowie mówili, niech mi tylko wolno będzie wspomnieć, iż mój pan z wielkiem mojem zadziwieniem, lepiej daleko znał naturę Jahusów niżeli ja sam. Opisał wszystkie nasze występki i głupstwa, odkrywając wiele takich, o których nigdy przed nim nie wspomniałem, a to na zasadzie przypuszczenia, jakie przymioty posiadałyby Jahusy jego ojczyzny, gdyby miały cokolwiek rozumu, i wykazał, jak wzgardliwem i nikczemnem takie stworzenie być musi.

Wyznaję z otwartością, iż wszystko cokolwiek z umiejętności i filozofji posiadam, winienem naukom dawanym mi od mojego pana, jako też przysłuchiwaniu się jego rozmowom z przyjaciołmi, i jestem daleko na to dumniejszy, żem u nich słuchał, jak gdybym sam wykładał przed najliczniejszem i największem zgromadzeniem w Europie.

Podziwiałem moc, piękność i zręczność mieszkańców tego kraju, i tak rzadkie złączenie szczytnych cnot u tak uprzejmych osób, wzbudziło we mnie największy szacunek. Z początku nie czułem wprawdzie tego naturalnego uszanowania jakie Jahusy i inne zwierzęta mają dla Houyhnhnmów; lecz z czasem prędzej we mnie powstało niżelim się mógł spodziewać, połączone z serdeczną miłością i wdzięcznością, iż raczyły odznaczyć mnie od innych zwierząt mojego gatunku.

Kiedy myślałem o mojej familji, przyjaciołach, współziomkach i o rodzaju ludzkim w ogólności, uważałem ich za prawdziwe kształtem i charakterem Jahusy, obdarzone wprawdzie mową i cokolwiek ucywilizowane, ale nie używające tych przymiotów, jak na wydoskonalenie i pomnożenie swoich występków: gdy ich współbracia w kraju Houyhnhnmów, mają tylko wady od natury im nadane.

Jeżeli przypadkiem zobaczyłem obraz mój w źródle lub jeziorze, odwracałem oczy z największą odrazą; widok Jahusa daleko był dla mnie znośniejszym, niżeli własnej mojej osoby. Przez obcowanie z Houyhnhnmami i ciągłe podziwianie ich przymiotów, nie mogłem się wstrzymać od naśladowania ich chodu i poruszeń, i tak się do tego przyzwyczaiłem, iż przyjaciele moi zapewniają mnie, że kłusuję jak koń, co uważam za najpochlebniejszy komplement. Nie zapierałem się wcale tego, iż w mówieniu przyjmuję często głos i sposób Houyhnhnmów, i że z największą słyszę obojętnością, szyderstwa przyjaciół moich z tego powodu.

Podróże Gulliwera T. 2 str 281.png

Wśród tego szczęścia i gdy myślałem że już na zawsze zostanę w tym kraju, kazał mnie mój pan jednego dnia raniej niż zwykle przywołać do siebie. Wchodząc, postrzegłem na jego twarzy niejakie zamieszanie i że się znajdował w ambarasie, nie wiedząc w jaki sposób ma mi powiedzieć co zamyślał. Po krótkiem milczeniu rzekł: „Nie wiem jak to przyjmiesz co ci teraz mam powiedzieć. Wiedz o tem, że na ostatniem zgromadzeniu parlamentu, gdy roztrząsano rzecz o Jahusach, reprezentanci zarzucili mi, iż trzymam w swoim domu Jahusa, z którym się obchodzę jak z Houyhnhnmem a nie jak z bydlęciem; że rozmawiam z nim często jakbym miał przyjemność i wielkie upodobanie w takiem towarzystwie; takie postępowanie jest przeciw naturze i rozumowi i rzeczą nigdy niesłychaną. Zgromadzenie więc napomniało mnie, ażebym jedno z dwojga uczynił; albo ażebym cię traktował jak drugie Jahusy, albo rozkazał ci, żebyś odpłynął napowrót do kraju z kąd przybyłeś. Pierwsza propozycya odrzuconą została przez wszystkich Houyhnhnmów którzy cię u mnie widzieli; utrzymywali bowiem, iż ślady rozumu które posiadasz połączone ze złośliwą naturą wszystkim twego gatunku właściwą, mogą cię pobudzić do namówienia Jahusów, aby się schroniły w górzyste części kraju, celem przyprowadzania ich potem w nocy tłumami, dla rabowania i zabijania bydła Houyhnhnmów, gdyż twój gatunek jest z natury drapieżny, żarłoczny i do pracy leniwy.

„Bezustannie, mówił dalej, nalegają na mnie współziomkowie moi, ażebym wypełnił postanowienie zgromadzenia i nie mogę więcej tego odwlekać. Wątpię czy będziesz wstanie dopłynąć innego kraju, i życzyłbym sobie abyś sporządził statek podobny do tego jakiś mi opisał, na którym byś mógł puścić się na morze. Wszyscy moi służący i sąsiadów będą ci przy tej robocie pomocnymi. Gdyby to, dodał, odemnie zależało, zatrzymałbym cię u siebie przez całe twoje życie, gdyż dosyć dobre posiadasz skłonności i przekonałem się, iż niektóre złe zwyczaje i przymioty odłożyłeś, starając się wszystkiemi siłami, ile tylko upośledzona natura twoja tego dopuszcza, naśladować w każdym względzie Houyhnhnmów.“

Powinienem był już pierwej nadmienić, iż dekret powszechnego zgromadzenia w tym kraju oznacza się wyrazem hnhloayn, znaczącym podług najściślejszego tłomaczenia napomnienie; Houyhnhnmowie albowiem nie mogą sobie tego wyobrazić, ażeby trzeba było przymuszać rozumne stworzenie do czego, i żeby rada lub napomnienie nie były dostatecznemi: żadne stworzenie nie może być nieposłusznem rozumowi, bez stracenia prawa do niego.

Mowa mojego pana napełniła mnie największym smutkiem i rozpaczą, i nie mogąc znieść okropnej rozdzierającej mnie boleści, zemdlałem u nóg jego.

Gdym przyszedł do zmysłów, powiedział mi, iż myślał że umarłem, Houyhnhnmowie bowiem nie podlegają wcale takim słabościom. Śmierć, odpowiedziałem słabym głosem, uważałbym za największe dla mnie szczęście. Że nie mogę wprawdzie ganić postanowienia zgromadzenia i nalegań jego przyjacioł, ile jednak nikczemnym rozumem moim osądzić mogę, zdaje mi się, iż mniejsza surowość nie byłaby też przeciw rozsądkowi; że ani jednej mili nie będę mógł płynąć, a najbliższy kraj jest ztąd najmniej o sto mil odległy; że mnóstwa materyałów potrzebnych do sporządzenia statku nie ma w cale w tym kraju; lecz przez posłuszeństwo i wdzięczność dla niego, zrobię próbę, lubo o niepodobieństwie wykonania jestem najmocniej przekonany, tak że się już teraz uważam za zgubionego. Pewność jednak, powiedziałem mu, śmierci nienaturalnej jest najmniejszem mojem nieszczęściem; bo gdybym nawet przez szczęśliwy wypadek uszedł śmierci, nie mogę bez największej boleści myśleć o tem, iż w tym razie byłbym przymuszony żyć między Jahusami i wpaść znowu w zepsucie przez brak przykładów któreby mnie na drodze cnoty utrzymywały. Wiem dobrze, iż postanowienia Houyhnhnmów są za nadto uzasadnione, ażeby je nikczemny Jahu jak ja nim jestem odważył się zaprzeczać: przyjmuję więc z wdzięcznością ofiarowaną mi pomoc jego służących do sporządzenia statku, proszę tylko pozwolić mi pewnego czasu, dla uskutecznienia tak trudnego dzieła. Będę się starał uratować życie moje, a jeżeli kiedy wrócę do Anglji mojej ojczyzny, spodziewam się być pożytecznym moim współziomkom głosząc chwałę zacnych Houyhnhnmów i podając rodzajowi ludzkiemu ich cnoty do naśladowania.

Podróże Gulliwera T. 2 str 284.png

Pan mój dał mi w kilku słowach bardzo łaskawą odpowiedź, pozwolił mi dwumiesięcznego czasu dla sporządzenia statku, i rozkazał kasztanowatemu koniowi, mojemu koledze (wolno mi przecież teraz w takiej odległości przezwać go tem imieniem), ażeby się trzymał w robocie jak najściślej moich przepisów. Powiedziałem bowiem mojemu panu, wiedząc iż ten mój kolega jest mi bardzo przychylny, że jego pomoc będzie mi dostateczną.

Pierwszem mojem w jego towarzystwie zatrudnieniem było, udać się do tej części brzegu, gdzie zbuntowani majtkowie moi wysadzili mnie na ląd. Wszedłem na wyniosłość i oglądając się na około, zdawało mi się iż widzę na północnowschodniej stronie małą wyspę. Wyjąłem więc z kieszeni perspektywę przez którą wyraźniej ją rozeznałem w odległości blizko pięciu mil od miejsca gdziem się znajdował. Kasztanowaty brał ją za chmurę, nie mając wyobrażenia ażeby jeszcze oprócz jego ojczyzny mógł istnieć kraj jaki, i jego wzrok nie mógł rozróżniać odległych na morzu przedmiotów, tak jak to my możemy, będąc doświadczonemi na tym elemencie.

Odkrywszy tę wyspę przestałem dalszych poszukiwań i postanowiłem, że ona będzie pierwszem miejscem mojego wygnania, zostawiając resztę losowi.

Wróciłem do domu i naradziwszy się z moim kolegą, kasztanowatym koniem, udaliśmy się do lasku będącego niedaleko od naszego domu, gdzie ja moim nożem a on ostrym krzemieniem w drzewo oprawionym, urżnęliśmy gałęzi dębowych wielkości zwyczajnej laski i kilka większych. Nie chcę jednak szczegółowym opisem mojego sposobu postępowania przy robocie nudzić czytelnika i nadmieniam tylko, że w przeciągu sześciu tygodni sporządziłem przy pomocy kasztanowatego konia, który mozolniejszą i trudniejszą wykonywał robotę, gatunek indyjskiego czółna, było jednak daleko szersze. Okryłem je skórami Jahusów zszytemi za pomocą nici konopianych mojego wynalazku. Żagiel zrobiłem także ze skór tych zwierząt, ale tylko młodych, bo starych skóra była chropowatą i grubą. Opatrzyłem się czterema wiosłami, włożyłem do czółna zapas gotowanego mięsa królików i ptaków, jako też dwa naczynia, jedno pełne mleka drugie wody.

Podróże Gulliwera T. 2 str 287.png

Spróbowałem czółno na wielkim stawie niedaleko od naszego domu i naprawiłem wady które w niem dostrzegłem, zatykając szpary tłustością Jahusów, aż było w stanie unieść mnie z moim ładunkiem. Po skończonej naprawie, zawiezione zostało na wozie przez Jahusów do brzegu morza, pod dozorem kasztanowatego konia i innego służącego mojego pana.

Podróże Gulliwera T. 2 str 288.png

Gdy już wszystko było w gotowości i dzień odjazdu mojego nadszedł, pożegnałem się z moim panem, żoną jego i całą familjią. Oczy moje pływały we łzach a serce było pełne goryczy. Mój pan życzył sobie, bądź przez ciekawość, bądź przez przyjaźń ku mnie (jeżeli bez próżności tego wyrazu używać mogę), widzieć mnie w czółnie, i wziął ze sobą kilku swoich przyjacioł w sąsiedztwie mieszkających. Z godzinę musiałem czekać na odpływ morza, i gdy potem nastąpił wiatr przyjazny podróży mojej do wspomnionej wyspy pożegnałem się po drugi raz z moim panem. Chciałem się rzucić na ziemię, dla ucałowania nóg jego, ale był tak łaskaw podnieść ją do ust moich. Wiem dobrze jak ostro mnie ganiono z powodu uczynionej o tej ostatniej okoliczności wzmianki. Oszczercy moi utrzymywali, iż to być nie może, aby tak znakomita osoba, tyle się uniżyła dla wyświadczenia honoru tak nikczemnemu stworzeniu. Nie zapomniałem też, iż większa część podróżujących lubi się chełpić okazywanemi sobie zaszczytami; gdyby jednak ci obmowcy znali szlachetny charakter Houyhnhnmów, odmieniliby niezawodnie swoje w tym względzie zdanie.

Ukłoniwszy się z uszanowaniem Houyhnhnmom w towarzystwie mojego pana będącym, wsiadłem na statek i odpłynąłem.

Podróże Gulliwera T. 2 str 289.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jonathan Swift i tłumacza: Jan Nepomucen Bobrowicz.