Podróże Gulliwera/Część czwarta/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jonathan Swift
Tytuł Podróże Gulliwera
Data wydania 1842
Wydawnictwo J. Baumgaertner
Drukarz B. G. Teugner
Miejsce wyd. Lipsk
Tłumacz Jan Nepomucen Bobrowicz
Tytuł orygin. Gulliver’s Travels
Źródło Skany na commons
Inne Cała część czwarta
Indeks stron
Podróże Gulliwera T. 2 rozdział 2.png


ROZDZIAŁ III.


Podróże Gulliwera T. 1 ornament 8.png


Autor uczy się gorliwie języka Houyhnhnmów.
— Pan jego jest mu wtem pomocnym.
— Opis języka.
Wielu znakomitych Houyhnhnmów przybywa z ciekawości widzenia autora.
— Daje swojemu panu krótki opis swoich podróży.


Podróże Gulliwera T. 1 ornament 2.png

N


Największem mojem było usiłowaniem, nauczyć się języka krajowego, w czem mi pan mój (tak go odtąd będę nazywał), dzieci jego i służący wszelkim sposobem dopomagali. Uważali to za największy cud, że tak bezrozumne zwierze objawia tyle znaków rozsądku. Wskazywałem na każdą rzecz, pytałem się o nazwisko, zapisywałem je w moim dzienniku kiedy byłem sam tylko, i uczyłem się wyrazy akcentować należycie, prosząc często członków familji mojego pana, ażeby je przedemną wymawiali. W tem zatrudnieniu dopomagał mi najwięcej rudy koń, jeden z niższych służących mojego pana.
Podróże Gulliwera T. 2 str 175.png

Houyhnhnmowie mówią i przez nos i przez gardło. Ich język ma ze wszystkich europejskich języków które znam, najwięcej podobieństwa do niemieckiego, tyle że jest ładniejszy i wyrazistszy. Cesarz Karol piąty, uczynił też tę uwagę: że jeżeliby miał mówić ze swoim koniem, mówiłby z nim po niemiecku.

Mój pan był tak ciekawy słyszeć mnie mówiącego jego językiem, że wszystek czas wolny co tylko miał, obracał nieprzerwanie na nauczanie mnie. Był przekonany, że jestem Jahu; ale pojętność moja, grzeczność i czystość niezmiernie go zadziwiły: te przymioty były w cale przeciwne naturze tych zwierząt. W największej był wątpliwości względem mojej odzieży, i nie raz rozmyślał, czy ona jest też częścią mojego ciała, czy nie: nigdy bowiem nie rozebrałem się wprzódy aż familia się oddaliła, a za jej przybyciem zawsze już byłem ubrany. Mój pan był ciekawy dowiedzieć się zkąd przybywam, gdziem nabył tego pozoru rozsądku, co się we wszystkich moich przebija czynnościach: pragnął słyszeć moją historyą z własnych ust moich, i spodziewał się że przy wielkich postępach które czynię w nauczaniu się wyrazów i sposobów mówienia, będę w krótce w stanie opowiedzieć mu to wszystko dosyć dokładnie. Celem ulżenia mojej pamięci, napisałem sobie wszystkie wyrazy których się nauczyłem, alfabetem angielskim z tłomaczeniem tychże. Z niezmierną trudnością potrafiłem wytłomaczyć mojemu panu to co czynię, gdyż mieszkańcy tego kraju nie mają najmniejszego wyobrażenia o książkach i literaturze.

Po upłynieniu dziesięciu tygodni byłem w stanie zrozumieć większą część jego pytań, a po trzech miesiącach mogłem mu dawać dosyć dokładne odpowiedzi. Był bardzo ciekawy wiedzieć z jakiego kraju przybywam, jakim sposobem nauczyłem się naśladować rozumne stworzenia; bo te Jahusy do których twarzą, rękami i głową zupełnie jestem podobny, wyjąwszy ich skłonności do chytrości i złośliwości, są najniepojętniejszemi ze wszystkich zwierząt. Odpowiedziałem; że przybywam z dalekiego bardzo kraju; że w drewnianym statku przepłynąłem morze z wielu mojego rodzaju stworzeniami, którzy mnie wysadzili na te brzegi i opuścili. Z wielką trudnością tylko i za pomocą wielu znaków, potrafiłem opisać mu to zrozumiale. Mój pan powiedział mi na to, że się pewno mylę, albo opowiedziałem mu rzeczy które wcale nie istnieją. Houyhnhnmowie nie mają w swoim języku wyrazu oznaczającego kłamstwo lub fałszywość. To być nie może, powiedział, ażeby za morzem był jeszcze kraj jaki, i żeby trzoda zwierząt potrafiła podług swego upodobania kierować drewnianym statkiem na wodzie. Żaden Houyhnhnm nie jest wstanie sporządzić takiego statku, i nigdyby jego kierowania nie powierzył Jahusom.

Wyraz Houyhnhnm znaczy w ich języku koń, a etymologicznie, doskonałość natury. Powiedziałem mojemu panu, że wiele jeszcze mi brakuje wyrazów, do dokładnego wyrażenia się, lecz że po niejakim czasie będę w stanie, przez gorliwe przykładanie się do języka, opowiedzieć mu cudowne rzeczy. Był tak łaskaw polecić własnej swej klaczy i obydwom źrebiętom ażeby przy każdej sposobności się wydoskonalać mnie w języku, i on sam poświęcał co dzień dwie godziny w tym celu.

Wiele koni i klaczy znakomitego pochodzenia, przybywało do naszego domu, bo wszędzie rozgłosiła się wieść o cudownym Jahu, który ma mieć zdatność mówienia jak Houyhnhnm i objawia we wszystkich swoich czynnościach i słowach niejakie ślady rozumu. Z upodobaniem rozmawiali ze mną i zadawali mi wiele pytań na które podług mojej możności odpowiadałem. Przez to wszystko wielkie uczyniłem w języku postępy, tak że po upłynieniu pięciu miesięcy od przybycia mojego, rozumiałem prawie wszystko co do mnie mówiono i dosyć płynnie mogłem się wyrazić.

Houyhnhnmowie którzy odwiedzali mojego pana, ledwo chcieli uwierzyć żebym był istotnie Jahusem, gdyż powierzchowność mojego ciała wcale różną jest od innych mojego rodzaju; że moja skóra, wyjąwszy na twarzy i rękach, jest wcale niepodobną do zwyczajnej tych zwierząt; lecz tę tajemnicę odkryłem już był mojemu panu, powodowany zdarzeniem które mi się przytrafiło.

Powiedziałem już czytelnikowi, że zwyczajem moim było rozbierać się co wieczór dopiero w ten czas, kiedy cała familia na spoczynek się była udała. Jednego dnia, mój pan przysłał po mnie rudego konia bardzo rano. Gdy przybył jeszcze mocno spałem, odzież moja którą się okrywałem spadła była, koszula wysoko była zakasaną. Obudziłem się na szelest zrobiony przy jego wejściu i spostrzegłem, że z wielkiem pomięszaniem wykonał dane sobie zlecenie. Powrócił potem do pana i udzielił mu wiadomość o tem co widział. Dowiedziałem się o tem nie zadługo, bo jakem tylko wszedł do mojego pana, spytał mi się, co ma znaczyć wiadomość którą mu dał jego lokaj; że nie mam być wcale tem samem stworzeniem podczas snu, jakiem się w innym czasie być zdaję; że niektóre części mojego ciała mają być białe, niektóre żółte, albo nie tak białe, a inne nawet wcale brunatne.

Podróże Gulliwera T. 2 str 179.png

Dotychczas zamilczałem troskliwie o mojej odzieży dla odróżnienia się jak najbardziej od przeklętej rasy Jahusów, ale teraz nie można było tego zataić. I bez tego nawet w krótce tajemnica ta odkrytą by została, ponieważ odzież moja i trzewiki mocno się zużywały, i z czasem musiałbym na miejsce ich używać skóry z Jahusów lub innych zwierząt, coby bez wiadomości pana mojego stać się nie mogło. Powiedziałem więc mojemu panu, że w kraju z którego przybywam, wszyscy mojego rodzaju okrywają się włosami pewnych zwierząt, sztucznie przyrządzonemi, a to częścią dla przyzwoitości, częścią też dla ochronienia się przeciw surowości powietrza: że jestem gotów przekonać go o tem, jeżeli mi to uczynić rozkaże, i że nic przed nim nie zakryję tylko to co natura zasłaniać rozkazuje. Odpowiedział mi, że moja mowa zdaje się być bardzo osobliwą, szczególnie ostatnia jej część; że nie można pojąć, czemu natura ma nam rozkazywać abyśmy ukrywali to co nam dała; co do nas, przydał, ani on ani jego współbracia, nie wstydzą się żadnej części swego ciała, ja jednak mogę czynić co mi się podoba.

Rozpiąłem więc moją suknią i zdjąłem ją jako też kamizelkę, pończochy i spodnie. Spuściłem koszulę po brzuch i obwiązałem ją w środku ciała pasem dla zakrycia nagości.

Mój pan przypatrywał się z wielką uwagą i zadziwieniem. Podnosił nogą każdą sztukę mojej odzieży i oglądał je z wielką ciekawością; potem obmacał łagodnie moje ciało i rozpoznawał je ze wszystkich stron, nakoniec powiedział mi: że jestem prawdziwym Jahusem, i że się tylko od drugich zwierząt tego rodzaju różnię białością i delikatnością skóry, kształtem i wielkością przednich i tylnych łap moich, jakoteż przez to, że niektóre części mojego ciała nie są zarosłe i że ciągle usiłuję chodzić na tylnych łapach. Więcej nie życzył sobie widzieć i pozwolił mi włożyć znowu mój ubiór, z czego bardzo byłem kontent, bom się już trząsł z zimna. Powiedziałem mu, że mnie to niezmiernie martwi, iż mi daje nazwisko Jahusa, najobrzydliwszego zwierzęcia, którem się brzydzę i gardzę. Zaklinałem go ażeby mnie tak więcej nie nazywał i żeby to polecił swojej familji i znajomym którzy mnie odwiedzają. Prosiłem go przytem, ażeby nie wyjawiał tajemnicy z ubiorem dopóty przynajmniej, aż będę musiał używać innego, i żeby rozkazał milczeć służącemu swemu który wie o tem.

Podróże Gulliwera T. 2 str 181.png

Na to wszystko uzyskałem łaskawe przyzwolenie: i tak tajemnica o ubiorze zachowaną została aż odzież moja zupełnie się zepsuła, przez co przymuszony byłem zastępować ją różnemi sposobami, jak później obszerniej opiszę. Mój pan prosił mnie, ażebym się z wszelką gorliwością wydoskonalił w języku krajowym, bo to go daleko więcej zastanawia że umiem mówić z rozsądkiem, jak że jestem biały i niezarosły, i jest niezmiernie ciekawy dowiedzieć się o cudownych rzeczach które mu opowiedzieć przyrzekłem: jakoż wielką zadawał sobie pracę, aby mnie jak najprędzej w tem wydoskonalić. Brał mnie ze sobą do wszystkich towarzystw i przyjacioł, i uważał na to aby się obchodzono ze mną jak najgrzeczniej, przez co — jak swoim przyjaciołom powiedział — staję się zabawniejszym.

Codzień zadawał mi wiele pytań tyczących się mojej osoby, na które wedle możności odpowiadałem; przez to pojął niektóre ogólne wyobrażenia o rzeczach które mu później szczegółowo opowiadać miałem. Byłoby zbytecznem chcieć opisywać, jakim nareszcie sposobem potrafiłem mieć z nim dłuższą i ważniejszą rozmowę. Pierwsze opowiadanie które mu w większym porządku i zwięzłości uczyniłem, było następującej treści.

Podróże Gulliwera T. 2 str 183.png

„Przybyłem z bardzo odległego kraju w towarzystwie pięćdziesięciu mnie podobnych stworzeń, przepłynęliśmy morze w wielkim drewnianym statku, daleko większym niźli dom jego.“ Tu opisałem mu jak mogłem kształt okrętu, i za pomocą chustki do nosa starałem się pokazać mu jak go porusza wiatr nadymający żagle. Że przez wynikłą między nami kłótnię wysadzony zostałem na te brzegi i udałem się w głąb kraju, sam nie wiedząc dokąd idę, aż on mnie uwolnił od ścigania obrzydliwych Jahusów. Poczem spytał mnie, kto wybudował okręt i jak Houyhnhnmowie jego rodzaju mogli być tak nieroztropni i powierzyć go zwierzętom. Odpowiedziałem mu, że nie mogę kontynuować mojego opowiadania, jeżeli mi nie da swego słowa, że nic z tego wszystkiego co mu opowiem nie obrazi go bynajmniej; pod tym warunkiem jedynie opowiem mu z największą otwartością cudowne rzeczy, które mu przyrzekłem.

Uczynił zadosyć mojemu żądaniu zapewniając mnie, że się niczem nie będzie czuł obrażonym. Natenczas powiedziałem mu; że okręt na którym przybyłem, zrobiony został przez mnie podobne stworzenia; że w moim kraju i we wszystkich które zwiedzałem, Jahusy są jedynie panującemi i rozumem obdarzonemi zwierzętami; że przybywszy tutaj niezmiernie zadziwiony zostałem, widząc że Houyhnhnmowie postępują jak rozumne stworzenia, i że on i jego przyjaciele mogli się dziwić temu, że spostrzegły niejakie ślady rozumu u stworzenia, które Jahusem nazywać raczyły. Wyznałem mu, że we wszystkich częściach mojego ciała podobny jestem do Jahusów, których zwyrodnionej i zwierzęcej natury żadnym sposobem wytłomaczyć sobie nie jestem w stanie: że jeżelibym miał kiedyś to szczęście wrócić do mojej ojczyzny, abym mógł, jak zamyślam, opisać moje podróże, pewno wszyscy będą myśleć że opowiadam rzeczy które nie istnieją, albo że to jest bajeczną wymyśloną historyą; i tylko powodowany wielkim szacunkiem dla niego, jego familji i przyjacioł, pod warunkiem że się nie będzie czuł obrażonym, wyznać muszę: że współziomkowie moi żadnym sposobem nie uwierzą temu iż w pewnym kraju Houyhnhnm jest panującem i rozumnem stworzeniem a Jahus bydlęciem.

Podróże Gulliwera T. 2 str 185.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jonathan Swift i tłumacza: Jan Nepomucen Bobrowicz.