Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni/Rozdział XXXII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juljusz Verne
Tytuł Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni
Podtytuł Zajmująca powieść z życia podróżników
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo „Argus“
Drukarz Druk. W. Cywińskiego, Nowy Świat 36
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Tour du monde en quatre-vingts jours
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ XXXII.
Kupno okrętu przez Fogga. Brak węgla. Aresztowanie Fogga.

W godzinę potem „Henryka“ pędziła co sił po morzu, unosząc z sobą naszych podróżnych.
Na drugi dzień rano, przy sterze stanął człowiek dobrze nam znany.
Nie był to kapitan, lecz Filip Fogg!
Co zaś do kapitana, to ten zamknięty na klucz w swej kajucie, wydawał wściekłe okrzyki złości.
To co się stało, było bardzo proste. Filip Fogg chciał jechać do Liverpoolu, kapitan zaś nie chciał się na to zgodzić.
Fogg więc pozornie przychylił się do woli kapitana i przez trzydzieści godzin tak zręcznie manewrował banknotami, że wkrótce majtkowie i palacze, którzy byli w bardzo złych stosunkach z kapitanem statku, zostali przez niego zaagitowani.
I oto Filip Fogg dowodził statkiem.
Skutki tego zobaczymy później. Na nowym stanowisku pan Fogg był, jak zwykle spokojny, pani Anda w obawie, a Passepartout zachwycony.
W pierwszych dniach żegluga była bardzo pomyślna.
Morze było spokojne, wiatr łagodny, statek szybko posuwał się po falach.
Passepartout był w swoim żywiole. Zachwycał się swym panem i ożywiał wesołością całą załogę.
Zapomniał on o wszystkiem, o swych smutnych przygodach, o niebezpieczeństwach. Chwilami jednem okiem zerkał na Fixa, ale nie mówił do niego ani słówka.
Zagasła w nim całkowicie przyjaźń dla inspektora policji.
A Fix? Ten był zdumiony i nie wiedział, co o tem wszystkiem myśleć.
W końcu doszedł do przekonania że Fogg zawładnął statkiem, aby popłynąć do jakiegoś swobodnego zakątka i zostać piratem.
Co zaś do kapitana, to ten wył prawie ze złości w zamkniętej kajucie i Passepartout musiał przedsięwziąć wszelkie środki ostrożności, aby ten nie wymknął mu się z kajuty w porze posiłku.
Tymczasem niepokój zapanował na statku.
Zabrakło węgla.
Ta ilość, która starczyłaby, aby zawieźć do Bordeaux, do Liverpoolu była za mała. Pewnego dnia Fogg polecił swemu służącemu, aby wypuścił kapitana.
Passepartout poszedł spełnić rozkaz ze strachem, wiedząc jak wściekłym był kapitan za to więzienie.
W rzeczywistości, po paru minutach uwolniony kapitan wpadł, jak bomba na pokład.
— Gdzie jesteśmy? — zakrzyknął, przeplatając mowę przekleństwami.
— O siedemset siedemdziesiąt mil od Liverpoolu, — odrzekł spokojnie dżentelmen.
— Piracie! — krzyknął kapitan.
— Kazałem pana uwolnić, — rzekł Fogg — i sprowadzić do mnie, gdyż chcę się spytać, czy sprzeda mi pan swój statek?
— Nie! do djabła, nie!
— A więc zmuszony będę go spalić.
— Co? spalić mój statek?
— Tak, gdyż brak nam drzewa.
— Spalić mój statek! — krzyczał Spidy, — statek, który wart jest pięćdziesiąt tysięcy dolarów!
— Oto sześćdziesiąt tysięcy dolarów, — odpowiedział Fogg, podając kapitanowi pieniądze.
Wywarło to efekt zadziwiający. Kapitan odrazu zapomniał o swym gniewie i uwięzieniu.
Statek jego miał już dwadzieścia lat. Ależ to złoty interes!
Z radością schował do kieszeni pieniądze, a wtedy rozpoczęło się rąbanie wszystkiego, co było na statku z drzewa, aby napalić pod kotłem.
Wkrótce wszystko, co było drewnianego na „Henryce“ spalono i statek jechał, z szaloną szybkością.
Jeszcze daleko było do brzegów, gdy naraz kapitan, który zapomniał już o swej złości i zainteresował się podróżą pana Fogga, rzekł:
— Panie, wszystko sprzysięgło się przeciwko panu. Jesteśmy dopiero koło Kinstonn.
— Ach! — odpowiedział dżentelmen, — a więc to miasto jest to Kinstonn?
— Tak, panie...
— Czy możemy dotrzeć do portu?
— Za trzy godziny.
— Zaczekamy więc, — odparł Fogg, nie pokazując po sobie, że ma znowu pomysł, który przyśpieszy przyjazd do celu.
Wkrótce statek stanął przy porcie i Filip Fogg, uścisnąwszy na pożegnanie rękę kapitana, opuścił go wraz z współtowarzyszami podróży.
Fix miał wielką ochotę zaaresztować teraz pana Fogga, ale się jeszcze powstrzymał.
Przybywszy do Dublinu, jeszcze się wzdragał.
Dwudziestego pierwszego grudnia Filip Fogg wylądował w Liwerpoolu. Miał szansę wygrania zakładu. Tymczasem podszedł do niego Fix, położył mu rękę na ramieniu i pokazując mu rozkaz urzędowy, rzekł:
— Czy pan jest Filipem Fogg?
— Tak, panie.
— W imieniu królowej, aresztuję pana!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Verne.