Podróż na wschód Azyi/25 września

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Paweł Sapieha
Tytuł Podróż na wschód Azyi
Podtytuł 1888-1889
Data wydania 1899
Wydawnictwo Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

Krasnojarsk, 25 września.

Zwiedzam gimnazyum krasnojarskie, zaproszony przez dyrektora, pana Witoszyńskiego z Galicyi, ba, nawet z przemyskiej ziemi, bo ojciec jego żyje jeszcze koło Niżankowic; uczył się w Przemyślu, zna Krasiczyn, uniwersytet kończył we Lwowie; na wezwanie rządu rosyjskiego, by nauczyciele Sławianie zgłaszali się do Rosyi celem obejmowania posad profesorskich, przeniósł się do Rosyi. Przez długie lata przebywał w Rosyi europejskiej, potem był dyrektorem gimnazyum w Jenisejsku, wreszcie od dwóch lat bawi tutaj. Religii zdaje się prawosławnej; żona Polka, rzekomo z gubernii mohylewskiej.
Gimnazyum, nie mogę inaczej powiedzieć, jak, że utrzymane pod względem czystości wzorowo — co prawda, odnawiane, malutkie, bo też uczniów tylko 150. Najprzód przedpokój, gdzie uczniowie pozostawiają paletoty, kalosze, czapki; dalej sień druga, gdzie w czasie rekreacyi dziesięciominutowej między 10 a 11 piją herbatę; o 12 pauza dwunastominutowa, w czasie której gimnastyka, ćwiczenia pod komendą oficera, tak zwane »wojenne«, po prostu rodzaj mustry, nowe zaprowadzenie ministerstwa oświaty. W całości nauka trwa od pół do dziesiątej do 3-ciej popołudniu. System gimnazyów przyjęto wogóle w Rosyi na modłę pruskiego. Od niedawna dopiero wprowadzono gimnastykę, rzecz arcyzbawienna; widać na twarzach, zwłaszcza niektórych uczniów, potrzebę gimnastyki, ruchu, powietrza! Profesorowie wszyscy i dyrektor są obowiązani w gimnazyum w czasie nauki być w mundurze, który, jako mundur ministerstwa spraw wewnętrznych, polega na fraku z ciemno-niebieskiego sukna, takaż kamizelka i spodnie, guziki srebrne. W krajach sławiańskich znajdowałbym zaprowadzenie munduru dla uczniów, a może i dla profesorów za rzecz nieodzowną, dodawałoby to może trochę jędrności. Wogóle wydaje mi się, sądząc z ogólnych norm pod tym względem, dających się wszędzie w Rosyi zastosować, że gimnazyum tutejsze, podobnie jak drogę między N. Udińskiem a Krasnojarskiem, wyczyszczono, odnowiono, poprawiono, bo nowy jenerał-gubernator przyjeżdża. Wskutek inicyatywy pana Witoszyńskiego ma być podobno zaprowadzony wykład religii katolickiej przy tutejszem gimnazyum, gdzie 9 katolików uczęszcza. Proboszcz tutejszy, ks. Mateusz Weitt, Żmudzin, od dwóch lat dopiero w Krasnojarsku, po polsku łamie jak może. Darował mi dwie książki wydania swojego w wydaniu łotyskiem, był bowiem dłuższy czas w Inflantach, nad granicą Żmudzi. Na Sybir dostał się wskutek własnego żądania; gdy bowiem kazano usunąć z Inflant wszystkich księży, podejrzanych o zbytnią gorliwość w rzeczach religii, on, nie chcąc jechać za granicę, prosił arcybiskupa petersburskiego Gintowta o przyjęcie do archidyecezyi, która od Litwy ciągnie się aż po Spokojny Ocean. Parafian liczy tutaj około 5000, rozrzuconych jednakże po całej gubernii jenisejskiej, która od granic chińskich rozciąga się aż po Lodowaty Ocean. Skarży się na swoich parafian. Wielu pomiędzy nimi zwykłych zbójów; ale też wielu przybywa Żmudzinów, którzy dobrowolnie przesiedlają się gromadnie z kraju na Sybir i całe kolonie tu zakładają.
Zwiedziłem także tutejsze muzeum, w niem ciekawe maski gipsowe typów, żyjących pod berłem rosyjskiem plemion, w obecnej chwili wymierających. Obiecano mi przysłać tych masek.
Moszka, czyli muszka, mała, to plaga w Syberyi; pojęcia się niema, nie doświadczywszy, jak może dokuczyć. Stąd między mieszkańcami chłopami w Syberyi zwyczaj w lecie używania do wszelkich robót rękawic, wualów i masek formalnych z drutu lub włosienia, tak w polu pracują.
Rozpaczliwa znowu dla mnie era niedecyzyi: czy jechać na pryiski, kopalnia złota i t. p., do t. zw. jużnoi tajgi, czy do Minusińska (Włoch sybirskich), czy też wprost do Tomska? Kossowskiemu obiecałem czekać na niego, — do pryisków, gdziebym miał protekcyę pana Stępkowskiego, rewizora górniczego, byłoby niesłychanie ciekawem pojechać. Ale tam zima już kompletna, a ja nie jestem wybrany stosownie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Paweł Sapieha.