Podróż królewska do Wiśniowca, dnia 9 października zaczęta, a dnia 8 grudnia zakończona r. p. 1781

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Na wesele Księcia de Nassau z Księżną z Gozdzkich Sanguszkową Podróż królewska do Wiśniowca, dnia 9 października zaczęta, a dnia 8 grudnia zakończona r. p. 1781 • Wybór poezyj • Liryków księga czwarta • Adam Naruszewicz Na powszechną radość z oddanéj buławy mniejszéj koronnéj J. W. Rzewuskiemu...
Na wesele Księcia de Nassau z Księżną z Gozdzkich Sanguszkową Podróż królewska do Wiśniowca, dnia 9 października zaczęta, a dnia 8 grudnia zakończona r. p. 1781
Wybór poezyj
Liryków księga czwarta
Adam Naruszewicz
Na powszechną radość z oddanéj buławy mniejszéj koronnéj J. W. Rzewuskiemu...

XXXV. Podróż królewska do Wiśniowca, dnia 9 października zaczęta, a dnia 8 grudnia zakończona r. p. 1781.




Procede et regna.

Czas kazał żegnać, czas cię każe witać
W obojéj chwili, królu ukochany!
Czy słońce znika, czy poczyna świtać,
Wracając ziemi promyk pożądany,
Zamglony okrąg hojna rosa zlewa.
..................

W téj od lat wielu stolicy przytomny,
Tuś swój majestat łaskami uzbroił.
Tu prac publicznych znosząc stos ogromny,
Wdzięczność z miłością w serca nasze wpoił.

Trudnoż tak silne pęta zrywać razem;
Lecz rozum ulżył swym żale rozkazem.

Ociec i władca sarmackiéj przestrzeni,
Nie nam cię tylko nieba dały, panie.
Wszystko twych darem wzrost bierze promieni,
I cedr i chróścik na ubogim łanie.
Gdzie Dniepr, gdzie z Wartą bystry Niemen leci,
Wszyscyśmy twoi poddani i dzieci.

I ta, co pyszne gmachy w pola pędzi,
Słodkiego berła wiekopomna sprawa,
Baczniéj dni twoich i zdrowia oszczędzi
Stęskniona pańskim odjazdem Warszawa.
I to miéć będzie w żądanéj korzyści,
Że szczerą miłość od zysku oczyści.

Muzo, co dawczym życia władnąc zdrojem
I martwe zmierzchłych skroń zielenisz śniegi,
Zhartuj me siły niebieskim napojem
Na pierwsze rzutkiéj młodości pobiegi,
By, jak me serce wiernym biegło krokiem,
Tymże rym pana dościgał poskokiem.

Sprzeczna ludzkości, a prawom niewierna,
Plac na śmiertelne wytknięty zawody,
Długo cię widziéć nie godna Jezierna.
Mijaj te jatki, miłośniku zgody.
Czeka cię Góra, i w milszym widoku
Gruszczyn, stróż prawa i twojego boku.

Ten, co strudzone osładza zrzenice,
Już cię do miłych wczasów wieczór wzywa.
Widziéć lesiste zdala Kozienice.
Prowadź tam pana, czeladko życzliwa.
Niech spocznie chwilę; wszak na jego głowie
Ojczyzny całość polega i zdrowie.

Błysnęła z rankiem równa wiośnie pora.
Nie zajrzy kwietniom październik łaskawy.
Odwiedź polskiego dom zacny Nestora,
Z lat młodocianych miłe ci Puławy.
W tych-eś przybytkach cnotą serce zdobił,
Gdy cię Bóg z pieluch do berła sposobił.

Długo pod pańskim szczęśliwe pobytem,
Tu wam, Mazury, losy kres przyniosły.
Już Wisła płynnym połyska korytem,
Rączemi majtków zapieniona wiosły;
A czując, kogo na swym łonie pławi,
Lekką posmyczą nurty kędzierzawi.

Jedź; wszędy znajdziesz poddanych kochanie.
Twoim jest, królu, cała Polska dworem.
Oto-ć, jak ziemię, ochoczy Lublanie,
Tak serca z równym podają otworem,
I co je wstępnym przykładem zagrzewa,
Znajomy z cnoty dziedzic Markuszewa.

Sprawiedliwości i pamiętnéj zgody
Tu szczep urosły pierwsze wydał kwiaty.
Tu Zygmunt bitne połączył narody,
Stefan wspaniałe dźwignął magistraty.
Przyjmij z tych darów wieniec upleciony,
Cechę twéj duszy, a hasło korony.

Tu ci Astrea w licznym sędziów gronie
Dwu zacnych mężów przewodniczym śladem
Składa miecz, prawo i szalę na łonie.
Ty ją cnót własnych napawasz przykładem,
Uwielbiasz skromność, naprawujesz błędy.
Cóż warta zwierzchność, gdy bez sił urzędy?

Groźne dunajskim niegdyś orłom grody,
Wznosi Krasnystaw i porosłe wieże.
Twoje to, Lachu, sprawiły niezgody,
Żeś dawnym brańcom poszedł na łupieże.
Przodkowie twoi ziemie szablą brali,
Gdy cnotę, honor i królów kochali.

Ruskiéj strażnicza Dubienko Cerery!
W tobie żeglowne polubiwszy biegi,
Powiewne sternik rozwija bandery,
Pędząc ku morzu ładowne komiegi;
A na żądane pana wesół przyście,
Pełne mu ziarna w darze niesie kiście.

Wdzięczni Chełmianom za uprzejme chęci,
Żyzne Wołynia odwiedzamy niwy.
I on twą bytność, monarcho, uświęci,
Obliczem gościa wielkiego szczęśliwy.
Już w Włodzimierzu nie skąpa ochota,
Już i w Krzemieńcu otwiera ci wrota.

Cel przedsięwziętéj podróży się zbliża.
Krasne po drzewach jedwabie migocą;
Huknęły śpiże, liczny koń poryża,
Dzień przed ognistą znikły pierzcha nocą.
Znak-to wesoły. Miéj, królu, nadzieję,
Że wiek twój w domu tym zazielenieje.

Gdzie czysty Horyń wolnym nurtem bieży,
Wilżąc płodnemi łąki wód rozrzuty,
Na wstręt scytyjskich mordów i kradzieży,
Dźwignęły zamek dawne Korybuty.
Mieszkaj z tym ludem, aże cię przywita
Dwu bóstw ukrytych para znakomita.

W téj-to pamiętnéj krwi i osiadłości,
Co z groźną niegdyś wylatały władzą,
Rzadkim odwiecznéj darem Opatrzności,
Z twoim się orły przyjazne zgromadzą.
A hołd twéj dawszy mądrości i cnocie,
W rzewnym się sprzęga miłością rozlocie.

Tu luby pokój założył mieszkanie,
Wolne od nudnych zgiełków miejskiéj rzesze.
Ten, co się na twe zebrał powitanie,
Ziomek wieśniacze rzuciwszy lemiesze,
Zna się, do czego jest obowiązany
I co jest winien monarsze poddany.

Czy cię poskoczne bawić będą smyki,
I ogień, który poigrawszy, zniknie,
Czy gdy spiekłemi gmin ożarty byki
Stokroć cię z kuflem pienistym pokrzyknie;
Co brzęczy, świeci, marzy, pasie, huczy,
Wszystko ci miło, bo nikt nie dokuczy.

Szykowym godzin rządzony wymiarem,
Tu czas twe prace zwolni i natęży.
Nie stękniesz pod ich niezbędnym ciężarem
W miłéj uprzejmych wieśniaków okręży.
W kolejnym trudów, a rozrywek rzędzie
Ty myślić o nim, lud o tobie będzie.

Bogdajś żył długo, gospodarzu miły,
Z wierną zgodnego życia połowicą!
Twe ściany panu lata orzeźwiły;
Późne cię wieki miłością zaszczycą.
Ktokolwiek minie, obcy, czy krajowiec,
Wspomni, jak króla przyjmował Wiśniowiec.

O słodkie kąty! o luba gospodo!
Już cię pożegnać z miłym trzeba gronem.
W dalszą nas stronę przykre losy wiodą.
Patrz, królu, jak cię z uprzejmym ukłonem
Lud twój otacza, a w ponuréj ciszy
Ściga wzdychaniem, łzami towarzyszy.

Kogóż twa, panie, dobroć nie przechyli
I ust na serca zrodzonych kajdany?
Gdy sama północ w ostréj przykra chwili,
Niosąc dla ciebie wiosny blask różany,
Milszéj dla Polski pory znaki wieszcze,
Z serc rozkwilonych słodkie lała deszcze.

Wspomniawszy pełne miłości rozstanie,
Wszak dotąd jeszcze Echo żałobliwa
Po brzegach Istra i po Erydanie
Wzdycha i głosem posępnym ozywa:
„Cóż mi, w piękniejszych choć się krajach bawię,
Gdy ciebie niémasz, królu Stanisławie!“

Nie smuć się rychłym, Wołyniu, zachodem;
Jeszcze to słońce twe oświeci progi.
Będziesz powtórnym łask pańskich dowodem.
Teraz mu inne zbieżéć trzeba drogi
I krążyć górne z lasami manowce,
Gdzie leży Felsztyn i piękne Rajkowce.

Cóż się to za gmach w przykréj wznosi górze,
W głuche naokół skał warowny szańce?
Znam cię, méj wierny ojczyzny przedmurze,
Wstręcie niezłomny na dzikie pohańce!
Gdzie się postokroć gwałt azyjski cisnął,
A jak wał hardy otarł i rozprysnął.

Każ siodłać dzielne, cny królu, rumaki.
Oto cię wita bitnych przodków plemię,
Których krew czarne zlawszy nieraz szlaki
I zasypawszy kośćmi bujną ziemię,
W chlubniejsze groby, nad greckie mauzole,
Przyozdobiła waleczne Podole.

Bierz z wiernéj dłoni klucze tego miasta.
Twej-ci to darem uzbrojone ręki,
W hartowne gromy sroży się i wzrasta,
A przez ogniste czujnych dział paszczęki
Sto śmierci lotnych sypiąc na powietrze,
Żelaznym gromem potrząsa Zadniestrze.

Stąd patrząc, wzdychasz, wspomniawszy na owe
Łany, gdzie niegdyś przodków wiek zwycięski
Zrzynał po bitwach gałązki laurowe,
Barbarzyńskiemi umajony klęski,
I błędne jeszcze po stepach ich cienie
Trwożą gmin płonny na samo wspomnienie.

Tam i twój rodzic mężnym stąpał krokiem,
Ucześnik trudów gockiego Alcyda.
Gdy równym mierząc szwank i szczęście okiem,
Choć go na tysiąc los przypadków wyda,
Bosforskich hufców i wodze i ojce
Strącał z dywanów odęte zawojce.

Walecznym ojców duchem zasilony,
Czekaj łaskawszéj dla narodu chwili.
Opatrzność dźwiga i poniża trony.
Wzdy się uporne nieszczęście przesili,
A usępione lata winą cudzą,
Jeszcze się z twardych letargów obudzą.

W świetnéj rycerstwa ochoczego społce
Wkrótce się płodna zbóż okaże matka.
Oświadcz twą łaskę, królu, Nowosiołce;
I pan jest twoim i jego czeladka.
Wszystko się na twe przybycie otwarza,
Kiedyś wziął dawno serce gospodarza.

I ty Deraźnio, bogata dziedzicem,
Ujrzysz monarchę, i was, Latyczewa
Ziomków, łaskawym uszczęśliwi licem.
Niech się go Janów z Winnicą spodziewa,
Bo wasza wierność nigdy nie ustanie
W umyśle pańskim, godni Bracławianie.

Ostatni miejscem, lecz równi w pamięci
Innym ojcowskiéj, kijowscy ziemianie!
Znoście serc czystych nieskażone chęci
Na tak wielkiego gościa powitanie.
Wydany rozkaz powrót nam opiewa,
Wytknąwszy trudom kres u Berdyczewa.

Ty, coś w niewinnym piastowała łonie
Zbawcę narodów, matko i dziewico!
Przybądź ku pana mojego ochronie;
Niech się dni jego twoją łaską szczycą.
Tyś go wyrwała z synem z przygód wielu;
Racz-że i z tego zasłaniać kasztelu.

W Cudnowskich polach ręka zapalczywa
Buntownéj czerni klęskę w oczach stawi.
Jeszcze się z mogił głos mściwy ozywa:
Panowie, bądźcie na kmiotków łaskawi!
Wierność z przemysłem rząd łagodny wpaja;
Rozpacz i siły najsłabsze uzbraja.

Przychylne panu z Łabuniem Połonne
I Miropolskie z Zasławskiemi jary,
Dadzą następcom dowody niepłonne
Zacnych mieszkańców miłości i wiary.
Ni im ustąpi z życzliwym Hrycowem
Szczęśliwy dziedzic potomstwa wychowem.

Piękne Ostroga widzim okolice,
Dubno nas mile przyjmuje i bawi,
I was nie miniem, grzeczne Warkowice,
Równie Boremel pańska bytność wsławi.
Wy téż Łokacze w uprzejmość wylane,
Będziecie w późnéj potomności znane.

Spokojne Hulczy porządnéj siedlisko,
Wynidź z radośnym witać pana gminem.
Milsze mu stokroć proste widowisko,
Gdzie dziedzic ojcem, gdzie poddany synem,
Niż, co je dumna gmachy złoci ręka,
Gdzie się gwałt dźwiga, a ludzkość przyklęka.

Śpieszniejszym krokim znowu twe, Lublinie,
Kraje odwiedzi monarcha strudzony.
Przyjmiesz go świetnie w powtórnéj gościnie,
Dwoistéj łaski darem zaszczycony;
A dzierżąc jego szalę cnót wymiarem,
Będziesz ozdobą tronu i filarem.

Ożywny jakiś wietrzyk od zachodu
Lekkim się brzękiem w martwe dusze wlewa.
Oddech z długiego powraca zawodu;
Pierwszą zieloność myśl uwiędła wdziewa.
Przychylną niebian litościwych sprawą
Lepsze cię losy czekają, Warszawo!

Król się przybliża do swojego domu;
Na stronę plotki, natręty i zdzierce.
Pełno po mieście okrzyków i gromu.
Przynoś mu czyste na ofiarę serce,
Cnotliwy ludu, coś te ognie wzniecił!
Pierwéj on ciebie łaskami oświecił.

Mędrszy z długiego pana niewidania,
Doznałeś smutnych bez niego kolei.
Na nim ojczyzny zawisły żądania,
On twoich celem losów i nadziei.
Dzieł jego trudy, odganiaj zgryzoty;
Wtenczas ci powiem, że go kochasz z cnoty.