Podróż do Turcyi i Egiptu/List VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Potocki
Tytuł Podróż do Turcyi i Egiptu
Podtytuł Z wiadomością o życiu i pismach tego autora
Wydawca Żegota Pauli
Data wydania 1849
Drukarz Drukarnie D. E. Friedleina
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


LIST VII.
Z Carogrodu.
Nie zawsze w powieściach wschodnich moralność tak jest naganną, jak w téj która była ostatniego listu mego treścią. Posyłam Ci inną któréj grunt jest historyczny i styl wznioślejszy. Dałem rodzajowi temu nazwisko powieści przez podobieństwo z Hyakin, o któréj mamy w listach wschodnich. Starałem się równie naśladować z dokładnością wyrażenia ich i figury; i jeżelim co odmienił, to zapewne ujmując z ich bogactw nie zaś przydając do nich.


SPRAWA DRAKA.
POWIEŚĆ.

Drako pierwszy tłumacz Porty wsławił się w stolicy ottomańskiéj wielką swą znajomością w prawie muzułmańskiém: równie mu były wiadome komentarze jak pisma obiawione Prorokom, i teksta pism ich świętych, które trafnie przytaczać umiał, dawały mu w sporach pewne zwycięstwo, które mu wielu sprawiało nieprzyjaciół. Najniebezpieczniejszy był Szef Izlam. Człowiek ten obrotami do wielkich posunąwszy się godności, z zniewagą widział, że niewierny posiadał naukę któréj on nabyć zaniedbał. Uniesiony zazdrością poszedł do wezyra i w te do niego mówił słowa: »Potężny ministrze, który posiadasz bez udziału łaski najwyższego Sułtana, słuchaj rady religii, która przez moje usta mówi do ciebie. Wiem żeś się zupełnie Drakowi powierzył; lecz zważyłżeś, że pobłażanie którego używamy naprzeciw niewiernym Chrześcianom, niemoże się rozciągać na tego niewiernego, który zna prawo nasze a jednak nieidzie za niem. Od dawnego czasu Ulelma obrażony jest tém zgorszeniem, a ja który jestem i wodzem i tłómaczem onego, przymuszonym się widzę domagać się u ciebie o głowę Draka; spytaj się go, którą on wiarę najlepszą być sądzi. Jeżeli się skłoni za naszą, przymuś go, żeby ją przyjął; jeżeli zaś przeciwnie wyrzecze bluźnierstwo, na śmierć zasługuje.« Wezyr chociaż z żalem pozwolił na to, czego się domagano od niego.
Rozkazał przywołać tłumacza. »Dragomanie!« rzekł mu: »wiem, że zarówno świadom jesteś prawa objawionego świętemu naszemu Prorokowi, i tego które Issa niegdyś uczniom swoim powierzył: któremuż z nich dwóch dajesz pierwszeństwo?« Drako zaraz poznał sidła które mu stawiono, i prosił żeby mu wolno było następującą powiedzieć historyją.

Kiedy (mówił) rządziłem prowincyją powierzoną staraniom moim przez najwyższego Sułtana, zdało się niektórym jego poddanym, że znaleźli żyłę drogich kruszców. Każdy z nich kopał sobie osobną drogę, a wszyscy spodziewali się że kiedyś natrafią na skarb i opanują go. Po długiéj i pilnéj pracy zgasły im lampy; lecz taka ich była żarliwość, że nietylko że niespostrzegli tego, lecz wołali jak wprzódy: ja znalazłem złoto, drudzy mają tylko miedź i cynę! Ten co z górnego niebios sklepienia widzi mrówkę w głębi przepaści i słyszy szmer jéj nożek, widział równie tych nieszczęśliwych w ciemnych ich podziemiach. Mógł był zapewne zgaszone ich zapalić lampy, mógł był spuścić na nich promień światłości przedwiecznéj, która go otacza; lecz nie uczynił tego: zostawił tylko każdemu nadzieję i bezpieczeństwo, na których dosyć było, żeby ich szczęście zabezpieczyć.»
Tu się skończyła powieść Draka; wezyr go pochwalił, a hipokryta odszedł zawstydzony.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Potocki.